IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Kawiarnia 'Paix'


Share | 
 

 Kawiarnia 'Paix'

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Kawiarnia 'Paix'   Sob Lip 02, 2016 2:35 pm



Kawiarnia 'Paix'

Jedna z najsłynniejszych kawiarni Paryża, mieszcząca się na północno-zachodnim rogu Boulevard des Capucines i należąca do InterContinental Paris Le Grand Hotel. Miejsce niezwykle eleganckie, klimatyczne oraz niegrzeszące niskimi cenami. Najznakomitsi francuscy pisarze, jak Marcel Proust czy Émile Zola, odwiedzali ją od drugiej połowy XIX wieku, pijali najlepszą kawę i jadali smakowite desery, a również, jak twierdzą niektórzy, nabierali weny, ciesząc się przepięknymi widokami na Place de l'Opéra oraz codzienne życie Paryżan. Nic też dziwnego, że nie każdy może pozwolić sobie na zamówienie chociażby filiżanki herbaty w tej znamienitej kawiarni, szczególnie ostatnimi czasy. Nie oznacza to jednak, że jej progi pozostają zamknięte - od kwietnia do września rzeźbione stoliki oraz zabytkowe krzesła nadal są wystawiane na zewnątrz, gdzie, co szczęśliwsi mają szansę spocząć w cieniu markiz. Późną jesienią oraz zimą kawiarnia zachęca ciepłym i przytulnym wnętrzem, wyłożonym jasną boazerią, gdzie największą uwagę zwracają pozłacane gzymsy oraz kunsztownie wykonany sufit.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Paix'   Sob Sie 20, 2016 4:26 pm

/początek!

Ranek był chłodny, może nawet zbyt chłodny jak dla herr Webera. Podoficer SS jeszcze parę miesięcy temu nie miał nic przeciwko niższym temperaturom, cieszył się nawet z ochłodzenia, ale teraz po prostu nie czuł się zbyt dobrze. Szedł więc krokiem szybszym niż zwykle, by choć trochę się rozgrzać i rozruszać mięśnie. Wyprostowany, z twarzą dumnie uniesioną i spojrzeniem utkwionym w oddali, jak przystało na prawdziwego Niemca, zmierzał prędko w stronę kawiarni. Chciał napić się kawy, nawet, jeśli wiązało się to z koniecznością przesiadywania w lokalu pełnym żabojadów. Jedno musiał przyznać Francuzom.
Na kawie znali się lepiej niż na wojaczce. Znacznie lepiej. Pchnął drzwi i wszedł do lokalu tak, jakby wchodził do siebie, do swojego własnego mieszkania, co nie było w sumie żadnym wielkim nadużyciem. Francja należała do Rzeszy. Wszystko, co było we Francji, należało do Niemców, a więc i do Sigismunda.
To, że był najeźdźcą i okupantem, żołnierzem i morderca, nie znaczyło, że nie był dobrze wychowany. Uśmiechnął się, chociaż nie był to szczery uśmiech, skinął tez głową na powitanie, a potem zdjął czapkę i wsunął ją pod pachę. Nie widział w pobliżu żadnego Niemca, nie ważne już, czy żołnierza czy cywila, więc z żalem nie mógł pozdrowić Führera. Zwalniając kroku, bo był przecież już pod dachem, udał się w stronę baru.
- Kawę. Czarną, brak cukru. - odparł powoli, ale wyraźnie. Znał tylko podstawy języka francuskiego, w czasie poprzedniej wizyty w tym kraju nauczył się trochę tego i tamtego, by móc rozmawiać z jeńcami, ale ciągle miał braki. Potrzebował nauczyciela. Kogoś, komu mógłby zaufać, bo mimo wszystko to było drażliwa sprawa. Niemal tak samo drażliwa jak to, że wolał teraz stać przy barze, niż siedzieć przy jednym ze stolików, ale tę sprawę pominiemy milczeniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Paix'   Pon Sie 22, 2016 4:35 pm

Nerlinger szybkim krokiem przekroczył ulicę i stanął przed wejściem do kawiarni. Poranek nie należał do najcieplejszych, a w takich momentach mała filiżanka czarnej, gorzkiej kawy potrafiła rozgrzać i poprawić humor. Co prawda miejsce, do którego zapędził się Friedrich nie było zbyt często odwiedzane przez Niemców, często natomiast bywali w nim Francuzi, jednak lokal ten stał po drodze, nie było więc sensu nie skorzystać. Pchnął więc drzwi i z głośnym stukiem swoich oficerskich butów wszedł do środka, wyprostowany i dumny z bycia Aryjczykiem. Obrzucił pokrótce wzrokiem nie do końca ukrywanej wyższości wszystkich obecnych w lokalu Francuzów, zdjął czapkę i ruszył do baru, gdzie - ku swojemu zadowoleniu - zlokalizował bratni mundur.
Stanął obok mężczyzny, w którym rozpoznał SS-mana z Totenkopf, Webera.
- Sieg Heil, Herr Weber - odezwał się po niemiecku, przystając obok baru. Następnie zwrócił się do baristy po francusku.
- Jedną, czarną kawę bez cukru - powiedział bez najmniejszego problemu, choć z wyraźnym akcentem niemieckim. Od razu po wypowiedzeniu tych słów i położeniu na blacie należności - koniec końców wypadało - odezwał się ponownie po niemiecku do towarzysza.
- Herr Weber, co tutaj robisz? Nie spodziewałem się tutaj znaleźć nikogo z naszych, więc to bardzo miła niespodzianka. Francuskie mordy z każdej strony przyprawiają mnie o mdłości.
Nie zachowywał się specjalnie głośno, ale też nie zniżał głosu. Mówił normalnie, ignorując obecność innych. Nawet gdyby ktoś rozumiał, co Niemiec mówi, Friedricha to nie obchodziło. Jeśli byłby to któryś z Francuzów, to przynajmniej przypomni sobie, jak obrzydliwym robakiem jest.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Paix'   Pon Sie 22, 2016 4:48 pm

Cóż za niespodzianka! Spotkać rodaka we francuskiej dziurze graniczyło z cudem. I to jakiego rodaka! Nie szeregowca, nie podoficera, ale kogoś na wysokim stanowisku! I to z samego Schutzstaffel! Sigismund aż się uśmiechnął.
- Sieg Heil! - jako, że Weber nie siedział przy barze, tylko nonszalancko się o niego opierał, gdy tylko usłyszał ojczysty język wyprężył się jak struna i stuknął obcasami podoficerskich butów, unosząc dłoń ku górze. Zgodnie ze zwyczajem przywitał się, pozdrawiając wyższego stopniem żołnierza. Może tylko troszeczkę zbyt entuzjastycznie to zrobił, w końcu byli w kawiarni, nie na placu czy ulicy, więc w ciągu paru chwil niemiecki język całkowicie zdominował francuskie szepty.
Z ulgą też porzucił daremny trud komunikowania się w język pokonanego wroga.
- Mają dobrą kawę, herr Nerlinger. Na wojnie się nie znają, ale kuchnię mają cudowną. - odparł zgodnie z prawdą. Uwielbiał kawę, ale dostać dobrą, świeżo parzoną, ze świeżo zmielonych ziaren graniczyło z cudem, zwłaszcza w czasie wojny. W Paryżu niewiele było takich miejsc jak Paix, więc opłacało się przecierpieć towarzystwo Francuzów. Tym bardziej, że teraz Francuzi jakoś tak umilkli, jakby się bali, że w każdej chwili SS-mani mogą ich wyprowadzić i rozstrzelać pod płotem.
Podniósł filiżankę i upił odrobinę. Gorący napar wspaniale parzył usta i gardło, ale za to doskonale rozgrzewał, a to było coś, czego Sigismund naprawdę potrzebował. Miał się tutaj kurować! Leczyć! Nie po to przyjechał do Francji, by narzekać na zimno i mróz... najbliższe parę tygodni czy miesięcy będzie musiał się jednak przemęczyć. Chyba, że wcześniej go wezwą na front.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Paix'   Pon Sie 22, 2016 6:10 pm

/pierwszy post!

Ten poranek z pewnością nie należał do najcieplejszych. Jako, że nocny dyżur miał przypaść właśnie Nadine, kobieta postanowiła wykorzystać dzień na załatwienie różnych sprawunków. Zaczęła jednak od odwiedzenia swojej ulubionej kawiarni. Ubrana była ładnie, ale skromnie. Włosy wygięte w fale sięgały zaledwie do ramion, a na ustach widniała czerwona szminka, jedna z ulubionych. Pośpiesznie kroczyła dobrze znanymi, paryskimi ulicami. Pchnęła drzwi lokalu z wymalowanym uśmiechem na ustach, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, że przybycie dwóch niemieckich wojskowych sparaliżowało francuską klientelę tegoż miejsca. Tym razem zamiast oficerskiego obuwia, to stukot damskiego pantofla rozniósł się po pomieszczeniu. Nie dało się nie wyczuć tej ciężkiej atmosfery. Pomimo to lekki uśmiech nie zniknął z ust Francuzki. Pracowała w szpitalu, pewnie nie raz opatrywała jednego z niemieckich żołnierzy. Widok munduru nieprzyjaciela nie robił na niej takiego wrażenia. Czyżby ta na pozór drobna i bezbronna kobieta miała w sobie więcej odwagi, niż niejeden Francuz siedzący przy stoliku?
-Bonjour.-odezwała się na powitanie, gdyż tak wypadało. Przecież nie przemówi językiem niemieckim tylko dlatego, że było tutaj dwóch wojskowych. Jej duma narodowa by na to nie pozwoliła. Przynajmniej nie teraz. Dopiero kiedy zbliżyła się do baru z uznaniem skinęła głową oficerom. Może była patriotką, ale nie była głupia. Nie chciała narażać się Niemcom w tak głupi sposób. Co prawda Nadine nie znała się na stopniach wojskowych i nie miała pojęcia jak je rozpoznać, nawet na mundurze, ale domyślała się, że to ktoś niezwykle ważny.
-Guten Morgen.-przywitała dwóch mężczyzn. Nie narażała się. Niech myślą, że się boi, że podziwia, lub jest jedną z kolaborantek. Larousse chciała tylko napić się kawy, dlatego zamówiła ją u pewnie dobrze znanej sobie osoby za barem. Dlaczego zdecydowała się na przywitanie oficerów w ich ojczystym języku? Możliwe, że któryś z nich zjawił się, bądź zjawi w szpitalu Świętej Anny. Poza tym, wypadało, skoro z powodu braku miejsca stanęła niedaleko obydwóch mężczyzn. Czuła się nieswojo. Zdecydowanie wolałaby mieć swojego męża przy boku w tej chwili, jednak obawiała się, że był zbyt zajęty ratowaniem innym życia w szpitalu i nie mógł przybyć z pomocą swojej małżonce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Paix'   Pon Sie 22, 2016 6:38 pm

Friedrich oparł dłoń w skórzanej rękawiczce na blacie, ale najpierw skinął głową Sigismundowi i również go pozdrowił. Był bardzo rad z tego spotkania. Możliwość porozmawiania z kimś podobnym w tym dość nieprzyjaznym miejscu była dokładnie tym, czego kapitan mógł chcieć. A fakt, że dwóch oficerów SS spotkało się i rozmawiało w tej kawiarni sprawił, że pozostali obecni w lokalu jakoś tak przycichli. Friedrich uśmiechnął się, zadowolony z atmosfery, jaką udało mu się wraz z Sigismundem wprowadzić.
- Kuchnię? - skrzywił się i prychnął - żaby i ślimaki? Choć przyznam, że nawet i insektom czasem coś się uda. Mrówkom mrowisko, Francuzom kawa czy wino...
Dostał swoją filiżankę kawy, ale nie chciał się oparzyć. Wolał poczekać, aż dopiero co wrzący napój odrobinę ostygnie.
Poranek nagle zaczął wydawać się odrobinę przyjemniejszy. Stał w ciepłym lokalu i rozmawiał z Niemcem, do jego nozdrzy docierał zapach świeżo zaparzonej, ewidentnie dobrej jakości kawy, a francuski jazgot przycichł i prawie zniknął.
- Faktycznie dobra kawa - powiedział po skosztowaniu napoju, wyrażając uznanie dla ziaren kawowca, z których zrobiono tę kawę. Uniósł filiżankę ponownie do ust, gdy nagle drzwi za nimi otworzyły się, a do uszu mężczyzn dotarły ciche kroki damskiego obuwia. Nerlinger zerknął przez ramię, przeskanował wzrokiem twarz kobiety - widział ją pierwszy raz - i wrócił do kawy, całkowicie zlewając jej "bonjour". Nim zdążył odstawić filiżankę po kolejnym łyku gorącego napoju, ta sama kobieta zbliżyła się do lady obok niego i przywitała ich po niemiecku.
- Guten Morgen, Fräulein - odpowiedział ze względu na kulturę i wychowanie. Nie znał jej, ale skoro nie bała się odezwać do oficerów SS, to możliwe, że nie miała powodu. Albo grała pewną siebie.
- Zapraszamy, proszę nie stać tak daleko, samotnie. Nie gryziemy - zaśmiał się, po zaproszeniu kobiety po niemiecku. Jeśli próbowała być sprytna i umiała tylko się przywitać w ich języku, to zaraz to wyjdzie.
- W ogóle, Herr Weber, może usiądziemy przy którymś stoliku? Nie chcę zamęczać panienki staniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Paix'   Pon Sie 22, 2016 7:01 pm

Niemiecki brzmiał cudownie. Twardo, mocno, nieprzyjaźnie wręcz, ale jakąż sprawiał przyjemność uszom Sigismunda. Odkąd trafił do Paryża był zmuszony słuchać tego miękkiego, mlaszczącego języka, gdzie nie było możliwości odróżnienia poszczególnych słów. Rozumiał tylko niektóre fragmenty rozmów i czuł się z tego powodu dość głupio. On! Podoficer SS! Weteran walk w połowie Europy!
- Z żalem muszę odmówić, herr Nerlinger. Nie jestem w stanie wysiedzieć dłużej niż parę chwil. Medykamenty są zdecydowanie zbyt słabe, ledwo tłumią ból, który i tak wraca ze zdwojoną siłą. - westchnął, tłumacząc czemu woli stać, niż siedzieć. Nie kłamał, naprawdę odczuwał ból, jeśli siedział zbyt długo, ale to było tylko dlatego, że został postrzelony w szczególne miejsce poniżej pleców i, jak na złość i ironię, powierzchowna rana uwierała go jak wrzód na dupie, mówiąc brzydko i dosłownie.
- Guten Morgen, Fräulein. Podobną barwę szminki widziałem czasem na ulicach, wieczorami, u dam świadczących szczególne usługi. - był kulturalnym mężczyzną, więc z grzeczności skłonił głowę i się przywitał. Na tym skończyły się jednak dobre maniery Sigismunda, bo już jego kolejne słowa aż nazbyt mocno nawiązywały do mocnych, wyraziście czerwonych ust Nadine oraz zasugerowania do jakiego zawodu pasują.
A potem napił się mocnej, rozgrzewającej kawy, jakby właśnie powiedział coś zwykłego, jakby rozmawiał o pogodzie, a nie obrażał Nadine. Nie wiedział przecież, że Larousse jest pielęgniarką, osobą, która mogła mu pomóc w walce z nękającymi go bólami oraz długim cierpieniem. Chociaż może to i dobrze?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Paix'   Pon Sie 22, 2016 7:27 pm

Sama Larousse nie miała pojęcia co ją podkusiło, aby się przywitać z dwójką niemieckich oficerów, którzy panoszyli się jak panicze bo nie swoim kraju. Cóż, nie do końca nie swoim, bo te tereny należały teraz do Rzeszy. Niemiecki, ten nieprzyjemnie twardy język ranił uszy Nadine, ale mimo to rozumiała to co mówili mężczyźni. Już jako panna w wieku nastoletnim poznała podstawy tego języka, a kiedy po wybuchu wojny okazało się, że znajomość tego języka może być przydatna, Nadine poszerzyła swoją wiedzę, aby nie czuć się skrępowana i umieć rozmawiać. Nic więc dziwnego, że zrozumiała powód dla którego Herr Weber nie chciał usiąść. Nie mniej jednak nie zareagowała, przecież to nie słowa skierowane do niej.
-Dziękuję za zaproszenie, jednakże nie chcę się panom narzucać.-odpowiedziała, oczywiście w języku niemieckim. Delikatny, uprzejmy uśmiech cały czas widniał na jej twarzy i nie zniknął nawet wtedy, kiedy Herr Weber rzucił w jej stronę, delikatnie mówiąc, nieuprzejmy komentarz względem koloru jej ust. Upiła łyk kawy z filiżanki, którą przed chwilą jej podano.
-Jestem pielęgniarką, proszę pana, nie panną lekkich obyczajów.-odparła uprzejmie. To smutne, gdyby mężczyzna nie miał na sobie niemieckiego munduru pewnie znalazłby się chociaż jeden Francuz, który stanąłby w obronie kobiety. Może lepiej, że w tym momencie małżonek Nadine zajmował się chorymi w szpitalu? Prawdę mówiąc też wolałaby być teraz na dyżurze. W końcu nie ma nic gorszego dla kobiety jak obraza jej koloru szminki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Paix'   Pon Sie 22, 2016 7:56 pm

Friedrich odchrząknął. Faktycznie, wyleciał mu z głowy problem Sigismunda. W takim wypadku stanie było najlepszym wyborem, a Francuzka nie miała wiele do gadania.
- Ależ nie narzuca się pani. To raczej MY narzuciliśmy się WAM - zaśmiał się dość głośno i rozejrzał po sali. Francuzi wydawali się zaniepokojeni. Z pewnością niewielu rozumiało konwersację, ale ciężką atmosferę odczuwał każdy. Swoją drogą ciekawe, co myśleli o tej kobiecie? Żeby trochę zepsuć jej reputację, powinien zachowywać się, jakby się dobrze znali... Ale gdy usłyszał jej odpowiedź na co prawda złośliwy, ale trafny komentarz Webera, zmienił zdanie. Odwrócił się do kobiety i zagadnął.
- Pielęgniarką, tak? A mogę znać pani imię i nazwisko? Albo prościej - proszę pani dokumenty.
Uśmiechnął się z fałszywą uprzejmością, przez którą przebijała ledwo widoczna złośliwość. Gdy Larousse powinna była właśnie grzebać w poszukiwaniu dokumentów, Nerlinger uniósł filiżankę do ust i wypił parę łyków pysznej, gorzkiej, mocnej kawy. Odświeżające!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Paix'   Pon Sie 22, 2016 8:24 pm

Omiótł wzrokiem salę. Nikt, dosłownie nikt z przebywających w Paix mężczyzn nie stanął w obronie kobiety, ale to było do przewidzenia. A może czekają, aż Weber i Nerlinger wyjdą, by wtedy niczym sępy rzucić się na nią i zwyzywać jeszcze bardziej, za bratanie się z wrogiem przy filiżance kawy?
- Ależ oczywiście, ma pani rację. - stwierdził krótko Sigismund, słysząc o dziwo opanowaną i naprawdę godną pochwały reakcję Nadine na tak jawną i chamską odzywkę. Porzucił też zwyczajową, niemiecką formę i nazwał ją po prostu "panią". Różnica była minimalna, ale dla Niemców wystarczająco wyraźna. Dla Francuzów niekoniecznie.
Zmarszczył brwi, zdając sobie sprawę, że chyba naprawdę mają do czynienia z pielęgniarką, osoba związaną ze szpitalem i zapasami leków. Te, które miał przy sobie, były dla niego za słabe. Potrzebował czegoś mocniejszego, a w ciemno przecież nie weźmie nowych tabletek, bo jeszcze trafią mu się zbyt mocne i przesadzi w drugą stronę. Słyszał o biedakach, którzy wpadli w szpony tego nałogu i nie byli w stanie z niego wyjść.
- Fräulein, w szpitalu posiadacie zapasy leków na każdą sytuację, prawda? W tym leki przeciwbólowe? - przełknął kolejny łyk gorącej kawy, delektując się jej smakiem i aromatem, by już po chwili zadać nurtujące go pytanie. Herr Nerlinger zdecydował się wylegitymować kobietę, więc Sigismund postanowił wykorzystać okazję i wybadać teren. Nie będzie przecież tracił czasu na wizytę w szpitalu, jeśli mają tam tylko te same tabletki, które Weber aktualnie zażywa.
I z których działania nie jest zadowolony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Paix'   Pon Sie 22, 2016 8:44 pm

Wiele nieprzychylnych komentarzy cisnęło jej się na usta, ale żaden z nich nie uciekł. Uśmiech nie znikał z ust Nadine, chociaż zniewaga wobec narodu francuskiego bolało tak samo jak ugodzenie w samą Larousse. Nie mniej jednak szkoda było tracić życie i ściągać na siebie kłopoty w tak głupi sposób i w takich okolicznościach. Na komentarz Herr Nerlingera jedynie uśmiechnęła się nieco szerzej, upijając łyk kawy. Milczenie było złotem jak mówią. W sumie nie bardzo się zdziwiła, kiedy mężczyzna poprosił ją o dokumenty. Wiadomo, że serce zabiło jej szybciej, bo chociaż miała wszystko przy sobie i do niczego nie można się było przyczepić to każdy w takiej sytuacji odczuwał strach. Nadine nie rzucała jednak nikomu spanikowanych spojrzeń. Skinęła głową i z torebki, którą miała przy sobie wyciągnęła wszystkie potrzebne dokumenty i podała je jednemu z mężczyzn. Zauważyła także, że ton głosu Herr Webera zmienił się. Nie chciała dociekać dlaczego, ale jak widać nie musiała.
-Oczywiście, mamy takie zapasy w tym leki przeciwbólowe o różnym stopniu działania.-wyjaśniła. W końcu nie używa się tych samych leków do bólu głowy i ran postrzałowych. Spokojnie czekała aż Herr Nerlinger odda jej dokumenty. A także była gotowa udzielić niezbędnych informacji Herr Weberowi, a to, że obydwóm życzyłaby śmierci to już inna sprawa. Tego nie musieli wiedzieć. Bo nie ma co się łudzić, to ona była na przegranej pozycji. Była rodowitą Paryżanką, była kobietą. A jak widać, żaden z rodaków nie miał zamiaru zainteresować się sprawą. Nie rozumieli tejże rozmowy, nie wiedzieli co się dzieje, ale widać, że Nadine nie znała wcześniej mężczyzn. Przecież gdyby tak było, nie byłaby legitymowana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Paix'   Pon Sie 22, 2016 8:59 pm

Ich francuska towarzyszka nie była skora do łapania się na przynętę. Może to nawet dobrze, przynajmniej nie będą tutaj w kawiarni odstawiać żadnych specjalnych scen.
Odebrał od kobiety jej dokumenty i zaczął je przeglądać, gdy Weber zadał kobiecie pytania o leki przeciwbólowe. Na chwilę przestał patrzeć w papiery i zerknął na towarzysza. No tak, pielęgniarka. Sigismund mógł chcieć skorzystać z tego, że poznali kobietę pracującą w szpitalu. To znaczy, że kobieta może pomóc Niemcowi, a więc może się przydać. Nawet jeśli jest Francuzką.
Dokończył przeglądanie jej papierów i oddał je kobiecie przytakując głową.
- Dziękuję, pani Larousse, pani dokumenty są w porządku - odpowiedział po francusku.
Choć wciąż była tylko mało ważną Francuzką, postanowił zwolnić z obrażaniem i wyśmiewaniem jej, przynajmniej dopóki nie okaże się nieprzydatna Sigismundowi. Sam wiedział, jak potrafią przeszkadzać rany postrzałowe, a taka umiejscowiona w pośladku z pewnością była niezmiernie irytująca.
Wziął do ręki filiżankę kawy, usunął się z drogi Weberowi, jeśli przeszkadzał mu w rozmowie z kobietą i dokończył napój.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Paix'   Pon Sie 22, 2016 9:14 pm

- Larousse... Larousse... zapamiętam. Powołam się na Fräulein, kiedy odwiedzę szpital. - Weber powtórzył parę nazwisko Nadine i zapewnił, że je zapamięta. Nie była to groźba, w żadnym wypadku, ale ton głosu i sposób, w jaki Sigismund to mówił, brzmiał jednoznacznie. Niby dobrze, zawsze można będzie się tłumaczyć, że Nadine czeka na podoficera SS i ma pełne prawo być tutaj i robić to czy tamto. Upił kolejny łyk kawy i znowu zmarszczył czoło.
Tym razem powodem był zaskakująco szybko zmniejszający się poziom czarnego naparu w jego filiżance, a przecież Weber był gotów przysiąc na samego Fuhrera, że dopiero co zaczął pić kawę i powinno jej być zdecydowanie więcej. Nie pił przecież tak łapczywie, napar był zbyt gorący. Z żalem odstawiłem prawie pustą filiżankę na blat i sięgnął do kieszeni, wyciągając papierosy.
Podsunął paczkę w stronę Nerlingera. Gdyby Nadine była Niemką, to ją pierwszą by poczęstował, ale nie można mieć wszystkiego. Drugą, wolną ręką zaczął klepać się po kolejnych kieszeniach, zgrzytając coraz bardziej zębami. Czegoś brakowało. Coś było nie tak i gdy Sigismund westchnął, zawiedziony, musiał się zwrócić do barmana łamaną francuszczyzną, która pewnie bolała bardziej niż obelgi pod adresem Nadine.
- Ogień. Zapałki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Paix'   Pon Sie 22, 2016 10:13 pm

Niestety, albo i stety przez zawód jaki wykonywała często musiała na bok odstawić swoją niechęć do narodu niemieckiego. Dlaczego? Coraz więcej jej pacjentów to właśnie Niemcy. A człowiek ranny, chory niezależnie jakiej narodowości cierpi. Skinęła głową na słowa Herr Webera.
-Naturalnie, prosiłabym jeszcze o przyniesienie starych leków, aby dobrać odpowiednie.-odparła z uśmiechem, chociaż najchętniej zamiast leków przeciwbólowych wydawały truciznę w pigułkach, to byłoby to tak bardzo lekkomyślne i głupie, że Nadine nawet nie rozważała takiego scenariusza. Chociaż kto wie do czego jeszcze będzie zdolna Francuzka, walcząc po stronie Ruchu Oporu. Odebrała od drugiego z wojskowych swoje dokumenty, które od razu schowała do swojej torebki.
-Niezmiernie się cieszę.-odparła. Następnie dopiła kawę, której nie zostało już za wiele w filiżance. Kobieta zerknęła na zegar. Czas pędził nieubłaganie, poza tym nic dziwnego, że Francuzka jak najszybciej chciała się ulotnić. Po kontroli dokumentów w ogóle nie miała ochoty na rozmowę z okupantami. Zresztą, w żadnych okolicznościach nie miała na taką rozmowę ochoty. Sama wplątała się w konwersację, a teraz musiała się z tego wyplątać. Brak kawy w filiżance wydawał się być idealnym pretekstem.
-Panowie wybaczą, ale czas goni.-zwróciła się do nich i pożegnała nie chcąc tracić fasonu i spokoju, który utrzymywała podczas krótkiego pobytu w kawiarni. Obydwóch mężczyzn pożegnała w języku niemieckim, a gdy zbliżyła się już do drzwi rzuciła francuskie "Au revoir" i wyszła na paryską ulicę. Filiżanka gorącej kawy powinna rozgrzać jej ciało, ale chłód był nadal wyczuwalny. Mimo to ruszyła przed siebie. Byle jak najdalej stąd.

//zt dla Nadine
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Paix'   Pon Sie 22, 2016 11:05 pm

Friedrich oczywiście skorzystał z propozycji Webera. Sam palił, a nie wypadało odmawiać, jak ktoś częstował. Gdyby zamiast tego wyciągnął własne, byłoby to według niego bardzo dużym nietaktem, tak jakby brzydził się papierosami Sigismunda. Już wyciągał swoją zapalniczkę, gdy zauważył, jak Weber przeszukuje własne kieszenie. Natychmiast domyślił się, czego brakuje SS-manowi i podsunął mu zapaloną zapalniczkę. Dopiero po użyczeniu ognia koledze zapalił swojego papierosa i schował urządzenie. Zaciągnął się. Palił sporadycznie. Papierosy były drogie.
Skinął głową na pożegnanie Nadine i oparł się plecami o ladę baru. Kobieta wyszła, a w rozmowie pozostał znów tylko on i Weber. Mogli spokojnie rozmawiać po niemiecku.
- Pyskate te Francuzki. Była nawet ładna, tylko ta szminka na ustach... - wypuścił kłąb dymu z ust - rzeczywiście robiła z niej prostytutkę.
Kawa się skończyła, a papieros powoli - bardzo powoli, ale jednak - zbliżał się do tego samego końca. Nerlinger przeciągnął się i zwrócił znów do Sigismunda.
- Herr Weber, jesteś zajęty? Planowałem wybrać się na patrol, ale przydałby mi się do tego jeszcze ktoś. Jeśli nie masz jeszcze nic zaplanowanego na dzisiejsze przedpołudnie, to możesz uznać, że już masz - powiedział w ojczystym języku, kończąc papierosa. Spojrzał na Sigismunda oczekując jego odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Paix'   Wto Sie 23, 2016 3:18 pm

Nie przystoi, by byle podoficer prosił oficera o ogień! Coś takiego po prostu nie powinno mieć miejsca nigdy i nigdzie, Sigismund był nawet gotów kontynuować rozmowę z baristą, zamiast płaszczyć się przed Nerlingerem i żebrać u swojego przełożonego o jedną zapałkę. Ale skoro sam Friedrich zaproponował, że podpali papierosa, to sytuacja prezentowała się w całkowicie inny, znacznie lepszy sposób. Weber z uśmiechem skłonił głowę, dziękując w ten bezgłośny sposób za użyczenie ognia; zaciągnął się głęboko dymem i przetrzymał go przez kilka chwil w płucach. Teraz mogli bez przeszkód mówić po niemiecku.
- Auf Wiedersehen, Fräulein Larousse. - nie był gburem ani chamem, więc w należyty sposób pożegnał się z pielęgniarką. Co prawda ton jego głos wręcz kipiał od pogardy i ironii, no ale nie było to nic aż tak wielkiego ani groźnego, podobnie jak to, że wypuścił chmurę siwego dymu prosto w jej stronę. Pierwsze drobinki popiołu natomiast trzepnął do filiżanki z żałosną resztką wyjątkowo dobrej kawy. I niezależnie od tego jakie Weber dostanie leki, zmusi Larousse by sama połknęła choćby i jedną tabletkę, ale tego nie powiedział na głos. Nikt nie musi znać jego planów, zwłaszcza, że nie był teraz warunkach bojowych.
- Herr Nerlinger, cały czas jestem wolny. Moja dywizja jest związana walką na froncie wschodnim i gdyby nie moje rany walczyłbym ramię w ramię z braćmi. Z przyjemnością udam się na patrol! - odparł od razu, kiedy tylko padła może nie propozycja, bo Nerlinger jako żołnierz wyższy rangą mógł po prostu wydać rozkaz, co wyraźna sugestia dotycząca reszty dnia Webera. Jedynym problemem mogła być pogoda, ale w Paryżu pełno było różnorakich kawiarenek, w których można się było ogrzać. Albo po prostu obaj SS-mani wejdą do czyjegoś prywatnego mieszkania. Bo kto im zabroni? To był ich kraj. Zdobyli go w walce, jeśli można było to nazwać walką.
Sigismund Weber sięgnął po swoją czapkę i wsunął na głowę, przez parę chwil poprawiając ją, ty leżała idealnie równo i prosto. Był podoficerem, musiał się należycie prezentować i dbać o mundur będący jego chwałą i dumą. Uważał także, by nie pobrudzić materiału popiołem z papierosa, więc czym prędzej strzepnął kolejne drobinki do filiżanki, pełniącej teraz rolę popielniczki.
Opuścili kawiarnię Paix, udając się w stronę Pól Elizejskich. Na patrol.
/obaj zt
http://france.forumpl.net/t67-pola-elizejskie#1797
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Paix'   Pią Wrz 02, 2016 8:01 pm

|start
Życie za szybą kawiarni zdawało się toczyć własnym, być  może trochę pospiesznym tempem. Na pierwszy rzut oka można było odnieść wrażenie, iż nic nie uległo zmianie. Przechodnie pospiesznie kroczyli przez zatłoczone, paryskie ulice, otulając się szczelnie płaszczami, które miały chronić ich przed chłodnym, marcowym wiatrem. Na szyjach powiewały jedwabne szaliki, mężczyźni zaciągali na twarz kapelusze. Z ust rozmawiających ze sobą osób wydobywały się wciąż jeszcze obłoczki pary, bo choć zima powoli odchodziła już w zapomnienie, powietrze wciąż było chłodne, niekiedy nawet mroźne i nieprzyjemne dla kogoś, kto nie przepadał za mrozem. I choć madame Bernard nie miała zupełnie nic przeciwko zimie, wręcz przeciwnie, kiedyś zwykła uwielbiać mróz szczypiący w policzki i sprawiający, że pojawiały się na nich rumieńce, tym razem wyjątkowo trzęsła się z zimna, przemierzając jedną z ulic ukochanego, rodzinnego miasta, starając się nie zwracać uwagi na mijające ją niemieckie mundury, z których niektóre kiwały jej głową na powitanie bądź ośmielały się nawet zatrzymać i zamienić z nią parę słów w tym sztywnym i brzydkim języku, który w jej ustach, przyzwyczajonych do płynnych i melodyjnych, francuskich dźwięków, brzmiał pewnie komicznie. Jej mąż zwykł wówczas mówić, iż brzmiała uroczo i łaskawie prowadził z nią rozmowę w języku francuskim, kalecząc rodzimą mowę swej żony. Nie zdarzało się to jednak za często, tylko wtedy, gdy pan domu wpadał akurat w dość dobry nastrój, nie szczędząc jej przy tym słów, które dla niego mogły wydawać się prawdziwą przyjemnością, a dla niej były jedynie obelgą wypowiedzianą ustami potwora, z którym dzieliła przestronny i bogato udekorowany apartament w samym centrum Paryża.
Nic więc dziwnego iż uciekała z domu nawet wtedy, gdy mąż przebywał w pracy a pogoda z pewnością nie zachęcała do długich, samotnych spacerów. Wciąż pragnęła odetchnąć pełną piersią, wśród plątaniny ulic, zupełnie obcych twarzy i wrogiego języka poszukiwała tego, co brutalnie zostało jej odebrane. Miasto artystów, choć pozornie wciąż tętniło życiem tak, jak jeszcze 4 lata temu, gdy snuła wielkie plany spełnienia jeszcze potężniejszych marzeń, było jednak wymarłe i Flavie mogła to odczuć na samej sobie. Nie czuła się bezpiecznie u brzegów Sekwany, gdzie kiedyś spędzała godziny malując obrazy bądź obserwują spacerujące tam pary, zadowolone z życia nieskalanego widmem wojny wiszącym nad ich głowami. Nie miała już domu, do którego mogłaby wrócić, zaszyć się w przytulnym kącie z książką w dłoni i odpocząć od własnych myśli. Nie posiadała nawet pracowni, w której chciałaby spędzać godziny zatracając się w tym, co przecież stanowiło sens jej całego życia.
Skoro go utraciła, dlaczego dalej brnęła w to wszystko, nie widząc dla siebie ratunku? Widziała jak jej płótna płoną i jak przez mgłę słyszała ten głos mówiący, że nigdy więcej nie weźmie do dłoni pędzla. Widziała twarze zupełnie obcych ludzi, którzy niemalże błaganie spoglądali na nią z jej własnych obrazów i wątłym ciałem próbowała ocalić chociażby ostatni portret swej matki, jednak nie mogła. Był większy, silniejszy i choć tak naprawdę nie mógł mieć nad nią prawdziwej władzy, bez większego wysiłku odsunął ją z drogi tak, iż następnego dnia obudziła się z siniakami w różnych miejscach swojego ciała. Później bywało już tylko gorzej, nie licząc tych rzadkich momentów, w których zamiast bić, jego dłonie gładziły jej skórę i ściągały z niej sukienkę, którą sam jej przyniósł w prezencie.
Nie było od tego ucieczki i choć powoli przyzwyczaiła się już do życia, które prowadzi, czasem jej myśli wciąż wracały w miejsca, o których pragnęła zapomnieć wiedząc, że wiele podobnych ma jeszcze przed sobą.
Potrząsnęła delikatnie głową, zatrzymując się przed dużym oknem znanej jej dobrze kawiarni. Kilka pustych stolików wabiło ją do siebie zapachem kawy i przyjemnym ciepłem, które uciekało na zewnątrz przez otwierane co jakiś czas drzwi. Nie zastanawiając się dłużej weszła do środka, siadając przy niewielkim stoliku z dwoma krzesłami przy samej szybie, a jednak w miejscu, z którego była dość niewidoczna dla większości osób przekraczających próg kawiarni. Zamówiła filiżankę gorącej herbaty, przy której ogrzała zmarznięte dłonie, zdjąwszy wcześniej skórzane rękawiczki. Z torebki wyjęła niewielki zeszyt oraz ołówek, pozwalając sobie choć na chwilę uciec od codzienności w namiastkę czegoś, co jako jedna z niewielu rzeczy sprawiało jej jeszcze przyjemność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Paix'   Nie Wrz 04, 2016 11:53 am

Dzisiaj Florian szedł prosto do domu.
Choć zwykle lubił kluczyć po mieście, odwiedzać ulubione miejsca i dowiadywać się, co nowego u różnych znajomych, a przede wszystkim obserwować obywateli oraz "turystów" podczas ich codziennych i niecodziennych zajęć, tego popołudnia po skończonym dyżurze w szpitalu postanowił jak najszybciej dostać się do ciepłego mieszkania, a ciepłego to słowo klucz. Było do tego stopnia nieprzyjemnie, że Florian nie miał ochoty zatrzymywać się ani razu. Nawet kuszące wnętrza kawiarni, restauracji i barów nie były w stanie nakłonić go do zboczenia z kursu. Zmęczenie było silniejsze od ciągle napotykanych możliwości ogrzania się. W głowie miał jedną wizję - jego wspaniałe łóżko, w tej chwili mocno idealizowane, a przy łóżku cieplutki piecyk. Och, jaki jest sens odwlekania tego momentu, w którym już nic nie będę musiał? Nawet wracać. Jeszcze tylko kawałek, parę ulic, może pięć minut drogi stąd. Najgorsza była ta wilgoć. O ile zima była zwyczajnie mroźna, marzec miał to do siebie, że choć nie aż tak lodowaty, chłód przenikał warstwy ubrań, sprawiając wrażenie wdzierającego się aż do samych kości. Nie zawsze, ale tego dnia nawet słońce wolało się schować.
Myśli Floriana krążyły wokół tematu przetrwania i "ziemi obiecanej", do której właśnie zmierzał, gdy jego wzrok zatrzymał się na pewnej znajomej sylwetce. Czyżby personel kawiarni Paix postanowił zachęcić przechodniów do wstąpienia w ich progi, umieszczając na wystawie tę piękną niewiastę? - pomyślał najpewniej niezauważony, ona bowiem była bardzo zajęta kreśleniem czegoś w notesie. Pewnie rysuje.
Znał ją. Pewnie, że ją znał, jeśli znajomością można nazwać jednorazową pomoc medyczną, miłą rozmowę na temat jej zmarłej matki i dalsze unikanie go za każdym razem, gdy w delikatny sposób próbował dowiedzieć się czegoś na jej temat. Tym razem nie wywiniesz mi się tak łatwo! - "zagroził" jej w myślach i natychmiast wszedł do pomieszczenia. Od razu poczuł się lepiej w aromacie kawy i przyjemnym cieple bijącym od grzejnika.
- Madame Bernard, cieszę się, że panią widzę - oznajmił pogodnie, opierając dłoń o wolne krzesło stojące przy jej stoliku. - Będzie miała pani coś przeciwko, jeśli się dosiądę? - Oczywiście, że tak, ale najwyżej postoję - dodał w myślach i posłał jej miły, szczery uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Paix'   Pon Wrz 05, 2016 9:23 pm

Nie pamiętała już, kiedy ostatnio trzymała w dłoni pędzle. Ostatnio jedynie ołówki towarzyszyły jej niemalże na każdym kroku, poza chwilami w których wracała do domu i chowała je w skrytce pod podłogą w miejscu, do którego jej mąż nigdy by nawet nie zajrzał. Chowała tam nie tylko aktualny szkicownik czy zestaw ołówków, ale stare pamiętniki, wszystkie listy, które kiedykolwiek otrzymała czy to od Mathieu czy Clementa i drobne pamiątki, które jakoś udało jej się przemycić podczas przeprowadzki do nowego apartamentu. Nie potrafiła go nazwać domem, ponieważ to nie był jej dom. Jak mogłaby mówić w ten sposób o czymś, co sprawiało, że po przebudzeniu się miała ochotę jedynie uciec jak najdalej, a zasypiając myślała o tym, by nigdy więcej się nie obudzić?
Chociaż tęskniła za malowaniem, jakiś czas temu naprawdę nauczyła się doceniać to, co miała i na co mogła sobie pozwolić. Gdy nie mogła wyciągnąć farb, cieszyła się ze szkicowania. Musiała robić cokolwiek, kiedy siedzenie w czterech ścianach było nie do zniesienia i każdego dnia na długie godziny opuszczała mury kamienicy pozwalając sobie na spacery po zakamarkach Paryża, do których nie zawsze docierała twarda, nazistowska ręka, która momentami naprawdę ją przerażała.
Wewnątrz kawiarni potrafiła na chwilę zapomnieć. Skupiona na poruszaniu swoją dłonią po kartce papieru, na kreśleniu linii, poprawianiu konturów i dopracowywaniu cieni uciekała w świat, do którego niewiele osób miało obecnie dostęp. Chroniła go całą sobą, jedyną cząstkę duszy, która w jakiś sposób łączyła ją jeszcze z przeszłością pośród całego kalejdoskopu twarzy i masek, które na co dzień musiała przybierać. Choć może wcale nie musiała? W końcu, tak jak wszyscy inni, robiła to, co musiała, aby przetrwać. Chociaż, w przeciwieństwie do niektórych, nie posuwała się aż tak daleko. Nie zamierzała oceniać ani potępiać kolaborantów. Jej ojciec był jednym z nich i choć ciężko jej było wybaczyć to, co jej zrobił, potrafiła zrozumieć, dlaczego się do tego posunął. Co więcej, niektórzy życzliwi ludzie sami postanowili nadać jej taką łatkę i miała wrażenie, że jeszcze trochę i naprawdę zacznie w to wierzyć, stając się tą, za którą większość i tak ją uważa.
Czuła się jak w transie, wsłuchując się w cichy szmer ołówka szybko posuwającego się po kremowej kartce, zupełnie zapominając o stygnącej herbacie i wszystkim, co dzieje się dookoła. Po chwili jednak z tego stanu wyrwał ją, który dopiero po chwili wydał jej się znajomy, jednak połączyła go z nazwiskiem w chwili, gdy podniosła wzrok na stojącego przed nią mężczyznę.
- Bonjour, monsieur Rocher – powiedziała, zamykając szkicownik i ostrożnie wsuwając go do torebki – Oczywiście, proszę bardzo – dodała po chwili, ruchem dłoni wskazując wolne krzesło naprzeciw – Napije się pan czegoś? – zapytała i nie czekając na odpowiedź mężczyzny przywołała lekkim ruchem dłoni kelnera – Więc, jeśli mogę spytać, co pana tu sprowadza, monsieur Rocher – upiła powoli łyk niemalże zimnej już herbaty ze swojej filiżanki, patrząc na niespodziewanego towarzysza. Owszem, pamiętała ich pierwsze spotkanie i szczerze powiedziawszy nie spodziewała się, aby miało się kiedykolwiek powtórzyć. Cóż, los zdaje się być jednak przewrotny. Przekonała się o tym wielokrotnie i teraz przekonywała się na nowo, choć może w odrobinę przyjemniejszych okolicznościach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Paix'   Sro Wrz 07, 2016 11:36 am

Uprzednio zdjęty płaszcz powiesił na oparciu krzesła i usiadł. Niepotrzebnie nastawił się tak wojowniczo. Kobieta wydawała się mile zaskoczona jego pojawieniem i wcale nie miała zamiaru go unikać. Zupełnie jakby tamtej sytuacji nie było, a oni byli dobrymi znajomymi, którzy chętnie wymieniają się uprzejmościami.
Zamówił kawę. Jednak zapach zawsze unoszący się w tej w kawiarni zdołał go w końcu skusić, tutejsza kawa jeszcze nigdy go nie zawiodła.
Flavie Bernard wydawała się ciekawą osobą. Od ich ostatniego spotkania, które za razem było pierwszym, zdążył zebrać trochę informacji na jej temat. Raczej plotek. Po prostu nakłonił ludzi, którzy mogli być w tej sprawie poinformowani, żeby zdradzili mu coś, co wiedzą na jej temat. Preteksty miał różne, nie wszystkie prawdziwe, ale najważniejsze, że działały. A więc Flavie była kolaborantką, żoną niemieckiego oficera, zdrajczynią. Och, na pewno, na pewno - myślał Florian z przekąsem. Przecież wszystko jest takie proste i oczywiste! Nie wątpił, że wiele kobiet "sprzedało się" dla własnej wygody, ale czy ona też taka była?... Widział jej siniaki. Na Boga! Przecież ona potrzebowała lekarza, takie miała obrażenia! Może ci paskudni Niemcy byli bezlitosnymi najeźdźcami bez poszanowania praw człowieka, ale naiwnie byłoby sądzić, że któryś z nich przeszedłby obojętnie, widząc, że jego żona (bez znaczenia jakiej narodowości) ewidentnie została pobita. Czy pozwoliłby taki drań czy nie drań nad ranem szukać swojej pani jakiego bądź lekarza, żeby opatrzył jej rany? Nie trzeba było być specem od dedukcji, żeby wysunąć logiczne wnioski.
Spodziewał się pytania, choć póki co nie miał gotowej odpowiedzi. Nie zastanawiał się jednak, po prostu mówił.
- Tak właściwie to pani - odparł bez owijania w bawełnę. Jeśli nie musiał, nie kłamał, nie wymyślał na wpół prawdziwych historyjek o zamiarze ogrzania się i nabrania energii na dalszą drogę powrotną. - Wciąż wracam myślami do naszej ostatniej rozmowy. Może to nie moja sprawa i nie powinienem się mieszać, ale sumienie nie daje mi spokoju. Proszę się tylko nie obrażać, ja się po prostu martwię.
Jego uśmiech był bardziej uprzejmy niż wesoły. Trudno było się cieszyć, gdy rozmawiało się o tak poważnych sprawach, ale przybranie kamiennej twarzy również nie należało do najłatwiejszych zadań, gdy miało się do czynienia z madame Bernard.
Gdzieś w głębi serca Florian wciąż trzymał żywe wspomnienie jej matki. Kobieta-anioł, choć to określenie nie oddaje w pełnie tego, co czuł jako młodzieniec, słuchając pierwszy raz w życiu tak wspaniałego koncertu. Miał wrażenie, że dźwięki fortepianu przeniosły go wtedy do zupełnie innego świata, to było niesamowite, od tego czasu pokochał muzykę, bo wcześniej po prostu mu się podobała. Później chodził na wszystkie jej koncerty, na które tylko mógł pójść (wtedy jeszcze za zgodą rodziców), żeby roztapiać się jak czekolada (jak to zwykł określać w myślach) pod wpływem magii, którą roztaczała wokół siebie Celeste. Och, Celeste, samo jej imię sprawiało, że serce biło mu mocniej. Kobieta tak piękna, że patrząc na nią, nie był w stanie myśleć o niczym innym. Tylko ona i jej cudowna, rajska muzyka! Z czasem Florian uwolnił się spod silnego uroku tego czarodziejskiego Anioła, a jego uczucia przeszły w jedynie wielki zachwyt, gdy śledził karierę ulubionej pianistki. Dziś po prostu miło wspominał ten wspaniały i niestety nieodwracalny okres życia, a gdy spotkał na swojej drodze bardzo podobną do Celeste - przynajmniej z wyglądu - córkę, nie dziwne chyba, że od razu poczuł do niej sympatię.
Świata nie uratuję, to pewne, ale zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby pomóc Flavie, choć trochę. Bo problemy ma. Niech nie myśli, że uwierzę w bajki o dobrym życiu. Nie uwierzę ani tym ludziom, ani nawet jej samej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Paix'   Czw Wrz 08, 2016 2:10 am

Nie miała w zwyczaju narzekać na swoje życie. Nie próbowała użalać się nad wszystkim, co ją spotkało, zrzucać winę na ten okropny i bezlitosny los, który pchnął ją w objęcia samego szatana. Po części dlatego, że nie miała komu wyżalić się ze swoich problemów. Ubrane w stroje od najznakomitszych, często francuskich, projektantów żony innych niemieckich oficerów stacjonujących w Paryżu z pewnością nie należały do towarzystwa, które mogłoby podzielić i zrozumieć jej zmartwienia. Po części jednak miała wrażenie, że użalanie się jest po prostu żałosne, zwłaszcza wtedy, gdy można coś zrobić, aby jakoś odwrócić swój los.
Owszem, ona nie miała zbyt wielu możliwości. Dobrze wiedziała, że gdyby kiedykolwiek spróbowała wymknąć się z jego rąk, wkrótce znalazłaby się na pogrzebie swojego ojca, a miejsce na jej własną trumnę zapewne byłoby już przygotowane tuż obok. Nie bała się własnej śmierci, w myślach wciąż miała te wszystkie chwile, w których błagała, aby nadeszła jak najszybciej, jednak nie chciała mieć na sumieniu śmierci kolejnej bliskiej osoby. Bez względu na to, jak bardzo ją zawiódł i jak bardzo ją zranił, czasem paryskie ulice wciąż pokazywały jej wspomnienia z dzieciństwa i musiała zaciskać usta aby nie wyrwał się z nich płacz za wszystkim tym, co pozostało pochowane zostało w przeszłości. Walczyła każdego dnia i dobrze wiedziała, że jej mąż nie jest ślepy, ani tym bardziej głupi. Mógł ją trzymać pod kluczem, uważać ją za swoją własność, coś, co może wykorzystać w każdy możliwy sposób, ale musiał być świadom, że tak naprawdę nigdy nie będzie jego. Jej serce należało do Francji i tylko do Francji.
Być może wcale nie miała powodów, aby narzekać. W końcu większość dni i tak poświęcała na to, na co miała ochotę, starając się jednak trzymać dystans oraz skupienie. Ściany miały uszy i już nie raz widziała na sobie spojrzenia współpracowników jej męża, śledzące jej każdy ruch i notujące w swoich umysłach pełne sprawozdanie z tego, co akurat robiła. Uśmiechała się do nich szeroko, zagadując o ich rodziny i wciągając w rozmowę jak gdyby nigdy nic, po części podziwiając ten talent, który sprawiał, że on tak łatwo zjednywał sobie ludzi. Ją też kiedyś omamił. Sprawił, iż przez ułamek sekundy wierzyła, że jest choć trochę inny, a tak naprawdę okazał się gorszy, niż zawsze sobie wyobrażała. Na szczęście przejrzała na oczy jeszcze zanim stanęła na ślubnym kobiercu w pięknej, białej sukni, z kwiatami wplecionymi we włosy i wielką ochotą, aby swój welon zacisnąć wokół własnej szyi i spektakularnie przerwać to idealnie wyreżyserowane przedstawienie, w którym nigdy nie zgodziła się odgrywać jakiejkolwiek roli.
Nigdy też nie mówiła o tym, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami ich własnego apartamentu, gdy dookoła powoli przygasają już światła, a ciężkie zasłony odcinają dopływ światła księżyca, którego strużka zawsze zdołała się jednak wślizgnąć do ich sypialni. Czuła się wtedy lepiej. Patrzyła na srebrzysty odblask wijący się na drewnianej podłodze i myślała o wielkim, czarnym niebie nad nimi, o złotych gwiazdach i srebrnym księżycu, które obserwują ją z góry i może, ale tylko może, mają w sobie choć trochę współczucia. Pod powiekami zamkniętych oczu malowała całe obrazy, jednak z jej ust nigdy nie wymsknęło się nigdy ani jedno słowo, które zdradzałoby, jak bardzo cierpi, w każdej sekundzie każdego dnia. Musiała być silna, bo nic innego już jej nie pozostało.
Jej szczupła dłoń, zaciskająca lekko białą filiżankę, zastygła wpół drogi do ust, gdy usłyszała słowa mężczyzny. Już wcześniej myślała, iż pójście do lekarza z tą drobną raną, którą nabyła zupełnie przypadkiem było błędem, w końcu nie była to jedyna oznaka tej bezgranicznej miłości, którą darzył ją jej ukochany mąż, jednak nie sądziła, że doprowadzi to do kolejnego spotkania z osobą, która udzieliła jej pomocy.
- Przepraszam, ale chyba nie do końca pana rozumiem – odstawiła filiżankę na spodeczek, opierając się wygodnie na krześle u przybierając na twarz wyuczony, niewinny uśmiech – Jaką rozmowę ma pan konkretnie na myśli? – zapytała po chwil, mrugając kilkakrotnie, wprawiając w ruch swoje długie rzęsy. Była mistrzynią w tego typu grach. Potrafiła okłamywać nie tylko innych, ale i samą siebie. Wszystkie te gesty i słowa nie do końca były prawdziwe i choć czasem naprawdę to na niej ciążyło, szybko przekonała się, jak bardzo może to być przydatne. Miała nadzieję, że także tym razem uda jej się to wszystko gładko rozegrać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Paix'   Sro Wrz 21, 2016 8:48 pm

Nie zdołał ukryć zdziwienia. Czy miała go za aż tak naiwnego człowieka? Rozmowa, nazwał to rozmową, bo przecież dużo wtedy rozmawiali, to właśnie miał na myśli i był pewien, że ona doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Nie chciał wspominać o jej ranach, nie wypadało. Wciąż wracam myślami do pani tajemniczej wizyty - mógłby powiedzieć, ale może i tego by "nie pamiętała", a na pewno zabrzmiałoby to podejrzanie. Rozmowa była jedna, choć na wiele tematów, bo skoro pani Bernard nie chciała powiedzieć prawdy o obrażeniach, trzeba było zagadać o czymś innym.
- Dokładnie tę samą, w której wspominaliśmy pani matkę, ale oczywiście nie to jest powodem moich zmartwień. Nie chciałem wtedy pani denerwować, ale nie wydaje mi się, żeby cała ta sprawa... ta pani sprawa, to było nic takiego, jak mnie pani zapewniała.
Był poważny, bardzo poważny, bo mówił o sprawach wręcz dramatycznych. Nie był pewien jak bardzo i nie mógł też ręczyć za to, o co dokładnie chodzi. Mógł się tylko domyślać, a jeśli tej kobiecie wydawało się, że jest w stanie zbić go z tropu, to była w błędzie. Pewnie dałby się omamić jej ewentualnym drobnym kłamstwom i koloryzowaniem, ale póki co, Flavie nie zrobiła nic, żeby go uspokoić, wręcz im bardziej udawała, że wszystko jest w porządku, tym więcej podejrzeń nabierał.
- Nie jestem ciekawski, nie stąd wynika moje zainteresowanie. Proszę sobie nie myśleć, ja się po ludzku zaniepokoiłem.
Choć prawda była taka, że przeważnie interesował się losem różnych ludzi z ciekawości, w tym przypadku powodem naprawdę była sympatia do Flavie (głównie ze względu na to, że jest córką swojej matki, ale nie tylko dlatego) i przejęcie jej losem jako czyjejś ofiary (bezbronna kobieta, w dodatku Francuzka, źle traktowana, najprawdopodobniej przez męża - niemieckiego męża!). Na pewno jej przypadek nie był niespotykanym wyjątkiem i na pewno większość rodzin przechodziło właśnie wojenne dramaty (synowie ginęli na froncie, ojców przesłuchiwało gestapo, nie wiadomo było, co się dzieje z zaginionymi siostrami) i choć Florian nie chciał się narażać dla ledwie znajomej żony wrogiego oficera, czuł, że musi coś zrobić. Wyglądała na taką, która potrzebuje czyjejś pomocy, ale boi się o nią poprosić, nawet gdy ktoś sam wykazuje inicjatywę.
Starał się nie napierać na nią spojrzeniem. Jeśli się bała, wszelkiego rodzaju naleganie, choćby nieme, sprawiłoby, że tylko bardziej by się zamknęła w sobie, a Florian nie miał ochoty na jej kolejne uniki. Kelnerka przyniosła kawę, na której to właśnie pozornie skupił całą uwagę, w rzeczywistości uważnie słuchając, co ma do powiedzenia Flavie. Przez chwilę zastanawiał się, czy to nie jest szaleństwo. Dopiero co tak bardzo chciał znaleźć się już w domu, a teraz przesłuchiwał w kawiarni obcą kobietę, ponieważ zmartwiły go jej rany i siniaki. Co zrobię? Co bym zrobił, gdyby powiedziała mi, że to mąż ją tak urządził? Przecież tak naprawdę jestem nikim, zwykłym francuskim lekarzem. Zapłaczę nad jej losem? Pogłaszczę po ramieniu i powiem, że mi przykro? Ha, a może pójdę do tego człowieka i mu POWIEM, co o nim myślę? Śmiał się przez łzy, oczywiście nie pokazując na zewnątrz ubolewania nad marnością swoich wizji. Nie zmieniało to jednak nadziei, że może jednak w choćby minimalnym stopniu jest w stanie jej pomóc. Może kogoś znał, może mógł służyć jej przynajmniej dobrą radą... Na razie jednak nie zanosiło się na szczere wyznania, domyślał się, że to będzie trudna rozmowa, najpewniej bezowocna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Paix'   Nie Wrz 25, 2016 12:39 am

Pani Bernard była niemalże pewna, iż dla wielu osób wygląda na delikatną. Szczupła, może nawet za bardzo, sylwetka, blond włosy, szare oczy wyglądające spod długich rzęs i miękki, delikatny i przyjemny dla ucha głos musiały sprawiać wrażenie kogoś, kogo za wszelką cenę należy bronić przed całym złem tego świata. Zamknąć pod szklanym kloszem w obawie, że jeden ruch połamie jej kruche kości i roztrzaska jej delikatne serce. I choć to wszelkie zło zdążyło już skumulować się w formie jednej osoby i uderzało w nią potężnymi falami, ona wciąż stała na nogach, opierając się mu wszelkimi siłami.
Była idealnym przykładem tego, iż pozory dość często mylą. Po niecałych dwóch latach małżeństwa wyrobiła sobie własną zbroję i z każdym dniem coraz bardziej przekonywała się, iż nie potrzebuje bohatera, który musiałby ją ratować. Wciąż czekała na moment, z którym będzie w stanie stać się własnym bohaterem i choć do tego z pewnością było jeszcze daleko, potrafiła sobie radzić sposobami, które dla niektórych mogły wydać się mało skuteczne. Nikt, tak jak ona, nie znał gruntu, po którym stąpała. Z każdym dniem odkrywała nowe tereny, omijała ukryte przepaści i wiedziała jak stąpać, aby ziemia pod jej nogami się nie zapadła. Nie miała pojęcia, czy doktor Rocher chciał ją ratować, jednak była pewna, iż jeden krok wystarczył, aby wszystko wyleciało w powietrze. Nie chciała tego, nie ze względu na siebie. O siebie już dawno przestała się martwić i fakt, iż ciągle po cichu walczyła zdawał się być cudem, gdy tak naprawdę jej własna egzystencja przestała ją w jakikolwiek sposób obchodzić. Doceniała jego troskę i zaniepokojenie, choć miała nadzieję, że niczego nie podejrzewa. Coś jednak podpowiadało jej, iż nie do każdego pacjenta dołącza w kawiarni, aby napić się filiżanki kawy i powspominać ostatnią rozmowę. Mimo wszystko nie zamierzała go w żaden sposób wciągać w swoje życie, które i tak było już wyjątkowo skomplikowane i fakt, że miałaby mieć na sumieniu zupełnie obcego mężczyznę, który miał dobrą pozycję i, jak jej się wydawało, naprawdę przyjemny charakter, wcale nie polepszyłby jej samopoczucia.
Właśnie to było powodem, dla którego tak często doskwierała jej samotność, nawet w Paryżu, mieście przepełnionym ludźmi, gdzie na ulicach z pewnością roiło się od osób, które chętne byłyby nawiązać z nią jakąkolwiek znajomość, być może nawet bez wdawania się w szczegóły dotyczące jej życia. A mimo to, będąc doskonale świadomą tego, iż cała jej historia nie została jej wypisana na czole, odpychała od siebie każdego, zupełnie jakby wierzyła, iż promieniuje od niej zła aura, a ona sama rozdaje nieszczęście niczym słodkie cukierki. Jej rodzina nie skończyła za dobrze, każdy, kogo kochała, był prawdopodobnie martwy. Łącznie z jej ojcem, który chociaż wciąż stąpał bo ziemi, dla niej już dawno nie żył, sam zabijając w sobie tą cząstkę, którą Flavie kiedyś kochała. Być może nie miała racji, może to nie ona była źródłem tych wszystkich nieszczęść, choć czasem wciąż zdarzało jej się winić za śmierć matki, a raczej za fakt, iż nie zrobiła niczego, aby temu zapobiec. Wolała jednak zachować przezorność. Trzymać ludzi na dystans, nie pozwalając im przekroczyć wyznaczonej przez nią samą granicy wiedząc, że po drugiej stronie z pewnością nie czeka ich nic dobrego.
- Ah, no tak, teraz pamiętam! – powiedziała z udawaną radością, obdarzając mężczyznę najpiękniejszym uśmiechem, na jaki było ją stać – Proszę mi wybaczyć, ostatnio mam tyle na głowie, zupełnie wypadło mi to z pamięci – dodała, odgarniając luźne kosmyki jasnych włosów z twarzy. Nie zamierzała dać mu ani jednej wskazówki, iż wzmianka o ranie, z którą się do niego zgłosiła, w jakiś sposób na nią wpłynęła. Chciała, aby przestał się tym interesować, aby po wyjściu z kawiarni uznał, iż spotkanie z nią było zupełną stratą czasu, a jej życie w żadnym stopniu nie różni się od tego, które prowadziła każda inna, zamężna kobieta w Paryżu – Proszę być pewnym, monsieur Rocher, iż w istocie nie było to nic poważnego – uśmiechnęła się wiedząc, jak wiele razy powtarzała te same historie – W domu zawsze zdarzy się drobny wypadek, a ja, choć może tak nie wyglądam, jestem prawdziwą niezdarą i wszystko leci mi z rąk o wiele za często – zaśmiała się krótko, upijając drobny łyk herbaty. Czasem sama była pod wrażeniem tego, jak lekko wszystkie te kłamstwa opuszczają jej usta, bez ani jednego mrugnięcia czy zająknięcia – Doceniam jednak pańskie zaniepokojenie. Czyni to z pana wspaniałego lekarza, skoro tak bardzo troszczy się pan o swoich pacjentów – kolejny uśmiech, spojrzenie prosto w jego oczy i krótkie, zupełnie neutralne dotknięcie dłoni mężczyzny jakby dla potwierdzenia jej słów, a była niemalże pewna, iż uda jej się go jakoś oszukać. I choć część jej pragnęła móc tak po prostu powiedzieć mu wszystko, wypłakać się w jego ramię i wierzyć, że będzie w stanie jej pomóc, była świadoma, iż tak naprawdę nie mógł zrobić wiele. Z pewnością miał całe życie przed sobą, a ona nie chciała, aby przez nią miał zaprzepaścić swoją karierę – Mam ochotę na coś słodkiego, skusi się pan na kawałek ciasta? – zapytała, jak gdyby nigdy nic zmieniając temat. Wiedziała, że nie każdy może pozwolić sobie na filiżankę herbaty i ciasto w tej znakomitej kawiarni, jednak nie miała wyrzutów w wydawaniu pieniędzy męża na drobne przyjemności. I choć była pewna, iż ten nie byłby zadowolony z faktu, iż spędzała tą chwilę w towarzystwie obcego mężczyzny, świadomość ta jeszcze bardziej wyostrzała jej apetyt. Czego nie zobaczy, to go nie zaboli, więc zanim Florian zdążył jej odpowiedzieć, przywołała kelnera zamawiając dwa kawałki ciasta, wspaniale się bawiąc odgrywając przed nim naprawdę urocze przedstawienie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Paix'   Pon Paź 24, 2016 12:38 pm

/Przepraszam, że tak długo to trwało...  

Już niemal nabrał się na te jej uśmieszki i zapewnienia, bo, trzeba przyznać, były one naprawdę bardzo mylące. Tyle że Florian miał głowę na karku i potrafił wyczuć, że coś jest nie tak, że, prawdę mówiąc, jej odpowiedzi nie trzymają się kupy. Doświadczenie. Po prostu miał doświadczenie z pacjentami. Mógłby o tym napisać książkę... tyle że póki co, pisał książkę fabularną. Jednakże nie omieszkał użyć tam tego wszystkiego, czego nauczyła go praca z ludźmi. Prowadził liczne obserwacje dotyczące nie tylko rozwoju chorób lub poprawy zdrowia, ale także ludzkich zachowań i stanów umysłu.
Uśmiechnął się z grzeczności. Chciał trochę poudawać przekonanego, ale czy pani Bernard nie nabierze przez to pewności siebie? Nie umocni jej w tych jej zwodach? Bo jego celem było udowodnienie jej, że nie przekonują go te jej zmyślone historyjki, sprowokowanie do wyjawienia prawdy. Tylko prawda mnie zadowoli – to chciał jej powiedzieć, nie mówiąc niczego wprost. A może jakby poczuła się pewniej, łatwiej byłoby złapać ją w „pułapkę” i dowiedzieć się, o co tak naprawdę chodzi? Florian udawał czasami głupszego niż naprawdę był, bo zdobywał przez to przewagę nad rozmówcą. Hm, tylko która strategia okaże się słuszna w przypadku Flavie? Ostatecznie postanowił jednak podejść prosto do sprawy, może przez szacunek, którym ją darzył. Miał ją za inteligentne stworzenie, które domyśli się, że zastawia się na nie pułapkę i zwyczajnie się spłoszy. Nie, nie, musiał grać w otwarte karty – na ile grzeczność mu pozwalała. Szczerze mówiąc jej słowa również odbierał pewną rezerwą, rozważając, czy aby kobieta nie drwi sobie z niego w wyszukany sposób. Teraz już niczego nie był pewien.
- Czuję się w obowiązku troszczyć o pacjentów bardziej niż tylko zdiagnozowanie choroby i zapisanie leków, które powinien zażywać. Jestem lekarzem, jak to się mówi, z powołania. – Podtrzymał jej tezę. Nie wiedział, czy naprawdę miała na myśli pochwałę za jego przejęcie sprawą, czy miało to być coś w stylu: Naprawdę martwi się pan o wszystkich pacjentów? Oszczędź sobie tych dyrdymałów, Rocher!, ale nie miał podstaw, żeby zarzucić jej złą wolę.
Potem, gdy Flavie wyraziła swą chęć zamówienia ciasta, odpuścił nieco, należał bowiem do ludzi cierpliwych, którzy wcale nie musieli rozwiązywać wszystkiego od razu. Nie łudził się, że to w ogóle jest możliwe, a może gdy spędzi z nią więcej czasu, kobieta nabierze do niego zaufania?
- Pani jest malarką, prawda? – Pozwolił rozmowie zejść na nieco inne tory. Tak, tak, świadomie. Wciąż myślał o istocie sprawy, ale chętnie „dał się zagadać”. Przynajmniej do czasu, gdy kelner przyniesie te nieszczęsne ciastka, na które raczej nie miał ochoty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Paix'   Czw Lis 03, 2016 7:14 pm

Całe to przypadkowe spotkanie w kawiarni powoli zaczynało ją męczyć. Nakładanie na twarz sztucznego uśmiechu sprawiało, że usta powoli zaczynały ją boleć od wyginania ich w górę, a sztuczny, pogodny głos, którym przemawiała w stronę Rochera powodował, iż powoli zaczynała dostawać odruchu wymiotnego na każdy jego dźwięk. Wiedziała, że z pewnością nie było to z jej strony specjalnie uprzejme. W końcu doktor Rocher miał jak najlepsze intencje i najwyraźniej dość mocno zależało mu na dobrobycie pacjentów, a może tylko pacjentki? Jednak Flavie ani nie zamierzała się do niczego przed nim przyznawać, ani nie planowała przypadkiem odkryć rąbka skrywanej przez siebie tajemnicy, dlatego przeciąganie całej sytuacji wydawało się najzwyczajniej bez sensu. Nie wypadało jednak powiedzieć mu tego wprost, a jako iż to on był tym, który dosiadł się do jej stolika, przerywając spędzanie samotnego popołudnia we własnym towarzystwie, Bernard nie zamierzała być tą, która pierwsza opuści restaurację mając nadzieję, iż do ponownego spotkania w podobnych okolicznościach już nie dojdzie.
Dlatego praktykowała dalej wyuczone ruchy i schematy, uśmiechała się i prowadziła coś, co wyglądało jak naprawdę przyjemna rozmowa, starając się jakoś zboczyć z dotychczasowego toru, być może między słowami dając mu do zrozumienia, iż nie osiągnie swojego celu, cokolwiek by nim nie było.
Jak można było się spodziewać, Flavie należała do tego rodzaju ludzi, którzy wyjątkowo cenili sobie prywatność i dość dobrze odnajdywali się we własnym towarzystwie. Większość swojego życia spędzała w końcu w towarzystwie twarz zupełnie obcych osób, które zerkały na nią z poustawianych na podłodze pokoju płócien lub rozwieszanych na ścianach kartek z wykonanymi na prędko szkicami. Nigdy nie przeszkadzała jej cisza, która otaczała ją na każdym kroku, ani rzucane jej niezbyt przyjazne spojrzenia ludzi, którzy nigdy nie byli w stanie zrozumieć tego, co grało jej w duszy. I nie chodziło jedynie o wygrywane na pianinie melodie jej matki, które płynęły wraz z krwią w jej żyłach i które czasem nuciła cicho pod nosem, szybkim ruchem przesuwając dłoń po czystej kartce papieru, pozostawiając na niej schludne, płynne linie, które wkrótce zaczęły układać się w dopasowany portret mężczyzny, którego dostrzegła na ulicy w drodze do szkoły. Jej dusza wypełniona była pięknem, ale nie tym konwencjonalnym, które akurat wyznaczało najnowsze trendy w ówczesnej modzie. W jej oczach każdy był piękny w zupełnie inny sposób, ludzkie ciało stanowiło jedynie powłokę, skrywającą coś znacznie cenniejszego niż wyjątkowy kolor oczu, miękkie włosy czy gładka, idealna cera. Pośród wszelkich niedoskonałości i wad, kiedyś potrafiła wyłapać coś niezwykłego, coś, co odróżniało ludzi od wszystkich innych i czyniło ich jedynymi w swoim rodzaju. Ostatnimi czasy zdawała sobie jednak sprawę z tego, że powoli traci tą umiejętność. Ludzkie emocje zdawały się być odzwierciedlone w ich twarzach, wypisane w pooranych zmarszczkami twarzach, zaklęte w smutnych, zasnutych mgłą oczach czy błyszczące w spływających po policzkach łzach. To, co piękne, chowało się tak głęboko, iż niemożliwe było do dostrzeżenia poprzez zasłonę zdewastowanego wojną człowieka, każdego dnia obawiającego się o swoje życie, kolejny dzień, kolejną godzinę, kolejny oddech i kolejne bicie serca.
Na słowa mężczyzny Flavie uśmiechnęła się uprzejmie, na chwilę spuszczając wzrok z jego twarzy. Nie miała wątpliwości, iż był dobrym lekarzem, jednak wierzyła w to iż wszystko ma swoje granice, których nie powinno się raczej przekraczać.
- Owszem – odpowiedziała, wbijając widelczyk w przyniesiony przed chwilą kawałek ciasta i ponownie unosząc spojrzenie na siedzącego naprzeciw mężczyznę – Choć raczej byłą malarką – dodała, a w jej głosie na chwilę pojawił się ledwie wyczuwalny smutek. Na ułamek sekundy jej wargi opadły w dół, a wzrok stał się jakby zamyślony, gdy w jej umyśle pojawiły się wspomnienia tego, co kiedyś naprawę kochała, a teraz było jedynie nierealnym marzeniem, które nieprędko będzie miała okazję spełnić. Szybko jednak to wszystko się ulotniło, zostając zastąpione przez ten sam uśmiech, który towarzyszył jej od pojawienia się Floriana przy jej stoliku. Jedynie oczy wciąż pozostawały jakby lekko nie obecne – A czemu pan pyta, doktorze Rocher? Czyżby szukał pan kogoś, kto namaluje pański portret? – zapytała szybko, aby na wszelki wypadek odciągnąć jego uwagę od chwilowej zmiany nastroju, gdyby na nieszczęście udało mu się ją zauważyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Paix'   

Powrót do góry Go down
 
Kawiarnia 'Paix'
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Prawy brzeg :: Opéra-
Skocz do: