IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Kawiarnia 'Paix' - Page 2


Share | 
 

 Kawiarnia 'Paix'

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Kawiarnia 'Paix'   Sob Lip 02, 2016 2:35 pm

First topic message reminder :



Kawiarnia 'Paix'

Jedna z najsłynniejszych kawiarni Paryża, mieszcząca się na północno-zachodnim rogu Boulevard des Capucines i należąca do InterContinental Paris Le Grand Hotel. Miejsce niezwykle eleganckie, klimatyczne oraz niegrzeszące niskimi cenami. Najznakomitsi francuscy pisarze, jak Marcel Proust czy Émile Zola, odwiedzali ją od drugiej połowy XIX wieku, pijali najlepszą kawę i jadali smakowite desery, a również, jak twierdzą niektórzy, nabierali weny, ciesząc się przepięknymi widokami na Place de l'Opéra oraz codzienne życie Paryżan. Nic też dziwnego, że nie każdy może pozwolić sobie na zamówienie chociażby filiżanki herbaty w tej znamienitej kawiarni, szczególnie ostatnimi czasy. Nie oznacza to jednak, że jej progi pozostają zamknięte - od kwietnia do września rzeźbione stoliki oraz zabytkowe krzesła nadal są wystawiane na zewnątrz, gdzie, co szczęśliwsi mają szansę spocząć w cieniu markiz. Późną jesienią oraz zimą kawiarnia zachęca ciepłym i przytulnym wnętrzem, wyłożonym jasną boazerią, gdzie największą uwagę zwracają pozłacane gzymsy oraz kunsztownie wykonany sufit.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Paix'   Nie Lis 20, 2016 10:06 pm

/po wszystkich grach
Rosenfeld znów nie czuła się dobrze. Kiedy w ogóle czuła się dobrze? Chyba nigdy. Nie potrafiła. Czy kiedykolwiek umiała? Kiedy jeszcze była w Gordes, kiedy wszystko było w porządku? Kiedy spędzała godziny w ogrodzie albo w rodzinnej aptece, pomagając tacie?
Zapach kawy w jakiś sposób ją uspokajał. Sama nie była pewna dlaczego - to nie tak, że z kawą wiązały się na tyle dobre wspomnienia. Mimo wszystko, tak było i tak stało się też teraz - momentalnie poczuła się lepiej, chociaż daleko było do ideału.
Ale czy nie było tak, że zawsze daleko było do ideału?
Rozejrzała się niepewnie, zastanawiając się czy powinna zająć gdzieś miejsce. Zdawało się, że wszystkie stoliki były zajęte, na szczęście przez nikogo w mundurze. Nie zniosłaby, gdyby był tu ktoś w mundurze - dostałaby szybkiego ataku, z całą pewnością. A wtedy wszyscy by ją zauważyli i nie zajęłoby to dużo czasu, zanim zorientowali się kim jest.
Jedyne wolne miejsce znajdowało się obok znajomo wyglądającej dziewczyny.
Nie, nie jakiejś znajomo wyglądającej dziewczyny. Obok Sary z galerii, tej samej, z którą rozmawiała naprawdę, jak na nią, długo, i w której wyczuwała podobny smutek, jak i u siebie.
Może siedzenie obok niej byłoby najlepszą możliwą opcją w tej sytuacji?
Podeszła do stolika niepewnym krokiem - czy kiedykolwiek poruszała się pewnie? - i spróbowała wydusić z siebie jakieś słowa.
- Bonjour - przywitała się, uśmiechając się niemal niezauważalnie, zbyt zestresowaną tą sytuacją, w której musiała z kimś rozmawiać. Co, jeśli powie coś głupiego? Co, jeśli wszystko się wyda? Co, jeśli Sara nie chce z nikim rozmawiać? Co, jeśli stanie się milion innych okropnych rzeczy, o których Rakefet nigdy nie zapomni? - Czy mogłabym tu usiąść?
Patrz w oczy, patrz w oczy.Tak się robi. Tak zachowują się normalni ludzie. Udawaj chociaż normalną osobę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Paix'   Pon Lut 13, 2017 7:01 pm

/początek, tydzień po prosektorium

Znalazła go.
To niesamowite, ale w tym wypadku nie skończyło się jedynie na pustych słowach, nie była to gadka-szmatka typowa podczas podobnych spotkań, żadna grzecznościowa propozycja – Luise Weber naprawdę zapraszała go na kolację. O tym fakcie codziennie upewniał go list zaadresowany właśnie do niego, który pewnego dnia zastał w perfumerii. Niemka zadała sobie trud odnalezienia świeżo co poznanego artystę-amatora (jak mogło się zdawać)… Nie mieli okazji porozmawiać dłużej, ci terroryści z kina wszystko utrudnili, więc po prostu musiało chodzić o jego obrazy. Zresztą, wyraźnie sugerowała to otrzymana wiadomość. Grisha pamiętał wyraz jej oczu, gdy trzymała w palcach jedno z jego dzieł, widział, że przypadły jej one do gustu, ale nie przypuszczał, że aż tak, by pani Weber zadała sobie trud przeprowadzenia rozmowy z Eberhartem i zlokalizowała miejsce jego pobytu.
Miała jakiś cel. Chciała kupić obraz? Wtedy chyba jednak nie kryłaby się aż tak ze swoimi zamiarami – chciała zobaczyć coś, co „wprawi ją w istny zachwyt”, a gdyby pragnęła mieć jedno z jego dzieł na własność, powiedziałaby to już w kinie, prawda? Bo po co robić z tego tajemnicę. Musiało chodzić o coś więcej, ale tu wolał być ostrożny w przypuszczeniach i niczego nawet nie zakładać. Lepiej pozostać w sferze domysłów, co choć frustrujące (bo po prostu nie mógł się doczekać), to jednak bezpieczniejsze (uniknie ewentualnych rozczarowań).
No, ale wszystkiego dowie się już niedługo. Kiedy tylko zdecyduje, do cholery jasnej, czy ma założyć niebieską koszulę, czy czerwona będzie ciekawsza. A może postawić na coś z jej sfer i po prostu białą? Na spodnie już się zdecydował (trudny wybór pomiędzy szarym a wyblakłym czarnym ułatwiło mu wygrzebanie z odmętów szafy całkiem nowych, idealnie czarnych spodni), pozostała mu tylko ta nieszczęsna koszula. Ech… niebieska podkreśla mu kolor oczu, z kolei jakoś bardziej poważnie wygląda w czerwonej… ale w białej też prezentuje się całkiem przystojnie.
– To chore – burknął w końcu do siebie, kiedy po raz kolejny stanął przed lustrem i zaczął przykładać do klatki piersiowej każdą z koszul po kolei. Żeby mieć tyle problemu z wyborem jednego głupiego ciucha. Jakby jego życie nie mogło być choć odrobinę prostsze. No naprawdę, czemu tak trudno jest wybrać strój, który spodoba się i Luise, i jemu?
Och, cholera, biała drapie, odpada.
Niestety, w wyborze ubrań musiał wziąć pod uwagę jeszcze jeden ważny czynnik – stan własnego ciała. Choć generalnie już nic mu nie było, łuk brwiowy już się zrósł, podobnie jak ramię, a zadrapanie na policzku z każdym dniem stawało się coraz mniej widoczne, tak obite żebra w dalszym ciągu dawały o sobie znać. W dodatku skóra na nich zdawała się być jakoś bardziej wrażliwa na dotyk, dlatego żeby unikać drapania się bądź wiercenia, zrezygnował z co bardziej szorstkiej odzieży. Obrażenia sprzed ponad tygodnia w dalszym ciągu mu przeszkadzały, choć już w mniejszym stopniu – przy gwałtowniejszych ruchach albo wyciąganiu ręki daleko przed siebie nadal odczuwał ból.
Czerwony podkreśla kolor strupów… Niebieska, założę niebieską.
Gdy podjął w końcu tę męską decyzję, reszta przygotowań poszła mu już jak z płatka i wkrótce mógł wyjść z mieszkania ze skórzaną teczką pod pachą. W kawiarni znalazł się całkiem szybko, bo bojąc się, że się spóźni, gnał przez miasto niemal na złamanie karku. W efekcie tego ułożone przed wyjściem włosy znów pogrążyły się w kompletnym nieładzie, koszula odrobinę wylazła mu ze spodni, a marynarka chyba troszkę się pogniotła.
Jak się okazało, przyszedł nie tylko przed czasem, ale również przed Luise. To w sumie dobrze, bo miał chwilę na poprawienie swojego wyglądu (za wygraną dał tylko z włosami, kiedy po próbie przeczesania ich palcami miał problem z wyciągnięciem z nich palca… nieco się splątały).
Chyba trochę się denerwował, trochę się niecierpliwił i trochę ekscytował tym spotkaniem. Położył teczkę na stoliku tuż koło ściany i co chwilę przesuwał ją to bliżej, to dalej siebie, nie mogąc znaleźć Idealnego ułożenia. Najbardziej wyraźny znak, że brały go nerwy. Westchnął więc tylko pod nosem, po czym rozłożył się wygodnie i może nieco zbyt luźno na krześle, odchylając głowę do tyłu i przymykając oczy.
No, i teraz mógł czekać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Paix'   Sob Mar 04, 2017 2:50 pm

Obudziła się feralnego, kwietniowego poranka roku tysiąc dziewięćset czterdziestego drugiego  i natychmiast to poczuła, niczym podmuch lodowatego powietrza – promieniującą z niej czarną rozpacz.
Każde, najdrobniejsze nawet ścięgno, każdy najdelikatniejszy mięsień, jej krew, jej kości, jej serce, wszystko przeniknięte było czarnym szronem rozpaczy. Od początku kwietnia wszystko, co Luise czyniła, czyniła z rozpaczy absolutnej, każdy jej nieobliczalny krok miał u swego podłoża niepohamowany smutek, dzisiejszego poranka jedynie spotęgowany przez zbyt duże, zbyt zimne i zbyt osamotnione łóżko. Przeciągająca się w czasie nieobecność Wilhelma była dla niej policzkiem wymierzonym przez przewrotny los, o tyle dotkliwszym, że z piekącym bólem musiała radzić sobie całkowicie sama. Apartament w Élysée był jak wygodna, luksusowa klata – ale wciąż klatka, w której Luise mnożyła wątpliwości z zapałem godnym fizyka kwantowego. Posiadała mnóstwo pytań do świata i samej siebie, ale jedna kwestia nieubłaganie wychodziła do przodu, wysuwała się na czoło i wypływała na wierzch przy każdej próbie zatopienia jej w innych obowiązkach.
Czy on mnie jeszcze kocha?
Ta wątpliwość, przejmująca jak dwudziestostopniowy mróz i jak dwudziestostopniowy mróz dotkliwa skutecznie spędzała sen z powiek pani Weber. Powoli zaczęła pogrążać się w nieuzasadnionej paranoi (nieuzasadnionej? Skąd ta pewność?), która przywiodła ją do ostateczności – Luise zaczęła maniakalnie szukać w sobie kłopotliwej wady, feralnego, przeklętego miejsca, źródła imperfekcji. Niemal cały ubiegły tydzień spędziła w łazience, pielęgnując każdy skrawek miękkiej skóry i upewniając się, czy aby na pewno wciąż mieści się we wszystkie suknie – przez cały ten czas zrzucała winę za duchową niemoc i własną niepewność na niedoskonałość ciała doczesnego. Centymetr po centymetrze studiowała samą siebie, dotarła nawet do momentu, w którym badała, czy mężczyźni w galerii, w muzeum, w sklepach albo nawet na ulicy nie odsuwają się ode niej. Niekiedy odnosiła rażenie, że się odsuwają, niekiedy, że się nie odsuwają. W rzeczywistości jednak oni raczej nieprzerwanie sunęli w kierunku Luise, bo intensywny okres szukania w sobie defektu okazał się czasem, w którym pani Weber doprowadziła do wybitnego ulepszenia samej siebie. Z taką zaciekłością likwidowała wszystkie swoje domniemane, irracjonalne i w większości wymyślone ohydy, że przy okazji mimowolnie wspięła się na najwyższe poziomy pielęgnacyjne, garderobiane i kosmetyczne. Tak pieczołowicie eliminowała wyimaginowane niedoskonałości na, jakby nie patrzeć, ponad dwudziestopięcioletniej skórze, że jej cera nie mogła być gładsza i bardziej miękka. Tak poprawiała styl, że w przeciągu trzech dni zaopatrzyła się w dwie nowe suknie i jedną ujmująco dziewczęcą spódnicę. Okazało się, że szukanie dziury w całym doprowadziło Luise do bezsprzecznej doskonałości – a mimo to wciąż obawiała się najgorszego.
Spotkanie z monsieur Charronem wyrwało ją z półprzytomnego transu, w którym przez krótką, ale przeraźliwą chwilę zastanawiała się nad kompletną zmianą fryzury – na całe szczęście od tego pomysłu odwiodła ją dzisiejsza wizyta w kawiarni, gdzie miała nadzieję zagarnąć dla siebie odkryty jeszcze podczas kinowej premiery talent, który – jak Luise cicho liczyła – był stabilną inwestycją, a nie chwilą genialnego przebłysku. Już w samochodzie zastanawiała się, co dziś zaprezentuje jej monsieur Charron; naleganie na jak najlepsze prace nie było próżną zachcianką, lecz naturalnym preludium poprzedzającym podjęcie przez panią Weber decyzji ostatecznej. Rémy jeszcze nie wiedział (ale przecież musiał się domyślać), że po dzisiejszej kolacji jego życie może ulec całkowitej odmianie.
Zaś sama Luise niezachwianie wierzyła, iż będzie to zwrot na lepsze.
Do kawiarni Paix dotarła kilka minut po umówionej godzinie, zaprzeczając stereotypowy, jakoby Niemcy byli chorobliwe punktualni (najwyraźniej zasada nie dotyczyła niemieckich kobiet) i jednocześnie potwierdzając sztampę, iż dama zawsze się spóźnia, by zrobić odpowiednie wrażenie swoim wejściem.
Cóż, na miarę panujących warunków.
Już w trakcie opuszczania samochodu zaleciła kierowcy, aby zjawił się w tym samym miejscu za nie dalej niż trzy godziny, co oznaczało, że Luise miała sto osiemdziesiąt minut na podjęcie decyzji, chociaż doskonale wiedziała, iż ta zapadnie pod wpływem impulsu w przeciągu zaledwie kilkunastu sekund. Wchodząc do kawiarni, musiała unieść rąbek krepowanej, długiej sukni projektu Luciena Lelonga – śliski, perłowy materiał subtelnie kontrastował z zaróżowionymi policzkami i intensywnie burgundową szminką, która udatnie podkreślała rozchylone w delikatnym uśmiechu usta. Tuż po przekroczeniu progu, przy pani Weber natychmiast pojawił się kelner, w ramach sowitego napiwku najwyraźniej gotów zanieść Luise do stolika – ta jednak zatrzymała się tylko na sekundkę, głównie po to, by odgarnąć za ucho niesforny, złoty kosmyk włosów, który wymknął się ze starannie spiętego koka, po czym ruszyła w głąb sali, już z daleka dostrzegając charakterystyczną nie-fryzurę swojego artysty.
- Monsieur, najmocniej przepraszam za spóźnienie – jej słowom towarzyszyło zsuwanie swobodnie zarzuconego na ramiona płaszcza i cichy szelest materiału, kiedy oddała go kelnerowi. – Nie czeka pan zbyt długo? – jeszcze moment, a Luise sama uwierzyłaby w skruchę, która pobrzmiewała w jej głosie, zupełnie jakby to spóźnienie naprawdę nie było planowane. Nim monsieur Charron zdołał odpowiedzieć, pani Weber usiadła naprzeciwko niego, lekkim uśmiechem dziękując kelnerowi za odsuwanie i przysuwanie krzesła – choć w głównej mierze była wdzięczna za to, że po zostawieniu na stoliku menu, postanowił się ulotnić. Przynajmniej chwilowo.
Doskonale potrafiła wyobrazić sobie niecierpliwość, która pochłania jej towarzysza od środka – sama mimochodem zerknęła na leżącą w zasięgu dłoni teczkę, jak gdyby przez okładkę pragnęła dojrzeć jej zawartość. Na przeszkodzie stała jednak pewna drobnostka, uświęcona zasada, której nauczył ją Wilhelm i której nigdy nie złamała.
- Najpierw kolacja, później interes – uśmiechnęła się z mimowolnym rozbawieniem, próbując ukryć je za uniesionym wysoko menu – jak się okazało, bezskutecznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Paix'   Pon Maj 22, 2017 4:22 am

Wieczór był spokojny, może trochę leniwy, ale na pewno spokojny. Soren cieszył się spokojem. W końcu. Miał dość dzisiejszego dnia i - jak co dzień - użerania się z niewykwalifikowanymi robotnikami. Oczywiści sam musiał im pomagać, żeby nic nie spieprzyli wszystkiego. Cóż, takie przydziały kadrowe. Oczywiście on był odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu i to nie podlegało jakiejkolwiek wątpliwości. Teraz jednak praca została za progiem zakładu, a on mógł wyluzować. Najlepszym pomysłem było więc udanie się do kawiarni. Ku jego nieszczęściu wszystkie stoliki były zajęte. Już miał odejść, lecz nagle od jednego ze stolików odeszła młoda para. Wolna - aż żal nie skorzystać. Nim jednak zdążył wygodnie usadowić się na krześle podeszła do niego jednak z kelnerek, na twarzy której widniał wymuszony uśmiech. Odwzajemnił jej uśmiech, po czym oświadczył, że jeszcze nie zamawia. Nie zdążył nawet przeczytać menu.

Rozsiadając się wygodnie na krześle zdjął rękawiczki i czapkę, a następnie poprawił bluzę mundurową. Rozejrzał się po lokalu obserwując dziwny jak na tę godzinę tłok. Jedynym wolnym miejscem było to obok niego, jednak nikt nie odważył się podejść - pewnie przez czarny mundur jaki miał na sobie.

Ze spokojem podniósł ze stołu menu, a następnie zagłębił się w nie czytając co do zaoferowania ma ten lokal. Zupełnie odciął się od reszty rzeczywistości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Paix'   

Powrót do góry Go down
 
Kawiarnia 'Paix'
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Prawy brzeg :: Opéra-
Skocz do: