IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Rozmówki nie do końca jasne


Share | 
 

 Rozmówki nie do końca jasne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
cywile
PisanieTemat: Rozmówki nie do końca jasne   Wto Maj 23, 2017 7:00 pm

Pani Bonnet jak się okazało - wcale nie była taka zła. Herbatę podawała równo o ósmej, a śniadanie dziesięć minut później. Lekarstwa dobierała starannie, byle nie przedobrzyć z ilością witamin, które miały doprowadzić organizm do porządku. Antoinette nawet nie spodziewała się, że tacy ludzie jeszcze funkcjonują wśród żywych, wszak jej obowiązkiem nie było zajmowanie się obcą dziewczyną, którą rzadko kiedy widywała w kościele, ale gdy już podjęła się tego obowiązku, zrodziła się między nimi pewnego rodzaju zażyłość. Młoda dziewczyna potrafiła okazać wdzięczność, tak samo jak umiała być pomocna, choć pierwsze dni przespała w łóżku ze zbyt wysoką temperaturą, która nie pozwoliła na normalne funkcjonowanie. W pierwszej chwili nie miała nawet pojęcia, gdzie się znajduje, a dopiero po upływie kilku chwil pojęła, że tkwi w mieszkaniu jednej z nauczycielek Paryskiego Konserwatorium, którego gmach budynku przyciągał brunetkę jak żaden inny. Starsza kobieta również musiała wiedzieć, że Łucja ma coś wspólnego z tym miejscem, wszak w swojej niedużej torbie skrywała cały zeszyt nut, który wypadł zupełnym przypadkiem wprost pod jej stopy, gdy pewnego dnia drobna kruszyna starała się odnaleźć w niej łańcuszek po mamie. Długo się tłumaczyła i starała wyjaśnić, aż w końcu profesorka poprosiła, by zagrała na skrzypcach. Oczywiście, Nette zrobiła to bez najmniejszego zawachania, pomimo że jej drobne paluszki odmawiały posłuszeństwa. Choroba była na tyle wykańczająca, że dziewczyna niezwykle wolno wracała do pełni sił, a tym samym nie mogła w żaden sposób pomóc starszej pani, która przez kilkanaście ostatnich dni poświęcała się jej bez reszty.
Dzisiaj jednak było już lepiej i dlatego zamierzała sprawić kobiecie przyjemność. Lubiła kwiaty i roznoszący się po mieszkaniu zapach woni. Wyjście na zewnątrz było jednak ryzykowne, bo organizm Antoinette wciąż nie wrócił do zdrowia, a przez to obawiała się, że gdzieś zasłabnie i wpadnie w jeszcze większe kłopoty niż do tej pory. Łapa musiał więc iść z nią, tak na wszelki wypadek. Księcia z bajki jeszcze nie poznała, a to oznaczało, że musiała się trochę bardziej wysilić i wczuć w rolę księżniczki, gdy to dzielny rumak będzie podążał przy niej, a nie przystojny blondyn o niebieskich oczach. Dziwne stereotypy, prawda?
Wolnym krokiem przemierzała paryskie ulice i przyglądała się mijanym ludziom. Próbowała odnaleźć w nich przyjaciół, o których nie słyszała od wielu tygodni. Zastanawiała się czy Łukasz żyje, a Gavroche jest bezpieczny. Gdzie podziewał się Michael i Mathieu? To było wręcz absurdalne, że ta wojna odbierała do reszty nadzieję, która jeszcze ostatkami tliła się w małym serduszku Antoinette. Chciała wierzyć, że wszystko skończy się dobrze i to jak najszybciej, bo niewola była niczym klatka, w której nawet ptak o najpiękniejszym głosie nie potrafiłby swobodnie śpiewać. I to właśnie te rozmyślania doprowadziły ją do niedużego parku, w którym roznosił się śmiech niemieckich dzieci, tak bardzo nie bojących się pokazywać, że można żyć normalnie. One jednak nie rozumiały niczego i dlatego pozwalały sobie na beztroskę, a Nette jedynie przypatrywała się temu i uśmiechała ledwie widocznie, bo ona sama zapomniała już - czym jest zabawa.
Przysiadła na niedużej ławeczce tuż przy ozdobnym stawie, a zaraz potem odgarnęła długie pukle z bladych policzków, na których pojawiły się rumieńce. Czuła rosnące zmęczenie i nawet nie zatrzymywała czworonoga, który zaczął wesoło biegać dookoła i dwukrotnie zaszczekał, informując, że nadal jest blisko. Nie spodziewała się jednak, że do psiej radości dołączy też inny zwierzak. Kątem oka widziała Łapę i obcego futrzaka, na co zmarszczyła lekko nos. Nie chciała zbytnio skupiać się na nowym przyjacielu Łapy, bo równie dobrze mogło się okazać, że należy do jakiegoś okupanta. Dopiero w chwili, gdy podbiegł do niej i wsparł się łapkami o kant ławki, odwróciła twarz w jego stronę. Opuszkami przesunęła po delikatnej sierści i podrapała go nawet za uszkiem, zapominając o początkowych obawach.
- A gdzie jest twój pan? - zagaiła po francusku, choć przecież nie mógł tego zrozumieć. Odpowiedział jednak w tym swoim pieskim języku, a dziewczyna parsknęła śmiechem. Znała swojego pupila i doskonale wiedziała, że rzucanie patykiem było dla niego największą frajdą, ale nie miała pojęcia, co lubił nieznany futrzasty pies. Wstała z lekkim trudem, a chwilę później rozglądnęła się za jakimś kawałkiem drewna. Łudziła się, że właściciel czworonoga nie będzie miał jej tego za złe. Kiedy tylko dostrzegła obiekt swoich poszukiwań, kucnęła zbyt szybko, a zawroty głowy doprowadziły do tego, że niekontrolowanie opadła z sił i usiadła na miękkiej trawie. Była wyczerpana, a osłabienie dawało o sobie zbyt mocno znać. Nabrała powietrze w płuca, a zaraz potem przygryzła policzek od środka, gdy poczuła na swojej skórze mokry język jednego z psów.
- Muszę już wracać do domu i nie mogę zabrać cię ze sobą - mruknęła pod nosem, gdy w obie dłonie ujęła pysk laphunda. Musiał tu zostać, bo przecież pani Bonnett byłaby wściekła, a ona sama pragnęła znaleźć się jak najszybciej w łóżku. Podniosła się ledwie na równe nogi i ponownie zajęła miejsce na ławce, by tylko trochę nabrać sił i ruszyć w swoją stronę. Rozejrzała się nawet dookoła, a kiedy tylko nieznany jej pies zaczął biec, skierowała tęczówki w tamtą stronę. Radość zwierzęcia była nie do opisania, ale gdy zawiesiła wzrok na nieznajomym, uśmiechnęła się kącikiem spierzchniętych warg. Ujrzała mężczyznę, na pewno przystojnego, choć dla niej takie określenia graniczyły z cudem. Posiadała zerowe doświadczenie w kontaktach z płcią przeciwną, stąd liczyła, że rozkoszny futrzak nie wróci już do niej, ale pomyślała o tym w nieodpowiedniej chwili, bo nim się zorientowała, ten znów był przy niej. Nie zdążyła się nawet podnieść!
- Widzisz, a jednak znalazł się twój właściciel - i nie wyglądał na okupanta! I
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Rozmówki nie do końca jasne
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: poza grą :: Archiwum-
Skocz do: