IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Most 'Pont Neuf' - Page 2


Share | 
 

 Most 'Pont Neuf'

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Most 'Pont Neuf'   Nie Lip 03, 2016 2:44 pm

First topic message reminder :



Most 'Pont Neuf'

Kto raz spacerował wieczorem po najstarszym i być może najsłynniejszym moście w Paryżu, z pewnością długo będzie pamiętał ciepłe światło zabytkowych latarni oświetlające drogę, miarowy szum Sekwany tuż pod stopami czy smutną piosenkę śpiewaną przez jednego z wielu chansonniers.
Długi na około 280 metrów most liczy sobie już ponad trzy wieki. Jego budowa rozpoczęła się w 1578 roku z inicjatywy króla Henryka III, a zakończyła na początku XVII wieku za panowania króla Henryka IV, którego majestatyczny pomnik konny znajduje się na niedużym placu na samym środku mostu. W ciągu wielu lat miejsce to było i jarmarkiem, i terenem łowieckim dla okolicznych gangów, a od pewnego czasu stanowi scenę dla lepszych i gorszych artystów, zwabionych obietnicą kilku groszy rzuconych przez przechodniów.
Nie zmienia to jednak faktu, że niewielu paryżan chciałoby wybrać się tutaj w środku nocy, gdy miasto cichnie, a po moście przechadzają się już nie zakochani, ale ten nieco inny, mniej przyjemny le bouquet de Paris.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Most 'Pont Neuf'   Pią Wrz 16, 2016 2:42 pm

Nieładnie, wepchnęliście się przed moim odpisem... Dlatego teraz ja się wpycham, sorri

- Sto lat to zbyt długo, nie mogę tyle czekać... - powiedziała smutno, a zaraz potem zaczęła dreptać w miejscu, jakby chciała już iść, ale chodziło tylk o to, że zmarzła. Podeszwa trzewików była w kiepskim stanie i już czuła jak ciepłe skarpetki całkowicie przemokły. Wspomnienie jednak wzrostu sprawiło, że stanęła prosto i spojrzała na Matthiasa z politowaniem, ale tym przesiąkniętym żartobliwością. Nie spodziewała się takiego obrotu spraw, ale cóż mogła na to poradzić? Była niziutka i przypominała krasnala, toteż parsknęła śmiechem.
- Zobaczymy, bo kto wie - może kiedyś dam się przekonać, choć wydaje mi się, że zbyt mocno mogłabym się bać dosiąść tego konia - nie ukrywała tego, że jest raczej płochliwa, a z racji, że nigdy nie siedziała na ogierze, to tym bardziej nie liczyła na to, by się przekonała do tak dużych zwierząt kiedykolwiek. Była jednak zaskoczona, że Matthias tak ładnie odnosił się względem swojego przyjaciela, bo to oznaczało, że nie traktuje go tylko jako elementu wojennego.
- Ja też mam taką nadzieję, że uda się je naprawić, ale to wszystko okaże się kiedy do nich przysiądę - wzruszyła lekko ramionami, wszak ten konkretny intrument był jedynym elementem, który pozwalał przenosić się do innej rzeczywistości. Nie musiała wtedy myśleć o problemach i kłopotach, a także o kolejnych wystrzałach. Czekała na moment, w którym wszystko się zakończy, jakby to było najważniejsze, ale chciała by jej przyjaciele przestali ryzykować własnym życiem w imię ideii. Ona sama potrafiłaby się poświęcić, gdyby tylko od tego miało zależeć bezpieczeństwo tych, na których jej zależało, ale nigdy nie podejmowałaby się walki z wiatrakami, gdyby nie posiadała planu.
- Do zobabczenia, monsieur Schulz - odpowiedziała na uprzejmość i lekko dygnęła. Nie trwało nawet dwóch minut jak wolnym krokiem ruszyła na odpowiednie piętro, by tam dostać się do własnego azylu.

/Zt Tosia
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Most 'Pont Neuf'   Pią Wrz 16, 2016 11:08 pm

Przemykały szybko niczym życie… Przeklęte! Kto by je o to posądzał? O to, że podliczają nam, na własnych naszych oczach, życie? Nasz czas? Przemykają, patrząc na nas z góry… Gwiazdy!
Przetarłem twarz ręką, bo nie czułem się za dobrze. Nie wiedziałem ich. Podły. A może widziałem? Może to te linie… Może drzewa… Nie wiem, ale chciałem się uwolnić jakoś z tego uczucia, zarzekając się, że nigdy więcej nie tknę alkoholu. Czyż to nie zło paskudne, które robiło z człowieka podobnego wyrzutka, jakim w tej chwili byłem ja? Leżący samotnie nad brzegiem Sekwany nieopodal jednego z najsłynniejszych mostów na świecie? Samotnie, pijany i bez jakiejkolwiek przyszłości, o ile nie wydam kolejnej książki, nie napisze następnej sztuki… O ile mnie, oczywiście, nie aresztują i nie zabiją za włóczenie się po nocy.
Drgnąłem, pomimo nieogarniania sytuacji, kiedy usłyszałem jakieś słowa. Nie brzmiały na najgorszy język świata (czytaj: niemiecki), choć do końca nie byłem tego pewien. Podniosłem się nieco chwiejnie na łokciach i spojrzałem mętnym wzrokiem na niewiastę z rowerem.
O… Witaj, witaj! Piękna noc, nieprawdaż? – zapytałem wyszczerzony od ucha do ucha. Czyż nie wyglądała niczym bogini na tle Sekwany w świetle księżyca? Gotów byłbym pomknąć na samo jej dno, tej Sekwany, by uratować tę kobietę, choć to kolejna z kolejnych, których tak pełno na tym świecie, że aż powinienem odczuwać przesyt, czyż nie? Nie odczuwałem. Jeno tę pasję, która sprawiała, że wpatrywałem się w tę boginię nocy non stop, oczarowany jej prostotą, choć może to mózg podsyłał mi jej taki, a nie inny obraz?  A może podsuwał mi jej całkowity obraz? Może nie istniała i nie klęła tak naprawdę w obcym mi językach? Czy też języku niemieckim?
Coś nakazało mi dalej mówić. Diaboł jakiś, a może anioł.
Jak się pani miewa? Może w czymś pomóc? – wydukałem jakoś z siebie. Usłużny i dżentelmeński na tyle, na ile pozwalały mi ostatki równowagi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Most 'Pont Neuf'   Sob Wrz 17, 2016 2:45 am

Ładnie przepraszamy, jak tak. Nie zauważyłam, że wątek nie był jeszcze skończony. Spojrzałam tylko na post z z/t i ten Yvesa.

Nie po raz pierwszy – i zapewne także nie ostatni, znając jej pokrętną wersję szczęścia – skłonność Buffy do gadulstwa odbijała się na kobiecie w sposób bardziej niż niekorzystny. W końcu pewnie zostałaby niezauważona, gdyby tylko powstrzymała słowa, jakie opuściły jej usta. Na cóż tego potrzebowała? Owszem, czasami niewątpliwie należało odezwać się do kogoś mądrego i wyrozumiałego, czyli siebie, ale to raczej nie był odpowiedni moment. Powinna zawczasu wstrzymać się przed szeptem, a w zamian za to zagęścić ruchy, aby jak najszybciej opuścić okolicę. Być może bowiem widok Sekwany mógł na swój sposób zachwycać, lecz wyłącznie wtedy, kiedy można było spoglądać nań bez zbędnych przeszkód. No i bez zagrożenia ze strony pijaków. Nawet tych, którzy na pierwszy rzut oka wyglądali na całkiem miłych. No, właśnie – na pierwszy, czym mężczyzna wcale nie sprawił, iż patrzyła na niego z mniejszymi obawami. Znała facetów, zwłaszcza takich po alkoholu, co samo w sobie było wystarczającym powodem do unikania ich, gdy była sama w opustoszałej okolicy.
- Huh? Co? – I tyle było mniej więcej z jej pilnowania się, gdyż bardzo szybko straciła poczucie czasu i tego, iż stanęła w miejscu, kiedy usłyszała bełkoczące pytania, jakie dobiegły ją od strony Francuza. Oj, tak. Tego akcentu, nawet mocno zniekształconego przez plączący się język, nie mogła pomylić z niczym innym. Zarówno Niemcy, jak i przedstawiciele innych narodowości – w tym ona sama – mówili w inny sposób, bez specyficznego zaciągania. Ono natomiast nie ułatwiało jej teraz zrozumienia tego, o co pytał ją nieznajomy. Załapała to dopiero po kilku sekundach, gdy powiodła wzrokiem za spojrzeniem mężczyzny. Dołączając ten gest do jego wcześniejszej rozmowy z rzeką, domyśliła się, o co mu mniej więcej chodziło. Tym razem z uprzejmości odezwała się po francusku.
- [color=#445A78]Tak, piękna, piękna, choć chłodna. – Jak na znak tego, potarła ramiona, po czym dodała. – Może to dlatego tak ładnie widać gwiazdy. W rześkim powietrzu lepiej widać niebo. Przepraszam. Jest już bardzo późno, muszę wracać do domu. – Być może nawet by została. Gdyby nie chwiał się na nogach i nie roztaczał dookoła specyficznego zapachu alkoholu, nie wpatrując się w nią jednocześnie tak, jak gdyby była obrazem w muzeum, nie normalną kobietą. Patrzył na nią tymi aż nazbyt błyszczącymi oczami, a ona nie wiedziała, czy powinna być bardziej oczarowana czy przerażona. Ostatecznie wybrała jedną z najczęstszych dla siebie opcji – odwrót. I chociaż coś kusiło ją, by zostać, nie odpowiedziała na resztę jego pytań, chociaż starała się być jak najbardziej uprzejma. Zależało jej w końcu na tym, aby go nie zirytować, bo Bóg sam jeden wiedział, co mogło się wtedy stać.
- Rodzina będzie się martwić. Lepiej już pójdę. Do widzenia. – Tak. Jakby ktokolwiek tak naprawdę czekał na nią w domu… Jej dwa koty pewnie zauważyłyby brak ich służącej dopiero wtedy, gdyby nie dostały jedzenia na czas. Kochane stworzenia, ale niewdzięczne. Powinna do nich wrócić, więc znowu ruszyła chodnikiem, opierając się częściowo na skrzypiącym rowerze, żeby nie nadwyrężać za bardzo – mocno podrapanej i obitej, jak zresztą także łokcie i podbródek blondynki – prawej nogi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Most 'Pont Neuf'   Wto Wrz 20, 2016 1:17 am

Faktycznie było bardzo późno, co miałem okazję zauważyć nie po raz pierwszy. Niestety, równie dobrze zapomnieć pod nawałem tych wszystkich myśli, które kłębiły się w mojej głowie, uciążliwie prosząc o uwagę.
Poczekaj! – rzuciłem do niej zaraz, kiedy tylko usłyszałem do widzenia. Wstałem pospiesznie z trawnika, przez co się zachwiałem, ale w ostatniej chwili zdołałem odzyskać równowagę. Ruszyłem w jej kierunku, by się nie wydzierać. Najwyraźniej powoli zaczynałem trzeźwieć, choć nadal jakoś nieszczególnie mocno się wszystkim przejmowałem, tą całą beznadziejną sytuacją okupowanego Paryża i Francji, i tych wojen.
Skoro nie potrzebujesz pomocy, to może pomożesz mi? – poprosiłem, stwierdzając w którejś sekundzie swojego życia, że to najlepszy pomysł, by wyjść jakoś ze swojej beznadziejnej sytuacji i znów nie zabłądzić. – Wiem, jestem w tej chwili pijany i przez ten cały alkohol już raz dziś zbłądziłem… Mieszkam tu niedaleko. Na ósmej dzielnicy. Pomożesz mi tam dotrzeć? Nie mam ochoty na rozmowy z Niemcami… A mieszkam naprawdę blisko, choć w tej chwili dla mnie daleko, tuż obok Pól Elizejskich. I mam klucze… gdzieś mam klucze – stwierdziłem, grzebiąc po kieszeniach nerwowo, póki nie udało mi się wyciągnąć takiego jednego na satynowej czarnej wstążce. Pokazałem go blondynce, przez co mój wzrok padł na jej twarz. Zmrużyłem oczy, pragnąc bardziej się na niej skupić, co uniemożliwiało mi uciekający mój wzrok.
My się nie znamy? Nie jesteś może jakąś aktorką? Teatr? Opera? A może jakaś kawiarnia…? Nie, raczej nie… Wybacz, nie za dobrze się czuję… I zgubiłem maniery. Yves Favre, pisarz i sezonowy pijak. Ocal me życie, moja droga – odparłem, zdejmując nieistniejącą, wyimaginowaną czyli, czapkę w geście szacunku. Założyłem, że odskoczy i wpadnie do Sekwany, jeśli chwycę ją za dłoń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Most 'Pont Neuf'   Wto Wrz 20, 2016 4:35 am

Czy tak naprawdę powinno ją zdziwić to, że pewne – pewne pijane – osoby nie rozumiały nadzwyczaj niedelikatnych sugestii, iż wcale nie chciała spędzać z nimi więcej czasu niż to było wskazane? Nie lubiła ludzi po alkoholu, naprawdę mocno ich nie lubiła i nie zamierzała zmienić swojego zdania. Ani teraz, ani nigdy. Po prostu pragnęła jak najszybciej dotrzeć do domu, ponieważ całe jej ciało wprost wołało o umycie, wysmarowanie różnego rodzaju leczniczymi mazidłami i opatrzenie. Już w tym momencie nie musiała nawet sobie wyobrażać, jak źle będą wyglądać jej kolana, nogi, ręce czy łokcie. Całe szczęście, z okolic twarzy, bolał ją wyłącznie podbródek. W przenośnym lustereczku nie dostrzegła na nim jednak nic poza zaczerwienieniem, które dało się jakoś ukryć. Z całą resztą? Cóż, z pewnością nie miało być aż tak łatwo, więc zamierzała zrobić najwięcej, jak tylko mogła, aby nie wyglądać jak po zderzeniu z rozpędzonym wagonem towarowym. Tymczasem jej towarzysz zapewne w bliskiej przyszłości miał się tak czuć pod względem psychicznym, zwłaszcza tuż po wstaniu na okropnym kacu, ale nie mogła mu w żaden sposób pomóc ani ulżyć. Zwłaszcza że ani go nie znała, ani nie była cudotwórcą. Obawiała się zbytniej bliskości, więc postanowiła uciec mu jak najszybciej z oczu.
Chociaż nie chciał dać jej tego zrobić, ruszając tuż za nią, ona nawet nie myślała o tym, by się zatrzymać. Wręcz przeciwnie. Usiłowała przyspieszyć kroku, mimo że wtedy noga bolała ją jeszcze bardziej. Serce przyspieszyło zaś rytmu. Chyba wyłącznie napotkanie patrolu Niemców mogłoby wprawić je w jeszcze szybsze bicie, odpukując w niemalowane. W tym momencie przeklinała się za wszystkie czasy, że wybrała akurat taką drogę. Gdyby pojechała inną, nie dość, że najprawdopodobniej ominąłby ją rowerowy wypadek i byłaby w domu o znacznie wcześniejszej porze, to jeszcze nie musiałaby odpędzać się od nachlanych natrętów, którzy nie rozumieli dosadnego powiedzenia, że zmierzało się do własnego miejsca zamieszkania. Własne słowa sprzed chwili wydawały jej się bardzo jasne, a może nawet trochę zbyt nieuprzejme, ale on najwyraźniej tak ich nie traktował. W porządku, rozumiała, iż bariery i granice u pijanych ludzi zacierały się lub znacznie przesuwały, lecz i tak niewiele to zmieniało. Chciała przestać się obawiać, natomiast do tego pilnie potrzebowała uwolnić się od tego człowieka.
Doznając przy tym mini zawału, gdy zaczął wyraźnie czegoś szukać, bełkocząc przy tym o pomaganiu mu i odprowadzaniu go do domu. Cóż poradzić, że w tym momencie była nawet bardziej niż nieufna. Przyzwyczajona raczej do brutalnych warunków i do mężczyzn próbujących coś u niej ugrać – zwłaszcza siłą, zwłaszcza po pijaku – spodziewała się, iż nieznajomy wcale nie wyciągnie klucza. Znacznie bardziej spodziewała się noża albo pistoletu, albo tego i tego, ale najprawdziwszy kluczyk spoczywający w jego dłoni… To szczerze ją zszokowało. Znacznie bardziej niż powinno. Było w końcu takie… Normalne. Zaskakująco normalne. Spojrzała na niego ze zmarszczonymi brwiami i stanęła wreszcie w miejscu, nie posuwając się o kolejny krok. Mimo tego gestu i wyrazu twarzy, zaraz postanowiła sprostować pewną rzecz.
- Też nie mam ochoty na rozmowy z Niemcami. Zwłaszcza że nie znam niemieckiego. Zwłaszcza że mieszkam daleko stąd. Zwłaszcza że… Po prostu. Nie zrozum mnie źle. Nie zadaję się z pijanymi ludźmi. Nawet tak miłymi pijanymi ludźmi. Zwyczajnie nie. Nie wiem, do czego jesteś zdolny. Możesz chcieć mnie zamordować, porwać, pobić, zgwałcić, sam Bóg jeden wie, co jeszcze. A ja naprawdę powinnam wracać do domu. – Powiedziała, starając się być jak najłagodniejszą i najbardziej przekonującą, choć jednocześnie coś ścisnęło jej się w gardle. Nie lubiła odmawiać ludziom, którzy z minuty na minutę wyglądali jak coraz większa kupka nieszczęścia. W tym wypadku jednak czuła się na swój sposób zobligowana do tego. Tak samo jak do szybkiego dotknięcia ręki nieznajomego, w której ten trzymał kluczyk, a następnie zmuszenia go do zaciśnięcia jej na nim tak, aby trzymał wstążkę w pięści. Po tym sięgnęła do niedużej torebki, którą trzymała przy przeciwległym boku.
- Proszę. – Wyciągnęła w jego stronę pomięty banknot. Ani o dużym nominale, ani o niskim. Wcisnęła mu go do drugiej ręki. – Proszę. Proszę spróbować załatwić sobie jakiś transport. Tu niedaleko jest taka ulica… Może ktoś panu jakoś pomoże. – Co więcej mogła zrobić? Zamknęła usta, przełknęła ślinę i pokręciła głową. Był miły, naprawdę miły, ale ona nie była idiotką. Już i tak narażała się na karę, a nie była w zbyt dobrym stanie zdrowia, żeby uciekać przed Niemcami. Nie mówiąc już nic o tym, że nie mogła zostawić swojego jedynego środka transportu. Nie tak na ulicy. Ktoś momentalnie by jej go sprzątnął. Wracając jednak do mężczyzny…
- Nie sądzę. Właściwie, to nawet wątpię. Nie jestem stąd, nie od długiego czasu. Za to faktycznie. Nie myli się pan, gdy mówi o aktorstwie. Pół na pół, tak właściwie. Trochę gram, trochę śpiewam, a pan to…? – Tym razem zaczekała na koniec jego wypowiedzi, nieznacznie tylko marszcząc brwi, aby zaraz odsunąć od siebie skrawek jakiejś myśli, która natrętnie jednak usiłowała powrócić do jej mózgu. – Pisarz. Jak mniemam, to właśnie jest ten sezon, tak? Pytanie tylko, czy jego początek, czy koniec… Panie Favre. – Uśmiechnęła się nieznacznie, gdy uchylił kapelusz. – Buffy. Renard. Buffy Renard. Nie odprowadzę pana pod sam próg domu, ale mogę ewentualnie dotrzymać panu towarzystwa, jeśli zmierzamy w tym samym kierunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Most 'Pont Neuf'   Czw Wrz 29, 2016 9:53 pm

O, to mamy wiele wspólnego – pragnąłem zauważyć, kiedy tylko usłyszałem informację dotyczącą rozmów z Niemcami. Postanowiłem wytłumaczyć towarzyszce, o co mi chodzi z tym wtrąceniem. – Również nie mam ochoty na rozmowy z Niemcami i również nie znam niemieckiego! – odparłem hardo, jak gdyby to wcale nie było „bardzo mało” wspólnym. Jej kolejne słowa to, cóż, zmarszczyły mi czoło, bo nie mieściły mi się w głowie podobne podejrzenia. Dobra, mieściły. Miałem sporą wyobraźnię i zdecydowanie wiele dodatkowych rzeczy mógłbym dodać do podobnej listy, czy to łącznych, czy rozłącznych.
Miałem już nawet odejść, ale jej zachowanie wprawiło mnie w niemałe zakłopotanie i plucie sobie w brodę, że ją zaczepiłem na dłuższą chwilę. Żeby to dama wciskała mi pieniądze w dłonie jak pierwszemu lepszemu biedakowi z ulicy…? To dało mi do myślenia, że nie powinienem upijać się na mieście na umór i walać po ulicach niczym prawdziwy, rasowy pijak. Zaraz jednak stwierdziłem, że raczej nie byłem zdolny do podobnej zmiany, widząc moją aktualną sytuację czy tę przyszłą, czy też przeszłą. Wyobraźcie sobie, że wszędzie widziałem w tej chwili kataklizm. Większy od pierwszej wojny światowej.
Stałem więc i wpatrywałem się w ten zmięty banknot, jak gdyby to był znak od niebios. Czyżbym miał napisać powieść pod tytułem: Yves – chłopiec z zapałkami. Może powinienem sprzedać mieszkanie i dla odpowiedniego przygotowania się do pisania przejść na bezdomny tryb życia…?
A może po prostu wykąpię się w tej Sekwanie, korzystając z jej zaproszenia, po czym wszystko jakoś się ułoży? Wróci mi wena, ta kobieta sobie pójdzie, a Niemcy cudownie nie dostrzegą takiego wodnika, jakim się stanę? Albo przetrwam noc pod mostem lub w jakichś większych zaroślach? Potem przeziębienie murowane, ale przynajmniej może czegoś nauczy mnie ta przygoda? Albo i nie.
Buffy… Te imię! Miałem kiedyś przyjaciółkę imieniem Buffy… Ale to rozmowa na inną porę. Raczej na bardziej przyjemne klimaty, kiedy nie grozi nam szafot czy coś mniej strasznego za błąkanie się po ulicach po zmroku – przyznałem, wzruszając ramionami. – Może umówisz się ze mną…? Jak już wytrzeźwieję, będę innym człowiekiem, a ty wśród ludzi mniej podejrzliwa… Często bywam w kawiarni Pax. Tymczasem, madame, wybaczy, ale pójdę. Nie będę pani spowalniał – odparłem uniżenie. I skierowałem się w kierunku mostu… Czy dało się go przebyć niezauważenie? Czy byłem wcześniej po prawidłowej jego części? I czy szedłem w miarę prosto, czy jak rasowy pijak?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Most 'Pont Neuf'   Sro Paź 05, 2016 12:22 am

Zastanawiając się nad tym, co mężczyzna miał na myśli, spojrzała na niego spod nieco zmarszczonych brwi, lekko wykrzywiając przy tym wargi w czymś na kształt uśmiechu, kiedy usłyszała, o co mu chodziło. Nie była to, co prawda, całkowicie pełna rozbawienia mina, ale niewiele jej do tego brakowało. Nie ma co, niektórzy mieli naprawdę wybujałą wyobraźnie, doszukując się wielkich podobieństw w aż tak małych rzeczach. Musiała przy tym przyznać, iż było to na swój sposób urocze. Nawet jeśli wychodziło od strony kogoś pijanego – no, uczulenie na takie osoby miała wręcz przeogromne – to nadal wzbudziło w niej chęć krótkiego roześmiania się. Niestety, wolała być raczej cicho, żeby nie musieć rozmawiać z żadnymi Niemcami, którzy mogliby przypałętać się w okolicę podczas patrolu.
Dlatego też zresztą chciała przecież jak najszybciej opuścić ten teren, nie mówiąc już o niechęci do szwendania się gdzieś z całkowicie obcymi mężczyznami, o czym poinformowała jegomościa. Cóż z tego, iż przy okazji wciskając mu jeszcze w rękę pieniądze, byleby tylko sam dotarł bezpiecznie w – obrane sobie w ramach decyzji o ewakuacji z niezbyt bezpiecznych rejonów, bardzo dobrej zresztą – docelowe miejsce. Sama nie do końca wiedziała, dlaczego to zrobiła, aczkolwiek w jej głowie pojawiło się coś na kształt wewnętrznego przymusu. Nie była w końcu złym i bezdusznym człowiekiem, który bez wahania pozostawiłby inną osobę gdzieś, skąd nie było szybkiej drogi wyjścia. Za ten banknot mógł zaś kupić sobie wolną drogę ukradkiem – obrzeżami i zaułkami. Po tym, oczywiście, jak rozstaliby się po drodze, bo ostatecznie uległa w końcu jego przekonywaniom i postanowiła podejść z nim ten kawałek. Choć najwyraźniej jego myśli pobiegły już innymi torami, wzbudzając w Buffy zdziwienie.
- Naprawdę? To raczej niecodzienne. A nazwisko? – Spytała, zastanawiając się, skąd taka zbieżność przy co najmniej nietypowym imieniu, którego nie spotykało się na co dzień. Tu jednak mężczyzna ponownie zrobił coś niespodziewanego, odchodząc w swych słowach od tematu i najwyraźniej zamierzając pozostawić ją bez odpowiedzi… Albo sprytnie przymusić do spotkania. Ciekawe. Ostatecznie pokiwała tylko głową. – Dobrze. Nie dziś, nie teraz, więc… Po południu w kawiarni? Spowalnianie nie ma nic do rzeczy, chodzi… O coś innego. – Dokończyła, uśmiechając się lekko, żeby nie wypaść na aż tak bardzo tajemniczą w tym negatywnym sensie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Most 'Pont Neuf'   Czw Paź 06, 2016 11:20 pm

Westchnąłem, pragnąc spojrzeć na księżyc, którego jakoś nie potrafiłem namierzyć swoim wzrokiem, choć najprawdopodobniej już trzeźwiałem. Zaniechałem dalszym poszukiwaniom, a za to cofnąłem się swoim umysłem do lat dzieciństwa, kiedy beztrosko wojowałem Paryż ze swoją towarzyszką, za nic mając sobie humory mego ojca. Kimże on wtedy był? Dorosłym, który wymagał. A teraz? Ojcem, który skreślił. Syna ze swego życia.
Tkanie opowieści z dzielonego z Buffy dzieciństwa były tą częścią mojego życiorysu, który chyba najmilej wspominałem ostatnimi czasy. Co prawda najwięcej łączyło mnie z moim bratem bliźniakiem, ale odkąd skreślił mnie ojciec, nie zamieniłem z nim ani słowa. Z jego wyboru, nie zaś z mojego. Nie myślałem o tym jednak, tylko o tej tu Buffy i tamtej Buffy. Uniosłem nawet rękę, by olśniony przedstawić jej nazwisko, kiedy to uświadomiłem sobie, że po prostu go nie znam. No tak.
Nie znam – przyznałem, opuszczając rękę. Nie przeszkodziło mi to jednak w odczuwaniu radości, spowodowanej przez napływające obrazy i czucia w mojej głowie. – Och, ale to największa łobuzica na podwórku ponoć była – odparłem rozbawiony, subtelnie chwytając swoją towarzyszkę za rękę i zgrabnie obracając. W głowie klarowały mi się słowa, cisnęły się na wargi… palce pragnęły pisać. Nie miałem maszyny, nie miałem choćby pióra z pergaminem, ale miałem słuchaczkę!
Wszędzie jej było pełno. Mnie również zresztą. Jak kradliśmy pani Zgryźliwej jabłka z jarmarku, to nikt nie podejmował się próby schwytania smarkatych złodziejaszków. Z wyjątkiem pana policjanta, ale kiedy nie było go w pobliżu? Biegliśmy do parku, tu nieopodal, kładliśmy się na trawie i wypatrywaliśmy wśród chmur bohaterów naszych podniebnych opowieści. A jabłko było słodkim dodatkiem, kiedy zanosiliśmy się śmiechem, bo rycerza zjadł smok. Drastyczne sceny, przyznam szczerze – mówiłem, nie pozostając w jednym miejscu. W tej chwili akurat leżałem i patrzyłem w gwiazdy, wzdychając po raz kolejny. Tym razem lekko. Mdłości i zawrotu ustąpiły. A głowa wypełniła się wizją napisania romansu dla kobiet. Miałem nadzieję, że moja dawna przyjaciółka nie będzie miała mi za złe tego, że po raz kolejny wykorzystam nasze wspólne przeżycia.
Cóż, nie było czasu na rozwody, bo zerwałem się z trawy, otrzepując małowiele. Spojrzałem na banknot trzymany nadal pomiędzy palcami i wzniosłem go na wysokość oczu swojej towarzyszki dzisiejszej nocy. Nie, nie Sekwany, tylko Buffy Numer Dwa.
Czasami podkradałem ojcu, o ile nie udało mi się uprosić matki, banknoty z kieszeni, po czym szliśmy na lody. Potem cali upaćkani od lodów, obmywaliśmy się w fontannie, co przekształcało się na bitwę na wodę, oczywiście. Cali ociekaliśmy wodą… –odparłem, zamilkając. A teraz? – zapytałem sam siebie, choć nie oczekiwałem od siebie odpowiedzi. Znałem ją. Teraz już tego nie ma. Jest puste mieszkanie, Niemcy na każdym kroku i brak weny połączony z alkoholizmem. Co znowu nie było takie straszne, kiedy coś – cokolwiek sensownego – pisałem.
Ach, dzieciństwo, beztroskie dzieciństwo, moja droga – podsumowałem. Nie wiem, czy chciałem zdradzać więcej, ronić kolejne tajemnice skrywane przez mą głowę, które być może w przyszłości, jeśli Bóg pozwoli, wylądują na kartach moich książek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Most 'Pont Neuf'   Pią Paź 07, 2016 2:31 am

Zmarszczyła brwi, nie wiedząc przy tym samym, co też powinna myśleć o jego niewiedzy. Czy odbierać ją jako wynik chwilowej amnezji, kłamstwo dotyczące spotkania kogoś o tym imieniu, faktyczną niewiedzę, czy coś jeszcze innego. Ostatecznie jednak dała się pochwycić w jego bajarskie sidła, słuchając historii, jaką miał jej do opowiedzenia.
- Ponoć? – Spytała znacznie cichszym głosem niż on, nadal pamiętając o tym, gdzie się znajdowali. A dokładnie – o jakiej porze, gdyż samo miejsce nie miało zbytniego znaczenia. Chodziło raczej o to, iż już dawno nie powinni chodzić po dworze, tym bardziej zaś obracać się na moście w dość tanecznym ruchu, który – całkiem mimowolnie – wzbudził w Buffy chęć rozkosznego zachichotania. Zaraz, oczywiście, się opamiętała i ostatecznie do tego nie doszło, jednakże musiała przyznać, że pan Favre miał niewątpliwy talent do oczarowywania towarzystwa. Nawet tak upartego i początkowo niechętnego jak ona. Teraz patrzyła na niego już znacznie bardziej przychylnie, choć nadal z nadzwyczaj dużą dozą rezerwy, jaką wypadało mieć przy podobnych spotkaniach. Nie zmieniało to jednak niczym faktu, iż słuchała tego wszystkiego, co miał jej do powiedzenia. Pogrążając się w tym i… Kojarząc to…?
Zadziwił ją. Wręcz zszokował, wprowadzając w znaczne zmieszanie i skołowanie, choć fizycznie zakręcił nią wyłącznie jeden raz. To jego słowa były tym, co wprawiło ją wpierw w konsternację, później w zdziwienie, a na koniec całkowite zaskoczenie. Kojarzyła tę opowieść. A jakże miałaby nie… Jednakże… Czy to było możliwe? Nie wiedziała, nie pojmowała, tymczasem jej osobisty zagadywacz już znalazł się w innym miejscu, leżąc na trawie i kontynuując swe nadzwyczaj realistyczne przedstawienie, w które wyraźnie się wczuwał. Czy powinna być rozczulona? Zniesmaczona wpleceniem w tę historię? Zatrwożona znalezieniem się na ustach alkoholika? Przerażona jego nadzwyczajną skłonnością do paplania i jakże łatwego wspominania detali z przeszłości?
Ostatecznie nie zadecydowała. Wybrała jedną z najłatwiejszych opcji, jakiej sztukę opanowała z dawien dawna temu – ostrożną ucieczkę. Wycofanie się niczym lis, którego miano ją zresztą zobowiązywało. Nie potrafiła jednak powstrzymać jednego.
- Renard, panie Favre. – Uśmiechnęła się powoli, w ten swój tajemniczy, delikatny sposób, poruszając przy tym ramionami. – Renard. Jeśli można to było uznać za beztroskę… – To mówiąc – i utykając przy tym już bardziej znacząco; w końcu zbyt długie stanie miało znaczenie dla sił – iście tanecznym ruchem wyswobodziła się z ostatnich resztek kontaktu fizycznego, po czym zaczęła odchodzić. Tym razem już bardziej na poważnie, z większym uporem, choć także z przelotnym błyskiem w oczach. Nie wiedziała, jak wypadnie w oczach rozmówcy i czy ten następnego dnia w ogóle będzie ją pamiętać – a może uzna za wytwór wyobraźni? sekwańską boginkę? wytwór pijackich majaków? – lecz nie zmieniało to faktu, iż ona miała wspomnieć jego. Choćby przelotnie, jak się łudziła, ponieważ tak naprawdę wiedziała, że tak czy siak powróci myślami do spotkania na moście. I tym razem znacznie bardziej pożałuje losu pana Favre. I tego, jak bardzo się stoczył.
- Z Bogiem, Remy. – Prawie niedosłyszalnie mruknęła sama do siebie, choć przecież nie była ani odrobinę pobożna. W tym momencie te słowa pasowały jej jednak jak najbardziej. Biedny człowiek. Pozostawił jej niegdyś tyle złudzeń, co do tego, jak wielkim człowiekiem w przyszłości mógł się okazać. Tymczasem nie był nim nawet w najmniejszym stopniu. Upadł, a ona mu tego współczuła, nie posiadając jednak żadnej mocy, aby pomóc. Zresztą… Tutaj każdy dbał o swoje interesy, czyż nie? A ona, biorąc na siebie dodatkową odpowiedzialność, sprawowała pieczę i tak nad czymś zbyt wielkim. Za dużym, aby dokładać do tego coś lub kogoś jeszcze.
- Bezpiecznej nocy, mój drogi. – Tym razem rzuciła jeszcze pełniejszym głosem na pożegnanie. Dokładnie tak, aby ją usłyszał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Most 'Pont Neuf'   Pon Paź 10, 2016 8:06 pm

Oczy musiały mi w tej chwili lśnić podniecone, bo serce jak najbardziej waliło jak szalone. Doskonale przyswoiłem to, co właśnie się wydarzyło, choć scena ta zdawała się być wyjęta z kart dobrej powieści. Niemożliwa, fikcyjna i natchniona czymś, co człowieka po prostu uskrzydlało. Emocjami? To jest to – pomyślałem. Życie – dopowiedziałem. Prawdziwe, zaskakujące, jednakowoż ze szczyptą codziennej melancholii. Pragnąłbym żałować, że upiłem się dziś praktycznie na umór, jednakże wtedy nie trafiłbym na nią, na tę, którą poszukiwałem za pomocą – powiedzmy z przymrużeniem oka – przyszłej słynnej pani detektyw.
Nie mogłem zmarnować podobnej szansy, danej mi najwyraźniej od Boga. Buffy, Buffy Renard… O ile wzrok mnie nie mylił, zaś upojenie nie mamiło, to ma dawna przyjaciółka wyrosła na przepiękną kobietę. Wstrzymałem się jednakże z komplementami, a za to pozwoliłem jej się wycofywać, uśmiechając do siebie. Buffy Renard.
Z Bogiem... – powtórzyłem tuż za nią, kiwając głową na znak zgody czy też przyzwolenia…? Nim zdążyła mi umknąć całkowicie, postanowiłem przypomnieć jej jeszcze o jutrzejszym spotkaniu. – Będę czekał. Jutro. W Paix… Długo, a potem jeszcze dłużej na Polach Elizejskich – rzuciłem do niej roześmiany. Postanowiłem odprowadzić ją jeszcze wzrokiem, a kiedy zniknęła…? Obróciłem się i ruszyłem w swoją stronę. Czas się wyspać i ogarnąć albo czas pisać. Albo to i to.

| z/t x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Most 'Pont Neuf'   Nie Sty 01, 2017 4:17 pm

Pont Neuf już od lat cieszył się pewną sławą wśród rozmaitych ulicznych artystów oraz bukinistów. Ostatnie chłodne miesiące spowodowały co prawda, że było ich tutaj zdecydowanie mniej, jednak gdy tylko zaczął się kwiecień, wzdłuż słynnego mostu znów ciągnęły się znajome stoiska. Czuwający przy nich sprzedawcy zachęcali przechodniów, aby przejrzeli stare pocztówki lub zakupili komplet znaczków pochodzących rzekomo z czasów napoleońskich, a jeszcze inni cierpliwie czekali, aż paryżanie sami zainteresują się zawartością ich stoisk.
Tuż pod pomnikiem Henryka IV, znajdującym się w połowie długości mostu, swoje towary oferował nieco odpychający i niechlujnie ubrany mężczyzna, w którego ustach tkwił tani papieros, a na twarzy rysowały się pierwsze zmarszczki. Siedział on na stołku, czytając „Comoedię”, i zdawałoby się, że nawet w najmniejszym stopniu nie interesowało go to, czy ktoś podejdzie do jego stoiska. Nie wyróżniało się ono tle pozostałych - dominowały tu stare książki z odpadającymi okładkami, pliki pocztówek przedstawiających Paryż i wiejskie widoki, a także trochę obrazów prezentujących martwą naturę - wykonanych zresztą mało utalentowaną ręką. Tuż obok stołka, na którym siedział bukinista, stały z kolei dwa pudła, gdzie mężczyzna trzymał zapewne resztę towarów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Most 'Pont Neuf'   Nie Sty 01, 2017 4:43 pm

kwiecień, po grze z Daisi, przed zebraniem


Kropelki potu zrosiły mi czoło, gdy starając się uratować popękane drewno dociskałem do niego przeciwostrza hebla i posuwistymi pociągnięciami obrabiałem kant deski, opierając się biodrem o niestabilne imadło, które utrudniało mi pracę.
Schmitt co jakiś czas podpowiadał mi, co powinienem robić, ale akurat w tym momencie wyszedł na papierosa, a ja byłem zdany wyłącznie na swoją (nie)pamięć i podszepty intuicji. Nie usłyszałem, że do środka wszedł nowy klient, więc kiedy odezwał się, znajdując się tuż za mną, wykonałem skośny ruch heblem, niwecząc wszystko to, co udało mi się osiągnąć przez ostatnie kilkanaście minut. Nim odwróciłem się w jego stronę, zacisnąłem kurczowo palce na trzymanym narzędziu, starając się uspokoić przyspieszony oddech.
Niewiele trzeba było, bym znowu poczuł ten strach, wdzierający się bez ostrzeżenia do mojej głowy i oplatający myśli mackami niepokoju.
Bez słowa przyjąłem kopertę - zanim zdobyłem się na wydobycie z siebie pytania, o jakie zlecenie w ogóle chodziło, chłopak, który mi ją podał, rozpłynął się tak szybko, jak się pojawił. Zmarszczyłem brwi, po czym pospiesznym, niedbałym ruchem rozerwałem papier.
Zawartość koperty wyjaśniała wszystko.
A więc nie były to tylko czcze słowa. Kiedy poprosiłem kilka osób z RO o pomoc ze znalezieniem dojścia do handlarza zakazanymi książkami, nie sądziłem, że tak szybko się ze mną skontaktują.
Nieco za bardzo wczuwając się w moją nową rolę, zrobiłem to, o czym przeczytałem w jednej z przygodówek znalezionej w mieszkaniu Daisi - po kilkunastokrotnym powtórzeniu hasła zmiąłem świstek papieru i zacząłem go żuć, po czym połknąłem go, by nikt więcej nie mógł odczytać zapisanych na nim słów (tak jakby cokolwiek jeszcze dało się dostrzec na tej bezkształtnej papce). Wróciłem do heblowania, powtarzając w myślach jak mantrę słowa mające okazać się kluczem do drzwi, za którymi znajdowało się wszystko to, co było niezbędne bym mógł zrealizować pewien, cóż, absurdalny plan.
Gdy tylko skończyłem swoją dniówkę, zahaczyłem o mieszkanie, by wziąć z niego kilka potrzebnych przedmiotów, a następnie udałem się na plac mostu Pont Neuf, gdzie - wyczerpany drogą, którą musiałem przemierzyć - przykucnąłem na cokole pomnika Henryka IV.
Jakieś dwa metry ode mnie swoje stoisko rozstawił człowiek, któremu ukradkiem się przyglądałem. Wyglądał na opryszka, więc wyjątkowo trudno było mi się przełamać i podejść do niego, by upewnić się, czy to właśnie ten bukinista.
Dopiero po dłuższej chwili zbliżyłem się do jego kolekcji pocztówek, udając, że interesują mnie monochromatyczne kadry (jedynie kilka z nich dorównywało tym, które uwieczniła Daisi - nie wiem, jak udawało jej się to robić, ale niemalże zawsze zaklinała prawdziwą duszę miasta na niewielkim skrawku papieru - nie lubię odbiegających od rzeczywistości, sztucznie idealnych fotografii). Tak naprawdę ciekawiło mnie jednak to, co bukinista trzyma w pudłach znajdujących się tuż obok jego stołka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Most 'Pont Neuf'   Nie Sty 01, 2017 4:55 pm

Mężczyzna nie podniósł wzroku nawet wtedy, gdy Maurice zbliżył się do jego stoiska, lecz wciąż pogrążony był w lekturze, leniwie przewracając kolejne strony i wypuszczając z ust kłęby dymu. Dopiero po dłuższej chwili westchnął i rzucił niemal udręczone spojrzenie w stronę nowego klienta, jakby wolał, żeby Maurice w ogóle tu nie podchodził.
- Albo kupujesz, albo idziesz dalej, chłopcze - rzucił w końcu, powracając do lektury. - Tylko nie próbuj niczego kraść, bo i tak daleko nie uciekniesz.
Zaśmiał się ochryple, po czym wymamrotał coś jeszcze pod nosem, czego Maurice nie mógł dosłyszeć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Most 'Pont Neuf'   Pon Sty 09, 2017 4:32 pm

Zaskoczyło mnie to, że mężczyzna w ogóle zdecydował się do mnie odezwać - odniosłem bowiem wrażenie, że naprawdę nie zwraca na mnie uwagi. Drgnąłem i jak oparzony uniosłem dłoń, którą chciałem chwycić pocztówkę przedstawiającą malowniczy kadr (Fontanna Medyceuszy we wschodniej części Ogrodu Luksemburskiego, gdzie dotarłem podczas jednej z ostatnich eskapad mających na celu nauczenie się przemieszczania bez kul) - kadr równie piękny, co bezbarwny, zupełnie pozbawiony charakteru. Próżno w nim było szukać choć krzty emocji.
Przez kilka oddechów po prostu przyglądałem się czytanej przez bukinistę gazecie, pozwalającc wybrzmieć jego słowom - dałem mu chwilę, by przestał mruczeć pod nosem kolejne komentarze na mój temat, nasączone zapewne odpowiednią dozą złośliwości (o ile uszczypliwość traktowałem bezemocjonalnie, to jakiekolwiek próby okazania mi współczucia… odbierałem jak najgorszą obelgę - na szczęście w przypadku tego uroczego rozmówcy chyba nie musiałem się zamartwiać tym, że mogłoby mu się zrobić mnie żal).
- Po co miałbym kraść te śmieci? - odparłem całkowicie spokojnym tonem - dlatego też trudno było uznać, że ta słowna zaczepka to werbalny atak; nie miała zresztą nim być. Po prostu wyraziłem na głos swoje myśli - tak, jak zrobił to przed chwilą niemniej złośliwie skryty za gazetą mężczyzna. - Nie interesuje mnie nic z tego, co jest tutaj wystawione - powtórzyłem dosadnie, raz jeszcze obrzucając go badawczym spojrzeniem - czy to naprawdę był ten człowiek? Cóż, jest tylko jeden sposób, żeby się przekonać. - Swoją drogą, zapomniałbym, miałem panu przekazać, że Moreau życzy dobrego dnia - dodałem niby od niechcenia, starając się tak ustawić, bym mógł dojrzeć, jak zareaguje na słowa, które miały ponoć ułatwić mi dostęp do książek, na których tak bardzo jej mi zależy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Most 'Pont Neuf'   Sro Sty 11, 2017 11:48 pm

Na dźwięk słowa "śmieci" mężczyzna obrócił nieznacznie głowę w stronę Maurice'a, a w jego oczach pojawił się niebezpieczny błysk. Mimo wszystko wzorem wielu innych bukinistów miał dumę, którą łatwo było urazić podobnym komentarzem.
Złożył gazetę, po czym rzucił na ziemię papierosa, gasząc go czubkiem buta. Wciąż nie odrywał od Bourreau spojrzenia - szykował się najwidoczniej do tego, aby przepędzić stąd niedoszłego klienta. Nawet gdy padło odpowiednie hasło, mężczyzna nie dał po sobie znać, że wypowiedziane przez Maurice'a słowa miały jakiekolwiek znaczenie. W tym samym momencie podniósł się ze stołka i w kilku krokach znalazł się przy Bourrreau, roztaczając wokół siebie słabą woń alkoholu.
- Te śmieci były przed chwilą poukładane. Teraz już nie są. Wątpię, żeby to był dobry dzień - powiedział wystarczająco głośno, aby mogli go usłyszeć przechodzący nieopodal ludzie. Bez wahania trącił Maurice'a, by ten przesunął się w bok, a sam zaczął przekładać pocztówki. - A zatem Flaubert. Co konkretnie?
Mężczyzna nie patrzył już na Maurice'a, a jego głos był tylko trochę głośniejszy od szeptu, lecz nie ulegało wątpliwości, że zrozumiał podane mu hasło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Most 'Pont Neuf'   Pią Cze 02, 2017 11:05 am

Moje słowa podziałały na niego jak wytrych, który jednakże musiał otworzyć zamek nieco skorodowanego umysłu i minęła chwila, nim uroczy staruszek dodał dwa do dwóch - z początku myślałem, że to nie on miał być adresatem tego hasła, bowiem nie zdradził się nawet najdrobniejszym gestem. Dopiero, kiedy po odegraniu odpowiedniej scenki ostatecznie się przy mnie znalazł, zaczynając dawać upust rzekomemu pedantyzmowi, zrozumiałem, że to tylko część przedstawienia. Zbliżyłem się do niego i przyłączyłem do porządkowania pstrokatego dorobku. Przypadkowym ruchem dłoni musnąłem wystające poza brzeg kramu pocztówki, które jak poderwane przez wirtuozję wiatru liście niespiesznie opadły nieopodal mojego buta, a dla mnie nadarzyła się sposobność, by, niezauważenie dla reszty znajdujących się w pobliżu osób, zareagować na pytanie mężczyzny, kiedy pochyliłem się, żeby odzyskać jego własność. Cień ekscytacji przemknął przez moją twarz, bowiem z odpowiedzi bukinisty jednoznacznie wynikało, że posiadał w swoich zbiorach Flauberta - brzmiał tak, jakby mógł mi sprzedać dowolną pozycję tu, teraz, zaraz. - L'éducation sentimentale - rzekłem bez wahania, bo właśnie na tym dziele mistrza najbardziej mi zależało. Wsunąłem banknot (o ile zostałem dobrze poinformowany, a stawka nie uległa zmianie, należność powinna się zgadzać) pomiędzy dwie widokówki i dopiero wtedy oddałem je właścicielowi, upewniając się spojrzeniem, czy dostrzegł moje działanie.
Czekała na nas jednak pewna niespodzianka od losu, skutecznie uniemożliwiająca dokonanie transakcji. Niespodzianka w postaci tercetu obwieszonych aparatami fotograficznymi ryżych wiadomej nacji, którzy jak rasowi turyści zdecydowali się na oblężenie straganu i dywagacje na temat... wyboru pocztówek? Co do tego ostatniego nie mogłem mieć pewności, lecz bez słowa oddaliłem się na bezpieczną odległość, licząc na to, że uwiną się dość szybko.
Nadzieje okazały się jednak płonne. Nie mogłem pozwolić sobie na dłuższą nieobecność, bo czekał mnie jeszcze mozolny i bez wątpienia czasochłonny powrót do mieszkania, a nie uśmiechała mi się walka z wskazówką minutową, dążącą do ułożenia się na pod kątem dziewięćdziesięciu stopni do wyznaczającej dziewiątą godzinowej.
Pofatyguję się tu za kilka, może kilkanaście dni, licząc na nieco bardziej sprzyjające okoliczności.

zt, dziękuję <3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Most 'Pont Neuf'   Pią Cze 09, 2017 9:30 pm

Kilka minut przed godziną siedemnastą Pont Neuf – podobnie jak całe miasto – tętnił życiem. Przechadzały się po nim liczne pary, nierzadko zatrzymując przed sztalugami ulicznych malarzy czy futerałami muzyków, a powietrze wypełniała wdzięczna melodia skrzypiec. Jedynym szczegółem burzącym tę scenerię były pojedyncze, niemieckie mundury, jakie dało się zauważyć pomiędzy paryżanami.
Maxime musiała rozglądać się uważnie, aby dostrzec kobietę ze zdjęcia – Buffy bez wątpienia miała zjawić się na Pont Neuf już za moment.


Na odpis masz 72 h.
Na początku postu wypisz również przedmioty, które masz ze sobą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Most 'Pont Neuf'   Sob Cze 10, 2017 10:48 am

Otrzymaną wiadomość spaliła od razu po przeczytaniu, zapamiętując bardzo dobrze twarz kobiety, którą miała znaleźć. Buffy na szczęście miała charakterystyczną, piękną, młodą twarz oraz zdecydowanie jeszcze łatwiejsze, rzucające się w oczy, gęste, kręcone włosy. Nie dałoby się jej łatwo nie zapamiętać.
Maxime do samego końca wahała się nad dobraniem swojego ekwipunku do rodzaju misji. Jak na razie zlecone jej zadanie wyglądało jej dopiero na prześledzenie sytuacji. Przeprowadzenie wywiadu na temat kobiety nie niosło ze sobą jeszcze tak wielkiego zagrożenia. Większym mogło być miejsce w jakim miała się spodziewać obecności Buffy. Maxi ubrana w luźną, białą koszulę (tą samą, którą udało jej się po wielu ciężkich zmaganiach wyprać z kurzu – i pamięci po niechcianym dotyku) wsadzoną w plisowaną spódnicę, kroczyła ulicą. Szła typowym, pewnym, nieśpiesznym krokiem. Jej oczom rzucały się niemieckie mundury, ciężko było je przegapić, nawet wśród panującego tłumu. Torebkę z całą jej zawartością trzymała luźno w ręce. Sfałszowane dokumenty, nabita broń, sztylet, niewielkie pieniądze i kilka kobiecych szpargałów – szminka, notesik, długopis – wypełniały ją w całości. Broń biała, jak i palna ulokowane w wewnętrznej kieszeni, miały być łatwo dostępne w ramach konieczności. Jak na razie jeszcze, mijając kolejnego, nielicznie kroczącego ulicą Niemca, nie myślała o korzystaniu z takich środków. Na razie nie mając ku temu zresztą podstaw. Wzięte ze sobą przedmioty, dodawały jej jednak zdecydowania i większego poczucia bezpieczeństwa, jako kobiecie codziennie narażonej na stres.
Stając na moście, blisko jego środka, pozornie Aurora Dufourt kontemplowała naturę i sztukę. Obserwowała z wykładowczą wnikliwością naturę ludzką i doceniała piękno kunsztu malarskiego. Co jakiś czas zresztą dla niepoznaki zawieszała oko na sztaludze, jednej czy drugiej, przechodziła z aktualnego miejsce kilka kroków w dłoń. Symulowała jakoby wsłuchiwała się w grę ulicznych grajków, bądź chwaliła któregoś z nich. Jednemu wrzuciła nawet kilka drobnych. Wzrok jednak co jakiś czas błądził jej wzdłuż mostu, komentowała piękno dzisiejszego dnia.
Zaś jako Maxime Lowe, jej wzrok bacznie poszukiwał jednej, zgrabnej kobiecej sylwetki, bądź jej towarzysza. Miała na razie obserwować ich z daleka, jeśli tylko któreś z nich rzuci jej się w oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Most 'Pont Neuf'   Wto Cze 13, 2017 12:43 am

Siedemnasta zbliżała się nieubłaganie, jednak Maxime nigdzie nie mogła dostrzec Buffy. Choć dwa razy w tłumie mignęły jej blond loki i urodziwa twarz, już w następnej chwili okazywało się, że nie była to Buffy Renard. Żaden mężczyzna nie wyglądał też jak Yves Favre.
Tymczasem przechodnie snuli się po moście, zupełnie nieświadomi zadania, jakie miała do wykonania Maxime - tylko od czasu do czasu obdarzali ją mało zaciekawionym spojrzeniem, nie poświęcając jej więcej uwagi.
Cierpliwość Maxime poddano jednak próbie, bo dopiero kilka minut po siedemnastej kobieta wreszcie mogła wypatrzeć aliancką łączniczkę. Buffy pojawiła się na moście zupełnie niespodziewanie, klucząc zgrabnie między innymi spacerowiczami. Maxime miała zaledwie kilka sekund, by przyjrzeć się jej uważniej, bo Renard szybko przysłoniły sylwetki innych paryżan. Mimo to Lowe mogła dostrzec, że łącznika ubrana była w prostą spódnicę i żakiet w brązowym kolorze; przez ramię przewiesiła sobie niewielką torebkę, a na jej lokach spoczywał szary beret – nie wyróżniała się więc w szczególny sposób. Pod pachą trzymała z kolei skórzaną aktówkę.
Maxime powinna była ruszyć szybko za Buffy, jeżeli zależało jej na tym, by nie stracić kobiety z oczu, choć i to mogło stanowić pewne wyzwanie.


Maxime – aby śledzić Buffy, rzucasz kostką k6:

1, 2 – choć udaje Ci się zachować taką odległość od Buffy, że nie tracisz jej z oczu, w pewnym momencie drogę zastępuje Ci masywny mężczyzna w niemieckim mundurze. Jego nieco znudzony wzrok beznamiętnie prześlizguje się po Twojej twarzy; słyszysz również tak powszechne na ulicach Paryża Papieren, bitte! Każda sekunda jest cenna, ale próba wymigania się od okazania dokumentów może się okazać jeszcze droższa.

3, 4 – idąc za Buffy, nie możesz nie zauważyć, że kobieta co pewien czas rozgląda się na boki lub rzuca szybkie spojrzenie przez ramię. W pewnym momencie jej wzrok napotyka Twoje oczy i możesz odnieść wrażenie, że łączniczka przygląda Ci się dłużej niż powinna, lecz zaraz odwraca spojrzenie, wciąż podążając wzdłuż mostu.

5, 6 – nie masz najmniejszego problemu, by dyskretnie podążać za Buffy, nie dając się w żaden sposób zauważyć. Widzisz też, że łączniczka wyraźnie skręca w stronę pomnika Henryka IV.

Na odpis masz 72 h.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Most 'Pont Neuf'   Wto Cze 13, 2017 4:42 pm

Wytężony wzrok Maxime, wystawiany był na duży test spostrzegawczości. Pomimo, że Lowe wyszukiwała spojrzeniem bardzo dobrze zapamiętane przez siebie sylwetki dwóch osób, żadnej z nich nie dostrzegała. Nie posiadała przy sobie zegarka, aby choćby skontrolować godzinę. Przemieszczała się jednak wolnym, spacerowym krokiem po mostku, zatrzymując się co jakiś czas przy jednym z artystów, czy ulicznych grajków aby nie wzbudzać podejrzeń. Jedynymi sprzyjającymi jej warunkami była pogoda. Majowe, cieplejsze już nieco powietrze otulało ramiona. Było to jednak małe pocieszenie dla czasu, jaki kobieta spędziła krążąc po mostku. Okres oczekiwania okazał się bowiem znacznie dłuższy niż pani Lowe mogła zakładać. Parę razy, jej wzrok zogniskowała obecność dwóch przystojnych blondynek, ale kiedy raz skupiła na nich spojrzenie, starała się nie wracać do nich swoją uwagą, poszukując prawidłowej, poszukiwanej twarzy.
W końcu pojawiła się i Buffy. Lowe w pierwszym instynkcie, poruszyła się spokojnie, starając się nie skupiać niczyjej uwagi na sobie swoją gwałtownością. Zaraz jednak, kiedy sylwetka Renard zaczęła jej znikać w tłumie, przyśpieszyła kroku, schodząc na bok mostu, kierowała się droga prosto, za plecami artystów, gdzie jak jej się zdawało, był mniejszy tłok. W tym momencie, idąc żwawym krokiem w obranym kierunku, dziękowała sobie za założenie butów na płaskim obcasiku, nie krępującym szybkości jej kroku. Mimo to, Buffy zdawała się poruszać tak samo pewnie i ona, przynajmniej, znała swój kierunek. Maxime zaś nie mogła sobie pozwolić na spuszczenie jej na zbyt długo z oczu. Jej strój niczym nie wyróżniał się trudno. Raz zgubiona pani Renard, mogła już zostać nieodnaleziona. Przy okazji, lawirowanie pomiędzy ludźmi, tak aby nie wpaść na jednego z nich, stanowiło też nie lada przeszkodę.
Jednocześnie Maxime modli się w myślach, aby dzisiaj sprzyjała jej dobra passa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Most 'Pont Neuf'   Wto Cze 13, 2017 5:17 pm

@Mistrz Gry napisał:
The member 'Maxime Lowe' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Most 'Pont Neuf'   Czw Cze 15, 2017 2:36 pm

Niemiec, który zastąpił Maxime drogę, wyciągnął wyczekująco dłoń w stronę kobiety. Nie wyglądał tak, jakby Maxime wydała mu się w jakikolwiek sposób podejrzana - wyrywkowe kontrole dokumentów nie należały do rzadkości, a w ostatnim czasie bywały jedynie częstsze. Lowe musiała więc uzbroić się w cierpliwość i liczyć na to, że Niemiec nie będzie badał każdego szczegółu jej dokumentów - będących swoją drogą fałszywkami - ale gdyby zerknęła ponad jego ramieniem, mogłaby dostrzec, iż Buffy coraz bardziej się oddalała.

Na odpis masz 72 h.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Most 'Pont Neuf'   Pon Lip 17, 2017 12:31 am

Praca. Nieodłączny element jej życia. Jedyna rzecz, która dawała oznaki jakiejkolwiek normalności. Poza pracą wracała do pustego domu, w którym nie tętniło już życiem jak niegdyś. Lorelay wciąż dotrzymywała jej towarzystwa, nie mogła jednak zastąpić człowieka. Zapełniała mieszkanie, ale nie serce, które wystawione na próbę nie poradziło sobie z przeszkodą. Między domem a pracą nie działo się nic, co mogłoby wskazać na polepszenie sytuacji we Francji. Względny spokój pozostawał nim jedynie dla mieszkańców, którzy nie mieli w sobie żydowskiej krwi. Lucille już dawno powiedziała sobie, że pozostanie neutralną, nie opowiadając się po żadnej ze stron. Zbyt duże ryzyko, szczególnie dla rodziny. Splątana we własnych uczuciach nie tylko nie chciała, ale również nie potrafiła. Raniło ją zachowanie okupantów, dotkliwie przeżywała niedolę żydów, chociaż strach paraliżował ją do tego stopnia, że nie robiła nic. Kompletnie nic. Wszak karmienia głodnych i rzadkiego ukrywania ludzi nie zaliczała do walki o wolną Francję.
Wieczór wydawał się niebywale przyjemny. Zimne powiewy wiatru odeszły, ustępując cieplejszej temperaturze. Wreszcie można było sobie pozwolić na dłuższe spacery, choć i te były ograniczone. Nie chciała wszak natrafić na Niemców. Wracając z pracy postanowiła zahaczyć o most Pont Neuf by po tylu miesiącach znów się po nim przejść. Musiała przyznać, że było to niebywale urokliwe miejsce, gdzie mogła na spokojnie przemyśleć problemy dnia dzisiejszego. Oparła się o barierę dzielącą ją od krawędzi mostu i spojrzała tępo w toń. Mieniła się od świateł, które rozjaśniały mroki tego wieczoru. Co próbowała uchwycić? Któż wie, może jedynie w zamyśleniu obserwowała spokojne fale rzeki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Most 'Pont Neuf'   Pon Lip 17, 2017 1:41 am

Normalność i względny spokój zdecydowanie za rzadko towarzyszyły Camille, która obdarowana została przez los niewygodnym antytalentem do przyciągania niefortunnych sytuacji.
O ile, oczywiście, kolaborację własnej rodziny z okupantem można nazwać niefortunną sytuacją.
W takich okolicznościach można zadać sobie jedynie pytanie - czy pojęcie i poczucie tej normalności, w której wzrastało się od dziecka i której się tak kurczowo trzymało, nie było tylko iluzją i pustą wydmuszką, nadmuchaną ku aprobacie i uznaniu wpływowych znajomych rodziców? Pytanie to Camille zadawała sobie bardzo często. Niestety zwykle pozostawało ono bez sensownej odpowiedzi. Jedyne co mogła aktualnie robić Hebuterne, to spróbować wywalczyć i sukcesywnie wprowadzać w swoje życie osobiste pojęcie ładu.
Co, w swoim dość krzywym mniemaniu, właśnie robiła, biegnąc ile sił wzdłuż mostu, wymijając napotykanych po drodze przechodniów. Do piersi kurczowo przyciskała jakiś pakunek, nieudolnie próbując schować go pod połami kurtki. Kilkanaście metrów za dziewczyną biegł jakiś bliżej niezidentyfikowany mężczyzna, wykrzykując pojedyncze słowa po francusku i niemiecku, przecinając odgłosy spokojnego wieczoru kakofonią dwujęzycznych wyzwisk i przekleństw.
Camille wyłapała jedno powtarzające się słowo. Dieb!
Nie namyślając się długo, a obawiając się konfrontacji z tym, bądź co bądź, okradzionym przez Hebuterne (ku chwale ojczyzny, jak to Camille powtarza!) Niemcem, dziewczyna zatrzymała się gwałtownie, licząc, że zmyli jakoś trop jednoosobowego pościgu za nią. W przypływie kreatywności i strachu doskoczyła do najbliżej stojącej nieznajomej kobiety, łapiąc ją za nadgarstek.
I tym sposobem, nie do końca przejmując się faktem, iż właśnie przeszkodziła Lucille w kontemplowaniu na temat problemów i wpatrywania się w toń wody, postanowiła zaimprowizować przedstawienie w stylu starego numeru i jakoś uratować się przed wściekłym Niemcem, który, jak sądziła, nie miałby oporów z odprowadzeniem jej w ręce gestapo.
- Oh Clemence, tutaj na mnie czekałaś, a ja cie tyle szukałam, siostrzyczko! - Camille wykrzyknęła i rzucając się Lucille na szyje w wylewnym uścisku, schowała głowę na jej ramieniu. Niemalże jak w przypływie nieudawanej siostrzanej radości!
Szybka kalkulacja Hebuterne pokazała jej, iż są pewne szanse, że zdezorientowany jegomość pobiegnie dalej, mijając ją i tę nieznajomą.
Oby tylko rzeczona nieznajoma okazała się wyrozumiała! Może po prostu stwierdzi, że ją z kimś pomyliłam, stwierdziła Camille, widząc w swojej improwizacji realną szansę na ratunek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Most 'Pont Neuf'   Wto Lip 18, 2017 6:05 pm

Wzburzona woda niosła połamane gałęzie co rusz je podtapiając. Światła miejskich latarni nastrojowo odbijały się w tafli. Nie chciała iść z prądem, ale unikała konfrontacji z okupantem. Gdzie podział się honor, gdzie podziała się duma? Schowana w kieszeń? Podczas gdy inni nadstawiali karku starając się coś zmienić, ona tkwiła w nicości. Zagubiona, niepewna siebie.
Jej uwaga dotychczas skupiona na rzece przeniosła się na dziewczynę, która rzuciła się jej niespodziewanie na szyję krzycząc siostrzyczko. W pierwszym momencie na twarzy Lucille pojawił się szczery uśmiech - wzięła ją za Sophie, której nie widziała od dawna. Ba, nawet wtuliła ją w siebie. Podobieństwo było uderzające, jednak po spojrzeniu na twarz dziewczyny uśmiech zniknął. Czy była zła? Nie... Zawiedziona. Wciąż nie wiedziała co dzieje się z Sophie. Rodzina od kilku miesięcy jej nie widywała, a Lucille choć przychodziła do niej zawsze zastawała mieszkanie puste. Miała tylko nadzieję, że nic jej nie jest.
Teraz uwagę jednak skupiła na młodszej nieznajomej. Uśmiechnęła się ledwo zauważalnie.
- Nie sądziłam, że zostanę kiedykolwiek z kimś pomylona. - powiedziała ciepło, nie chcąc by dziewczyna się speszyła. - Jestem Lucille. - przedstawiła się, zerkając w stronę, w którą spoglądała dziewczyna. Prócz biegnącego jegomościa nic nie zwróciło jej uwagi, więc i nie uważała tego za zbytnio podejrzane. Naiwność? Można tak to nazwać. Francuzów rzadko podejrzewała o nieczyste zagrania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Most 'Pont Neuf'   

Powrót do góry Go down
 
Most 'Pont Neuf'
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Prawy brzeg :: Louvre-
Skocz do: