IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Bazylika Sacré-Cœur


Share | 
 

 Bazylika Sacré-Cœur

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Bazylika Sacré-Cœur   Sob Lip 02, 2016 2:49 pm



Bazylika Sacré-Cœur

Niektórzy z odwiedzających Bazylikę Najświętszego Serca twierdzą, że może ona śmiało konkurować z wieżą Eiffla - i jest w tym trochę racji. Zbudowana na wzgórzu Montmartre, słynie z okazałej kopuły, z której roztacza się widok na panoramę całego Paryża.
Bazylikę wybudowano w latach 1876-1914 dla upamiętnienia wojny francusko-pruskiej. Często nazywa się ją białą bazyliką ze względu na materiał, którego użyto przy budowie. Jej okazałe, bizantyjskie wnętrze budzi podziw i niejednokrotnie zdarzało się, że przejezdni zamierali na progu, z otwartymi ustami wpatrując się w bogato malowaną kopułę. Obecnie niewielu paryżan odwiedza bazylikę, choć regularnie odprawiane są w niej nabożeństwa.
Jej przestronne wnętrze i umiarkowany spokój mogą jednak stworzyć idealne warunki do konspiracji...


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Bazylika Sacré-Cœur   Pią Sie 26, 2016 9:29 pm

Mila przez kilka dni zastanawiała się nad tym co powinna zrobić z przedmiotem. Sama rzecz, o której mowa, była niewielka - ot, zwykły zegarek - jednak mimo wszystko całkiem sporo warta. Leżała już od paru dni na stoliku nocnym, w zasadzie na widoku, jako że gości innych niż reszta złodziejskich znajomych państwo Hamilton nie mieli.
Jednak zegarek nie dawał Mili spokoju - wciąż martwiła się o przedmiot, jako że był to jednak jedna z najdroższych rzeczy, które komuś zabrała. W końcu Will podsunął jej oczywisty pomysł - znajoma siostra z pewnością da się za odpowiednią cenę namówić do przechowania zegarka! Dlatego też Lisova-Hamilton opuściła swój skromny dom.
Dość szybko znalazła się pod bazyliką, bo nigdy nie lubiła marnować czasu. Niemal wbiegła do środka i zaczęła rozglądać się, prosząc w duchu, żeby znajoma siostra zakonna tu była - chyba nie przeszła połowy miasta zupełnie na darmo, prawda?
Proszę, proszę, proszę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Bazylika Sacré-Cœur   Nie Sie 28, 2016 2:07 am

|start

Nie lubiła odmierzać czasu. Wszelkie podziały na lata, miesiące, dni, potem na godziny, minuty i sekundy wydawały się ograniczające. Zamykały ją w określonych ramach, tworząc schematy oraz zwyczaje, będące swoistą pożywką dla rutyny oraz poczucia bezsensu. Wszystko ulatywało, goniło do przodu, podczas gdy ona dalej tkwiła na swoim miejscu, na stanowisku, w którym nie było miejsca na zmianę warty.
Musiała jednak żyć według planów oraz rozkładów dających minimalne poczucie, że panuje nad swoim życiem. Zawsze dotrzymywała terminów, ucząc się niemalże na pamięć wszelkich tych wzorów, wypełniając obowiązki, które musiały pozostać wypełnione w określonym czasie.
Na kalendarz z własnej woli zerkała więc tylko, gdy martwiła się zbyt długim brakiem znajomej twarzy.
Odmierzała czas tymi spotkaniami, jednocześnie podskórnie wiedząc, jak układają się ich sprawy. Każdy miał przecież swój własny rytm i wykaz potrzeb, jednak jeśli przerwy pomiędzy kolejnymi odwiedzinami zdawały się dłużyć w nieskończoność, obawiała się najgorszego; podobnie zresztą, gdy wizyty robiły się coraz częstsze. Złoty środek pozostawał więc najlepszą opcją, dającą spokój ducha oraz tę poszukiwaną przez wszystkich wokół pewność.
Jednak dzisiejsza wizyta wyjątkowo nie mogła przynieść jej Lucette. Nerwowe kroki odbijające się echem wzdłuż ścian bazyliki zdawały się brzmieć jak bicie na alarm. Słysząc je, błyskawicznie odłożyła studiowaną przez siebie księgę, kiwnęła głową swoim towarzyszkom, i sama, podwijając habit i niemalże biegnąc, wyłoniła się zza zakrystii, od razu przeszukując wzrokiem wejście do świątyni. Sylwetka Milii majaczyła na tle jeszcze otwartych wrót, które być może lada moment miały wypełnić się niemieckimi mundurami. – Co się dzieje? – pytała zanim jeszcze do niej dotarła, próbując odczytać z twarzy dziewczyny odpowiedź. Czuła bicie serca powoli przyspieszającego w piersi, choć nie znała jeszcze zagrożenia. Kiedy dotarła, odruchowo pociągnęła Lisovą w stronę bocznej nawy. – Ktoś cię śledził? – kontynuowała ściszonym głosem, który mógł dotrzeć wyłącznie do uszu złodziejki, mimo że bazylika pozostawała pusta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Bazylika Sacré-Cœur   Pon Sie 29, 2016 9:03 pm

Och, uspokój się, myślała, bardziej już teraz zła, niż wystraszona. Zła na siebie, rzecz jasna, na to, że nie jest w stanie pozostać obojętna na to wszystko. Przez większość czasu trzymała na twarzy maskę, która pozwalała jej pozostawać niewykrytą, jednak nie potrafiła tego zawsze. Dzisiaj najwyraźniej też nie.
Westchnęła cicho, kiedy stwierdziła, że nie, nic z tego, wciąż nie umie powstrzymać stresu. Miała przynajmniej tyle szczęścia, że była tutaj, szukając kogoś, kto i tak wie choć trochę o tym, że Mila nie jest taką idealną obywatelką, za jaką się podawała.
W końcu dostrzegła Lucette i odetchnęła z ulgą. Dobrze. Zostawi tu swój zegarek - nikt nie będzie go szukał - i wszystko będzie w porządku. Cała jej grupa będzie kontynuowała kradzieże, ale już raczej nie będzie zabierać rzeczy tak trudnych do ukrycia. Najlepiej kradnie się zwyczajnie pieniądze.
- Nie, jestem pewna, że nikt - powiedziała, przekonana że tak było, bo chwilowo z pewnością nikt nie wpadł na to, że zegarek mógłby być ukryty gdzieś w jej okolicach.
Wyciągnęła przedmiot i pokazała go Naudin.
- Potrzebuję gdzieś to przechować, dopóki ktoś z moich znajomych nie znajdzie chętnego do kupienia. Czy dałoby radę to załatwić? - spytała, mając pewnie dość biznesowy ton. Tak jakby była na targu i próbowała coś sprzedać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Bazylika Sacré-Cœur   Sro Sie 31, 2016 8:24 am

Zawsze starała się nie reagować zbyt gwałtownie w takich sytuacjach. Parę miesięcy praktyki i poprzednie lata ukrywania, nauczyły ją, że strach jest najgorszym doradcą. Potrzebna była raczej pewna głowa i szybka reakcja, tym bardziej, jeśli ktoś deptał im po piętach. Nie miała więc nawet czasu przywitać się i zapytać o zbyt wiele spraw, przekonana, że to, z czym przyszła do niej Mila, jest tak naglące, iż wszelkie serdeczności można odłożyć na potem. Dopiero nieco spokojniejszy ton dziewczyny, który pojawił się, jak na złość, po chwili rozmowy i kolejne konkrety, sprawiły, że Lucette zwolniła nieco i bardziej badawczo spojrzała na złodziejkę. Nie odetchnęła na wieść, że nikt jej nie śledził, bo wiedziała już, w jakiej sprawie tu przyszła i nadal miała na uwadze tak nerwowe wtargnięcie do kościoła. Początkowo ściągnęła groźnie brwi, gotowa w każdym momencie rozpocząć monolog na temat skutków tak nerwowego zachowania, jednak w ostatniej chwili odpuściła sobie, czując, że nie przyniesie on i tak nic dobrego. W zamian spojrzała na trzymany przez nią przedmiot, w głowie przeszukując już kolejne, kościelne skrytki.
- Być może coś się znajdzie - odparła zagadkowo, na razie jednak odkładając na bok kwestię schowania czegokolwiek. - Skąd to masz? - westchnęła, mając bardziej na myśli komu to ukradłaś, lecz wiedziała, że pewnych rzeczy lepiej jest nie mówić na głos. Nie wzięła do ręki zegarka, wracając wzrokiem do Lisovej. - Nie wiem, czy chcę brać na siebie odpowiedzialność za kolejny, bezsensowny przedmiot - stwierdziła po cichu, lecz otwarcie, w ogóle nie zwracając uwagi na wartość rzeczy. Dobra materialne nie grały już dla niej znaczenia, dopóki nie stanowiły paczki papierosów, nie ściągały kłopotów lub nie można było wymienić ich na coś innego.
Z drugiej strony narażanie się za coś, z czym nie powinna mieć wiele wspólnego, również nie wydawało się zbyt obiecującą perspektywą. Tym bardziej, jeśli zostało to zabrane jakiemuś niemieckiemu żołnierzowi czy innemu urzędnikowi wysokim stopniem, który kroczy już uliczkami miasta w poszukiwaniu potencjalnych ofiar. Lucette być może potrzebowała nieco zachęty, żeby przypomnieć sobie, jak wiele rzeczy do tej pory ukryła w ścianach nie tylko bazyliki ale też klasztoru. Na razie jednak milczała - nie w prost, dając jej znać, że czeka na ofertę ze strony kobiety, choćby małą inicjatywę, która wykazałaby, że faktycznie zależy Lisovej na przedmiocie. W końcu czym były papierosy w obliczu złotego zegarka?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Bazylika Sacré-Cœur   Nie Wrz 04, 2016 9:19 pm

Mila na pewno byłaby wdzięczna - nie lubiła wysłuchiwać uwag ludzi na temat jej postępowania, chociaż też i zdawała sobie sprawę z tego, że to nie tak, że zawsze miała rację. Zwyczajnie nie lubiła, kiedy inni ją o tym informowała, bardzo dziękuję.
Wlepiła wzrok w Lucette i uniosła brwi, czekając na odpowiedź.
- Nie mam pojęcia od kogo - odpowiedziała, zgodnie zresztą z prawdą. Nie patrzyła na twarze aż tak mocno - bardziej, żeby upewnić się, że to ktoś, kto jej nie zna, niż żeby poznać tożsamość danej osoby. Zwracała uwagę raczej na to, jak bogaty ktoś może być. Nie okradnie przecież bezdomnego, który nic nie ma, prawda? Swoje zasady miała, chociaż zazwyczaj jej postępowanie było bardzo wątpliwe.
- Podaj więc swoją cenę - powiedziała, kiwając głową z całkiem przyjaznym uśmiechem, jak gdyby to była przyjacielska pogawędka. - Mogę załatwić bardzo wiele rzeczy. Domyślam się, że papierosy tym razem nie załatwią sprawy, prawda? - znała odpowiedź, ale jednak wolała na wszelki wypadek spróbować. Papierosy były dziecinnie proste do zdobycia, inne rzeczy - już nie, ale jednak wszystko pozostawało możliwe.
A Mili mocno na ukryciu zegarka zależało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Bazylika Sacré-Cœur   Wto Wrz 06, 2016 12:18 pm

Habit stanowił wyłącznie strój, kolejną warstwę spowijającą wnętrze, barierę trudną do złamania, bo przeżartą wszelakiego rodzaju stereotypami. Przyoblekała się nawet w nie, pozwalając myśleć o sobie jak o kolejnej miłosiernej siostrze; nieco wycofanej i zamkniętej w sobie, ale nadal dobrej, służącej pomocą, skupionej przede wszystkim na sferze duchowej. Jak łatwo było mylić się w osądach, zepchnąć człowieka w skromnym stroju do rangi bóstwa wolnego od wszelakich namiętności, od ludzkiej strony życia. Otoczka tworzyła się samoistnie, budując obrazy wielkich osób podejmujących się wielkich czynów, w których wyższych od nich samych był tylko strach o własne życie oraz egoizm. Mogli włożyć na nią nawet sutannę czy worek pokutni, a i tak dalej pozostałaby tą samą interesowną oraz przebiegłą kobietą, której zależy wyłącznie na sobie; być może nauczyłaby się tylko lepiej odgrywać swoją rolę, być może zyskałaby większą popularność, ale dalej stanowiłaby kolejną, bezradną duszę zamkniętą w opakowaniu oklejonym odpowiednią etykietą.
Uzależnienie było piętą achillesową, doskwierającą nieustannie, za każdym razem, gdy mijała na ulicy zadowolonych palaczy, gdy tylko wyczuwała dym spoczywający na ubraniach mijanych ją osób, tak kiepsko ukrywany przez tanie perfumy. Nie miała zbyt wielu okazji, aby zapalić w spokoju, nie miała też nigdy szansy, aby samej wybrać się choćby po jedną cygaretkę do sklepu. Wszystkie te celibaty i zasady skromnego życia zdawały się do zniesienia, poza tą jedną materią, przez którą tygodniami chodziła poirytowana, szukając jakiegokolwiek źródła, z którego mogłaby zdobyć kolejną paczkę.
Mila spadała jej więc niemalże z przysłowiowego nieba, choć nie jak anioł, a zwykły śmiertelnik, który może przynieść zarówno szczęście jak i zgubę. Słowa powątpiewania w możliwość przechowania przedmiotu stanowiły przecież kolejną grę, utarczkę, która była preludium do następnego rozdziału, a pod nimi kryła się cicha prośba, aby włączyć się w to wszystko.
Lucette wiedziała już, że to zrobi, czekała więc tylko na złodziejkę.
- Dlaczego miałyby nie załatwić? - zapytała cicho i już nieco weselszym tonem, obawiając się, żeby tym razem Mila nie zagalopowała się za bardzo i nie spróbowała wciągnąć jej w nie wiadomo, jak daleko idące, szemrane interesy. - Zawsze przecież załatwiały, z tym że w różnych ilościach - dodała beztrosko, mając nadzieję, że Lisova pojęła, co takiego ma na myśli. Dobra materialne nie miały dla niej zbyt wielkiej wartości, odkąd wstąpiła do zakonu, gdzie nie musiała dłużej martwić się o pieniądze. Tylko papierosy posiadały odpowiednią cenę. - Cała paczka, na przykład? To chyba nie tak duża cena jak za złoty zegarek, prawda? - zapytała, unosząc wyżej brew. Sama doskonale wiedziała, że nie wymaga wiele, ale już sama świadomość, że zdobędzie paczkę sprawiała, że popadła w sielski nastrój.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Bazylika Sacré-Cœur   Pią Wrz 09, 2016 9:24 pm

Choć Mila nie paliła, rozumiała że na pewno Lucette musi mieć wielkie kłopoty, kiedy długo nie miała dostępu do papierosów. Czy ona sama dałaby radę? Pewnie nie!
Dlatego też cieszyło ją to, że ani nie była uzależniona, ani że nawet gdyby była, to miałaby o wiele łatwiejszy dostęp. Mogłaby sama przecież dla siebie coś komuś ukraść albo z kimś się pohandlować - w końcu zdecydowanie miała każdemu coś do zaoferowania.
Och, Mila często spadała ludziom z nieba, chociaż potrafiła przynieść też wielkie kłopoty. Jej klienci kochali ją w takim samym stopniu, w jakim ją nienawidzili, a ona uśmiechała się do nich zawsze miło, jednak nie do końca. Bo w tym uśmiechu zawsze była ukryta jakaś delikatna wyższość, chociaż Mila nie lubiła czuć się lepsza niż inni.
W zasadzie to była złodziejką, która była wyjątkowo miła i wyrozumiała. Dlatego też w jakimś stopniu cieszyło ją to, że poza tym, że jej klienci dostarczą jej pieniądze, będą się również z czegoś cieszyć. To niemal jak dawanie prezentów.
Tylko, że nie.
Uniosła brwi, słuchając z uwagą, gdy Lucette pociągnęła temat papierosów.
- Zamieniam się w słuch - oznajmiła z radosnym uśmiechem, choć jeszcze przed momentem była całkiem ponura.
Teraz po jej mroczniejszym nastroju wydawało się nie być ani śladu.
- Cała paczka? - chciała oznajmić, że to dziecinnie proste, ale wtedy kto wie czy by nie naraziła się na jeszcze kolejną prośbę? Zamiast tego więc dalsza część jej wypowiedzi brzmiała spokojnie. - Myślę, że da się załatwić - zapewniła, unosząc kąciki ust.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Bazylika Sacré-Cœur   Sob Wrz 10, 2016 1:18 am

Nieco inna czasoprzestrzeń, wybaczcie.

Znalezienie dobrego miejsca do sfałszowania odpowiednich dokumentów, zdecydowanie nie mogło być łatwe. Na szczęście Orlean był na tyle zgranym zespołem, że, po porozumieniu z odpowiednimi osobami, siostry udostępniły Margot tajne pomieszczenie za zakrystią, w którym zwykle odbywały się spotkania oddziału. Dubois miała więc wystarczająco dużo miejsca oraz pewność, że tym razem w spokoju może zająć się swoją pracą. Ale czy na pewno?

Margot Dubois wykonuje trzy rzuty. Pierwszy dotyczy fałszywych dokumentów potrzebnych dla biorących udział w odbiciu, drugi odnosi się do pozwolenia na przewóz broni, a ostatni pozwolenia na przejazd drogą. Legenda we wszystkich przypadkach wygląda tak samo:

1, 3, 5 - Margot nie udaje się dobrze sfałszować danych papierów - nie posiada odpowiedniego szablonu, przez co pomija dość istotny element (istotny podpis w przypadku pozwoleń, a przy dokumentach podano nieistniejący oddział)

2, 4, 6 - Margot udało się zdobyć wszystkie niezbędne szablony, a co za tym idzie, potrzebne papiery wyglądają bardzo realistycznie.


Przypominam, iż na rozpoczęcie wykonania tego zadania masz w tej chwili 48 godziny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Bazylika Sacré-Cœur   Nie Wrz 11, 2016 12:44 pm

| po zebraniu

Czy mogło być coś mniej podejrzanego od młodej dziewczyny, otulonej ciepłym płaszczem, wchodzącej do kościoła? Ucieleśnienie niewinności przestąpiło próg i pod postacią Margot Dubois wykonało znak krzyża, po czym usiadło w jednej z tylnych ław. Chociaż cel jej pobytu w bazylice był nieco inny, nie mogła odmówić sobie chwili na modlitwę, która była także znakomitą okazją do wyciszenia się. Jednocześnie poprosi o wstawiennictwo za swoją sprawą i zbierze siły, by wykonać dokumenty – układ idealny.
Bardzo dobrze znała Bazylikę Najświętszego Serca i to, co kryło się na jej zapleczu. Siostry zakonne dobrze ją już znały, gdyż nie ukrywała nigdy, że jest osobą wierzącą, a jednocześnie była skromna i szczera, co musiało chyba podbić ich serca, bo zazwyczaj po zebraniach zatrzymywały ją i spędzały kilka minut na rozmowie. Dziś jednak Margot nie miała na to czasu, musiała skupić się na powierzonym zadaniu. Po odmówieniu modlitwy podniosła się więc z ławy i uprzednio sprawdzając, że nikt nie zwraca na nią uwagi, zniknęła na zakrystii. Przejście na zaplecze nie stanowiło dla niej problemu, drogę znała na pamięć.
Niemal natychmiast zauważyła, że na małym regale czekają już na nią odpowiednie blankiety, które musiał zostawić ktoś z jej oddziału. Dubois nigdy nie zabierała tej pracy do domu, bowiem matka przyjmowała czasem wyjątkowo niebezpiecznych gości. Najciemniej zawsze pod latarnią, oczywiście, jednak skrzypaczka wolała nie ryzykować. Jeszcze nie.
Zdjęła płaszcz i zawiesiła go na krześle, po czym przygotowała wszystkie niezbędne przybory – pióro, tusz, puste blankiety, wzory, pieczątki i zwykłe kartki papieru. Nie zabierała się do tego pierwszy raz, jednak najpierw uważnie przejrzała każdy wzór, rozplanowała kolejność przygotowanych dokumentów i sprawdziła informacje przyniesione przez łącznika. Dziś miała przygotować trzy rodzaje fałszywek, a każda mogła zaważyć na wolności kolegów i koleżanek z Ruchu Oporu. A być może nawet na ich życiu.
W końcu jednak pióro dotknęło papieru, a Margot skupiła się na przygotowywaniu fałszywek z taką samą precyzją, z jaką ćwiczyła grę na skrzypcach. Oba były sztuką.

_________________
I can't breathe any faster, all the air I wanna capture it's heavy and it hurts my head. If you found me, would you save me? Will I come back from this?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Bazylika Sacré-Cœur   Nie Wrz 11, 2016 12:44 pm

The member 'Margot Dubois' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Bazylika Sacré-Cœur   Wto Wrz 13, 2016 6:35 pm

Z wyjątkiem dowodów, w których przez nieuwagę wpisano belgijski oddział, pozostałe dokumenty przygotowane zostały w sposób niemalże idealny. Margot mogła być dumna ze swojego dzieła i w odpowiedni dzień przekazać je grupie wyruszającej na odbicie broni.


Mistrz Gry przyznaje 3 punkty za wykonanie zadania.


Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Sob Lis 05, 2016 6:28 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Bazylika Sacré-Cœur   Czw Wrz 15, 2016 12:55 pm

Nie miała zbyt wielkiego pojęcia na temat robienia interesów. Wszelka, bardzo podstawowa wiedza pochodziła prawdopodobnie jeszcze z czasów, gdy najdłuższe wakacje życia spędzała w Niemczech, wymyślając kolejne przekręty i z boku spoglądając, jak jej wspólnik, mniej lub bardziej udolnie, zajmuje się wszystkim od strony technicznej. Nigdy nie brała bezpośredniego udziału w rozmowach, które prowadził, przysłuchiwała się jedynie z boku, ze zdenerwowaniem czekając na efekty, od czasu do czasu przerzucając spojrzenie między obydwom stronami. Kobietom przecież nie wypadło zagłębiać się w sprawunki mężczyzn, próbować własnych sił i ustalać reguły. Czasy jednak uległy zmianom i w ten o to sposób sama właśnie próbowała dbać o swoje potrzeby, szybko i konkretnie dogadując się odnośnie sposobu zapłaty. Nie przejmowała się, że jedna paczka papierosów to znacznie mniej niż złoty zegarek. Liczył się tylko fakt, że płuca znów wypełnią się nikotynowym dymem, a całe napięcie w końcu z niej zejdzie.
Ledwie zdążyła o tym pomyśleć, a zdała sobie sprawę, że cały ten nałóg to kolejna pamiątka po nieszczególnie szczęśliwych latach spędzonych w Niemczech. Na moment zawahała się więc przy słowach Mili, zastanawiając, czy dalej chce brnąć w uzależnienie, które nieświadomie stało się pewnego rodzaju łącznikiem z przeszłością, jakiej wolałaby nie pamiętać. Może w końcu miałaby dobrą okazję, aby pozbyć się jej z pamięci?
- Świetnie - stwierdziła jednak, już nieco mniej przekonana oraz wesoła. Uśmiech satysfakcji zniknął z jej ust, zastąpiony przez niepewność i niespodziewany strach. Uciekła wzrokiem gdzieś na bok, przez moment bijąc się z myślami w ciszy. Dopiero potem chwyciła lekko ramię Mili i pociągnęła ją w kierunku ławek. Musiały pamiętać, że dalej znajdują się w bazylice, a fakt, że chwilowo nie było poza nimi żywej duszy mógł zmienić się w każdej chwili. Pozostałe siostry pozostawały jeszcze w zakrystii, być może zastanawiając się, gdzie tak długo się podziewa.
Usiadła nieco z tyłu, odwrócona przodem do ołtarza, ale kątem oka widząc dalej Milę. - To znaczy, że teraz zegarek, a potem papierosy? - zapytała, choć nie do końca odpowiadała jej ta opcja. Nie miała przecież pewności, że złodziejka dotrzyma słowa. - Czy jak to robimy?
Oczywiście najłatwiej byłoby, gdyby Lisova miała prezent dla niej przy sobie, ale nie mogła wymagać od niej tego, żeby nosiła przy sobie wszystko, co udało jej się zdobyć. Byle tylko nie kazała jej zbyt długo czekać. - Ah i jeszcze jedno. Następnym razem, jeśli nie goni cię patrol, możesz wejść tutaj jak wszyscy - powiedziała spokojnie, lecz dobitnie. Wszystkie dźwięki niosły się po budynku ze zdwojoną siłą, a wbiegnięcie Mili mogło świadczyć o sprawie poważniejszej niż złoty zegarek. No i miała szczęście, że nikogo innego nie było wokół. Właściwie obie miały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Bazylika Sacré-Cœur   Pon Wrz 19, 2016 9:10 pm

Skupiona nad pracą nie zauważyła nawet, że godziny umykają niczym ziarnka piasku w klepsydrze. Nie przeszkodziły jej odbywające się msze, nie zawadzały nawet hałasy dochodzące z zakrystii. Z głową pochyloną nad papierami, wykonywała spokojnie najmniejsze nawet zawijasy, starannie stawiając każdą literkę i cyferkę, mocno i śmiało odciskając pieczątki. Wszystko musiało współgrać ze sobą idealnie, nie było mowy o błędzie. Margot tworzyła swoje małe dzieła jak zahipnotyzowana, a gdy odłożyła ostatnie z nich, zdała sobie sprawę z tego, jak późna godzina zastała ją na zapleczu.
Posprzątała wszelkie pozostałości po swoim warsztacie, ukryła wzory i blankiety w umówionych miejscach, a odruchowo przetarła jeszcze biurko. Upewniwszy się, że wszystko jest w najlepszym porządku, opuściła pomieszczenie, a po cichu także i zakrystię. Nie było jej rolą zajęcie się kolportażem, do tego wyznaczony był kto inny, więc jej torba była dziś dziwnie pusta. Jej przełożony i członkowie oddziału wiedzieli, gdzie i czego mają szukać.
Pozwoliwszy sobie na jeszcze jedną, krótką modlitwę, przyklęknęła na moment, a później niemalże pobiegła do domu, pragnąc zdążyć przed godziną policyjną.

| zt

_________________
I can't breathe any faster, all the air I wanna capture it's heavy and it hurts my head. If you found me, would you save me? Will I come back from this?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Bazylika Sacré-Cœur   Nie Gru 11, 2016 11:31 pm

| odczarowuje moją lokację, czyli kwiecień

Ostatnimi czasy męczyła się o wiele szybciej niż zwykle.
Być może był to efekt sekwencji nieprzespanych nocy, które nakładały się na siebie kaskadowo, miękkim pędzlem podkreślając za dnia cienie pod powiekami oraz wybrzuszając marszczenia na czole. Bezsenność trawiła ją za każdym razem, gdy lekko opadała w gęstwinę koców, usiłowała zmrużyć oczy i odpłynąć choć na moment, zapominając o ciężarach zrzuconych na jej szczupłe ramiona. Brzemię ostatnich wydarzeń mających miejsce w Paryżu oraz zrzucenie winy na Résistance doskwierało szczególnie mocno, gniotąc w klatce piersiowej nieprzyjemnym uczuciem niepewności oraz zdezorientowania. Brak kontroli nad sytuacją był tym, czego szczerze nie znosiła i co wręcz zmuszało ją do natychmiastowego ruchu, odnalezienia brakującej szukanej oraz powrócenia na właściwy tor. Nie mogła jednak działać bez pozwolenia, a skoro dowództwo milczało od miesiąca, należało cierpliwie czekać i męczyć się dalej, zwalając widoczne oznaki niewsypania na karb ogromu spraw przyziemnych, związanych z pracą przy klasztorze.
I o ile jeszcze to kłamstwo miało nawet minimalnie potwierdzenie w rzeczywistości, tak powody napadów irytacji, które ogarniały ją w ciągu codziennego zgiełku nawet kilka razy dziennie, były po prostu śmiesznie błahe. Zupełnie tak jak parę minut temu, gdy pod koniec próby chóru, nie potrafiąc zapanować nad gromadką dzieci, po raz pierwszy tak publicznie dała się ponieść emocjom i krzyknęła, sprawiając, że w całej bazylice na moment zapadła głucha cisza, wśród której jedynym dźwiękiem było tylko skrzypienie drewnianych ław. Podświadomie wyczuwała, że nie był to najbardziej efektywny sposób zakończenia zajęć i zyskania przewagi nad swoimi uczniami, ale targająca nią złość oraz niemożliwość ogarnięcia rozwrzeszczanych przedszkolaków w tamtym momencie zanadto przerastała pokłady jej cierpliwości, odbierając możliwość znalezienie drugiego wyjścia. Pożegnała się więc i, nawet bez zapowiedzi wspólnej modlitwy, opuściła chór, udając się do zakrystii, gdzie liczyła na odnalezienie pokładów spokoju. Potrzebowała tych paru minut na ochłonięcie oraz uciszenie wyrzutów sumienia spowodowanych zbyt gwałtowną reakcją. Wyszła stamtąd dopiero, gdy zorientowała się, że brakowało jej kilku stronic z zapisanymi nutami, których używała podczas lekcji.
Niechętnie, ale jednocześnie z nadzieją, że większość z uczniów zdążyła już opuścić mury świątyni, powróciła do kościoła, z zaskoczeniem odkrywając, że pośród ław kryła się jeszcze jedna, dziecięca sylwetka. Nie chciała go wystraszyć, dlatego już z nieco większej odległości zdecydowała się zawołać chłopca.
- Gavroche. - Musiała odchrząknąć, bo odgłos ciszy naruszonej przez jej własny, podniesiony ton, zalewał jeszcze nieprzyjemnie głowę. Zaczekała aż dziecko odwróci się w jej stronę i dopiero potem kontynuowała spacer w jego stronę. - Wujek Łukasz jeszcze się nie zjawił? Zostałeś sam? - pytała, choć doskonale widziała, że tak właśnie było. Do końca jednak miała nadzieję, że wyjątkowo nie skaże tego biednego chłopca na wieczór w jej pochmurnym towarzystwie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Bazylika Sacré-Cœur   Pon Gru 12, 2016 7:42 pm

Zima powoli opuszczała Paryż, niosąc ze sobą przyjemną atmosferę. Przynajmniej dla sześciolatka. Gavroche nie zdawał sobie sprawy z sytuacji panującej we Francji. Nie wiedział co się stało z zawaloną kamienicą, jaki los spotkał obwinionych, i jaki los ma spotkać wszystkich działaczy Ruchu Oporu. On był tylko dzieckiem w brutalnym świecie. Ludzie w mundurach byli dla niego normą. Wiedział że nie są to jego przyjaciele, i należy zachować dystans. Tego go nauczył wujek i ciocia. Chłopiec nie ma pojęcia że przez swoje pochodzenie mógłby zostać przez jednego z takich panów zabity. 
Chłopiec jak zwykle został zaprowadzony na próbę chóru. Lubił to. Miał tam przyjaciół, mógł się pobawić z rówieśnikami a przy okazji nauczyć się ciekawych piosenek. Wiedział że śpiewa o Bogu i Jezusku. Czy wierzył w nich? A czemu miałby nie. Skoro dorośli wierzą to on też. Poza tym czemu miałby nie lubić miłego pana z brodą? Gavroche nie zastanawiał się zbytnio nad tym co śpiewa, i czy te pieśnie mają słuszność. Miał w końcu 6 lat, w tym wieku uczy się czytać i pisać, nie ma co mówić o filozofowaniu.
Próba chóru powoli się kończyła. Gavroche zaczął żegnać się z kolegami i koleżankami. Zanim się obejrzał został sam. Nie pierwszy raz. Wujek Łukasz czasami się spóźniał. Tak więc bez paniki usiadł w jednej z ław i grzecznie czekał, machając z nudów nóżkami. Słysząc swoje imię odwrócił się. Na jego twarzy pojawił się uśmiech widząc siostrę Lucette. 
-Tak, ale zaraz przyjdzie.- Przytaknął, cały czas patrząc się bez skrępowania na zakonnicę, swoimi żywymi oczkami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Bazylika Sacré-Cœur   Pią Gru 16, 2016 10:19 pm

Nie potrafiła się o niego nie troszczyć.
Może przyszło to z biegiem lat, a może było efektem mieszanki swego rodzaju współczucia oraz litości nad żydowskim dzieckiem, która ogarniała ją za każdym razem, gdy wzrok osiadał na ciemnej czuprynie spowijającej szczupłą twarzyczkę. Złość oraz irytacja pierzchły niczym pod dotykiem słynnej, czarodziejskiej różdżki, która miała moc naprawiania świata. Czy miała jednak moc, aby oddać Gavroche'a jego rodzicom, aby pozwolić mu bezpiecznie żyć pod własnym nazwiskiem? Czy miała moc, aby zmienić jego los i uchronić  przed niemiecką nienawiścią?
Odpowiedź na te pytania nieprzyjemnie paliła ją w gardle, językami niewypowiedzianego nie prześlizgując się po krtani. Jedyną ochronę, na jaką było go teraz stać, byli wyłącznie dobrzy ludzie, którzy decydowali się brać dziecko pod swoją opiekę, tym samym usiłując odciągnąć podejrzliwe spojrzenia do zbyt ciemnych oczu, które teraz wwiercały się w nią z bezwstydnym uporem. Czy nie miał jej za złe niedawnego wybuchu? Czy zdążył już zapomnieć podniesiony głos niosący się echem po ścianach bazyliki?
Może właśnie na tym polegało bycie dzieckiem; na wolności nieograniczonej przekonaniami oraz schematami, na łatwości w ufaniu innym, wybaczaniu bez względu na straszliwe czyny? Jeśli tak, wszyscy ludzie powinni w tej chwili cofnąć się w rozwoju, powrócić do beztroskich lat, kiedy słodka nieświadomość rozlewała się w zakątkach umysłu, kreując obraz idealnego świata, w którym jedynym zagrożeniem czekającym na ciebie za rogiem, były łzy spowodowane kolejnym siniakiem na bladym kolanie. Czy tak nie byłoby po prostu łatwiej? Zapominać oraz nie żałować, naiwnie wierząc, że to wszystko stanowi tylko i wyłącznie dziecięcą igraszkę.
- Już późno - zauważyła więc bezbarwnie, ostrożnie sugerując, że opiekun chłopca powinien się pojawić kilka minut temu, choć zapewne Gavroche nie zrozumiał aluzji. Czyżby Łukasza zatrzymano go w pracy? Oby nie był to niemiecki patrol i służbista sprawdzający dokumenty każdego przechodnia spotkanego na ulicy. Nie gdybała jednak na głos, nie chcąc nie zniszczyć szklanej bańki, w które tkwił Gavroche.  Był za mały, aby zrozumieć zawiłości obecnego świata.
- Jadłeś coś przed próbą? - zapytała jeszcze odruchowo, zastanawiając się, jak w obliczu nowego systemu daje sobie radę znana jej trójka. Zapewne nie jest im łatwo rozkładać zapasy tak jak uprzednio, w razie czego była więc gotowa podzielić się swoim niewielkim przydziałem. Chłopiec i tak był wyraźnie niedożywiony, przywrócenie go do stanu sprzed wojny było procesem trudnym oraz długotrwałym, jednak musiał jeść, aby mieć siłę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Bazylika Sacré-Cœur   Sob Gru 17, 2016 5:20 pm

Chłopiec nie pamięta życia sprzed wojny. Albo nie zdaję sobie sprawy z tego że życie trzy lata temu różniło się od tego dzisiaj. Jego rodzice, wie tylko że wujek i ciocia, to wujek i ciocia a nie mama i tata. Tęsknota za rodzicami zmieniła się w mgliste wspomnienie. Z wiekiem lat zapomni o nich. Będzie dorastać ze świadomością że jego rodzice gdzieś tam są, ale praktycznie ich nie zna. Czy jeszcze kiedyś do nich wróci? Im wcześniej tym lepiej. Teraz przywitałby swoją mamę i tatę z wielką radością, jednak za cztery lata może to być bardzo krępujące.
Mimo iż na Łukasza mówił wujek, traktował go jak ojca. Trzymanie pod dachem żydowskie dziecko to duże ryzyko jak i obowiązek. Chłopiec to nie pies, potrzebuje więcej jedzenia i uwagi. Musi się uczyć jeśli po wojnie zamierza wieść w miarę dostatnie życie. Jednak teraz najważniejsze jest przetrwanie.
-Zjadłem zupę na obiad. Chciałem żeby wujek kupił mi lizaka ale mówił że nie może bo nie ma kartki. Co to są te kartki?- zapytał wprost. Była to czysta dziecięca ciekawość. Chciał wiedzieć dlaczego jego tygodniowa porcja słodyczy została ograniczona do minimum.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Bazylika Sacré-Cœur   Nie Gru 18, 2016 2:40 am

Zapewne w tym wypadku to lepiej, że nie pamiętał życia sprzed wojny. Gdyby miał świadomość, że został rozdzielony ze swoją najbliższą rodziną, prawdopodobnie oswojenie go nie przyszłoby tak łatwo jak teraz. Obawiała się, że mógłby stać się tak jak ona kiedyś, gdy, zabrana od sióstr, desperacko szukała każdego możliwego wyjścia, aby tylko powrócić do domu i na nowo zobaczyć znajome twarze, tym samym przyprawiając swoich bliskich o bezsenność oraz zszargane nerwy. Tym razem jednak problemy ze snem nie byłyby najgorszymi, jakie mogłyby spaść na opiekunów Gavroche'a; troska o zachowanie jego prawdziwej tożsamości w sekrecie przyprawiała ich wszystkich o kolejne troski odgniatające się w młodych twarzach głębokimi rysami zmęczenia. W każdej innej sytuacji byłaby za tym, aby podtrzymywać w dziecku miłość do rodzonych rodziców i przypominać mu, kim był naprawdę. Tym razem jednak, zgodnie z niepisaną umową, spuszczała na to zasłonę milczenia, kontynuując teatrzyk, przez który niegdyś sama znienawidziła Egnerów.
Lecz czyż całe jej dotychczasowe życie nie stanowiło jedno paru scen z wielkiej sztuki, które winna była właściwie odegrać? Czy nie zdążyła przyzwyczaić się już do nieustannej obecności scenariusza, który wkładał w jej usta kolejne beznadziejne słowa, niemalże całkowicie niezgodne z tym, co czuła naprawdę?
Najwyraźniej nie.
Wysłuchała jego słów, kiwając lekko głową. Oczywiście, dziecko nie rozumiało, co działo się wokół niego. Nie wiedziało, że wojna pożera resztki sprawiedliwości tego świata, zbierając krwawe żniwo w postaci niewinnych. Nie rozumiało, że kartki to tylko nieco ładniejszy synonim głodu, na który skazywano Francuzów.
- Kartki to takie nowe pieniądze. Twój lizak był na nie za drogi - wyjaśniła mu ostrożnym tonem, patrząc prosto w jego oczy. Mimo tylu lat nadal czuła się nieporadnie w kontaktach z dziećmi; tak naprawdę nikt nigdy nie poświęcił jej wystarczająco dużo uwagi we wczesnych, dziecięcych latach i jeśli sama kiedykolwiek usiłowała nadrobić to, zwracając się ku młodszym siostrom, nie radziła sobie najlepiej. Oddanie dziecięcego chóru pod jej skrzydła nie było najrozsądniejszą decyzją, ale jeśli kiedyś miała nauczyć się obchodzić z dziećmi, był to właśnie ten moment.
- Posłuchaj, Gavroche - zaczęła, w końcu decydując się usiąść obok niego. Na moment zwróciła głowę w stronę ołtarza, żeby potem z nieco większą pewnością spojrzeć na chłopca. - Nie będzie już teraz lizaków. Wujek Łukasz nie ma, skąd wziąć na nie kartek, musisz więc być dużym chłopcem i nie jeść lizaków, nawet jeśli bardzo je lubisz - stwierdziła, obserwując swojego małego rozmówcę i szukając oznak tego, że rozumie, co do niego mówi. Jaką jednak miała pewność, że lada moment nie zapomni? Że zechce współpracować, a nie obruszy się na jej słowa?
Nie miała żadnej, jak zwykle błądziła po omacku, próbując zwyczajnie pomóc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Bazylika Sacré-Cœur   Nie Gru 18, 2016 11:35 am

Gavroche patrzył się na siostrę Luc, przygryzając kciuka. Wujek zawsze go karcił kiedy wkładał sobie palec do buzi, ale to pomagało mu się skupić. Teraz na przykład zastanawiał sie nad słowami siostry. Musiał wszystko sobie poukładać w tej małej główce. Nie podobało mu się to co słyszał, ale takie było życie. Lepiej go od małego przyzwyczajać do złych wiadomości. 
-Wiem- Stwierdził smutno. Chłopiec nie chciał być ciężarem dla swojej cioci i wujka. Nie chciał też żeby przez niego i jego lizaki nie mieli pieniędzy na normalne jedzenie. Gavroche był świadomy że dzieje się coś złego, tylko nie wiedział co. Widział jednak tą złość i strach w zwykłych przechodniach. Tak samo wyczuwał to w głosie Luc. Ponoć dzieci, tak jak zwierzęta, są wyczulone na emocje z zewnątrz. Nie wiedział o co chodzi, ale wiedział że należy się martwić.
-Głupie są te kartki.- okazał swoje oburzenie. Naprawdę miał ochotę na lizaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Bazylika Sacré-Cœur   Nie Gru 18, 2016 4:53 pm

Nie wiedziała, skąd brały się pokłady ciepła, które potrafiła wciąż w sobie odnajdywać. Nawet mimo niedawnego wybuchu oraz tak strasznie ulotnej cierpliwości, nadal znajdowała w sobie siłę, aby wyciszyć rozedrgane myśli i dzielić się namiastką życzliwości z Gavrochem. Był uroczo niewinny w całej swojej postawie oraz mimowolnie wzbudzał w niej współczucie i przymus niesienia pomocy. Było to niezwykłe, bo w relacjach z innymi osobami zazwyczaj pozostawała chłodna oraz nieustępliwa, nie pozwalając sobie na tak otwarte dzielenie się swoimi uczuciami, uważając, że im bliżej ludzi się znajdowała, tym większe sprowadzali na nią niebezpieczeństwo
Teraz być może i tak nie okazywała tyle sympatii, ile naprawdę drzemało gdzieś tam w środku jej samej, lecz wyraźnie przebijała się ona przez spojrzenie, jakby ostrożniej lustrujące wątłą postać, oraz słowa - ciche, wręcz uspokajające, płynące w zamkniętej przestrzeni kościoła. Nie skupiała się już tak bardzo na ewentualnych konsekwencjach, jakie może nieść fakt, iż pomaga w opiece nad żydowskim dzieckiem; chciała po prostu do czegoś się przydać, poprawić sytuację chłopca oraz opiekunów, bo żadne z nich nie zasłużyło sobie na ten okropny los.
Nikt na niego nie zasługiwał i patrząc na Gavroche'a tym bardziej zadawała sobie z tego sprawę.
Krótkie stwierdzenie, które wypadło z jego ust, przyniosło jej ulgę. Nie było miejsca ani czasu, aby nawzajem ze sobą walczyć. Wszelkie jabłka niezgody trzeba było jak najszybciej przełknąć, aby spokojnie mogli ruszyć do przodu. Musieli współpracować, choć chłopiec wcale nie musiał być świadomy tego faktu. Ważne, aby robił to, o co go proszono i nie wychodził zanadto do przodu.
Jednak kolejne jego słowa sprawiły, że zamarła na moment. Ostrożnie i powoli rozejrzała się, upewniając, że są sami w bazylice i nikt nie słyszał ich rozmowy. Nie chciałaby nawet próbować przewidzieć, jakie konsekwencje czekałyby ich za takie stwierdzenia.
- Nie mów tak - upomniała go nieco ostrzejszym tonem. Mieli niewątpliwe szczęście, że pozostawali sami w kościele, ale gdyby Gavroche spróbowałby podzielić się podobnym zdaniem w innym publicznym miejscu, mógłby ściągnąć problemy nie tylko na siebie, ale również opiekunów. - Nie są głupie, to po prostu nowe pieniądze. Jak tylko pojawią się kartki na lizaki, wujek na pewno weźmie je dla ciebie. Musisz być tylko cierpliwy i grzeczny - powtarzała znane jej z dzieciństwa stwierdzenia, które nigdy nie przyniosły oczekiwanego efektu. Wierzyła jednak, że jej sytuacja różniła się od jego i zdobywając zaufanie Gavroche'a, uda się zapanować nad jego jeszcze nie do końca ukształtowanym charakterkiem. - Obiecaj mi, że nigdy tak nie powiesz - poprosiła jeszcze, nachylając się lekko do niego, aby spojrzenia ich oczu znajdowały się na jednym poziomie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Bazylika Sacré-Cœur   Pon Gru 19, 2016 7:33 pm

Gavroche nie wiedział co mówi. Był za mały żeby mieć świadomość kary jaką można zapłacić za zwykłe zdanie. Gdyby powiedział że coś innego jest głupie, na przykład liczenie czy gołębie, nikt by się nie przyczepił. Jest przecież dzieckiem. Jednak jeśli chodzi o wyrażanie opinii na temat obecnej władzy wiek nie miał znaczenia. Każdy mógł pójść za to w najlepszym przypadku do więzienia. Wszystko tak naprawdę zależało od Niemieckich żołnierzy, i tych co wydawali rozkazy. Bawili się w Boga, a nawet mały Gavro wie że Bóg jest jeden. 
-Przepraszam- Odrzekł lekko speszony. Nie wiedział że to może być coś złego. 
-Spróbuję- Chłopiec był bardzo grzecznym dzieckiem. Rzadko płakał, rzadko narzekał, tylko czasem zdarzyło mu się z kimś pokłócić. W porównaniu do swoich rówieśników nie miał aż tyle energii i chęci do bezsensownego wiercenia się. Oczywiście mu też się zdarzało. Jeśli się nudził lubił sobie pobiegać. Wyróżniał się jednak od innych chłopców. Wolał grać w klasy niż kopać piłkę. Bardzo lubił gdy ktoś mu czytał książki, sam niestety nie potrafi, ale są to rzeczy których powoli sie uczy, kiedy tylko ciocia lub wujek znajdą dla niego trochę czasu.
-Obiecuję-  Powiedział, nie zdając sobie sprawy jak ważne jest to jedno słowo. Dla niego to było coś, co się mówi kiedy chce się być grzecznym. Nie ładnie przecież było odmawiać obietnicy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Bazylika Sacré-Cœur   Czw Gru 22, 2016 12:46 am

| przepraszam za to coś ._.


Byciea dzieckiem podczas okupacji nie mogło być łatwe. Zrozumienie nowych zasad rządzących światem często bywało problematyczne dla dorosłych, w większości dostosowanych do sinusoidalnego charakteru życia stwarzało miliony problemów. Podejrzewała więc, że wywrócenie do góry nogami dotychczas znanych schematów oraz wzorców, utrata bliskich oraz dawnych autorytetów musiały wzmagać poczucie zagubienia w i tak skomplikowanym świecie milczących dorosłych. Mnóstwo pytań kłebiących się w głowie oraz wieczny brak precyzyjnych odpowiedzi, zbywanie oraz poczucie napięcia, które stopniowo narastało. Patrząc przez pryzmat tych czynników, można by się nawet pokusić o stwierdzenie, że, biorąc pod uwagę sytuację dzieci w Paryżu, miał całkiem sporo szczęścia, napotykając na swojej drodze wujka oraz ciocię. Wiedziała, że ma w nich ogromne oparcie.
Uśmiechnęła się, słysząc jego słowa, w duchu modląc się również o to, aby miały one odniesienie do rzeczywistości. Jakże łatwo przychodziło składać obietnice bez pokrycia, rzucać słowa na wiatr, szczególnie, jeśli chodziło o dzieci, które zwykle przerastała przepaść dzieląca chęci od możliwości.
- Nie przepraszaj, po prostu nie mów w ten sposób - stwierdziła nad wyraz spokojnie. Jej samej ciężko było prowadzić tę śmieszno-niedorzeczną rozmowę i umoralniać chłopca o takie rzeczy, kiedy sama była przeciwniczką kartek. Z oczywistych powodów nie zamierzała jednak dzielić się tą uwagą  z chłopcem, który zapewne nie miałby oporów przed powtórzeniem podobnych zdań na głos.
Nie zamierzała już jednak drążyć tematu - musiała ufać, iż dziecko naprawdę dotrzyma słowa i nie przysporzy Łukaszowi oraz Antoinette żadnych kłopotów. Upomnienie to jedyne, co mogła w tej chwili zdziałać.
- A tak poza tym, podobają ci się próby? - zapytała, na moment kompletnie odbiegając w inną stronę. Próbowała skupić uwagę Gavroche'a na tematach niedotyczących spraw nieprzyjemnych, nie chciała, aby kwestie słodyczy i kartek niepotrzebnie nie zaprzątały mu głowę.  Zapytanie o chór wydawało się więc dobrą opcją.


Ostatnio zmieniony przez Lucette Naudin dnia Nie Gru 25, 2016 2:56 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Bazylika Sacré-Cœur   Pią Gru 23, 2016 7:01 pm

Gavroche nie potrafił docenić szczęścia jakie miał, ponieważ nie zdawał sobie z niego sprawy. Bawił się, nie chodził głodny, miał ubrania, mógł uczęszczać na próby i spotykać się z rówieśnikami. Natomiast jego krewni przymierali z głodu i chorób w gettach, albo byli już martwi. Gdyby nie dobroczynność ludzi których spotkał tak wyglądałoby jego życie. Jednakże wszystko może się zmienić. Wojna nadal trwa, a jego życie w dalszym ciągu jest wyjęte spoza prawa.
-Tak- Kiwnął głową. Bardzo lubił tu przychodzić. Śpiewał jak śpiewał, ale ile frajdy mu to sprawiało.
-Chciałbym żeby ciocia i wujek mogli kiedyś przyjść i posłuchać.- powiedział. Co prawda słyszeli jak chłopiec ćwiczy w domu, ale jeszcze nigdy nie przyszli na mszę, kiedy to mały dawał popisy wokalne.
Gavroche chciał się zapytać o coś siostrę od początku próby, jednak dopiero teraz sobie przypomniał. Wziął wdech i poukładał myśli.
-Siostro? A Eric powiedział mi dzisiaj że ci panowie w mundurach są źli i zabijają i mam z nimi nie rozmawiać. To prawda?- Eric to starszy kolega z chóru, który ma większą świadomość czym jest wojna. Gavro nie zdaje sobie sprawy z siły słowa "zabić". Dla niego gdy ktoś umiera idzie spać i się po prostu nie budzi. Dziecku trudno wytłumaczyć jak to działa i dlaczego jedni robią to drugim. W każdym razie chłopiec nie wiedział że panowie w mundurach są źli, uważał ich za neutralnych. Dlatego też chciał się zapytać Luc, żeby wiedzieć co jest prawdą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Bazylika Sacré-Cœur   Nie Gru 25, 2016 6:20 pm

Zawsze do samego końca starała się być cierpliwa. Przez długi czas uczyła się trudnej sztuki czekania, panowania nad emocjami usiłującymi przejąć kontrolę nad umysłem, tym samym niejako wypełniając książkową wizję osoby duchownej, która potrafiła czekać całe swoje życie na jedno, istotne wydarzenie. Spędzając czas pośród murów klasztoru, miała wystarczająco dużo miejsca na zgłębianie tajników opanowania, czerpiąc z wszechobecnej ciszy oraz możliwości wyizolowania się od ludzi. Jednak przekładanie tego wszystkiego poza obszar zakonu, było nieco trudniejsze i wymagało włożenia kolejnego trudu oraz pokładów wewnętrznej siły.
Dziś niestety jakby zapomniała o wszelkich dotychczasowych naukach, mimowolnie pozwalając sobie na stracenie kontroli nad własnymi reakcjami. Po raz pierwszy od dawna (początków zajęć?) wyraźnie podniosła głos, swobodnie zahaczający już o krzyk, który w jej głowie wybrzmiał niczym wybuch. Po wystraszonych, szeroko otwartych oczach niektórych dzieci widziała, że i one były zdziwione jej nagłą reakcję, tak bardzo niepodobną do zwykłych próśb oraz stanowczości w głosie. Czuła, że poza zaskoczeniem pojawił się również strach zamrażający drobne kończyny, lecz nie mogła (lub nie chciała?) nic z tym zrobić.
Po słowach Gavroche'a pomyślała jednak, że może cała ta sytuacja przesadnie w jej własnych oczach urosła do rangi czegoś nieodpowiedniego. Być może wyolbrzymiła pewne reakcje, źle odczytała znaki, przesadzała tak bardzo przejmując się jednym, pojedynczym wybuchem, odruchowo wręcz odnajdując w nich własną winę, spowodowaną chwilowym brakiem kontroli. Ulżyło jej więc nieco, słysząc, że mimo wszystko podoba mu się na próbach. Pozwoliła, aby lekki uśmiech wpłynął z powrotem na jej usta, nawet skinęła głową, gdy wyznał, że chciałby zaprosić swoich opiekunów.- Oczywiście, możesz ich zaprosić nawet na najbliższą próbę. Myślę, że im również się spodoba.- Każdy objaw normalności zdawał się czymś dobrym. W obliczu wojny większość systemów została przewartościowana i coś, co niegdyś uchodziło za codzienność, dziś postrzegane było jako szczęście.
Jednocześnie dawny objaw dziwności, dziś zbyt często zakrawał już o niebezpieczeństwo, dlatego chwilowe rozprężenie, jakie nastąpiło po zmianie tematu, odeszło w mig przysłonięte przez pytanie chłopca. Ściągnęła brwi, powoli zaciskając usta w wąską kreskę, zakotwiczona pomiędzy złością oraz pewnego rodzaju zażenowaniem, jakie wywołały słowa chłopca.
Znów pytanie, na które nie mogła odpowiedzieć szczerze, zgodnie z tym, co czuła. Niespodziewanie poczuła się przytłoczona odpowiedzialnością, brzemieniem wychowania, jakie na nią spadło. Nie chciała go dźwigać - tłumaczenie dorosłym podobnych spraw było trudne, dla dzieci zdawało się niemalże przepaścią nie do przeskoczenia.
- Nie są źli - zaczęła niepewnie, nie mając pewności, w jaki sposób konstruować zdania, aby były jak najmniej krzywdzące oraz prawdziwe jednocześnie. - Pilnują porządku i faktycznie lepiej jest im nie przeszkadzać w pracy - stwierdziła powoli, dalej nie do końca przekonana. Nie wspomniała nic też na temat zabijania.- Nie rozmawiaj z nimi, jeśli nie musisz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Bazylika Sacré-Cœur   

Powrót do góry Go down
 
Bazylika Sacré-Cœur
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Prawy brzeg :: Butte-Montmartre-
Skocz do: