IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

nichts ist perfekt.


Share | 
 

 nichts ist perfekt.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
okupanci
PisanieTemat: nichts ist perfekt.    Pią Kwi 28, 2017 9:11 pm



Wir gehen mit Sand
in den Schuhen
und Salz
auf der Haut
und Wind
in den Haaren
nach Haus


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: nichts ist perfekt.    Nie Lis 12, 2017 11:29 pm



18 V 1924

(Cętkowana.
Nigdy wcześniej nie wypowiedział tego słowa na głos – teraz wymówił je wyraźnie, po raz pierwszy w życiu. Cętkowana. Cętkowana.)
Doskonale znał ten sufit, był niekwestionowanym ekspertem od tych kilku metrów kwadratowych niebieskawej farby. Każdego poranka na nowo odkrywał łagodną gładkość płaszczyzny, która była jak płótno dla snów na jawie; pozorną nieskazitelność zaburzał wyłącznie pojedynczy, zasklepiony włos z pędzla malarza. Ten drobny włosek, będący jak krótkie pęknięcie farby, nie denerwował go ani trochę.
Pozwalał za to skupić wzrok. Usidlić myśli. Oddalić ból.
Niepokoiło go coś zgoła odmiennego: pajęczyna w lewym rogu, dokładnie nad wezgłowiem łóżka i tłusty, czarny pająk ukrywający się za złoconym gzymsem. Czasami owad – bo właśnie tym są pająki, prawda?

nie wie, ma zaledwie sześć lat i dziś tata znów go uderzył

– pocierał o siebie przednie odnóża, będąc przy tym niepokojąco ludzkim; jak gdyby oczekiwał, że wydarzy się coś przyjemnego, a zarazem trochę ohydnego.
(Cętkowana. Niesamowite słowo – posiadało wewnętrzną moc, choć może nie do końca była to siła pozytywna.)
Z korytarza rozległ się stłumiony odgłos kroków; Lars zdołał uchwycić cichy, metaliczny dźwięk przekręcanej gałki. Pająk czmychnął za gzyms przed podmuchem, który wprawił pajęczynę w lekkie drgania i musnął twarz chłopca chłodnym pocałunkiem. Gdzieś z dołu dolatywała muzyka – chyba Musikalisches Opfer Bacha. Tęsknił za muzyką. Zwłaszcza wtedy, kiedy zabraniali mu jej słuchać.
(Nakrapiana to urocze słowo, piegowata już trochę mniej; cętkowana odcinała się od pozostałych w trudny do wyjaśnienia sposób.)
Kroki się zbliżały. Był przekonany, że wie, do kogo należą, ale gdy nie dostrzegł twarzy, natychmiast stracił tę pewność – coś, chyba talerzyk, stuknęło o nocny stolik na kilka sekund przed ponownym dźwiękiem kroków, tym razem oddalających się. Gałka u drzwi zapiszczała raz jeszcze i do pokoju wtargnął kolejny podmuch – chwilę później zapadła absolutna cisza.
(Cętkowana. Właśnie taka była apaszka mamy, którą rozdarł Edgar?)
Pająk niepewnie wyjrzał zza gzymsu. Przez chwilę pocierał o siebie przednie odnóża. Czy nikt inny go nie dostrzega? Dlaczego nie pozbędą się tej nieszczęsnej pajęczyny? Owad obszedł niespiesznie gzyms i zaczął mknąć w dół po ścianie. Z każdym uderzeniem dziecięcego serca był coraz bliżej, aż nagle znikł z pola widzenia.
(Cętkowana to silne słowo. Tak silne, jak uderzenia taty.)
Cierpliwie czekał, aż poczuje cieniutkie odnóża pająka na włosach albo na twarzy, ale nic podobnego się nie stało – musiał więc dalej z uporem wpatrywać się w sufit, który teraz wydawał się dziwnie opustoszały. Miał ten mdły, niebieskawy, pozbawiony werwy kolor – kolor mętnego morza. Lars nie cierpiał morza, tej żyjącej, bezkresnej otchłani, a jednak każdego wieczora za sprawą felernie dobranej farby zanurzał się w nim coraz głębiej i głębiej. Morskie żyjątka obserwowały go swymi drobnymi, wyłupiastymi oczkami i patrzyły, jak tonie.
(Ciekawe, czy jego skóra też jest teraz cętkowana? Od siniaków równie niebieskawych, co barwa sufitu.)


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
nichts ist perfekt.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Krok Drugi :: Osobiste :: Pamiętniki i dzienniki-
Skocz do: