IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Hala wystawowa 'Grand Palais'


Share | 
 

 Hala wystawowa 'Grand Palais'

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Hala wystawowa 'Grand Palais'   Sob Lip 02, 2016 2:13 pm



Hala wystawowa 'Grand Palais'

Najstarsi Francuzi wciąż jeszcze pamiętają huczne otwarcie przytłaczającej rozmiarami hali z okazji wystawy światowej, którą w 1900 roku gościł Paryż. Secesyjna, długa na 240 metrów zabudowa skrywa przestronne wnętrze, gdzie przez wiele lat twórcy ze wszystkich krajów prezentowali osiągnięcia techniczne, naukowe i kulturalne.
W 1940 roku los tego miejsca dramatycznie się zmienił - wówczas hala zaczęła pełnić funkcję garażu dla niemieckich pojazdów i dopiero od niedawna organizowane są w niej propagandowe wystawy.
Na co dzień hala stoi jednak pusta, a jej olbrzymią przestrzeń wypełnia niemal nienatualna cisza. Ani paryżanie, ani okupanci nie mają tu czego szukać, jednak miejsce to stanowi idealną kryjówkę dla przeciwników niemieckiej władzy. Pod imponującym, oszkolnym dachem hali ułożono już niejeden konspiracyjny plan...


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Hala wystawowa 'Grand Palais'   Czw Cze 15, 2017 2:03 pm

Wieczorem pierwszego maja w przestronnej hali wystawowej 'Grand Palais' jedynym źródłem światła była żarząca się w ciemnościach końcówka papierosa, którego palił Boris Gogol. Niewysoki, lecz dobrze zbudowany mężczyzna powyżej czterdziestki miał w sobie coś z łasicy - jego ciemne, ruchliwe oczy, nieustannie przymrużone i czujne, błądziły po opustoszałym wnętrzu, raz po raz zatrzymując się na imponujących drzwiach hali. Tego wieczora wyjątkowo były one otwarte, choć pomijając Borisa, w całym Paryżu wiedziało o tym tylko troje ludzi.
Gogol stał nieopodal wejścia, tuż przed sztalugami, które ciągnęły się niemal przez całą długość Grand Palais. Nie zdjęto z nich jeszcze dzieł z kwietniowej wystawy - 'La France Européenne - La Vie Nouvelle' - nawołującej do pracy francuskiej młodzieży na rzecz niemieckiego-francuskiego dobra wspólnego. Nie wydawało się jednak, aby Boris był w jakikolwiek sposób zainteresowany dziełami, choć na jego ustach błąkał się krzywy uśmieszek.
U stóp Gogola stała z kolei dosyć duża, skórzana walizka, która w połączeniu z ciężkim płaszczem, jaki miał na sobie mężczyzna, nadawała mu wygląd podróżnego. W istocie przebył długą drogę, aby znaleźć się w tym miejscu - i dosłownie, i w przenośni. W swojej ojczyźnie Boris Gogol budził ciche zdumienie, a może nawet pewien podziw - niemal od samego początku trwał wiernie w partii, a okres czystek stalinowskich nie zaszkodził mu w żaden sposób, mimo że wielu dowódców GRU nie miało takiego szczęścia. Nikt nie wiedział, czy wynikało to z wybitnych umiejętności Borisa, sprytu czy najzwyklejszego szczęścia, ale ci nieco bardziej śmiali zwykli żartować, że gdyby Związek Radziecki stracił Gogola, nawet sam Stalin by zapłakał.
Tymczasem ten niewysoki, ukryty w kłębach dymu mężczyzna ze skupieniem wyczekiwał, aż do Grand Palais przybędą wezwani przez niego szpiedzy.


Na odpis macie 72h.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Hala wystawowa 'Grand Palais'   Sro Cze 21, 2017 7:15 pm

Chwila zawahania.
Moment zawieszenia pomiędzy czujnym zlustrowaniem jak zwykle pustego, jak zwykle brudnego, jak zwykle cichego korytarza, a błyskawicznym – wychylenie do przodu, wyciągnięcie ręki, sprężysty powrót do pionu – sięgnięciem po leżącą na (bynajmniej nie puszystym) dywanie kopertę. Chwilę później wzrok prześwietlał koślawe sylaby, które składały się w trzeszczącą kompozycję całkowicie pozbawionych znaczenia słów, słowa zaś – w niestrudzony potok irytująco-bezsensownych (do końca nie potrafił określić, czy są bardziej irytujące, czy jednak bezsensowne) zdań.
Winne latorośle na dobrze nasłonecznionym południowo-zachodnim stoku obrodzą w tym roku wyjątkowo obficie.
Zaciskał palce na strudzonej kartce papieru, nieświadomie doprowadzając ją do jeszcze bardziej opłakanego stanu.
Odmiana Muscat Bleu nie chciała się przyjąć, lecz engrais organo-minéraux zaradził problemowi.
Fiodor konspiracyjnie pochylał się nad stołem i robił to tak sceptycznie, że wciąż zaciągnięte zasłony współpochylały się wraz z nim.
Grand maman jest zachwycona Francisem Albertem, po urodzeniu ważył prawie cztery kilogramy.
Jak przerośnięty kurczak, pomyślał na ułamek dziesiętny sekundy przed odkryciem właściwej treści listu. Tej, której brzmienie nie było barwną abstrakcją do bólu nudnego życia, ale rzeczywistością realną aż do granic percepcji.
Prezent od Lwa Termena.
Adrenalina pomieszana z powściągliwym – ale jednak – entuzjazmem, jaką poczuł w ten paskudny, późnokwietniowy poranek, zaparła mu dech w piersiach nie tyle swą gwałtownością, co raczej (połączonym z gwałtownością) niesamowitym skoordynowaniem. Na wpół tęsknie odliczał dni do pierwszego maja – święta klasy robotniczej, czego oczywiście nie przypisał zwykłemu przypadkowi w doborze daty, a rozmyślnemu działaniu jednemu z dowódców Gławnoje Razwiedywatielnoje Uprawlenije – zaś od poranka dobry zerowej: godziny, po godzinach minuty, po minutach sekundy, po sekundach wyłącznie metry, jakie dzieliły go od celu wyprawy.
Spędzone poza Związkiem Radzieckim miesiące – miesiące na terytorium wroga – mogły skutecznie nadkruszyć ducha socjalizmu, ale Chirjakow nie po to opierał własne życie na paradoksach, by poddać się tak banalnej analogii. Wystarczyło kierować się prostym równaniem podziału społeczeństwa: nie-komunista to wróg, a zatem: w Paryżu mieszkają niemal sami wrogowie. Kimkolwiek nie był jeden z dowódców GRU, który właśnie czekał
siedem metrów do wejścia
we wnętrzu hali, doskonale zdawał sobie sprawę z istnienia tej matematyki. Kimkolwiek nie był, mógł być jej współtwórcą w czasach, kiedy żaden z paryskich agentów o GRU nawet nie śnił. Kimkolwiek nie był, hekatomba terroru, który musiał zasiać, aby po trupach (to zawsze jest wycieczka po stosach równo ułożonych ciał) wspiąć się tak wysoko, nie mogła być wyłącznie jego kaprysem, lecz żelazną logiką przetrwania systemu, wnioskiem wyciągniętym z różnicy pomiędzy obiecaną przyszłością a ludzkim materiałem poddanym obróbce.
Kimkolwiek nie był, był groźny.
A z ludźmi groźnymi należy postępować ostrożnie – w końcu posiadał władzę, władza zaś nie jest kwestią współczucia. Stoi po stronie zabójców, zwłaszcza w Związku Radzieckim, gdzie wielka polityka mierzona jest w hektolitrach przelanej krwi. Chamska, skomponowana z męskich dowcipów, przekleństw, gruzińskich szaszłyków z surowego mięsa, z alkoholowego zamroczenia, ciągłego pijaństwa, sadyzmu, bezkarności, poniżania – to była władza, której każdy w Rosji pragnął.
I której jedynie nieliczni mieli dostąpić.
Echo kroków Fiodora rozbrzmiewało w opustoszałej hali jak głuchy dźwięk wystrzałów w głębi lasu – rozmazane, na wpół realne, wyważone tąpnięcia, w których nie było przypadkowości losowo obranej drogi. Wiedział, kogo szuka
cztery metry
wiedział, że wskazówka sekundnika wskazuje niemal pół minuty po godzinie dziewiętnastej, wiedział, że za jego plecami – wciąż na zewnątrz, cicha i skupiona – na sygnał czeka druga z trzech wezwanych dzisiaj osób. Wiedział, że stojący przy sztalugach i spowity w kłębach dymu mężczyzna jest ich kontaktem; wiedział, że ciężki płaszcz oraz skórzana walizka stanowią doskonale obojętną przykrywkę.
Wiedział również, że dzisiejszego wieczora nikt – absolutnie nikt, zwłaszcza Lykov – nie może się pomylić.
Ani potknąć.
Zawahać.
Czy spóźnić.
Trzy metry.
Chirjakow nie sprawiał wrażenia kogoś, kto zauważył, że hali jest ktoś jeszcze – podobnie jak dowódca, zatrzymał się przed jedną ze sztalug, tylko przez moment poświęcając uwagę wiszącemu na niej dziełu; palce Fiodora powoli – tak powoli, jakby we wnętrzu czekał na nie wyjątkowo jadowity gatunek gada – zanurkowały do kieszeni marynarki, by wyciągnąć z niej malutkie jak pudełko zapałek opakowanie Läkerolu. Wytrząsnął na dłoń jedną pastylkę, dopiero teraz przenosząc spojrzenie na mężczyznę – zupełnie tak, jakby przed momentem go zauważył. Całe proceder miał jednak ukryte dno, kupując ubranemu w ciężki płaszcz człowiekowi czas na zadanie tego jednego, sakramentalnego pytania, które miało stanowić sygnał do podjęcia rozmowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Hala wystawowa 'Grand Palais'   Sro Cze 21, 2017 9:15 pm

Paryż był piękny i pełen pokus.
Na każdym kroku napotykała zakazane w Moskwie gazety, radio poruszało zakazane (i propagandowe, proniemieckie) tematy, w kinach pokazywali zakazane (i propagandowe, proniemieckie) filmy, na wietrze powiewały straszne zagraniczne (głównie nazistowskie) flagi. Co w tym pełnym zachodnich niebezpieczeństw mieście robili radzieccy agenci, przez większość życia izolowani od Europy grubym murem radzieckiej rzeczywistości?
Każdego dnia wychodzili poza progi swych tymczasowych, udawanych mieszkań jak na wojnę. I mało który z nich wierzył, że wieczorem wróci do tego mieszkania żywy.
Katya wciąż miała na palcach delikatną woń goździków, które jeszcze pod koniec kwietnia znalazła pod drzwiami. Pielęgnowanie kwiatów, w przeciwieństwie do pielęgnowania ludzi oraz relacji z nimi, wychodziło jej dość dobrze – na tyle dobrze, by jeszcze pierwszego maja cieszyć się powoli opadającym z sił, lecz nadal delikatnie pachnącym bukietem kwiatów. Przed wyjściem – dłuższa wskazówka zegara wiszącego na ładnej, beżowej tapecie powoli przesunęła się z czternastki na piętnastkę – wymieniła wodę w wazonie, po raz ostatni poprawiła ciemnoczerwoną apaszkę pod szyją, po chwili wahania starła z ust szminkę i w końcu powoli opuściła ciche cztery ściany, po raz kolejny zadając sobie pytanie: czy jeszcze tu wrócę?
Spotkanie, na które zaproszono ją w (dosłownie) kwieciście subtelny sposób nie wydawało się niczym groźnym, przynajmniej do momentu konsultacji z Chirjakowem jeszcze przed Grand Palais. Fiodor, z właściwą dla siebie powściągliwością człowieka wiecznie niezadowolonego, popisał się godną podziwu skąpością w przekazaniu szczegółów. Zarówno Berezina, jak  i Lykov, wiedzieli dokładnie tyle, ile ich bezpośredni, paryski przełożony uznał za stosowne – we wnętrzu hali czekał człowiek, któremu należy okazać odpowiedni szacunek, ale nim do tego dojdzie, Grisha oraz Katya powinni zaczekać na zewnątrz i zaczekać na znak.
Czyli gwizdnięcie pana na wierne pieski.
Podczas tej krótkiej, pouczającej tyrady Berezina uśmiechała się delikatnie, kątem oka obserwując młodszego kompana – w trudny do wyjaśnienia sposób lubiła jego towarzystwo, porywczość Grigoriya postrzegając jako drobną, swoiście ujmującą zaletę. Wiedział, kiedy trzymać nerwy na wodzy, a to, że w chwilach tego niewymagających je popuszczał, jedynie dodawało pikanterii nielicznym spotkaniom. Zwłaszcza tym, w których to Fiodor musiał zaciskać usta, by nie podsycić rozpalonego przez Lykova ognia.
Jednak dziś ani Chirjakow, ani tym bardziej Berezina i najprawdopodobniej także Grisha nie byli skłonni do życzliwych uszczypliwości; obecność tej trójki w jednym miejscu o tej samej porze mogła zostać zainicjowana wyłącznie przez Moskwę.
A kiedy Moskwa bezpośrednio odzywa się do Paryża, chodzi o sprawy najwyższej wagi.
Katya w niepodobnym do niej, ponurym milczeniu obserwowała, jak Fiodor znika za masywnymi drzwiami hali wystawowej Grand Palais, mimowolnie zsuwając z ramienia cieniutki pasek torebki i zaciskając na niej dłonie. We wnętrzu wyczuła przyjemnie znajomy kształt Browninga, jednak przez cały czas żywiła cichą nadzieję, że nie będzie musiała go używać.
Że zaraz usłyszą ciche gwizdnięcie, nie echo toczonej bójki. Że nic nie grozi Fiodorowi, który – jak na kompletnego, samczego głupca przystało – musiał stanąć w pierwszym szeregu walki. Że w końcu całe to spotkanie nie jest jedynie ułudą, ale rzeczywistą możliwością spotkania kogoś, kto przybywa z Moskwy, kto wie, co dzieje się na froncie wschodnim, kto ma dla paryskich agentów coś ponad słowami wsparcia.
Uparcie wbijała wzrok w drzwi hali, za wszelką cenę pragnąc ukryć przed Grishą to, co przelewało się przez jej myśli i bezlitośnie odbijało w skupionej, naznaczonej cieniem troski twarzy. Wolała nie wiedzieć, jak bardzo błędne wnioski mógłby wyciągnąć Lykov na temat jej lub Fiodora – bądź ich obojga jednocześnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Hala wystawowa 'Grand Palais'   Czw Cze 22, 2017 12:50 am

Dopiero kiedy wybiła godzina piętnasta, Grisha mógł całkowicie swobodnie odetchnąć z ulgą, rozczochrać palcami nieznośnie ułożone włosy i, posyłając właścicielce przesadnie promienny uśmiech, wyjść z perfumerii, zastanawiając się, co on takiego pocznie ze swoim życiem aż do dziewiętnastej, na którą miał umówione spotkanie. Zgodnie z karteczką w bukiecie (w bukiecie, Fiodor, czy też jego L., naprawdę się postarał): przed halą wystawową Grand Palais, co było chyba jedyną rzeczą, która wzbudziła w nim zainteresowanie – nie miał ochoty oglądać Fiodora i słuchać jego kolejnych poleceń, ale samą halę chętnie by odwiedził. Właściwie przeszło mu przez myśl, że byłby naprawdę szczęśliwy, gdyby po powrocie z pracy mógł znaleźć się z powrotem w świecie farb, problemu wybrania odpowiedniego papieru i szukania natchnienia wśród paryskich uliczek. I gdyby tylko żaden Fiodor, GRU i Moskwa nie czaiłyby mu się gdzieś z tyłu głowy, gdyby nie był uwiązany na smyczy i zmuszany do bezwzględnego posłuszeństwa... Gdyby miał jakiekolwiek szanse na własne życie.
Ale w końcu dlatego był w Paryżu, żeby je odzyskać, prawda? Zdjęcie Stepana, tak fortunny i jednocześnie niefortunny prezent, było bolesnym wspomnieniem przeszłości, ale jednocześnie motywacją do podjęcia działań.
Chociaż chyba i tak był zmuszony do czekania na sprzyjające okoliczności.
Przeczesał włosy palcami po raz kolejny, układając je w znany wszystkim chaos, rozpiął trzy pierwsze guziki koszuli, stwierdzając, że temperatura, jaką zapewniało majowe słońce, zdecydowanie na to pozwalała. Wciągnął paryskie powietrze pełną piersią, dochodząc do wniosku, że otoczka perfum, jaka mu dzisiaj towarzyszyła po pracy, była odrobinę zbyt słodka, jak na jego gust. Przynajmniej z pobliskiej piekarni dochodził do niego piękny zapach pieczywa, któremu nie miał absolutnie nic do zarzucenia; mijany mięsny również kusił go i zachęcał do wydania kartki z co miesięcznego przydziału wystarczająco mocno, by faktycznie zaczął się zastanawiać nad wstąpieniem tam.
Miał jednak swoje priorytety: wrócił szybko do swojego mieszkania, przebrał się i chwytając w dłoń swój szkicownik, wyszedł na zewnątrz.
Dzisiaj był dobry dzień na utrwalenie paryskiej fauny.
Kończył właśnie szkicowanie grupki dokazujących przy kałuży wróbli, kiedy krótkie zerknięcie na zegarek siedzącego obok niego na ławce w parku samotnego jegomościa przypomniało mu, że ma pół godziny na dotarcie na umówione miejsce spotkania. Zgasił więc papierosa i dość powoli, spacerowym i zupełnie niespiesznym krokiem ruszył w stronę Grand Palais, by już niedługo później wysłuchiwać bardzo lakonicznych wyjaśnień, jakie Fiodor raczył udzielić mu i Katyi. Grisha wzruszył jedynie ramionami, kompletnie niewzruszony żadnym ze słów szanownego przełożonego. Gość przybyły z Moskwy nie interesował go nawet w najmniejszym stopniu. Może nawet bardziej martwił, że dla ZSRR tak beztrosko przerzuca swojego kolejnego człowieka.
Jedynymi uśmiechami, na jakie zdobył się tego wieczora Lykov, był ten skierowany do Katyi, zarówno podczas przywitania, jak i wtedy, kiedy przyłapał ją na przyglądaniu się mu zanim jeszcze Fiodor odszedł w kierunku hali. Berezina zaskarbiła sobie jego autentyczną sympatię już pierwszego dnia na dworcu, podczas kolejnych tylko utwierdzając go w przekonaniu, że była o niebo lepszym kompanem od Chirjakowa, nawet jeśli żadne przychylne spojrzenie, jakim go do tej pory obdarzyła, nie było szczere (a mogło tak być). Choć, patrząc czasami na zachowanie Fiodora, chyba jednak było szczere.
Grisha nie był zainteresowany spotkaniem i jakby na potwierdzenie tego jak gdyby nigdy nic wyciągnął zza marynarki swój szkicownik, wracając do dopracowywania zażywającego kąpieli wróbla. Brak zainteresowania nie zmieniał jednak faktu, że Lykov wytężał słuch, czujnie wyczekując umówionego gwizdnięcia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Hala wystawowa 'Grand Palais'   Czw Cze 22, 2017 1:05 am

Chwilę po godzinie dziewiętnastej Boris Gogol wciąż podążał wzrokiem od sztalugi do drzwi Grand Palais, ale gdy zamajaczyła w nich sylwetka Fiodora, mężczyzna wyraźnie utkwił w nim spojrzenie. Jego przymrużone oczy zwęziły się jeszcze bardziej, bynajmniej nie z powodu duszącego dymu, który go otaczał, lecz już sekundę później wzrok Gogola znów spoczął na sztaludze. Nie oznaczało to jednak, że nie słuchał uważnie - odmierzał kolejne sekundy miarowym odgłosem kroków, który rozbrzmiewał w cichej hali, już przygotowując w myślach kluczowe pytanie.
Gdy Chirjakow zatrzymał się obok Borisa, minęła kolejna chwila milczenia, aż w końcu Gogol wydobył z siebie głos.
- Czy wie pan, gdzie jest najbliższa kwiaciarnia, w której można kupić goździki? - pytanie to brzmiało tak niewinnie i tak swobodnie, jakby obydwoje nie znajdowali się wcale w opustoszałej hali wystawowej, lecz na jakiejś gwarnej, paryskiej ulicy, na której zwykły podróżny wytrwale poszukiwał odpowiedniej kwiaciarni. Sam głos Gogola miał zachęcający, wręcz prostolinijny ton - tylko nieznacznie muśnięty wschodnim akcentem - lecz mimo to było w nim coś jeszcze, co po krótkim zastanowieniu przywodziło na myśl ostre narzędzie owinięte w kawałek miękkiego materiału.
Spokojnie dokańczając papierosa, Boris Gogol wsłuchał się w ciszę, która zapadła po jego pytaniu. Wolał nie myśleć, że przerwą ją niewłaściwie słowa; nie dopuszczał takiej sytuacji, choć oczywiście potrafiłby z nią sobie odpowiednio poradzić...


Na odpis macie 72h.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Hala wystawowa 'Grand Palais'   Pią Cze 23, 2017 10:26 pm

Klasyk mawia, iż niebezpieczeństwo oraz okazja często idą w parze – z kolei niebezpieczeństwo samo w sobie od zawsze wydawało mu się jasne jak żar kaflowego piecyka i ciepłe jak odgrzewane na nim pielmieni. Spokój, pewność, determinacja – dzięki nim unosił się niczym ponton na wodzie, lekki i swobodny, do tego z pełną świadomością, iż na wyciągnięcie ręki znajduje się kolejne zadanie, które nada jego życiu rytm. Śnił? Wariował? Brał udział w zbiorowej iluminacji?  
Wszystko jedno. I tak mu się podobało.
Fiodor obracał w palcach malutką, lepką pastylkę, wpatrując się w obłe kształty nakreślone na jednym z plakatów – jak na anty-konesera szeroko pojętej sztuki przystało, ograniczył się do nieznacznego (wyraźnie pobłażliwego?) zmarszczenia brwi na widok kompozycji pozbawionych przekazu barw. Przez moment, bardzo krótki i bardzo wstydliwy, pomyślał, że nawet Lykov namalowałby to lepiej – zaraz jednak wyparł tę niedorzeczność z umysłu, pełnię uwagi poświęcając mężczyźnie, który w oddaleniu niespełna trzech metrów spokojnie ćmił papierosa.
Chirjakow doskonale wiedział, że człowiek na takim stanowisku posiada wielu wrogów i tylko jednego przyjaciela – Stalina.
I że nawet na tym przyjacielu nie może polegać bez zastrzeżeń.
Wiedział również, że pod maską spokoju oraz pozornej uprzejmości tkwi istota groźniejsza od niego samego, ktoś, kto potrafi trwać nieruchomo jak figurka Bastet pomalowana przez samouka-daltonistę, ktoś, na czyjej twarzy przez cały czas widniał wyraz takiego opanowania i powagi, że Fiodorowi przez ułamek sekundy zrobiło się zwyczajnie głupio. Oczy mężczyzny – równie nieruchome, co postura – płonęły zimnym, wewnętrznym blaskiem, przez który Chirjakow poczuł się jak na przesłuchaniu.
Nie przepadał za tym uczuciem. Nie przepadał za dźwięcznymi, prostolinijnymi, ułudnie przystępnymi głosami z ledwie uchwytnym cieniem obcego akcentu, które – zwłaszcza w wykonaniu dowódców GRU – nie przypominały brzmieniem nic, czego spodziewał się Fiodor. Nie przepadał za świadomością, że w tych głosach tkwi coś jeszcze, coś owinięte jedwabną nicią subtelności, coś, co przy bliższym kontakcie zawsze okazuje się śmiertelne.
Największy wybór… – w przeciwieństwie do obłych jak otoczaki słów, które padały z ust znajomo-nieznajomego, ton głosu Chirjakowa przywodził na myśl papier ścierny trący o gipsową płytę; suche, precyzyjne głoski szły w parze z charakterystycznym dla moskwianina przeciąganiem ostatniej samogłoski każdego wyrazu – tym razem nie starał się ukryć akcentu, co i tak nie miałoby sensu; w końcu człowiek stojący tuż obok wiedział o Fiodorze więcej, niż on sam. – … znajdzie pan u Fridy.
Trzeba nauczyć się doceniać drobne rzeczy w życiu, przemknęło mu przez głowę, kiedy niechętnie wsunął przybrudzoną pastylkę do kieszeni marynarki, narażając obolałe gardło na kolejną serię tortur. Należy kochać drobne rzeczy, kiedy nie ma się nic innego. Nie czekając, aż z ust mężczyzny padną kolejne słowa – te, które już zostały wypowiedziane, stanowiły świadectwo same w sobie – Fiodor posłał potężnym drzwiom hali krótkie spojrzenie, po czym złapał krótki, oszczędny wdech i zagwizdał cicho.
Choć wygwizdał było znacznie adekwatniejszym określeniem dla pierwszych taktów Marsylianki, które zawirowały w powietrzu niczym kurz na turkmeńskim stepie i echem odbiły się od opustoszałej przestrzeni w hali wystawowej Grand Palais.
Witajcie w Paryżu, towarzyszu.
Wraz z rosyjskimi słowami, kącik ust Chirjakowa drgnął lekko jakby w przejawie słabego uśmiechu – i nawet jeśli podobny grymas pojawił się na ułamek dziesiętny sekundy, nie był to uśmiech wesoły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Hala wystawowa 'Grand Palais'   Sob Cze 24, 2017 1:23 am

Choć osobiście wolałby, żeby do tego spotkania nie doszło, był do niego nawet bardziej niż negatywnie nastawiony i najchętniej w ogóle oddaliłby się z tego miejsca, byleby tylko nie oglądać wysłannika Moskwy na oczy, tak jednak skłamałby, gdyby powiedział, że nie jest ani trochę ciekawy tego, co takiego ma im do powiedzenia tajemniczy gość. W końcu informacje o sytuacji na froncie mogli dostać w zaszyfrowanym liście, prawda? Nie wysyłaliby nikogo specjalnie w takiej sprawie, to byłoby po prostu głupie. Więc o co chodziło? Fiodor, nawet jeśli wiedział, o co chodzi, niczego im nie wytłumaczył. Typowo.
Nie zamierzał jednak o nic dopytywać, odprowadził jedynie Chirjakowa wzrokiem do drzwi hali, by następnie samemu zająć się organizowaniem sobie tych kilku minut wolnego czasu. Jedynie podczas nielicznych spotkań Lykov nie zdobywał się na chociażby delikatną i zupełnie niezobowiązującą złośliwość czy zupełnie szczerą uwagę na jakiś temat – teraz jednak milczał zupełnie, każde poprzednie słowo przełożonego przyjmując w ciszy, kwitując je jedynie wywróceniem oczu („Równie dobrze mogłeś nie powiedzieć nic…”) i skinięciem głową („… no ale niech ci będzie.”). W opinii Fiodora, na jego przytyki nigdy nie było czasu i nigdy nie miał na nie nastroju, więc to on, Grisha, decydował za niego, kiedy był na to idealna pora (a z kolei w jego opinii była właściwie prawie zawsze), tak teraz zadecydował, że zwyczajnie sobie daruje. Fiodor mógł nie mieć na to ochoty jeszcze bardziej niż zazwyczaj, więc on, mimo wszystko, musiał wziąć to pod uwagę. Z obojętnym wyrazem twarzy i brakiem charakterystycznego błysku w oku wyglądał niemal jak nie on.
Cicho i bez zbędnych komentarzy powrócił do swojego szkicu, uważnie, ale szybko i precyzyjnie dopracowując każdą kreskę tak, by mogło się zdawać, że wróbel na kartce za moment faktycznie zatrzepocze skrzydełkami, rozchlapie odrobinę wody wokoło siebie, po czym czysty poderwie się do lotu. Doskonałość odnajdywał w najwierniejszym odwzorowaniu rzeczywistości i w tym przypadku nie mogło być inaczej, nawet jeśli rysunek powstał bardziej dla zabicia czasu niż jakiegokolwiek innego konkretnego celu.
Jak samopoczucie? – zapytał niespodziewanie, nie odrywając jednak wzroku od szkicu. Było to luźne pytanie, na które nawet nie spodziewał się szczerej odpowiedzi, ale jakoś nie chciał zostawiać Katyi w całkowitej ciszy, bo jeszcze gotowa była pomyśleć, że ją ignoruje i ogólnie ma w głębokim poważaniu, a przecież… no, wcale tak nie było.
Berezina nie miała jednak zbyt dużo czasu na odpowiedź, a on na dokończenie rysunku, bo w pewnym momencie do jego uszu dotarły… wygwizdane pierwsze takty Marsylianki.
Fiodor i jego poczucie humoru.
Grigoriy pokręcił głową, zaraz zamykając szkicownik i wsuwając go pod pachę.
Chyba nas wzywają – wymamrotał, ruszając w stronę drzwi hali, gdzie zatrzymał się na moment, żeby przepuścić swoją towarzyszkę. W środku bardzo chciał się skupić na stojących nieopodal Fiodorze i tajemniczemu przybyszowi z Moskwy, ale jego uwagę o wiele skuteczniej przykuły obrazy w sztalugach, których niedbałość, prymitywność, tematyka i ogólny sposób wykonania wywołał w nim głęboką pogardę, wyraźnie odbijającą się na ustach Grishy – właściwie cała jego twarz wyrażała szczerą niechęć do oglądanych bohomazów, przedstawiających tak znienawidzony przez niego związek sztuki z polityką.
Obrzydliwe.
Ledwo powstrzymał się od prychnięcia i wymamrotania kilku przekleństw, kiedy kątem oka zarejestrował, że znalazł się już przy Chirjakowie. Zatrzymał się więc, swoją uwagę w stu procentach poświęcając stojącemu przed nim nieznajomemu mężczyźnie. Nie bardzo wiedział, jak ma się zachować, czy podać dłoń, czy raczej nie będzie to mile widziane, więc ograniczył się tylko do neutralnego skinięcia głową. Niech Fiodor z nim rozmawia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Hala wystawowa 'Grand Palais'   Nie Cze 25, 2017 1:05 am

Kiedy Fiodor podał hasło, w Borisie zaszła drobna, lecz znacząca zmiana. Zdawało się, że ocknął się ze swojego złudnego letargu - niczym muzealna rzeźba, która nagle ożyła - a przepełniający go spokój zastąpiła energia, z którą przydeptał końcówkę papierosa, wcześniej upuściwszy go bezceremonialnie na posadzkę.
Z tą samą energią odwrócił głowę w stronę Fiodora, a jedna z jego brwi drgnęła minimalnie, kiedy usłyszał wygwizdywaną "Marsyliankę". Odwzajemnił niby-uśmiech Chirjakowa, również nie siląc się na wesołość.
- Piękne miasto - odpowiedział, choć sarkastyczna nuta w jego głosie wyraźnie wskazywała na to, że myślał o Paryżu coś zupełnie przeciwnego.  - Ale nie tak piękne jak Moskwa.
Gdy przy Fiodorze znaleźli się Grigoriy i Katya, Gogol skinął im nieznacznie głową na powitanie.
- Nie będziemy tu rozmawiać - zwrócił się do całej trójki, podnosząc walizkę. Nie czekał na ich odpowiedź, lecz ruszył w głąb hali, nawet nie oglądając się do tyłu. Jego krok był szybki i pewny; miał zresztą czas, żeby dobrze poznać zakamarki hali.
Po kilkunastu metrach skręcił gwałtownie w lewo i przechodząc pomiędzy sztalugami, znalazł się przy drzwiach opatrzonych tabliczką "M. Philippe Poivron ". Klamka ustąpiła przez przeszkód - choć niewykluczone, że zanim Boris się tu zjawił, drzwi były zamknięte - a następnie Rosjanin wszedł do środka, od razu kierując się do prostego biurka stojącego po prawej stronie. Po omacku włączył znajdującą się na nim niewielką lampkę, a jej słabe światło ukazało nieduże pomieszczenie bez okien, częściowo zastawione pustymi sztalugami i rulonami, w których kryły się prace z poprzednich wystaw. Przed biurkiem stały już trzy krzesła, a Gogol w milczeniu wskazał je szpiegom, po czym sam zajął fotel po drugiej stronie, wcześniej kładąc na biurku walizkę.
Teraz, kiedy w mocniejszym świetle wreszcie ukazało się jego oblicze, na twarzy Gogola wykwitły wcześniej skrywane przez półmrok zmarszczki i drobne blizny, ale wszystkie te znamiona czasu jedynie dodawały mu powagi.
- Towarzysz Boris Gogol z Głównego Zarządu Wywiadowczego - przedstawił się krótko, po czym powiódł wzrokiem po twarzach całej trójki. - Oczywiście wy nie musicie mi się przedstawiać. - dodał szybko, splatając ze sobą dłonie na blacie biurka. - Podejrzewam, że ciekawi was zawartość tej walizki, ale zanim poruszymy jej temat, pozostaje jeszcze kilka kwestii do omówienia. I zaczniemy od tej, jak sądzę, nieco mniej przyjemnej.
Zrobił krótką pauzę, po czym kontynuował.
- Zgaduję, że strona niemiecka robi wszystko, by albo odciąć Paryż od wiadomości z frontu, albo przedstawić je w odpowiednim świetle. W związku z czym nic dziwnego, że przez ostatnie miesiące zapewne byliście pozbawieni rzetelnych informacji o naszych poczynaniach. Uznałem, że nie zaszkodzi wam o nich widzieć, nawet jeśli nie są najlepsze - jego oblicze na ułamek sekundy spochmurniało. - Niemcy dalej blokują Leningrad, mimo że w ostatnich miesiącach udało nam się zwiększyć dostawy i ewakuować część mieszkańców. Niestety, Hitler odpowiedział na to nalotami Luftwaffe, a od kwietnia poza miastem trwają walki. Przed dwoma tygodniami przegraliśmy pod Diemiańskiem.
Na twarzy Gogola jeszcze raz zagościł ten sam pochmurny wyraz, który utrzymał się nieco dłużej niż poprzedni, ale po kolejnej krótkiej pauzie Boris znów zabrał głos, ani na moment nie zmieniając swojego chłodnego, rzeczowego tonu.
- Jak sami widzicie, towarzysze i towarzyszko, musimy uzbroić się w cierpliwość, zanim osiągniemy zwycięstwo, ale pod wodzą Stalina możemy być pewni, że je zdobędziemy. Tymczasem chciałbym się dowiedzieć o waszych ostatnich poczynaniach w Paryżu - o wszystkim, co udało wam się osiągnąć, odkąd tu jesteście.
W wykonaniu Gogola słowo "chciałbym" miało wydźwięk rozkazu.


Na odpis macie 72h.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Hala wystawowa 'Grand Palais'   Sro Cze 28, 2017 5:57 pm

Teatr udawanych uśmiechów i podszytych zamglonymi intencjami gestów nie trwał długo – po wypowiedzeniu hasła, po coraz mocniej słabnącym echu Marsylianki i po pieśni kroków, które ledwie moment później rozbrzmiały przy potężnych drzwiach, nie było miejsca na towarzyskie pogawędki przy pretensjonalnej sztuce użytkowej. Formalnościom stało się zadość, w radzieckim towarzyszu zdołała zajść zauważalna gołym okiem zmiana, a w uszach Fiodora wciąż dźwięczało ale nie tak piękne jak Moskwa – kilka słów, które odbiły się czkawką pod twardą czaszką wystarczyło, by w jego umyśle zamigotało niechciane wspomnienie porzuconego (ale w żadnym wypadku nie zepchniętego w niepamięć) miasta. Nie pomogło krótkie zerknięcie na twarz Katyi, nie pomógł widok zmierzwionych włosów Grishy: Moskwa rozkwitała pod powiekami przy każdym prędkim mrugnięciu, z chwili na chwilę nabierając na ostrości, zupełnie jak wyłaniająca się ze śnieżnej zamieci cerkiew. Kto wie – być może z odmętów pamięci zdołałyby wyłonić się białe mury Monasteru Daniłowskiego, restauracje przy Twerskiej lub szeroki plac przed Maneżą, gdyby nie łasicowata ruchliwość przełożonego; tuż po (całkiem rozsądnym) zarządzeniu, że nie będą rozmawiać w tym miejscu, podążył w głąb sali, prowadząc za sobą trójkę agentów, zupełnie jak wierne owieczki za pasterką laską.
Prowadzone na rzeź?
Niespieszne zerknął na Berezinę, doskonale wiedząc, że – jak na każdego strzelca wyborowego przystało – w ramach możliwości nie rozstawała się z bronią. Na wpół histeryczne przeczulenie było w rzeczywistości oznaką wzmożonej ostrożności, która u samego progu paryskiego maja była rzeczą równie nieodzowną, co zimny kufel piwa po całym tygodniu ciężkiej pracy. Żadna z trójki radzieckich agentów nie darzyła się zaufaniem, nic więc dziwnego, że nie obdarzyli nim również mężczyzny, który właśnie wprowadził wszystkich do zaciemnionego biura. W momencie między przekroczeniem progu a rozbłyskiem światła, w strukturze mięśniowej Fiodora zaszła mimowolna, choć wyczuwalna dla najbliżej idącego Lykova zmiana – Chirjakow działał instynktownie, wytężając wszystkie zmysły, przygotowując się na atak z mroku i rozważając ewentualne możliwości obrony.  
Wszystko aż do momentu zajęcia środkowego krzesła, z którego posiadał wyjątkowo dobry punkt obserwacyjny na Gogola.
Mężczyzna nie zaakcentował zbyt mocno własnego nazwiska, potwierdzając tym samym podejrzenia Fiodora – Boris nie był na tyle próżny, by wypowiadać je dla przyjemności wsłuchiwania się w melodyjne brzmienie głosek. Oszczędzał słowa, czas i energię, sugerując, aby cała trójka darowała sobie przedstawianie własnych sylwetek – czegokolwiek  by nie powiedzieli, Gogol i tak wiedział więcej.
Wiedział więcej również w innych kwestiach, zwłaszcza związanych z aktualną sytuacją na froncie. Sama wzmianka o nieco mniej przyjemnych informacjach sprawiła, że Chirjakow pochylił się nieznacznie do przodu, z nieprzeniknionym wyrazem twarzy spijając z ust Gogola każde słowo; już dawno schował imitację uśmiechu do kieszeni, teraz jedynie utwierdzając się w przekonaniu, że żadne z zebranych nie ma powodów do wesołości. W potoku kilku zdań tkwiło zbyt wiele cieni porażki, aby silić się na pogodę ducha, mało istotne, jak bardzo nieszczerą.
Blokada Leningradu. Naloty. Przegrana. Hekatomby radzieckich żołnierzy złożone w ofierze bez wymiernych efektów.
I paląca świadomość, że oni krwawią, a Fiodor…?
Żaden z ciebie gieroj.
Jedynie tchórz i rezerwista.

Wkrótce nastąpi ofensywa – wyrzucił z siebie w końcu, przerywając gęstą, nieznośną ciszę, jaka nastała po słowach Gogola. Wierzył w to?
Chciał wierzyć?
Musiał uwierzyć?
Wszystko się zmieni – dodał ciszej, za to z niezachwianą pewnością kogoś, kto wie – miał wizję, proroczy sen, sam złapie za chorągiew i poprowadzi natarcie – że coś naprawdę ulegnie zmianie.
Na lepsze. Zdecydowanie i potężnie, jak sam Związek Radziecki.
Wsłuchując się w kolejne słowa Gogola, przymknął lekko powieki, najwyraźniej ważąc w myślach to, co lada moment miało zostać wypowiedziane – w przeciwieństwie do wieści przywiezionych przez Borisa, paryscy agenci mieli odrobinę bardziej optymistyczne informacje.
Nawiązaliśmy… – położył nacisk na ostatnią sylabę, posyłając Grishy leniwe, niespieszne spojrzenie; Chirjakow, egoistyczny z urodzenia i wyboru, w sprawach związanych z misją w Paryżu chętnie dzielił się własnymi osiągnięciami – dla niego to nigdy nie była prywatna krucjata, tylko efekt wspólnych, kolektywnych, na wskroś radzieckich wysiłków. – … kontakt z paryskimi komunistami. Po wybuchu w Hali Wagram byli w stanie nas uzbroić, odwdzięczyliśmy się informacjami o działaniach gestapo i niewielkim plikiem fałszerek – tym razem patrzył prosto w oczy Gogola; bez triumfu, za to z chłodną obojętnością, doskonale wiedząc, że musi ostrożnie dobierać słowa. – Jesteśmy na tropie Ruchu Oporu, otrzymałem listę potencjalnych członków, którymi zainteresowali się Niemcy. W ostatnich dniach kwietnia towarzyszka Berezina zdołała pozyskać zaproszenia na bankiet z okazji urodzin Otto Abetza, mamy zamiar zdobyć tam szczególnie cenne informacje, do tego…
Moment celowego zawahania, jak gdyby Chirjakow pragnął pozyskać dodatkowe gramy uwagi Gogola – najwyraźniej mając ku temu solidny powód.
… w Paryżu przebywa przynajmniej jeden amerykański szpieg. Maxime Lowe, obserwowana jeszcze w Moskwie, zaaranżowałem z nią spotkanie w dogodnym miejscu. Jeśli otrzymam rozkaz, likwidacja celu nastąpi tego samego dnia.
Brzmiał zimno i racjonalnie, jak gdyby wspólny odcinek drogi jego oraz Amerykanki nie był niczym osobistym.
Zabawne.
Towarzysz Lykov dopowie resztę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Hala wystawowa 'Grand Palais'   Czw Cze 29, 2017 2:41 am

#niewiem,copiszę #obniżcietętemperaturę

Dość sceptycznie podchodził do zmienienia miejsca, tutaj przynajmniej, tak w razie czego, miał blisko wyjście, ale w razie czego nie był w tym wszystkim sam – zawsze to miał koło siebie Fiodora, w którego interesie leżało zapewnić bezpieczeństwo swojemu fałszerzowi, jeśli nie chciał go stracić. Teoretycznie. Zawsze też mógł liczyć na to, że Katya się nim zainteresuje, choć nie był pewny, czy zrobiłaby to tak czysto bezinteresownie. Może i go lubiła, może, ale czasami to za mało.
Grigoriy szedł więc nieco spięty tuż za Chirjakowem, któremu również zmiana miejsca najwyraźniej nie odpowiadała, co mógł zauważyć po jego postawie, a ta wskazywała na to, że Fiodor pozostawał maksymalnie czujny i gotowy do reakcji w każdej sekundzie. Dobrze, że szedł przed nim, w razie kłopotów to może być nawet strategiczna pozycja. Przez cały czas najbardziej polegał na decyzjach swojego przełożonego i na zajęcie miejsca na krześle zdecydował się dopiero wtedy, kiedy on to zrobił – usiadł po lewej stronie, przysłowiową prawicę zostawiając Katyi.
Zachowywał neutralny wyraz twarzy przez cały czas – nie wzruszyło go nazwisko mężczyzny, żadna z ogłoszonych przez niego rewelacji (stwierdził, że dla niego byłoby nawet lepiej, gdyby Związek Radziecki poddał się III Rzeszy, a tego wolał nie okazywać) ani subtelny rozkaz pochwalenia się swoimi dotychczasowymi osiągnięciami, który jednocześnie zwiastował kłopoty, w razie gdyby informacje nie byłyby zadowalające.
I znów biernie słuchał Fiodora, unosząc tylko jedną brew, kiedy ten rzucił mu leniwe spojrzenie – razem to razem, bez niego nie miałby swojej broni. Poruszył bardziej jedynie wtedy, kiedy Chirjakow wspomniał o amerykańskim szpiegu i swoją natychmiastową gotowością do pozbycia się go. Cholerna maszyna do zabijania. Powstrzymał się od skrzywienia, od zawsze, i dla nikogo nie było to tajemnicą, brzydząc się podobnymi przejawami gotowości do pozbawienia życia drugiego człowieka. Wyprostował się na krześle dopiero wtedy, kiedy został poproszony o dopowiedzenie reszty. Jak to miło ze strony Fiodora, że pozwolił mu się wypowiedzieć przed gościem z Moskwy…
Poza plotkami dotyczącymi prywatnego życia Tobiasa Wolfmeyera, tłumaczącymi jego wyjątkową nienawiść do Żydów, dowiedziałem się, że podobno Niemcy mają w planach „ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej”. Dokumenty dotyczące tego planu leżą w jego gabinecie i skupiają się na utworzeniu specjalnych obozów dla Żydów w Drancy i Pithiviers, ale podobno tych obozów ma być więcej. Można więc przypuszczać, że będą robić łapanki… ale tego, co chcą robić z tymi Żydami, dowiemy się pewnie dopiero na bankiecie – zakończył, ponownie opadając na krześle na znak, że skończył mówić. Raport zdany, przyszło im już tylko czekać na słowa Gogola. Grisha zerknął jeszcze tylko na Katyę, dzisiaj aż za bardzo milczącą, ale jako że nie zdołał uchwycić jej spojrzenia, po chwili wzrok ponownie utkwił w Gogolu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Hala wystawowa 'Grand Palais'   Czw Cze 29, 2017 8:53 pm

Boris Gogol nie dostrzegał lub zdawał się nie dostrzegać drobnej zmiany, jaka zaszła we Fiodorze. Kontynuował swój monolog  jednostajnym, spokojnym tonem, który w żaden sposób nie pasował do pochmurnego oblicza, jakie przybrał. Żadna więcej z emocji nie odważyła się nawet przemknąć po jego twarzy, nawet w momencie gdy Chirjakow odezwał się. Jedynym potwierdzeniem tego, że słyszał słowa agenta, było krótkie uniesienie brwi, które w obliczu porzucenia dalszych dywagacji na temat wschodniego frontu, zaraz potem znów opadły na swoje miejsce, zupełnie jakby wtrącenie nie miało miejsca. Zanim podjął temat rosyjskiej działalności w Paryżu, milczał jeszcze parę sekund, uważnie obserwując pozostałą dwójkę.
Kwestią o wiele bardziej obiecującą w tej chwili wydawało się to, co do tej pory udało się osiągnąć agentom w Paryżu. Gogol, zwykle dobrze poinformowany, nie miał na tyle rozległej siatki, aby móc pozostawać na bieżąco z wydarzeniami mającymi miejsce w innych państwach. Szansą na zyskanie rzetelnego obrazu sytuacji na świecie były więc spotkania takie jak to.
Znów gdy odezwał się Fiodor, Boris powrócił do niego wzrokiem, uważnie wsłuchując się w każde słowo, jakie padło z ust Rosjanina. Ostrożnie odchylił się w swoim krześle, ramiona splatając na klatce piersiowej. Przy słowie „paryscy komuniści” poruszył się nieznacznie, ale pozwolił Chirjakowowi dokończyć swoją wypowiedź. Ledwie dostrzegalny zarys uśmiechu, który błąkał się na jego ustach pod koniec wypowiedzi mężczyzny, mógł zapewne świadczyć sam za siebie, lecz Boris postanowił pozwolić wybrzmieć pewnym słowom jeszcze zanim do głosu doszedł Grigoriy. – Dobra robota – oświadczył jakże sucho i beznamiętnie, lecz łatwo można było domyśleć się, że za tymi słowami kryje się coś jeszcze. Zaczekał jednak aż tym razem Lykov złoży swój raport i aż słowo „bankiet” wybrzmi po raz kolejny pośród czterech ścian pomieszczenia, w którym się znajdowali.
– Czy wiadomo, kto oprócz samego Abetza ma się jeszcze pojawić na owym bankiecie? Wolfmeyer? Schmidtke? Czy raczej niemiecka śmietanka towarzyska? – zapytał szorstko, gwałtownie prostując się w fotelu. – Na ten moment wiadomo coś jeszcze w kwestii wydarzenia? – zadał pytanie, znów pozostawiając chwilę na odpowiedź. Zaraz potem jednak kontynuował. – Jak dużo wiecie o tych komunistach? Czy na pewno są godni zaufania i czy pozostajecie z nimi w jakimkolwiek kontakcie? – Gogol wolał pozostawać ostrożny, nawet, a może w szczególności, jeśli chodziło o wszelakich komunistów.


Na odpis macie 96 h.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Hala wystawowa 'Grand Palais'   Nie Lip 02, 2017 2:27 pm

Niewyjaśniona, napędzana rozklekotanym silnikiem ambicji potrzeba odnajdowania precedensów impulsów, które nieustannie tkwiły pod cieniutką warstwą naskórka – wyłącznie to sprawiało, że wciąż potrafił zachowywać wyważony, zimny jak syberyjska noc spokój. W agenturalnym biznesie (wygodny eufemizm dla zagrażającego życiu szpiegostwa) atmosfera mogła zmienić się ze stanu pogranicznego dla euforii w porażające poczucie zagrożenia – i to w dodatku przynajmniej dziesięć razy jednego wieczoru. Na wypadek podobnych okoliczności lepiej mieć niezbitą świadomość, że współpracująca komórka stanowi część olbrzymiego, dobrze skonstruowanego i naoliwionego mechanizmu, w którym nie ma miejsca na techniczne uszczerbki. O ile Berezina potrafiła odnaleźć się w każdej sytuacji, a współpraca z nią nie przypominała zapasów z miażdżeniem palców u stóp i walką na łokcie, o tyle Lykov…
Czasami bywał jak poluzowany trybik. Śrubka, która przy każdym obrocie niepokojąco chrzęści. Niewielkie koło zębate, gotowe w każdej chwili wypaść z otchłani machiny.
Pozornie nic istotnego, w rzeczywistości zagrażające funkcjonowaniu całej konstrukcji.
Gogol nie mógł dostrzec ponurego namysłu, z jakim Chirjakow zwykle spoglądał na Lykova – dlatego dziś postanowił patrzeć w jego stronę tylko wtedy, gdy było to absolutnie konieczne, aby nie wzbudzać podejrzeń. Próba wymienienia Grishy na nowego (lepszego?) fałszerza nie wchodziła w grę, podobnie jak wysłanie go przy najbliższej okazji (a tą okazją był Gogol) do Związku Radzieckiego.  
Poza tym – mało istotne, jak zrzędliwie Fiodor narzekał na Lykova – w Le Dome okazał się przydatny. Nieporadny, choć skuteczny.
I niepokojąco posłuszny.
Najczęściej wspominają o śmietance towarzyskiej, choć nie wykluczamy obecności tej dwójki – odparł w końcu, przenosząc uwagę z fałszerza na jedną z hydrowych głów Zarządu. – Bankiet organizowany jest z okazji urodzin Abetza, żyją nim wszyscy liczący się w Paryżu Niemcy, więc wydarzenie będzie miało elitarny wydźwięk – kącik ust drgnął z odrazą, kiedy spomiędzy nich w zaciszną atmosferę gabinetu wypadło elitarny; słownik synonimów Fiodora za elitarny uważał burżuazyjny, co sprowadzało bankiet do poziomu siedliska społecznego zohydzenia. Ten słaby, trudny do pohamowania wyraz zdołało zatrzeć dopiero kolejne pytanie Gogola – tym razem twarz Chirjakowa powróciła do zwyczajowej apatyczności, wyrażając to, co potrafiła najlepiej: absolutnie nic.
Niewiele. Są odpowiedzialni za wybuch w Hali Wagram, działają w zorganizowanej grupie i lubią krzyżówki, dorzucił w myślach niespiesznie, wyławiając ze wspomnień kwietniowego spotkania najistotniejsze dla Gogola informacje. – Kiedy otrzymałem od nich broń, jeden młokos wspomniał, że od Schocha już nic nie dostaną, ale nie natrafiłem na jego ślad. Póki co – udolnie ignorował milczenie Bereziny i spojrzenie Lykova, doskonale zdając sobie sprawę, że przez miesiąc ani słowem nie zdradził przed nimi szczegółów spotkania z paryską komórką komunistów. Miał wrażenie, że wytrząsa na stół wszystkie asy, które uparcie upychał w rękawach , robiąc to wyłącznie z jednego powodu: nie miał innego wyjścia. – Można skontaktować się z nimi przez piekarnię Une Baguette w piątej dzielnicy, oni z kolei mają do nas dostęp przez kwiaciarnię, w której pracuje towarzyszka Berezina – jasne spojrzenie pomknęło w stronę Katyi na zaledwie ułamek dziesiętny sekundy, by w końcu – jak odbita od ściany tenisowa piłeczka – powrócić na niewzruszoną twarz Gogola. – Nie są godni zaufania.
Wyrok wypowiedziany jałowym, niewzruszonym głosem, w którym przykucnęła nuta znużonej oczywistości.
Nikt nie jest.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Hala wystawowa 'Grand Palais'   Wto Lip 04, 2017 1:26 am

Czemu miało służyć to spotkanie? Grigoriy nie wierzył, że ktoś taki jak Gogol ryzykował dotarcie tutaj tylko i wyłącznie dla przekazania im paru wiadomości dotyczących wojny oraz wypytania odnośnie postępów w ich kilkumiesięcznej szpiegowskiej roboty. To zwyczajnie nie trzymało się kupy i za tym spotkaniem zwyczajnie musiało stać coś więcej. Czuł jednak, że pospieszanie przybysza byłoby opłakane w skutkach, więc uzbroił się w cierpliwość, zachowywał spokój i po prostu czekał, wykonując wszystko to, czego od niego oczekiwano – jego zwięzłemu raportowi nie można było nic zarzucić.
Jednocześnie trochę dziwnie czuł się w pomieszczeniu, w którym absolutnie każdy zachowuje kamienną twarz, nie pozwalając nikomu odkryć, co tak naprawdę chodzi mu po głowie. Zero uśmiechów, nawet tych grzecznościowych, zero złośliwości, zero żartów na siłę, zupełnie nic, tylko chłód. Choć Grisha potrafił odnaleźć się w takich warunkach, znacznie lepiej czuł się w towarzystwie ludzi jednak bardziej emocjonalnych, nawet jeśli te emocje nie były do końca szczere. Były jednak ludzkie i naturalne, czego tutaj bardzo mu brakowało i może to dlatego kiedy patrzył na Gogola i Fiodora nieco cierpła mu skóra. Czuł się nieswojo i nawet obecność wiecznie lekko uśmiechniętej Katyi w niczym mu nie pomogła.
Nie narzekał, nawet nie próbował, siedząc nieruchomo na swoim krześle i słuchając, jak Chirjakow odpowiada na pytania Gogola. Drgnął jednie, kiedy jego szanowny przełożony zaczął opowiadać o szczegółach sprawy, o których nie wspomniał słowem ani jemu, ani, prawdopodobnie, towarzyszce Berezinie.
Cóż, typowo. Nie było to jednak nic, co wzbudziłoby w Grishy więcej emocji, bo właściwie się tego spodziewał, a nawet w pewien sposób, mimo wszystko, rozumiał. On, Grigoriy, miał zadania, których Fiodor nie tykał, bo zwyczajnie się na tym nie znał i oczekiwał od niego jedynie rezultatów, tak pewnie i Chirjakow miał sprawy, którymi wolał zająć się sam, bo zwyczajnie znał się na tym bardziej, a i tak liczyły się efekty – te ze spotkania z paryskimi komunistami miały dopiero nadejść. Posłał więc swojemu dowódcy zupełnie neutralne spojrzenie, mające identyczny wydźwięk, co wzruszenie ramionami, ale zaraz ponownie zwrócił je ku siedzącemu za biurkiem mężczyźnie.
Skoro powiedzieliśmy sobie już wszystko, towarzyszu Gogol, to może przejdziemy do konkretów?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Hala wystawowa 'Grand Palais'   Sro Lip 05, 2017 1:33 am

Podczas kilku dni, jakie Borisowi udało się spędzić w Paryżu, zdążył usłyszeć już co nieco na temat bankietu z okazji urodzin Abetza. Niestety lista gości najwidoczniej pozostawała tajemnicą do samego końca; choć kto wie, może była ona na tyle oczywista, że nie wypadało wciąż i wciąż powtarzać tych samych nazwisk, które zawsze figurowały wśród goszczących w jego salonie? Dobrze byłoby, aby pojawili się na nim nie tylko wielbiciele i znawcy sztuki – różnorodność osobistości dawała większe szanse na uzyskanie dokładniejszego obrazu na temat kolejnych planów Niemców, bez względu na to, jakiej kwestii miałyby dotyczyć.
Gogol po raz kolejny jedynie skinął powoli głową. Ożywił się nieco dopiero przy informacjach uzyskanych na temat paryskich komunistów – los Hali Wagram nadal odbijał się echem od ścian francuskich budynków i zapewne nie miało się to zmienić jeszcze przynajmniej do końca maja. Przy wspomnieniu nazwiska Schoch Boris nieznacznie uśmiechnął się. – I raczej już tego nie zrobicie, towarzyszu. Berlin zajął się nim osobiście zaraz po tym, jak wyszło na jaw, że pomagał w uzbrojeniu miejscowego ruchu oporu – wyjaśnił, bo akurat o tej wpadce tutejszego Gestapo było dość głośno, szczególnie w stolicy Niemiec. - Jeśli zaś chodzi o paryskich komunistów, nie skreślajcie ich tak od razu. Mogą się jeszcze okazać przydatni. Chociażby przy ponownej potrzebie dokonania wymiany. – Splótł dłonie przed sobą, pozwalając, aby jeszcze przez parę sekund chłodny uśmiech nie schodził z jego ust. Dopiero gdy uznał, że temat osiągnięć agentów został wyczerpany, odchrząknął nieznacznie, przywracając na twarz wyraz dotychczasowej obojętności.
- Skoro to już wszystko, chyba w końcu przyszedł czas na niespodziankę – zaczął, choć ostatnie słowo w jego ustach zdecydowanie nie sugerowało niczego przyjemnego. Sięgnął w końcu do swojej walizki i przesunął blokujące dostęp do wnętrza zatrzaski, lecz zanim otworzył ją, znów się odezwał. – Wiecie kim jest Lew Termen? – Spojrzał na nich uważnie, lecz najwidoczniej nie oczekiwał odpowiedzi, bo zaraz potem kontynuował swoim opanowanym tonem. – Rosyjski wynalazca, możecie go kojarzyć jako twórcę telewizora czy wysokościomierza. Jakiś czas temu pracował jednak nad wynalazkiem, który nam wszystkim ma pomóc przynajmniej zakończyć tę wojnę. Do tej pory obydwie strony konfliktu bazowały głównie na zasobach ludzkich. Wynalazki stanowią jedynie narzędzie w ich rękach, jednak tym razem postanowiliśmy postawić wszystko na technologię.– W tym momencie uchylił wieko, zanurzył dłonie we wnętrzu walizki i wyciągnął z niej urządzenie, które zaprezentował agentom. Składało z się anteny o długości około 20 centymetrów, połączonej z miedzianym cylindrem pokrytym srebrem, o średnicy około 2 centymetrów. – Buran to rodzaj podsłuchu. Ten górny talerz cylindra to membrana wychwytująca dźwięki, a poprzez otwór w nim antena łączy się z ukrytym w środku kondensatorem, który pełni funkcję mikrofonu. Reszty już łatwo się domyślić. Uruchamia się go przez sygnał radiowy z transmitera. – W tym momencie wyciągnął skrzynkę, gdzie na jednej ze ścian znajdowało się kilka korbek oznaczonych cyframi od 1 do 5. - Należy ustawić go na odpowiednią częstotliwość, aby móc przesyłać dźwięk do głośnika. Wystarczy ustawić częstotliwości oznaczone numerem jeden, trzy oraz pięć. – Zgodnie z własnymi słowami, przekręcił korbki, prezentując, jak powinno wyglądać ich ustawienie. - Jak łatwo zgadnąć, waszym zadaniem będzie dopilnowanie, aby dostał się w takie miejsce, które umożliwi nam uzyskanie jak najwięcej informacji na temat niemieckich planów. Najlepiej na bankiecie. – Zatrzymał się na moment, dając im czas na przetrawienie informacji. –  Czy macie jakieś pytania?


Na odpis macie 72 h.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Hala wystawowa 'Grand Palais'   Sob Lip 08, 2017 9:29 pm

Post dno i pięć metrów mułu.

Zmęczenie – podstępne jak kapitalistyczni utopiści – nabierało na sile z każdą kolejną sekundą spędzoną w klaustrofobicznym pomieszczeniu. Przed ukradkowymi zerknięciami na zegarek ratowała go wyłącznie wrodzona ostrożność, dość jasno podpowiadająca, że jakakolwiek oznaka zniecierpliwienia w obecności Gogola mogłaby zakończyć się – delikatnie rzecz ujmując – nieciekawie. Fiodor wkładał coraz więcej wysiłku w zachowanie tego samego, wysokiego poziomu uwagi, którą nieustannie obdarzał Borisa, jak gdyby mężczyzna z charyzmą wygłaszał socjalistyczne prawdy; w rzeczywistości jednak jego myśli coraz częściej wędrowały ku zagadkowej walizce, do tej pory pełniącej funkcję tylko i wyłącznie przypadkowego wyposażenia biura. Być może to z jej winy na wzmiankę o likwidacji Schocha ograniczył się do lekkiego uniesienia brwi, jak gdyby rzecz dotyczyła informacji o berlińskiej pogodzie, a nie śmierci człowieka. Nie inaczej było z poleceniami dotyczącymi paryskich komunistów – tu skinął jedynie głową, w myślach przyznając, że nigdy nie miał zamiaru stawiać na nich grubej, poziomej kreski. Ostrożność nie oznaczała całkowitego wykluczenia, podobnie jak brak zaufania nie był jednoznaczny z niechęcią do współpracy – co więcej, pozwalał na zachowanie zdrowego dystansu, dzięki któremu tutejsi sympatycy jedynej słusznej doktryny musieli akceptować ochłapy informacji, jakie rzucał im Chirjakow.
Na wzmiankę o niespodziance, w spojrzeniu Fiodora doszło do subtelnej metamorfozy – z chłodnej obojętności natychmiast przeskoczył na cień niezdrowego zainteresowania, jedynie pogłębiony przez charakterystyczny szczęk blokad w walizce. Gogol najwyraźniej wpadł w nurt nieustannego słowotoku, ponieważ prezentację – jak na dobrego komiwojażera  przystało – zaczął od pytania retorycznego; agenci nie mieli jednak czasu na faktyczną próbę odnalezienia jakichkolwiek skojarzeń z nazwiskiem Termena, ponieważ mężczyzna mówił dalej – i to w sposób, który wymuszał poświęcenie mu całej uwagi. Tym razem Chirjakow jawnie pochylił się na krześle, jak gdyby zminimalizowanie odległości między sobą a tym, co Boris dotychczas skrywał w walizce, mogłoby pomóc w zrozumieniu prawideł, jakimi kierowało się urządzenie. Widok spiczastej, umiarkowanie długiej anteny i połączonego z nią, tym razem całkiem malutkiego cylindra, nie wzbudził w Fiodorze szczególnego entuzjazmu. Był zwolennikiem starej szkoły, całą wiarę pokładając w możliwościach, jakie ofiarowało ludzkie ciało, a techniczne nowinki – dokładnie takie, jak ta – traktował z chłodnym dystansem i sporą dozą nieufności, doskonale wiedząc, że technologia zawodzi.
Nawet, jeśli jest dziełem radzieckiego geniuszu.
W tej sytuacji nie mógł zrobić nic, poza wysłuchaniem instrukcji Gogola w milczeniu i cierpliwym przyswajaniem wszystkich informacji, które padały z jego ust; już samo brzmienie słowa kondensator, transmiter, częstotliwość budziły w nim irracjonalną niechęć, która w końcu zalęgła się w lewym kąciku ust, ściągając go nieznacznie w dół. O co właściwie mógłby zapytać, nie mając zbyt szerokiej wiedzy na temat podobnych konstrukcji?
Czy naprawdę musimy ich używać?
Nic podobnego nie mogło paść z jego ust, na technologiczną niechęć została spuszczona zasłona milczenia, a sam Fiodor wskoczył na wytartą ścieżkę chłodnej kalkulacji – jeśli nie zapyta teraz, nie dowie się nigdy.
Jaki zasięg ma antena? Urządzenie musi znajdować się w tym samym pomieszczeniu, w którym prowadzona jest rozmowa? – podświadomie znał odpowiedź na zadane pytania, ale chciał usłyszeć ją na głos – usłyszeć i utwierdzić się w przekonaniu, że cała ta technologia to zabawki diabła. – Jak silny jest sygnał radiowy transmitera? – to wydawało się bardziej problematyczne: ukryć urządzenie to jedno, ale uruchomić je to zupełnie inna – i wcale nie łatwiejsza – sprawa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Hala wystawowa 'Grand Palais'   Nie Lip 09, 2017 2:00 am

#kuparoku

W końcu przeszliśmy do konkretów. Grisha wyprostował się nieznacznie w swoim krześle, kiedy Gogol nareszcie wyłożył karty na stół. Z przyniesionej przez siebie walizki wyciągnął dziwne, nieduże urządzenie.
Podsłuch.
To dopiero ciekawe.
Lykov niezwykle uważnie wsłuchiwał się w słowa Rosjanina i starał się zapamiętać jak najwięcej szczegółów, choć te nie były zbyt skomplikowane – urządzenie zdawało się być proste w obsłudze. Tym lepiej dla niego, bo po raz pierwszy miał do czynienia z technologią do użycia w terenie i szczerze mówiąc, nie był specjalnie do tego przekonany. Racja, to mogło wiele ułatwić, ale mimo wszystko… chyba najpierw wolałby to gdzieś przetestować i samemu przekonać się o skuteczności działania wynalazku Termena niż teraz tryskać optymizmem. Bo jak owe cudo znienacka jednak odmówi współpracy, to co wtedy zrobią? Kiedy postawiliby wszystko właśnie na jego funkcjonalność? Grisha nie był pewien tego, jak sam radzi sobie z improwizacją w terenie, w dodatku w bardzo stresowych warunkach i naprawdę wolałby tego nie sprawdzać.
Ale kiedy okaże się, że naprawdę można na tym polegać, to o ile wszystko stanie się prostsze! Nie będzie musiał bezpośrednio się narażać, żeby cokolwiek podsłuchać, wystarczyło tylko odpowiednio zamontować ten podsłuch.
Choć nie znał się na tym wszystkim kompletnie, to udało mu się wymyślić dwa pytania.
Czy da się go zamontować za jakimś obrazem? Jak to w ogóle można montować? – zapytał, ponieważ Gogol tego nie wyjaśnił, a nie wyobrażał sobie, żeby za każdym razem trzeba było szukać jakiegoś poziomego miejsca, by podsłuch tam po prostu położyć. – Jego waga pozwoli na taki montaż? – Spojrzał pytająco na Borisa, chwilę później znów zerkając na urządzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Hala wystawowa 'Grand Palais'   Nie Lip 09, 2017 8:05 pm

Choć zdawało się, że Gogol skupiony był na wyjaśnianiu agentom zasad działania podsłuchu, to jednak od czasu do czasu jego spojrzenie podążało ku ich twarzom, jakby chciał upewnić się, iż cała trójka słuchała go uważnie. Przywieziony ze Związku Radzieckiego wynalazek był cennym nabytkiem, który – jak liczył na to Gogol – mógł przysłużyć się szpiegom bardziej niż sądzili. Kiedy wreszcie zamilkł i dał im czas na pytania, ponownie splótł dłonie na biurku, zaraz obok spoczywającego na nim buranu i transmitera.
- Jak wykazały testy, zasięg anteny bez problemu sprawdzi się na odległości do dziesięciu metrów – powiódł wzrokiem po wynalazku. - Jeśli chodzi o sygnał radiowy transmitera, jest on na tyle silny, że uruchomi mikrofon z odległości około kilometra. Oczywiście im dalej, tym większe możecie mieć problemy, aby cokolwiek usłyszeć.
Zamilkł na moment, by wysłuchać pytań Lykova.
- Montaż za obrazem to bardzo bezpieczne rozwiązanie. Wystarczy do tego zwykła taśma, którą przymocuje się cylinder do ramy. Nie powinna rzucać się w oczy i utrzyma ciężar, bo antena wraz z cylindrem ważą dokładnie trzydzieści jeden gramów. Termen pomyślał o wszystkim – odpowiedział niemal natychmiast, uśmiechając się nieznacznie pod nosem. - Czasem najprostsze rozwiązania są najlepsze, towarzyszu Lykov – dodał po chwili.
To powiedziawszy, zerknął na zegarek i uniósł minimalnie jedną brew, widząc godzinę. Podniósł się z fotela, po czym ostrożnie włożył transmiter i buran z powrotem do walizki, starannie zamykając wszystkie zatrzaski.
- Czas niestety mnie nagli, a jeśli nie macie więcej pytań, spotkanie można uznać za zakończone. Życzę wam powodzenia, towarzysze i towarzyszko, miejcie także świadomość, że odpowiedni człowiek usłyszy o dzisiejszym świadectwie waszej pracy – oznajmił, po raz pierwszy nadając swojemu głosowi nieco podniosły, uroczysty ton. Zaraz później na jego twarzy pojawił się taki wyraz, jakby o czymś właśnie sobie przypomniał. Odwrócił spojrzenie od Grigoriya i Katyi, po czym skupił je na Fiodorze. - Jeśli chodzi tego amerykańskiego szpiega, póki co obserwujcie ją uważnie i gromadźcie wszelkie informacje o jej działalności. Ale jeśli tylko wejdzie wam w drogę, natychmiast ją wyeliminujcie – chwycił walizkę i okrążył biurko, by zbliżyć się Fiodora. - Towarzyszu Chirjakow, przekazuję wam wynalazek – wręczył Chirjakowowi walizkę, po czym posłał mu zagadkowe, znaczące spojrzenie. - Jeszcze się zobaczymy.
Następnie skinął całej trójce głową i ruszył w stronę drzwi, zatrzymując się w progu.
- Kiedy wyjdę, odczekajcie pięć minut i wychodźcie osobno w tym samym odstępie czasowym. Nie zapomnijcie zgasić światła – dodał Boris Gogol, po czym zniknął radzieckim szpiegom z oczu, udając się w sobie tylko znane strony.


PODSUMOWANIE

Spotkanie z Borisem Gogolem z pewnością powinno dać Wam do myślenia, jakie kroki należy podjąć w najbliższej przyszłości. Nadchodzący bankiet z okazji urodzin ambasadora Abetza wymaga starannego planu, ale na tę chwilę dysponujecie już częścią wymaganych środków. Bądźcie jednak czujni, bo nie wszystko może pójść po Waszej myśli!

Misja dobiegła końca, dziękujemy Wam za aktywność!

Fiodor, Grigoriy – otrzymujecie po 20 PR.
Katya – nie otrzymujesz punktów.

Do ekwipunku Fiodora trafia również walizka z buranem i transmiterem.

Jeśli chcecie, możecie napisać jeszcze po jednym poście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Hala wystawowa 'Grand Palais'   

Powrót do góry Go down
 
Hala wystawowa 'Grand Palais'
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Prawy brzeg :: Élysée-
Skocz do: