IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Kino Gaumont Palace


Share | 
 

 Kino Gaumont Palace

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Kino Gaumont Palace   Nie Lip 03, 2016 2:53 pm



Kino Gaumont Palace

Najnowocześniejszy, a przez to najsłynniejszy budynek kina nie tylko w Paryżu, ale w całym kraju. Kolejki ciągnące się aż po róg ulicy oraz kłótnie o najlepsze miejsca może i przeminęły wraz z chwilą nastania wojny, lecz nie oznacza to, że prawdziwi fani filmowej akcji czy znanych wyciskaczy łez zszyli się w swoich domach, czekając na lepsze czasy. Co bogatsi pozwalają sobie od czasu do czasu zażyć odrobiny kultury w postaci najznamienitszych dzieł wielkich reżyserów nie tylko niemieckich, lecz w szczególności francuskich (bardzo zresztą cenionych), a czasem również zagranicznych. Kino tak naprawdę wypełnia się zwykle w weekendy, choć dużą sławę zyskują również co czwartkowe maratony komediowe, a poniedziałkowe zniżki ściągają głównie wiecznie zagonionych studentów.
Mimo że okolica czy nawet sam budynek nieszczególnie chwytają za serce, tak wnętrze należy do wyjątkowo szykownych. Miękki, regularnie czyszczony, czerwony dywan rozłożony na całej powierzchni, liczne płaskorzeźby, jasna boazeria i ciepłe światło to tylko fragment niezwykle efektownego zagospodarowania przestrzeni. Sale kinowe są ogromne, przestronne, krzesła ustawione w równiuteńkie rzędy, a ogromny ekran wyświetlający zarówno kolorowe jak i biało-czarne obrazy znajduje się na przodzie, wyraźnie górując nad publicznością.


MAPA KINA
A - główne wejście
B - szatnia
C - gabinet dyrektora, wstęp wzbroniony
D - pomieszczenie dla personelu
E - sala kinowa
F - boczne wejście





Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Sob Lis 19, 2016 5:29 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kino Gaumont Palace   Pią Sie 26, 2016 5:59 pm

|| Dzień po występie w Instytucie Niemieckim.

Co mogła robić aktorka, która nie uczyła się właśnie nowego scenariusza? Chodziła do kina. Chyba przywiązanie do filmów w przypadku Edith było tak ogromne, że najwyraźniej nie mogła się już obejść bez kontaktów z filmami. Tym razem jednak wybrała sobie film, w którym zagrała razem z Zarah Leander. "Der Schmerz Bitterer Tränen". Nigdy nie oglądała filmów z własnym udziałem, więcej niż raz podczas premiery. Tym razem coś ją naszło, żeby pojawić się akurat na tym seansie. Specjalnie przyszła wcześniej, żeby nie zwracać na siebie zbyt dużej uwagi. Czekała na razie grzecznie aż wcześniejszy seans się skończy. Spory korytarz z czerwonym dywanem wypełniał się powoli ludźmi. Słychać było szmery rozmów i ciche śmiechy lub stukanie oficerskich butów. Edith ulokowała się niedaleko drzwi, na których widniała wielka cyfra dwa, oznaczającą zapewne numer kinowej sali. Edith dyskretnie przyglądała się zebranym, podobno przed wojną bywało ich tutaj więcej. Przynajmniej tyle usłyszała od uroczej bileterki o zielonych oczach, która z ochotą skomplementowała jej skórzane rękawiczki. Schulz poprawiła swoją granatową marynarkę, którą uporczywie starała się rozgrzać. Pogoda nikogo nie rozpieszczała, a mimo wysokich kozaków i grubego futra Niemka zdążyła porządnie zmarznąć w drodze do kina. Nie była chyba jedyna, bo widząc po zebranych ludziach wszyscy w jakiś sposób, próbowali się rozgrzać. Schulz uśmiechnęła się pod nosem i zaczęła tuptać w miejscu z nadzieją, że zrobi jej się cieplej. Niby pomagało, ale ciągle było zbyt mało. Zamarzyła jej się teraz filiżanka kawy z odrobiną mleka. To zdecydowanie postawiłoby ją na nogi. Zaczęła bardziej przyglądać się ludziom, większość z nich to zakochane pary, ale zdarzali się Niemieccy żołnierze, pojedynczo i w grupkach. Wytwornie ubrane panie, jakby co najmniej pojawiły się na premierze jakiegoś filmu. Edith nie omieszkała prychnąć pod nosem, bo jej sława trochę uderzyła do głowy niczym ulubiony szampan. Nie ukrywała tego, a wręcz nawet potrafiła obrócić swoje podejście w żart. Pewnie, kiedy tak uśmiechała się pod nosem, to wyglądała jak jakaś wariatka. Nawet poczuła na sobie czyjeś spojrzenie, ale ile razy próbowała zlokalizować osobnika, tyle razy nic z tego nie wychodziło. Ktoś w odpowiednim momencie przestawał na nią spoglądać. Postanowiła zmienić taktykę. Uniosła wyżej brodę i sama, dokładniej zaczęła wszystkich obserwować. Niektórzy ludzie tylko na nią zerkali, inni przejeżdżali po niej spojrzeniami, drudzy jakby wiedzieli kim jest i mieli ochotę jej potowarzyszyć. Tylko zawsze było tak, że mało kto był odważny, chociaż Edith nie uważała się za onieśmielającą. Raczej była otwarta i nawiązywała kontakty ze wszystkimi, nawet z Francuzami, którzy potrafili działać jej na nerwy jak nikt inny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kino Gaumont Palace   Pią Sie 26, 2016 6:24 pm

/po patrolu z herr Nerlingerem!

Zimno! Sigismund Weber nie znosił zimna, nie lubił jak mróz przenika kolejne warstwy ubrania i kąsa skórę niczym jakiś rozwścieczony zwierz. Musiał odpocząć i przede wszystkim rozgrzać się. Tupiąc mocno, by pozbyć się tego niemiłego uczucia, ruszał po bilet.
- Der Schmerz Bitterer Tränen. Jeden bilet. - chcąc obejrzeć film był niestety zmuszony zamienić przynajmniej kilka słów z bileterką. Bardzo szybko więc przeszedł na cywilizowany i doskonale mu znany język, wymawiając pełną nazwę obrazu; nie zamierzał nawet myśleć o tym, jak brzmiałby ten tytuł po francusku. Czasami taka niewiedza ma swoje dobre strony, ale prędzej czy później Weber będzie musiał się naprawdę podszkolić w znajomości języka wroga. Spojrzał na bilet, a potem ujrzał ją.
- Mein Gott! Fraulein Schulz! - zawołał, całkowicie zapominając, że jest podoficer SS, w tej chwili chyba jedną z osób z tak wysoką pozycją w armii. Co poradzić, jeszcze zanim zaczął swoją karierę przesiadywał w kinie i oglądał co tylko się dało. Nawet "Dyktatora" z tym amerykańskim aktorem z wąsem podobnym do tego zdobiącego twarz Führera. Nigdy by jednak nie przypuszczał, że na żywo zobaczy aktora bądź aktorkę! Zwłaszcza z niemieckiego filmu! Cóż to był za dzień!
Weber ściągnął natychmiast czapkę z głowy i wepchnął ją pod pachą. Wyprężony jak jeszcze nigdy w życiu ruszył prosto przed siebie,
- Guten Tag, fraulein Schulz! Przepraszam, że tak się narzucam, ale muszę powiedzieć, że to dla mnie zaszczyt ujrzeć fraulein na własne oczy. Unterscharführer Sigismund Weber, SS. - skłonił się niemal w pas, gotów ująć delikatnie dłoń Edith i musnąć wierzch ustami. To, że mordował na rozkaz swoich przełożonych a czasem i bez nie znaczyło, że był chamskim brutalem i psychopatą. Miał wrażliwą duszę! Chodził do kościoła i kochał kino!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kino Gaumont Palace   Pią Sie 26, 2016 6:43 pm

Edith w skupieniu obserwowała ludzi, w pewnym momencie nawet zaczęła pocierać swoje ramiona dłońmi, żeby ciarki przestały chodzić po jej ciele. Zaczęła żałować, że jej się zachciało wychodzić ze swoich czterech kątów. Z drugiej jednak strony była na tyle towarzyską osobą, że w samotności nie wysiedziałby zbyt długo. Znudziłoby ją w końcu pieczenie, gotowanie czy sprzątanie i tak idealnie czystego mieszkania. Granie na skrzypcach też po pewnym czasie zaczynało człowiekowi wychodzić bokiem.
Obserwowała wchodzących i wychodzących, jednak drgnęła nieznacznie, kiedy usłyszała wyraźnie swoje nazwisko. Ohhh! Kto tym razem uraczy mnie swoim towarzystwem?Słysząc niemiecki, momentalnie wykluczyła jakiegoś upartego Francuza, który byłby gotowy wypolerować jej buty. Obróciła się w stronę mężczyzny, którego usłyszała i uśmiechnęła się szeroko tak jak zawsze.
Podoficer zbliżał się do niej, a w jego spojrzeniu ewidentnie było widać podziw i ekscytację. Jego nastrój zdecydowanie jej się udzielił, więc uśmiechnęła się szerzej. Zaśmiała się cicho i podała mu swoją dość chłodną dłoń: - Bardzo mi miło herr Weber. Uraczył mnie pan swoim towarzystwem. To żadne narzucanie. – Mężczyzna przynajmniej odwrócił jej uwagę od zimna, a nawet w jego towarzystwie zrobiło się jej jakoś cieplej. Jak większość żołnierzy był prawdziwym gentlemanem, co zawsze potrafiło zrobić wrażenie. - Wybiera się pan na seans? - Blondynka wskazała na drzwi przy których stała, a przez które sama miała zaraz przejść by usiąść w miękkim fotelu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kino Gaumont Palace   Pią Sie 26, 2016 7:00 pm

Tak! To ona! To Edith Schulz! I rozmawiała teraz z Sigismundem! Weber cieszyłby się bardziej tylko w jednej sytuacji - gdyby Führer stał na miejscu aktorki. Nie zmienia to jednak faktu, że podoficer aż drżał z emocji i momentalnie zapomniał o chłodzie, jaki przenikał jego poznaczone bliznami i ranami ciało jeszcze chwilę temu.
Teraz zwracał jeszcze mniejszą uwagę na pozostałych bywalców kina. Herr Nerlinger był z pewnością w innej części Paryża, podobnie jak reszta oficerów. Wszyscy niżsi stopniem od Webera mogli mu co najwyżej salutować i modlić się, by mu nie podpaść. Francuzami zaś kto by się przejmował? Widząc podoficera SS towarzyszącego jasnowłosej aktorce z pewnością nie będą jej przeszkadzać.
- Tak jest. Der Schmerz Bitterer Tränen, pani film, mówiąc ściślej. Proszę wybaczyć śmiałość, ale sprawiłaby mi pani ogromną radość towarzysząc podczas seansu. - chodził zwracał się do teraz do cywila, nie mógł się pozbyć typowej dla żołnierzy maniery. Mówił prosto, na temat, korzystając z minimalnej wręcz ilości ozdobników i zwrotów grzecznościowych. I uśmiechał się od ucha do ucha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kino Gaumont Palace   Pią Sie 26, 2016 7:22 pm

A to pech! Jej urok nie przebił jednak Führer, ale nie ma się co dziwić. Samej fräulein marzyło się, żeby pojawił się kiedyś na premierze jej filmu. Jak każdy Niemiec oddany III Rzeszy pragnęła poznać swojego Wodza.
Miło było mieć jakieś towarzystwo, chociaż przyzwyczaiła się do tego, że jak równie często była otoczona wianuszkiem fanów czy znajomych, równie często chodziła gdzieś sama. Kwestia przyzwyczajenia. Edith potrafiła wytrzymać w swoim towarzystwie, ale z drugiej strony człowiek po pewnym czasie wariuje.
- Sama wybieram się na ten film, dlatego z miłą chęcią panu potowarzyszę, herr Weber. Miło będzie spędzić z panem czas. - Blondynka zerknęła na swój mały zegarek na lewym nadgarstku: - Powinni nas już dawno wpuszczać. - Spojrzała na mężczyzny i posłała mu przepraszający uśmiech. Obróciła się do niego bardziej bokiem: - Service! Vite! Takie opóźnienie jest niedopuszczalne. W Berlinie tego nie robią! - Jej Francuzki był wręcz idealny, ale tylko ze względu na to, że nauczyła się go w szkole. Akcent był tylko delikatnie słyszalny, a dla bardziej suchych uszu to nawet wcale nie słyszalny. Blondynka złapała mężczyznę pod ramię: - Mam nadzieję, że teraz się pośpieszą. Widział pan już wcześniej ten film? Musi mi pan koniecznie powiedzieć co o nim myśli. - Spojrzała na niego, delikatnie zadzierając głowę do góry. Był od niej wyższy.
Obsługa w końcu pojawiła się przy drzwiach i zaczęła wpuszczać zebranych na seans. Edith prowadzona przez herr Webera weszła pierwsza: - Gdzie pan ma ochotę usiąść? Ma pan swój ulubiony rząd? Proszę prowadzić. - Zachęciła go gestem. Miała mu towarzyszyć, więc niech on wybierze miejsce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kino Gaumont Palace   Pią Sie 26, 2016 8:09 pm

I jeszcze mówi po francusku jak rodowita Francuzka! Gdyby Weber nie wiedział, kim jest ta blondynka mógłby sądzić, że to po prostu rodowita Paryżanka, ale pod każdym względem Edith przewyższała Francuzów. Mężczyzna jednak momentalnie spoważniał, gdy rozmowa zeszła na temat filmu.
- Nie widziałem całego, fraulein Schulz. Prawdę mówiąc, to nie wiem jak się kończy... to będzie mój pierwszy raz, gdy obejrzę go od początku do końca. - nie był zakłopotany, chociaż gdy mówił te słowa starał się nie patrzeć Edith w oczy. Miał dziwne wrażenie, że w taki sposób może urazić aktorkę, bo tak ją wychwalał, tak się cieszył i w ogóle, a tutaj twierdzi, że nie wie jak ten film się kończy.
- Gdy ostatni raz byłem w kinie, seans został przerwany i moja dywizja musiała ruszać w bój. - wytłumaczył, nie czując jednak potrzeby by mówić więcej o jego wojskowej karierze. Nie czas ani miejsce na to. - Tutaj usiądźmy. Zapewniam, że nikt nie będzie nam przeszkadzał, jeśli mu życie miłe. - dodał po chwili, wskazując na mniej więcej środek sali. Nie zamierzał prowadzić takiej osobistości jak fraulein Edith Schulz do pierwszego rzędu, tuż pod ekranem, ani do ostatniego, gdzie widać także mnóstwo głów.
Środek wydawał się być odpowiedni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kino Gaumont Palace   Pią Sie 26, 2016 8:38 pm

Co jej po tym, że ma wiele talentów, że jest bystra i równie dobrze mogłaby być dyrektorem ”czegoś” skoro zamieniała się w zrzędliwą starą pannę. Jeszcze trochę to sobie kupi kota i będzie idealny komplet. Ehhh… Dla artystów był zranioną piękną duszą, którą uleczy tylko miłość. Kazała im się wtedy postukać w czoło, ale coś w tym było. Wojna zabrała jej ukochanego, a ona podnosi się z łóżka z myślą o zemście.
Wysłuchała go uważnie i kiwała głową. Czyżby film był tak nudny, że nie wytrzymał do końca i zwiał z kinowej sali? Przynajmniej o tym pomyślała w pierwszym momencie. Przyglądała mu się uważnie i od razu zauważyła, że wstyd mu o tym mówić. Wbrew pozorom łatwo było go odczytać, chociaż wolała nie wyciągać pochopnych wniosków. Ludzie potrafili się maskować, a już ona dobrze o tym wiedziała.
- To dobre wytłumaczenie, bo już się bałam, że film był tak nudny, iż musiał pan wyjść. – Zaśmiała się wdzięcznie, ale poklepała go pokrzepiająco po bicepsie i posłała mu promienisty uśmiech. Nie miał się co martwić. To było prawdziwe call of duty, a jak służba wzywa, to nie ma innego wyjścia. Pochodziła z rodziny, gdzie wojskowe tradycje były na porządku dziennym. Każdy mężczyzna w jej rodzinie był żołnierzem.
Przecisnęli się przez odpowiednie miejsca i usiedli obok siebie. Blondynka momentalnie zarzuciła nogę na nogę i poprawiła swoją granatową sukienkę w białe grochy, która sięgała jej za kolano: - W takim razie da mi pan znać po seansie i proszę się nie mamić moim towarzystwem, bo wtedy osąd będzie nieprawdziwy. – Zaśmiała się i przyglądała osobą, które zaczęły się rozsiadać na kinowej sali.


Ostatnio zmieniony przez Edith Schulz dnia Nie Sie 28, 2016 4:25 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kino Gaumont Palace   Sob Sie 27, 2016 10:03 am

Mogli już swobodnie rozmawiać po niemiecku. Żaden Francuz ich nie podsłucha, nie tutaj i nie teraz, gdy wokoło tylu Niemców w mundurach. Weber mógł się więc odprężyć i zrelaksować po raz pierwszy od naprawdę długiego czasu. Nie dość, że lada moment obejrzy film, to jeszcze towarzyszy mu aktorka, którą uwielbia oglądać na ekranie!
- Gdybym tylko mógł, to zostałbym w kinie do samego końca i jeszcze dłużej, fraulein. Żaden Niemiec nie odmówi wykonania rozkazu. - stwierdził filozoficznie, ale była w tym prawda. Zwłaszcza jeśli chodzi o SS, funkcjonariusze Schutzstaffel nie splamią swojego honoru czymś tak obrzydliwym. Sigismund podoficerską czapkę położył na kolanach, by nie przeszkadzała i rozsiadł się wygodniej. Sprawdził też kaburę z bronią, ale to była już zwykła formalność, zwykłe przyzwyczajenie, niż coś poważniejszego.
- Tak jest! Przysięgam! Skupienie się na filmie może być trudne mając fraulein u boku, ale zrobię co będę mógł. - zapewnił tez po chwili, że gdy skończy się seans, to podzieli się swoją opinią z Edith. Większą część filmu już widział i podobała mu się wystarczająco, by kupić kolejny bilet. Jedyną niewiadomą stanowiło zakończenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kino Gaumont Palace   Nie Sie 28, 2016 4:23 pm

Ktoś by ich tylko spróbował podsłuchiwać! Edith by mu wtedy pokazała miłość do III Rzeszy! Szczególnie że ona zawsze bardzo dokładnie obserwowała ludzi. Co prawda będzie miała problem z tymi, którzy siedzieli za nimi, ale podczas seansu raczej nikt nie prowadził rozmów. Edith mogłaby co najwyżej odpowiadać na pytania związane z filmem, gdyby Sigismund zdecydował się takowe zadać. Ludzi zazwyczaj bardziej interesowało to, co działo się na planie. To było bardziej fascynujące, anegdotki i dowcipne sytuacje, których nikt spoza ekipy filmowej nie zaznał. Takie rzeczy interesowały widzów.
- Wiem. Moi bracia aktualnie przebywają tutaj w Paryżu, właściwie to dla nich się tu przeprowadziłam. - Uśmiechnęła się nieznacznie. Niby to była prawda, ale bracia czy zadanie, które miała do wykonania, nie byli głównym powodem. Po prostu w Berlinie wszystko przypominało jej narzeczonego. Ukochane miasto stało się tym znienawidzonym.
Zaśmiała się cicho, słysząc jego odpowiedź: - Postaram się pana nie rozpraszać. - Sama rozsiadła się wygodniej i obserwowała ludzi. Wszyscy już zajęli miejsca i po chwili seans się zaczął. Edith znała film, ale bardziej obserwowała ludzi. Cóż, to nie była komedia, a zakończenie nie należało do szczęśliwych. Miło było jednak słyszeć, że film wywołał w ludziach jakiekolwiek emocje. Po seansie światło oślepiająco rozbłysło. Panna Schulz zamrugała gwałtownie powiekami i zerknęła na swojego towarzysza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kino Gaumont Palace   Nie Sie 28, 2016 4:57 pm

Uśmiechnął się tylko w odpowiedzi, nie mówiąc już nic więcej. Film miał się lada moment zacząć, nie zamierzał więc psuć seansu innym poprzez niekończące się zadawanie pytań oraz komentowanie tego, co się dzieje na wielkim, srebrnym ekranie. Usiadł wygodniej, krzywiąc się nieznacznie gdy poczuł ból mięśni w pewnych szczególnych partiach swojego ciała.
Kiedy ostatni raz widział Der Schmerz Bitterer Tränen był zachwycony, ale stracił być może najlepszy element, czyli zakończenie. Cały ostatni akt stanowił dla Sigismunda niezgłębioną tajemnicę z banalnego, acz normalnego dla żołnierza powodu. Nie mógł przesiadywać w kinie bez końca, bo kiedy przyszły rozkazy, wraz ze swoimi towarzyszami musiał ruszyć w bój.
Teraz, widząc nieznane wcześniej sceny i ujęcia, słysząc zupełnie nowe dialogi i ciąg dalszy fabuły, trwał bez ruchu wpatrując się w ekran jak oczarowany. Zakończenie natomiast zrobiło na nim wielkie wrażenie, może nie takie, jak na innych widzach, bo Weber swoje przeżył i mało rzeczy było w stanie go ruszyć, wzruszyć, rozbawić, zasmucić czy zdenerwować, to jednak film swoje robił.
- Fraulein Schulz, honor żołnierza wiernego Rzeszy nie pozwolił mi dokończyć seansu za pierwszym razem... - zaczął, gdy film się skończył. Ciągle też wpatrywał się w ekran, teraz już pusty i zasłaniany częściowo przez widzów podnoszących się z miejsc. - ...ale teraz, gdy obejrzałem Der Schmerz Bitterer Tränen mając u boku tak wspaniałą aktorkę śmiało mogę powiedzieć, że było to jedno z najlepszych doznań w kinie jakich doświadczyłem. - dokończył, w końcu spoglądając na Edith. Uśmiechnął się także, dając w ten sposób dowód wdzięczności za tak wspaniałe towarzystwo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kino Gaumont Palace   Pon Sie 29, 2016 11:12 am

Kiedy film się zaczął, skupiła się na nim tylko połowicznie. Widziała go już, wiedziała co się w nim dzieje. Bardziej chciała obserwować ludzi. Zerkała na nich. Przysłuchiwała się cichym szeptom i komentarzom. Jednak to Sigismunda miała u boku. On był jej głównym punktem w obserwacjach. Jednak jego twarz nie wyrażała emocji. Co najwyżej delikatnie rozszerzające się źrenice w niektórych momentach. Był dla niej zagadką, co było mamiące i wprawiało ją w fascynację. W końcu jakieś małe wyzwanie w jej życiu. W niektórych momentach nie mogła oderwać od niego wzroku, zastanawiając się co tak właściwie myśli. To potrafiło być dość frustrujące, bo zazwyczaj nie miała problemów z odgadywaniem ludzkich emocji.
Kiedy film się skończył, Edith nie podniosła się z miejsca. Zerknęła za to ma herr Webera, który postanowił coś powiedzieć. Uśmiechnęła się, słysząc jego słowa: - Doceniam pańskie zdanie. Naprawdę. Szczególnie że pozwoliłam sobie trochę się panu poprzyglądać. – Blondynka nieśmiało zagryzła dolną wargę, jakby właśnie przyznała mu się do czegoś okropnego, za co może jej się oberwać. - Ciężko pana rozszyfrować. – Uniosła kąciki ust w delikatnym, tajemniczym uśmiechu i wstała z miejsca.
Spokojnie opuścili salę. Edith ominęła kolejkę po swój płaszcz i od razu poprosiła o swoją własność: - Dziękuję za towarzystwo herr Weber i właściwie… – Nie dokończyła i zaczęła grzebać w swojej malutkiej torebce, którą cały czas miała przewieszoną na ukos przez ramię. Była na delikatnym, złotym łańcuszku. Wyjęła z niego czarne piór i sięgnęła po wizytówkę kina, która leżała kawałek dalej na bracie. Na odwrocie napisała swój numer: - Proszę się ze mną skontaktować. Na najbliższą premierę dostanie pan dwa bilety w mojej loży. – Uśmiechnęła się, wręczając mu wizytówkę i wrzucając piór do małej torebki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kino Gaumont Palace   Wto Sie 30, 2016 3:42 pm

Nie odpowiedział, odwzajemnił tylko uśmiech. Był prostym człowiekiem, mężczyzną lojalnym i oddanym, żołnierzem gotowym skoczyć w ogień jeśli mu każą, wierzył w Boga, Führera i Tysiącletnią Rzeszę. To wszystko. Ciężko było go rozszyfrować, bo nie było co odszyfrowywać i to była chyba jego największa siła.
- To ja dziękuję, fraulein Schulz. Nie chcę się narzucać, ale byłbym rad, gdybyśmy mogli kiedyś to powtórzyć. - był dobrze wychowany, dlatego szczerze podziękował za przyjemny seans oraz dość nieśmiało zaproponował kolejną wizytę w kinie. Nie podał jednak żadnych szczegółów, po prostu luźny rzucił temat. Jeśli Edith będzie chciał, to pociągnie rozmowę dalej.
- To będzie dla mnie przyjemność i zaszczyt, jeżeli oczywiście obowiązki pozwolą... - skłonił lekko głowę, przyjmując kartonik od Edith. Dwa bilety! Jako Niemiec, w dodatku podoficer Schutzstaffel, nie musiał się martwić pieniędzmi. Żołd mu wystarczał, do tego mógł po prostu zarekwirować co mu się podobało, łącznie z banknotami i monetami, ale żadne skarby tego świata nie byłyby w stanie zrównać się z wartością liter zapisanych na wizytówce kina.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kino Gaumont Palace   Sro Sie 31, 2016 4:23 pm

- O tym właśnie mówię. – Zaśmiała się tylko na jego uśmiech i brak odpowiedzi. Podobno w prostocie tkwi największa siła. Kto wie, najwyraźniej Sigismund może być tak potężny, przez to, że jest taki prosty. Na pewno kobieta dużo będzie o nim myśleć. Zazwyczaj błahe sprawy nie zaprzątały jej głowy, ale on był zagadką i to dość sporą.
- Za przyjemnością proszę pana. Będzie mi niezmiernie miło. – Mężczyzna może i nie mówił zbyt wiele, trzymał się swoich ram i był niezwykle szarmancki i oficjalny. O dziwo nie przeszkadzało to Edith, która zazwyczaj lubiła pogadanki. Uśmiechnęła się pod nosem sama do siebie, kiedy uświadomiła sobie ten fakt.
- Mi będzie miło mieć pana ponownie u boku. – Uśmiechnęła się i kiedy dostała futro założyła ja, dokładnie zapinając wszystkie chwatki i poprawiając jedwabną apaszkę, która chroniła jej głowę i szyję. Musiała znaleźć taksówkę i szybko wrócić do mieszkania. Godzina policyjna zbliżała się nieubłaganie:
- Proszę zadzwonić herr Weber. – Uśmiechnęła się, grzecznie czekając, aż oboje będą gotowi opuścić kino.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kino Gaumont Palace   Sro Sie 31, 2016 5:00 pm

Wychodzili z kina, podobnie jak inni miłośnicy ruchomych obrazków. Okupacja czy nie, dobry film zawsze warto obejrzeć! A jeśli obok będą siedzieli Niemcy i to w dużej liczbie, to ryzyko jakiegoś zamachu albo coś takiego maleje. Zresztą jeszcze trochę i we Francji będzie więcej Niemców niż Francuzów, Sigismund był tego pewien.
Wysłuchał słów Editch, w myślach współczując kobiecie. Gdyby widziała go na froncie, w czasie walk, gdy dowodził ludźmi i wykonywał rozkazy, gdy strzelał do wrogów oraz cywilów, gdy wraz z resztą swojej dywizji zamieniał wsie w płonące zgliszcza pełne trupów i krwi, nie byłaby taka zadowolona.
-Do ponownego spotkania więc, fraulein Schulz. Bezpieczniej drogi. - niestety, Weber choćby chciał, to nie mógł odprowadzić Edith do domu. Godzina policyjna mu nie straszna, podoficer SS w stopniu Unterscharführer mógł bez żadnych przeszkód rozkazywać żołnierzom patrolującym miasto i pilnującym porządku. Sam jednak miał swoich przełożonych i musiał wykonywać ich rozkazy.
Teraz skłonił się grzecznie, ujął dłoń Edith i znowu musnął ją ustami, żegnając się i dziękując za mile spędzony czas w ten szarmancki sposób. Poczekał jeszcze chwilę, aż Edith zniknęła mu z oczu i ruszył sprężystym krokiem w dal. Miał zadanie do zrobienia. I było zimno.
zt!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Kino Gaumont Palace   Sob Lis 19, 2016 5:28 pm

Tego wieczora gwiazdy miały świecić najjaśniejszym blaskiem nad prawym brzegiem Paryża. Do Butte-Montmartre i mieszczącego się tu kina Gaumont Palace zjechały najznamienitsze osobistości i największe nazwiska. Choć po tragicznych wydarzeniach w Hali Wagram plotkowało się, że premiera Der große König może się nie odbyć, zaproszenia rozesłano i nic nie powstrzymało okupantów i Paryżan przed tłumnym przybyciem do kina.
Władze zadbały o bezpieczeństwo, dlatego już kilka dni przed wydarzeniem zwiększono patrole okolicy, a trzydziestego marca zamknięto dla cywilów dwie przylegające do budynku kina ulice. Każdy podjeżdżający na premierę samochód był sprawdzany, a wysiadający z nich goście mogli wyczuć na sobie uważne spojrzenia mundurowych oddelegowanych do ochrony.
Jednak w środku wszystko pozwalało zapomnieć o niedogodnościach - w rozświetlonym ciepłym światłem holu, wchodzących witali pracownicy kina, kierujący ich do pobliskiej szatni i życzący miłego wieczoru. W sali głównej rozłożono czerwony dywan, po którym stąpały już filmowe gwiazdy, a gromadzący się goście podziwiali płaskorzeźby i plakaty znajdujące się na ścianach.

Swój płaszcz w szatni oddawała właśnie pewna szczupła kobieta, narzekająca spotkanej przed chwilą koleżance.
- Dasz wiarę, że kazali mi otworzyć torebkę i przeszukali ją? Nie wiedzieli chyba, z kim mają do czynienia - mówiła lekko podniesionym głosem, skrycie mając nadzieję, że ktoś rzeczywiście ją rozpozna, choć do tej pory wysławiła się tylko kilkoma podrzędnymi partiami w Operze.

Przy stoliku najbliżej wejścia do sali kinowej stał niski mężczyzna w mundurze i zabawiał swoją rudowłosą towarzyszkę. Wprawne oko rozpoznałoby w nim szefa paryskiego oddziału Gestapo. Dwa stoliki dalej reżyser dzieła, które miało być wyświetlone już za kilkadziesiąt minut, prowadził ożywioną rozmowę z niemieckim małżeństwem, a jedna z filmowych gwiazd, Elisabeth Flickenschildt, zaczepiła właśnie po raz kolejny jednego z kelnerów, który krążyli po sali, rozdając gościom kieliszki z szampanem.

Zbliżała się godzina dziewiętnasta, jednak pracownicy kina nie zapraszali jeszcze gości do sali, w której miał zostać wyświetlony film. Powitania i rozmowy toczyły się spokojnym tempem, a śmietanka towarzyska Paryża udawała, że poprzednie wydarzenie kulturalne wcale nie skończyło się dla niej tragicznie.


Rozpoczynamy rozgrywkę!
1. Od tego momentu macie 72 godziny na napisanie w temacie, rozmowy i wszelką integrację. Kolejny post Mistrza Gry pojawi się we wtorek. Wówczas już nie będzie można dołączyć do rozgrywki.
2. Na początku posta wypiszcie ekwipunek, jaki ma przy sobie Wasza postać.
3. Nie możecie zaczynać rozgrywek, które czasowo miałyby miejsce po premierze (czyli 31 marca).
4. Możecie podchodzić do osób, które zostały wymienione w powyższym tekście, Mistrz Gry odpowiednio nimi pokieruje.
5. Jeżeli wiecie, że nie jesteście w stanie odpisać w ciągu czasu, jaki podał Mistrz Gry, koniecznie poinformujcie go o tym w prywatnej wiadomości. Możecie określić również, co Wasza postać planowała zrobić. Zasada ta obowiązuje też, kiedy postać prowadzi rozmowę lub jakąkolwiek interakcję z inną postacią. Być może jest to dosyć oczywiste, ale informujcie osoby, z którymi gracie, jeśli nie możecie im odpisać.

Wszystkie te zasady służą zachowaniu płynności i dynamiki gry oraz poszanowaniu cudzego czasu, dlatego bardzo proszę o przestrzeganie ich – będzie nam się o wiele przyjemniej grało.

MAPA KINA
A - główne wejście
B - szatnia
C - gabinet dyrektora, wstęp wzbroniony
D - pomieszczenie dla personelu
E - sala kinowa
F - boczne wejście
szare kwadraty - wysokie stoliki, przy których można przystanąć i napić się szampana, porozmawiać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Kino Gaumont Palace   Sob Lis 19, 2016 6:55 pm

Gilbert nie ma przy sobie nic

Praca w kinie była jedną z tych rzeczy, która Gilbertowi sprawiała względną przyjemność. Pomimo tego, iż każdego dnia przed jego oczami przewijały się różne osoby, sprzedaż biletów nie wymagała od niego zbyt wielkiej interakcji. Zamknięty za szybką kasy powtarzał wyuczone na pamięć formułki, zazwyczaj unikając spojrzenia klientów, pospiesznie wydając resztę i pozwalając, aby na kilka godzin całkowicie zapanowała nad nim rutyna. Mógł nawet powiedzieć, że czuł się wówczas w miarę bezpiecznie. Rutynowe czynności, miejsca, które dobrze znał i w których przebywał dość często z czasem stawały się dla niego tymi, w których mógł poczuć się swobodnie. Choć i tak najlepiej czuł się w czterech ścianach własnego mieszkania czy nawet w cichej i spokojnej bibliotece, z czasem jego strefa komfortu zaczynała się powiększać o miejsca, w których zmuszony był przebywać.
Tego wieczoru jednak wiedział, że nie będzie mógł schować się za szybką, która odgradzałaby go od świata i po prostu pomrukiwać kilka wyuczonych linijek tekstu. Niespecjalnie cieszyła go wizja spędzenia wieczora poza domem, w kinie wypełnionym towarzyską śmietanką Paryża, jednak wiedział, że odmowa nie byłaby przyjęta zbyt dobrze, a być może przyniosłaby nawet dość przykre dla niego konsekwencje. Poza tym dodatkowa pensja, która zasiliłaby jego i tak pusty już portfel, stanowiła dodatkową zachętę do tego, aby mimo wszystko włożyć na siebie jeden z lepszych stroi, który posiadał i który zakładał jedynie do pracy.
Na miejscu zjawił się oczywiście wcześniej, jeszcze zanim drzwi zostały oficjalnie otwarte, przygotowując kino na przybycie gości. Wewnątrz panował ruch, pracownicy krzątali się z kąta w kąt, a Gilbert starał się nie zaginąć w pospiesznej bieganinie, przygotowując napełnione szampanem kieliszki i jeszcze raz upewniając się, iż wszędzie dookoła panuje porządek.
Gdy w końcu do wnętrza napływać zaczęli goście, wlewając się do środka ubrani w odświętne stroje i wypełniając pomieszczenie gwarem podekscytowanych rozmów, Fourier stał już z tacą pełną kieliszków ze złotym płynem. Nie była to wprawdzie funkcja, którą chciałby pełnić tego wieczoru – zamierzał uciec jak najszybciej do szatni, unikając bycia bezpośrednio w tłumie gości, jednak miejsce zostało już wcześniej zajęte, więc wbrew niemu ktoś wypchnął go z powrotem do sali głównej, wciskając w dłoń czarną tacę i nie zostawiając mu większego wyboru. Po kilku minutach stania w jednym miejscu jeden z kelnerów musiał pchnąć go lekko do przodu, wprawiając jego nogi w ruch i już wkrótce Gilbert starał się lawirować między przechadzającymi się gośćmi, oferując im kieliszek alkoholu i starając się utrzymywać na twarzy przyjazny uśmiech. Ktoś kiedyś powiedział mu, że powinien robić to częściej, bo jego smutna, wiecznie przygnębiona twarz odstraszała od niego ludzi. Tego wieczoru postanowił wziąć sobie tą radę do serca, zdając sobie sprawę, iż żaden z gości nie chciałby mieć uprzykrzonego wieczoru przez fakt, iż on sam przez większość czasu nie czuł się w nastroju na pogodne uśmiechy. Nie był do końca pewien, czy ktokolwiek w ogóle zwracał na to uwagę, jednak postarał się unieść kąciki ust w górę, odwracając się w stronę kobiety, która akurat go zaczepiła i wyciągając w jej stronę trzymaną przez siebie tacę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Kino Gaumont Palace   Nie Lis 20, 2016 1:02 pm

Grześ ma przy sobie skórzaną teczkę ze swoimi pracami i papierosy!

Śmietanko towarzyska, przybywa do was Artysta.
Niestety, Artysta ten jest bliżej nieznany salonom, niezbyt wiele osób w ogóle miało okazję oglądać jego dzieła, skąd nikt nie będzie wiedział, z kim ma do czynienia. Dlatego też musiał postarać się, by wyglądać na artystę, a nie kolejnego eleganckiego nudziarza.
Grigoriy wiedział, że nie może być tak schludny i porządny jak w pracy, bo zwyczajnie wtopi się w tłum. Nie mógł jednak też wyglądać tak, jak na co dzień: niechlujny, potargany, wygnieciony i ubrudzony farbą w zbyt wielu miejscach, bo raczej zniechęci do siebie towarzystwo z wyższych sfer, a przecież chodziło mu o coś zupełnie innego. Postawił więc na wersję „pomiędzy”: dwa górne guziku koszuli zostawił rozpięte, krawat miał poluźniony i po prostu wyglądał, jakby za chwilę miał zdjąć marynarkę, ale w dalszym ciągu trzymał klasę. Włosy, choć próbował je odrobinę ułożyć, po krótkim spacerze same się rozwichrzyły i w kinie pojawił się już z kilkoma loczkami opadającymi na czoło. Lustro zaraz przy wejściu pozwoliło mu dojść do wniosku, że tak wygląda nawet lepiej, niż gdyby miał je mieć lekko zaczesane do tyłu – teorię tę potwierdziło kilka zerkających na niego z zaciekawieniem dam. Posłał im zawadiacki uśmiech, najmłodszej nawet puścił oko (spłoniła rumieńcem i odwróciła wzrok) i skierował się w stronę szatni.
Jego przemili szefowie, którzy całe szczęście niestety nie mogli przyjść na premierę filmu, wręczyli mu co prawda dwa bilety, ale ostatecznie postanowił przyjść sam. Osoba towarzysząca byłaby mu jedynie balastem, przeszkadzałaby, zawadzała, a nawet, nie daj Boże, zabrała dla siebie całą uwagę, którą przecież on miał otrzymać. A w końcu to o siebie miał dzisiaj zadbać. To był, będzie, jego wieczór. O ile tylko trafi na kogoś odpowiedniego.
Oby.
Od szatni odszedł ze skórzaną teczką pod pachą. Rozejrzał się szybko wokół siebie, ale nie zauważył niczego i nikogo godnego uwagi. Musiał spędzić więcej czasu na obserwacjach. Przystanął na moment w pobliżu jakiejś rudowłosej piękności, której towarzyszył jakiś niski wojskowy… sądząc po naszytych patkach, ktoś ważniejszy. Choć usta same zaczęły mu się rozciągać w czarującym uśmiechu, w porę się zmitygował – niewątpliwie był bardziej atrakcyjny od mężczyzny, dlatego też niebezpiecznie było zwracać na siebie uwagę jego towarzyszki, bo jeszcze poczuje się zagrożony. Kto wie, jak reaguje w takich sytuacjach, Grisha kłopotów nie potrzebował, atencji wszystkich ładnych dam też nie. Wystarczą mu fanki sztuki. Uprzejmie skinął głową nieznajomej, z większym szacunkiem powtarzając ten gest w stosunku do wojskowego. Po chwili stracił nimi zainteresowanie.
Upatrzył sobie jedno miejsce pod ścianą, blisko jednego ze stolików, luźno opierając się o nią ramieniem. Wyciągnął teczkę spod pachy i otworzył ją, ukazując plik kartek różnego rozmiaru, które po bliższym przyjrzeniu się okazały się być obrazami. Akwarelami, uściślając. Niby od niechcenia przejrzał je wszystkie, tak, by osoba, która przez przypadek właśnie mu się przeglądała, mogła przez krótką chwilę dojrzeć małą kolekcję zarówno portretów, jak i krajobrazów oraz martwych natur. Obsługa już zaczęła zapraszać ludzi do sali kinowej, więc zbyt dużo czasu nie miał, ale a nuż ktoś go zapamięta. Bezwiednie przeczesał włosy palcami, przez co kilka dodatkowych loczków opadły mu na czoło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kino Gaumont Palace   Nie Lis 20, 2016 2:37 pm

Przy sobie: pistolet, magazynek z 10 nabojami, zapalniczka, paczka papierosów

Była pod każdym względem olśniewająca. Zupełnie jak rzeźba, która powstała pod dłutem mistrza, choć tkwiła w niej obca dla posągów eteryczność i dokładnie wyważona lekka swoboda bycia. Nie było w niej przypadkowości lub niechlujności, a każdy szczegół musiał komponować się z odgórnie wypracowaną ideą, którą Luise Weber realizowała z zapałem właściwym wyłącznie niemieckim żołnierzom.
Lub kobietom niemieckich żołnierzy.
Potrzebowała dokładnie czterech sekund, by wypełnić wnętrze samochodu delikatną wonią perfum i szesnastu kolejnych, aby Fabien – dotychczas wyraźnie czymś zafrapowany – uśmiechnął się lekko, wpatrując w surrealistycznie piękną twarz dawnej znajomej. Luise należała do wąskiego grona kobiet, których nigdy nie postrzegał w kategorii ewentualnej zdobyczy i którą obdarzał szacunkiem za to, co osiągnęła – czyli, mówiąc prawdę, wszystko.
Łączył ich Heidelberg, łączyła jej przyjaźń z Charlotte, łączyły te nieliczne rozmowy, które prowadzili nad brzegiem Neckaru. On pił ciemne, gorzkie piwo, ona – jasne, pszeniczne, z wyraźnym osadem na dnie kufla. Strzępki boskiego zamysłu, mówiła na kufelniane męty i uśmiechała się z łagodnością drapieżnika, który w końcu nasycił pragnienie. Fabien zaakceptował Luise taką, jaką była przed siedmioma laty i akceptował ją taką, jaka była teraz. Być może nie miał wyjścia, być może przypadła mu do gustu ta artystyczna ulotność jej myśli. Gdy mówiła, spływał na niego spokój, podobny temu, jaki dotyka człowieka po poobiedniej drzemce, spokój przebudzenia przed zmierzchem, gdy czas się zaokrągla, a Luise Weber staje się miękka - zarówno ona, jak i wszystko wokół niej. Nie mógł odmówić, kiedy poprosiła go o dotrzymanie jej towarzystwa podczas premiery – Wilhelm po raz kolejny wyjechał, Paryż wciąż rozpękał w szwach po ostatnich wydarzeniach na wystawie, a Fabien wpatrywał się w okrągłe, błękitne oczy pani Weber i dostrzegał w nich wyłącznie strach.
Nie ośmielił się przyznać na głos, że ten mógł być uzasadniony.
W kilku wyjątkowo oszczędnych słowach poinformował Flavie, że wróci późno, ona najpewniej w myślach życzyła mu, by nie wracał wcale i nim ponownie wkroczyli na wojenną ścieżkę (choć na dobrą sprawę nigdy z niej nie zeszli), Fabien już wsiadał do samochodu. Czterdzieści minut i kontrolę samochodu później byli na miejscu – on w galowym mundurze Obersturmbannführera SS, ona – w sukni, o której mógł powiedzieć wyłącznie (i aż tyle), że była idealnym odzwierciedleniem charakteru właścicielki. Po opuszczeniu ciepłego wnętrza auta narazili się na chwilowy chłód paryskiego wieczora, będący ledwie przejściową niedogodnością oddzielającą ich od Gaumont Palace. Eberhart jeszcze przed drzwiami przywołał na usta uśmiech, który w zamierzeniu miał być sympatyczniejszą wersją zwyczajowego grymasu goszczącego na jego wargach, okazał się zaś ponurą kopią twarzy średniowiecznego kata. Nie było mu do śmiechu.
Nikomu nie powinno być po tym, co wydarzyło się w Hali Wagram.
- Luise, skradniesz ten wieczór – słowa Fabiena rozdarły niezobowiązującą ciszę, która towarzyszyła im w drodze do szatni i zdołały wywołać na ustach pani Weber uśmiech jeszcze szerszy, niż dotychczas. Nie miał powodu, by kłamać – Luise jako jedyna kobieta na sali nie miała maski, która zasłoniłaby jej porażającą zmysły urodę. Kiedy zsunęła z ramiom futro i uniosła dłoń, by poprawić tren sukni, Eberhart zdołał wychwycić kilka męskich spojrzeń, w których podziw mieszał się z wymierzoną w Fabiena (nieuzasadnioną zresztą) zazdrością.
Nigdy nie był fanem kina, więc i obecni wewnątrz goście – mało istotne, jak znakomici – byli dla niego wyłącznie twarzami pozbawionymi nazwisk. Jeśli jednak było coś, co dzisiejszego wieczora szczególnie mogło zainteresować Eberharta, to był to szampan; ze zdumiewającą wprawą porwał dwa kieliszki z niesionej przez obsługę tacy, jeden z nich podając Luise, drugi zaś unosząc do ust w geście desperackiej potrzeby zajęcia czymś myśli. Nie mógł wypić tak wiele, jakby tego pragnął, pełnił w końcu rolę swego rodzaju osobistej ochrony – choć akurat dla pani Weber największym zagrożeniem była ona sama.
- Na lewo pod ścianą – kolejny łyk szampana był doskonałą sposobnością, aby obrzucić wnętrze sali uważniejszym spojrzeniem… i właśnie wtedy wzrok Fabiena napotkał zjawisko, które musiało zainteresować Luise. – Najwyraźniej niespełnieni artyści nie przepuszczą żadnej okazji, by zdobyć choćby cień uwagi.
Mówiąc to, wbijał nieruchome spojrzenie w opartego o ścianę… chłopaka? Mężczyznę? dookreślenie nie było możliwe, powierzchowność lubiła mylić, jednak Eberhart – z właściwym sobie brutalnym racjonalizmem – zadbał o to, by jego ostatnie słowa dotarły do obiektu rozmowy. Znał Luise na tyle, żeby domyślić się jej kolejnych działań: lada moment stanie w obronie nieszczęśnika, zmuszając Fabiena do zrezygnowania z poszukiwania bufetu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kino Gaumont Palace   Pon Lis 21, 2016 4:00 pm

Mam przy sobie perfumy, szminkę, zapalniczkę i papierosy

W piersi nasilał się smutek, którego źródło wciąż pozostawało niejasne (być może dlatego było to tak smutne?). Nie wiedziała, co ma ze sobą począć – pogrążony w mroku wieczora Paryż był równie odległy, co rozciągający się ponad głową konstelacje odległych, migoczących punkcików. Nie przepadała za tym uczuciem. Zagubienia. Niepewności. Przejmującego żalu za czymś utraconym, za czymś, czego nie potrafiła odzyskać… i czego nie mogła nazwać. Zapinając na nadgarstku złotą bransoletkę, unosiła kąciki ust w smutnej imitacji uśmiechu. Skąd przekonanie, że już nic nie będzie takie samo, że pozostawiła za sobą dawne życie, a jedyne co może ją czekać to ta przerażająca, lśniąca od deszczu ciemność?
Coś, co sobie uroiła, było stanowczo poniżej wyobraźni typowej Luise dnia powszedniego – w końcu była mistrzynią świata w sugerowaniu, iż woli, potrafi i ma więcej, niż naprawdę posiadała. Choć wciąż tliło się w niej uczucie osamotnienia, wraz z długą, granatową jak burzowe niebo suknią zaprojektowaną przez jednego z wyjątkowo zdolnych absolwentów Deutsches Meisterschule für Mode w Munichu, przywdziała także uśmiech – nie mniej olśniewający od naszyjnika z pereł, który opadał na satynowy materiał sukni. Początkowo mierny humor zdołał poprawić jej Fabien, realistyczna zjawa z przeszłości, będąca dla Luise jedynym punktem zaczepienia z rodzinny miastem. Znała Eberharta na tyle, by wiedzieć, że tkwi w nim coś niepokojącego, coś gęstego, duszącego i przerażającego, coś, czego wolałaby nie uwalniać – i być może to właśnie świadomość stłumionego zła, które Fabien w sobie nosił, podpowiedziała Luise, by zabrała go ze sobą na premierę. W jakiś irracjonalny sposób czuła się przy nim bezpiecznie: mogła być to zasługa munduru z naszywkami wskazującymi na wysoką pozycję w armii, mógł to być widok kabury, w której milcząco drzemała broń, mógł to być sam Eberhart z surowym spojrzeniem i milczącym skupieniem myśliwego polującego na zwierzynę. Czy Luise myślała o wydarzeniach w Hali Wagram, opuszczając własny apartament? Czy jakaś część jej świadomości szeptała, że zamach może się powtórzyć i już nigdy nie wróci do swoich obrazów, miękkich dywanów i zimnego, pozbawionego obecności Wilhelma łóżka?
Szczere obawy tliły się w niej cały czas, nie pozwoliła jednak, by popsuły jej wieczór. Starała się przymykać oczy na kontrolowanie samochodu, kordony żołnierzy, wyczuwalną w powietrzu nerwowość i sztucznie oddzielone od reszty miasta kino. Myślała wyłącznie o premierze, o zebranej we wnętrzu budynku śmietance towarzyskiej i o tym, że sama była jak delikatna pianka, która unosiła się na tej słodkiej, paryskiej konsystencji. Nawet Luise, skradniesz ten wieczór wypowiedziane cicho przez Fabiena nie mogło wprawić jej w jeszcze większy zachwyt, niż dotychczas – kiedy tylko przekroczyła próg Gaumont Palace wszystko przestało mieć znaczenie, a już zwłaszcza obawy, które towarzyszyły jej jeszcze w domu.
- Obersturmbannführer Eberhart jest dziś wyjątkowo łaskawy w swojej ocenie – odparła z lekkim, na swój sposób filuternym uśmiechem, zupełnie jak wygrzewający się na słońcu kot, którego ktoś pogładził po karku. – Jak dobrze, że przy okazji bywa również szczery – tym razem jej słowa były cichsze, skierowanie wyłącznie do Fabiena, którego ujęła pod ramię jednym, płynnym gestem; delikatnym uniesieniem brwi podsumowała skargę kobiety wspominającej o przeszukiwaniu torebki – póki co samej Luise nikt nie kontrolował aż tak dokładnie, co najpewniej było zasługą mężczyzny, którego trzymała pod ramię, gdyby jednak ktoś zdecydował zajrzeć do malutkiej torebki, natknąłby się jedynie na perfumy, szminkę, starannie zachowane zaproszenie… oraz paczkę papierosów, w której pani Weber ukryła zapalniczkę.
- Nigdy nie przestanie zaskakiwać mnie twój krytycyzm, przyjacielu – wzmianka o lewej stronie oraz ścianie początkowo niezbyt zafrapowała Luise – żona Wilhelma Sellnera była akurat na etapie rozsyłania uśmiechów wszystkim tym obecnym, których poznała w mniej lub bardziej serdecznych okolicznościach. Jej uwagę na dłuższy moment przykuł reżyser dzieła, pogrążony w rozmowie z kojarzonym przez panią Weber małżeństwem, sama Luise uznała jednak, że przerywanie dyskusji byłoby nietaktem. Czujnemu wzrokowi nie umknęła również sama Elisabeth Flickenschildt – ta jednak zdawała się znacznie bardziej zainteresowana szampanem, niż zebranymi gośćmi.
- Wszyscy wielcy artyści musieli w jakiś sposób rozpocząć swoją karierę, Fabienie – w tonie Luise zabrzmiało coś na wzór nagany, zupełnie jakby była nauczycielką, która krytykuje ucznia – jednak zgodnie z jego słowami, skierowała spojrzenie na opartego o ścianę człowieka, przypatrując się w milczeniu poczynaniom mężczyzny.
Trzy obroty kartek później była już pewna.
- Zaczekaj tutaj – szampan zakołysał się lekko w jej kieliszku, kiedy zgrabnym ruchem uwolniła Fabiena z uścisku i w zaledwie kilku krokach pokonała odległość, jaka dzieliła ją od niespodziewanego obiektu zainteresowania. Zauważył ją? Bez wątpienia – wbrew pozorom trudno przegapić niską, drobną Niemkę, która wpatruje się w ciebie tak, jakbyś ukradł jej naszyjnik po babci.
- Ciężko uwierzyć, że towarzyszka porzuciła cię pod tą ścianą, monsieur – w kącikach ust Luise zatańczył cień uśmiechu, kiedy, pozornie zainteresowana wyłącznie mężczyzną, na krótki moment skierowała wzrok na to, co trzymał w ręce. – Musiałaby nie mieć serca, rozumu... bądź wzroku – tym razem uśmiechnęła się już otwarcie, w lekkim, choć pewnym siebie ruchu wyciągając w jego stronę dłoń. – Luise Weber.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Kino Gaumont Palace   Pon Lis 21, 2016 10:18 pm

Tylko pozornie skupiony był wyłącznie na przeglądaniu swoich prac. W rzeczywistości bacznie obserwował wszystko, co działo się naokoło, rejestrując nie tylko przechodzących gości, ale również rozmieszczenie poszczególnych mebli. Jeden z nawyków, które wbili mu do głowy podczas szkolenia, a który, z niechęcią przyznawał, bywał przydatny. Dzisiaj jednak natrętny i irytujący – bardziej od tego, gdzie stoją stoliki, interesowała go reakcja ludzi na jego widok. W końcu w zamierzeniu miał przyciągać uwagę. Co prawda nie wyszedł jeszcze na środek i nie kręcił się ostentacyjnie, przyjmując póki co pozycję obserwatora (musiał w końcu wiedzieć, w jakich rejonach sali jest warto się pojawić!), ale nie miałby nic przeciwko temu, by udało mu się przyciągnąć czyjąś uwagę, nawet niespecjalnie się o to starając.
Na razie nie było tych osób zbyt wiele. Wzrok większości zdawał się go omijać, niektóre spojrzenia zatrzymywały się na nim jedynie pobieżnie, szybko tracąc zainteresowanie, a wzrok jednej starszej pani wskazywał nawet na głębokie zdegustowanie. Grisha uśmiechnął się pod nosem, zastanawiając się, czy rzeczona dama zdaje sobie sprawę z tego, że ona sama budzi zdegustowanie przynajmniej w większości zebranych tu mężczyzn – noszenie wydekoltowanych sukni w pewnym wieku zdecydowanie powinno zostać zabronione.
Straszny widok.
Co zostało zobaczone, nie może zostać odzobaczone i dlatego Grigoriy stwierdził, że najlepszym rozwiązaniem będzie zobaczenie innego dekoltu, znacznie bardziej atrakcyjnego, zanim ten poprzedni za bardzo weżre mu się w pamięć. Złe wspomnienia należy zastępować dobrymi.
Długo nie musiał czekać, chwilę później w zasięgu jego wzroku pojawił się Bardzo Ładny Dekolt w postaci… och, towarzyszki jakiegoś Niemca. A, nie, nie jakiegoś, tego konkretnego zapamiętał wyjątkowo dobrze – takich klientów się nie zapomina. Grigoriy miał z nim niezły ubaw, wysłuchując ironicznych uwag na temat poszczególnych perfum i jednocześnie dostrzegając, jak wielkim problemem była dla niego wizyta w perfumerii – wszystko pachniało mu tak samo. A jednak zdeterminowany był zakupić drogi flakonik! Zachowanie powagi i profesjonalizmu wymagało sięgnięcia po dodatkowe siły cierpliwości, ostatecznie jednak udało mu się nie podpaść wojskowemu. Na jego szczęście, bo pewnie wyleciałby na zbity pysk, gdyby tylko Niemiec wyraził taką ochotę – osobie na tak wysokim stanowisku raczej się nie odmawiało. Nie bez konsekwencji.
Grisha zastanawiał się teraz, czy towarzysząca mu Bardzo Ładny Dekolt była powodem determinacji mężczyzny w wyborze jakichkolwiek perfum. Jeśli tak, zerkanie w owy dekolt nie jest najmądrzejszym pomysłem.
Ech.
Stracił więc zainteresowanie tą parą, ale chwilę później okazało się, że został przez nich zauważony. Pozornie wpatrzony w swoje pracy, nadstawiał ucha i po prostu nie mógł się powstrzymać od uśmiechu, kiedy usłyszał komentarz Niemca. Trafił w sedno, Grisha sam przed sobą musiał przyznać, że był chyba podręcznikowym przykładem desperata, choć robił wszystko, żeby tego nie okazać – pewne decyzja wyraźnie to jednak zdradzały, przyjście na premierę było jedną z nich. Zauważył więc – oczywiście, że zauważył – kiedy Bardzo Ładny Dekolt zdecydowała się do niego podejść. Kiedy podniósł głowę, nie spojrzał jednak prosto na nią, a na jej towarzysza, któremu posłał szeroki uśmiech. Specjalnie nawet postarał się, żeby nie było w nim grama rozbawienia, tylko oczy błyszczały mu wesoło, jakby znienacka wpadł w naprawdę dobry humor. Zaraz jednak powrócił spojrzeniem do zjawiskowo pięknej kobiety, która go zagaiła.
Ach, madame – obrączka na palcu kobiety nie uszła jego uwadze – gorzej! Żadna nie chciała tu ze mną przyjść – powiedział ze specjalnie teatralnym żalem, gdyż na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, że wcale nie jest mu z tego powodu przykro. Ujął jej dłoń i złożył na niej lekki pocałunek, nie spuszczając spojrzenia z przenikliwych oczu nowej towarzyszki. – Rémy Charron. Enchanté, droga pani – przedstawił się, nie omieszkując się posłać jej zawadiacki uśmiech. Zauważył spojrzenie Luise na plik kartek, które ściskał w wolnej dłoni. – Jest pani wielbicielką kina? – zapytał niby od niechcenia, samemu spoglądając teraz na własne prace. Przesunął palcem po budynku na jednym z nich, niby bezwiednie, ale przecież już chyba bardziej nie mógł zwrócić jej uwagi na jego dzieła. Znów podniósł na nią wzrok, zadziwiająco intensywnie wpatrując się w oczy kobiety.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kino Gaumont Palace   Wto Lis 22, 2016 8:42 pm

Tak jak dla smakosza podstawowymi punktami na mapie miasta są wykwintne restauracje, dla bibliofila księgarnie i antykwariaty, dla konesera płatnych dziwek burdele, agencje towarzyskie oraz okolice alejki czerwonych latarni – tak dla Luise Weber kluczowymi punktami w Paryżu stały się muzea i galerie. Gdyby nie to, że zapamiętywała je fotograficznie, wbijałby w plan miasta miniaturowe chorągiewki. Terytoria, na których nie było ośrodków kultury, ani ją grzały, ani ziębiły; jak nicości przystało, w zasadzie nie istniały w świadomości pani Weber. W końcu nie była szeregową ofiarą współczesnej humanistyki – kojarzyła wprawdzie wszystko ze wszystkim, ulice z ich historią, kawiarnie z preferencjami pisarzy, wiaty tramwajowe z dawnymi miejscami zamieszkania artystów, ale robiła to inteligentnie i nie zapominała o docieraniu do prawdy. A prawda była taka – i mogła stwierdzić to z całą stanowczością posiadaczki wyjątkowo ładnego dekoltu – że w każdej kobiecie tkwiła mała niegrzeczna dziewczynka, a w każdym mężczyźnie – niesforny chłopiec. Oto podstawowy i oczywiście powierzchowny aforyzm na temat męsko-żeńskich, niejednokrotnie zupełnie przypadkowych relacji. Luise Weber sądziła, że każdy ma w sobie niesfornego chochlika, diabelski pomiot, czarcie nasienie albo tylko krwiożercze dzieciątko, które cały czas czeka, żeby na wierzch wyleźć i wrzasnąć po swojemu. Nie czuliście tego nigdy? Nie mieliście tego nigdy? Nigdy nie padliście ofiarą ataku nagłej i nieodpartej ochoty zrobienia czegoś wbrew wszelkiemu rozsądkowi?
Ona wciąż i wciąż napotykała w sobie tę potrzebę – zupełnie jak teraz, kiedy jeszcze przy Fabienie odgrywała rolę zewnętrznie stoicko spokojnej, a wewnętrznie w najwyższym stopniu zniecierpliwionej nauczycielki, by tuż po zmianie towarzysza obrać całkowicie inną taktykę. Wyciągając dłoń w stronę pana Charrona – już wtedy! – miała wyraźnie zakłócony odbiór; wchodziła w jeden ze swych słynnych transów intelektualnych, zupełnie jakby sam widok akwareli czynił z niej istotę wysoce uzależnioną od dobrodziejstw sztuki. Tym razem patrzyła na obrazy bez jakiekolwiek próby ukrycia swych zamiarów: patrzyła w milczeniu doskonałym, takim, na jakie pozwolić mogą sobie wyłącznie kobiety z szampanem w dłoni i wyjątkowo hojnym mężem, którego największym walorem jest konto bankowe w Szwajcarii.
- Ach, monsieur! - ocknęła się i powróciła do lirycznorefleksyjnego wcielenia, które w duchu nazywała wcieleniem „Ach, drogi panie". - Ach, monsieur, nie wierzę w ani jedno pańskie słowo! Zwyczajnie nie pytał pan odpowiednich kobiet – uśmiechnęła się lekko, odrzuciła na plecy pasmo złotych włosów i znów się zamyśliła; gołym okiem było widać, że owładnęło ją jakieś bezwstydne wspomnienie, które umknęło dopiero wtedy, gdy wyciągnęła dłoń w stronę trzymanych przez mężczyznę akwareli – ozdobiony krwisto czerwonym paznokciem palec musnął leciutko szorstką fakturę papieru, wyznaczył posuwistym ruchem kontury utrwalonego na obrazie budynku i cofnął się trwożliwie, jakby porażony kolejnym pytaniem.
- Wielbicielką kina? – powtórzyła mimowolnie, marszcząc brwi w grymasie najwyższego obrzydzenia; umiejętnie zawiesiła głos i nagle bezlitośnie, w ramach dygresji, która nasunęła jej się sama albo która od samego początku była staranie przygotowana, przeprowadziła frontalny atak na całą kinematografię. Atak był tym skuteczniejszy, że na konkretnym przykładzie oparty.
- Kimże jest Marcel Carné w obliczu geniuszu van Gogha? – z głębokim westchnieniem wydusiła z siebie i nie kryjąc, może nawet taktycznie, w tym miejscu wskazanej fascynacji, powtórzyła prawdziwie miłośnie:
- Vincenta van Gogha!
Nim Rémy Charron zdołał wyrazić poparcie lub – wręcz przeciwnie – potępienie dla jej śmiałej tezy, Luise uniosła kieliszek do ust, upijając niewielki łyczek szampana, jednak w trakcie całego procesu nawet na moment nie spuściła wzroku ze swego towarzysza, jak gdyby samym tylko spojrzeniem pragnęła zagarnąć dla siebie jego duszę i…
Talent.
Posiadał go, niewątpliwie go posiadał, i nie byłaby sobą, gdyby nie zechciała odkryć go, zaskarbić i zacisnąć w smukłych palcach, nim zrobi to ktoś inny.
- Monsieur Charron, proszę obiecać mi jedno – dopiero teraz odwróciła na moment wzrok, obdarzając powłóczystym spojrzeniem czającego się gdzieś w tyle Fabiena. – Proszę obiecać mi, że po filmie zjemy wspólnie kolację.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Kino Gaumont Palace   Sro Lis 23, 2016 10:25 am

Główna Sala zapełniała się z każdą chwilą, gości przybywało, a znamienite i doskonale rozpoznawalne postacie mieszały się w tłumie z odrobinę zwyklejszymi mieszkańcami Paryża, dla których zdobycie biletu na premierę było wielkim szczęściem.
Przy parze drzwi prowadzących do sali kinowej pojawili się już mężczyźni w uniformach obsługi kina, jednak nie wpuszczali jeszcze widzów do środka.

Damą, która zaczepiła Gilberta, była Elisabeth Flickenschildt we własnej osobie. Wyglądała na rozluźnioną, co kazało młodemu chłopakowi sądzić, że nie podaje jej pierwszego kieliszka szampana tego wieczora. Kobieta miała na sobie piękną, granatową suknię, lecz jej misternie spleciony koczek zdawał się rozplątywać, pierwsze kosmyki włosów opadały na szczupłe ramiona.
- Mon chéri, bądź tak miły i przynieś mi jeszcze jeden kieliszek - mrugnęła do Gilberta uwodzicielsko, gdy zauważyła, że jego taca jest już pusta - Skoro Christoph nie raczył się pojawić, muszę jakoś umilić sobie ten wieczór - mruknęła bardziej pod nosem i do siebie, lecz wciąż słyszalnie. Mężczyzna, który przyjął jej zaproszenie na dzisiejszą premierę kinową, wystawił ją, pozostawiając gwiazdę w złym nastroju.
Fourier wiedział, że schłodzone butelki szampana znajdują się w pomieszczeniu dla personelu, więc jeśli chciał spełnić życzenie gwiazdy, powinien udać się właśnie tam. W przeciwnym razie czekało go zbieranie pustych kieliszków, których przybywało z każdą chwilą.


Uważna obserwacja otoczenia na pewno przydała się Grigoriy'emu, który doskonale wiedział, gdzie powinien stanąć, by usłyszeć najnowsze wieści, niekoniecznie przeznaczone dla cywilnych uszu. Zajmując miejsce nieopodal rudowłosej i jej niskiego towarzysza do jego uszu mogła dobiec przechwałka w języku niemieckim.
- Proszę się nie obawiać, Fräulein Bosch, złapaliśmy już tych bandytów, odpowiedzialnych za wybuchy w kamienicy na początku miesiąca. To oczywiście byli Żydzi, a sterował nimi pewien francuski wykładowca. Tym z Hali Wagram siedzimy na ogonie, wszystko to kwestia dni, a później przybędzie mi trochę odznaczeń - skromność szefa paryskiego oddziału Gestapo zdawała się nie mieć granic.
Niestety, Grigoriy nie usłyszał już nic więcej, bo choć zwrócił na siebie uwagę rudowłosej, to Luise powinien poświęcić swoją. Jednak nie tylko właścicielka galerii sztuki była zainteresowana jego pracami. Do pary podeszła kobieta, która jakiś czas temu głośno narzekała przy szatni. Bezwstydnie przyjrzała się pani Weber od stóp po czubek głowy, po czym odezwała się po francusku:
- Niektórym naprawdę nie wstyd! Takie sprawy powinniście załatwiać w galerii, a nie tutaj. Nie boisz się, że ktoś doniesie twojemu mężowi, że gdy wyjeżdża, ty od razu wpadasz w objęcia marnych artystów? - ton kobiety był wyraźnie złośliwy, choć Luise ani Grigoriy nie mogli skojarzyć jej z imienia i nazwiska. Pani Weber wydawało się, że kojarzy ją z opery lub teatru, jednak tego też nie mogła być pewna.

Fabien został sam tylko na moment - gdy jego towarzyszka zniknęła w tłumie, jej miejsce zajął wypatrzony wcześniej reżyser filmu we własnej osobie. Veit Harlan, również z kieliszkiem szampana w ręku, przystanął obok Eberharta i uprzejmie skinął mu głową.
- Nie mam szczęścia - mruknął po niemiecku - Zostawiłem Kasterów samych sobie i przyszedłem tu do niej, a ona ucieka - rozmarzonym wzrokiem powiódł za Luise i przyglądał się jej przez chwilę. W końcu jednak zreflektował się i obdarzył Fabiena ciekawskim spojrzeniem.
- Z kim mam przyjemność? Z całym szacunkiem, ale nie wygląda pan na jej męża. Miałem nadzieję, że go nie przyprowadzi, zaproszenie dla osoby towarzyszącej wysłałem jej z grzeczności - przyznał, wyraźnie niezadowolony z obrotu sprawy. Wyglądało na to, że tego wieczora chciał mieć panią Weber tylko dla siebie. Nie uznał też za słuszne, by się przedstawić, święcie przekonany, że Obersturmbannführer zna jego nazwisko.

Rozmowy toczyły się swoim torem, jednak na krótko przed wybiciem godziny dziewiętnastej drzwi do sali kinowej zostały otwarte. Zaproszenia na premierę nie posiadały przyporządkowanych do nich numerów siedzeń, dlatego niektórzy szybkim krokiem zaczęli przemieszczać się w stronę wejść. Prawe z nich było oblegane nieco bardziej, przez lewe ludzie przechodzili swobodniej - wszyscy jednak chcieli zająć jak najlepsze miejsca.
Oczom wchodzących do sali ukazało się dwanaście rzędów foteli, w dziewięciu pierwszych znajdowało się po dwanaście siedzeń, w trzech ostatnich po osiem. Ekipa filmowa i gwiazdy "Der große König" zajmowały miejsca pośrodku, reszta musiała sama zadbać o wygodę podczas spektaklu. A ten miał się rozpocząć już lada chwila.


Przepraszam za opóźnienie.
Napiszcie, jakie miejsca zajmują Wasze postacie.
Na odpis macie 48 godzin, kolejny post pojawi się w piątek wieczorem.
Osoby, które do tej pory nie pojawiły się w temacie, nie mogą już wziąć udziału w premierze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Kino Gaumont Palace   Czw Lis 24, 2016 5:09 pm

Chwilowe przystanięcie obok, zdaniem Grishy, mało dobranej pary, miało swoje dobre strony. Teoretycznie. Praktycznie chyba jednak wolałby nie usłyszeć tego, co padło z ust niskiego mężczyzny. Spiął się lekko, ale tylko na chwilę, a odchodząc, nie rzucił im więcej żadnego spojrzenia, żeby żadne z nich nie domyśliło się, że podsłuchał fragment ich rozmowy. Nie byle jaki fragment. Fiodor na pewno chciałby o tym wiedzieć, bo informacja brzmiała na przydatną, ale problem był w tym, że Grigoriy niekoniecznie chciałby mu o tym powiedzieć. Zaraz musiałby utonąć w tłumaczeniach, co faktycznie robił na tej premierze, bo nie wydawało mu się, żeby Chirjakow uwierzył, że zachciało mu się tak nagle pojawić na niemieckim filmie wraz ze śmietanką towarzyską Paryża. Ewentualnie mógłby pominąć to uprzejmym milczeniem, ale to i tak źle, bo podejrzliwy Fiodor to problematyczny Fiodor.
Ech, nie ma lekko.
Mimo wszystko skrupulatnie zanotował sobie w pamięci każde słowo towarzysza rudowłosej, w myślach jakoś machinalnie komponując treść swojego raportu. Pewne nawyki z człowieka nie wychodzą… a miało być tak przyjemnie!
Spochmurniał na krótki moment, humor poprawiło mu dopiero pojawienie się SS-mana z muchami w nosie i Bardzo Ładnego Dekoltu. Ach, widok takiego dekoltu niejednemu poprawiłby samopoczucie! A gdy jeszcze decyduje się ona na rozmowę z tobą, to już w ogóle szczyt radości! Ale zachowajmy spokój, jesteśmy dorosłymi ludźmi, ekscytować się takimi rzeczami nie wypada, nawet jeśli Bardzo Ładny Dekolt jest zainteresowana twoimi pracami.
Obserwował, pilnie obserwował twarz pięknej Luise Weber i rejestrował każdą odmalowującą się na niej zmianę. Z kolei sama Luise patrzyła na jego obrazy, patrzyła długo i w sposób, który mu się podobał. Kącik ust Grishy drgnął.
Ach, madame, obawiam się, że ma pani rację! – westchnął cierpiętniczo. – Aczkolwiek przyznawanie się do tego w tym momencie chyba czyni ze mnie pechowca – pokręcił głową niby to zasmucony. Zaraz chwycił od przechodzącego kelnera kieliszek z szampanem. – Choć nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – dodał z zawadiackim uśmiechem, unosząc lekko naczynie do góry, jakby wznosił toast i upił łyk. Śledził wzrokiem poczynania kobiety, wodził spojrzeniem za jej palcem, nieruchomiejąc zupełnie. Widział fascynację, skupione zainteresowanie, któremu wyraz dawały jedynie oczy Luise. Nie odezwała się słowem na temat jego prac, ale to nie szkodzi, swoje zauważył.
Wyprostował się z zadowoleniem, słysząc jej odpowiedź. Takiej poniekąd pragnął. Zdecydowanie dobrze zrobił przychodząc na premierę, bo faktycznie można tu było spotkać osoby o wiele bardziej zainteresowane prawdziwą sztuką niż filmem. Lepiej dla niego.
Trudno mu było powiedzieć cokolwiek bardziej konkretnego o rzeczonym Carné, gdyż na dobrą sprawę do tej pory jedynie o nim słyszał, żadnego z jego dzieł nie miał okazji obejrzeć, szkolenie tego nie obejmowało, ale nie wątpił, że samo porównywanie tych osób było po prostu niestosowne. Skrzywił się więc z dezaprobatą, lecz nie zdołał nic powiedzieć, bowiem pozwolił sobie zapatrzeć się na oczy Luise – jej spojrzenie po prostu przyciągało.
We trójkę? – zapytał, podążając za wzrokiem kobiety. Ten wieczór mógłby wyglądać lepiej, ale przecież nie będzie wybrzydzał! – Będzie to dla mnie wielka przyjemność – odparł, kłaniając się z galanterią, by po chwili przeczesać włosy palcami. Nie zdążył dopytać się o szczegóły, ponieważ znienacka napadła na nich jakaś kobieta, obrażając jego skromną osobę. I Luise, przy okazji. Wyraz twarzy Grishy momentalnie się zmienił: zniknęła ogólna wesołość, którą zastąpił chłód. Oczy Grigoriy’ego przypominały teraz dwa sople; usta zacisnął w wąską kreskę. W podobny sposób chyba najłatwiej wyprowadzić go z równowagi – ta baba nie miała o nim zielonego pojęcia, nie widziała jego prac i śmie wygłaszać takie opinie? Zmroził ją spojrzeniem, prostując się z godnością i wyginając usta w pogardliwym wyrazie. Nie mógł się teraz odezwać, w chwilach szczególnego wzburzenia tracił swój perfekcyjny francuski, do którego wkradał się obcy akcent.
Żadnych kłótni, żadnych kłótni, żadnych kłótni.
Zazdrość to brzydka cecha, szczególnie u kobiet – zauważył cichym, miękkim, ale lodowatym głosem. – A robienie podobnych scen w podobnych miejscach rzadko kiedy przyniosło cokolwiek dobrego stronie oskarżającej – dodał, chwilę później zwracając się w stronę Luise. – Madame, twój towarzysz wydaje się być zajęty, pozwolisz więc, że odprowadzę cię do sali? – zapytał z najwyższą uprzejmością, z zachwianym spokojem patrząc jej w oczy i ofiarowując swoje ramię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Kino Gaumont Palace   Czw Lis 24, 2016 9:14 pm

Z każdą chwilą tłum dookoła powiększał się, co jednocześnie skutkowało tym, iż Gilbert zaczynał czuć się coraz mniej komfortowo. Pośród szmeru rozemocjonowanych głosów i dziesiątek ciał chłopak próbował skupić się tylko i wyłącznie na swojej pracy, na utrzymaniu równowagi pomiędzy przemieszczającymi się, bezimiennymi ludźmi dookoła oraz na tym, aby nie wypuścić z dłoni tacy z kieliszkami, która z każdą chwilą stawała się coraz bardziej pusta, gdy dłonie wyciągały się w jego stronę aby kolejnymi łykami alkoholu jeszcze bardziej umilić sobie ten i tak już przyjemny wieczór. Przyjemny oczywiście dla gości, którzy w każdej następnej minucie Meli zostać wpuszczeni w końcu na salę kinową, dając Gilbertowi chwilę wytchnienia.
Spoglądając na kobietę, która chwilowo zatrzymała go w tłumie ludzi, Fourier nie potrafił powiązać jej twarzy z żadnym nazwiskiem. W całym swoim życiu nie miał zbyt wielu okazji osobiście oglądać jakichkolwiek filmów, szczególnie pochodzenia niemieckiego, a jego edukacja w tym zakresie rozpoczęła się stosunkowo niedawno. Pomimo pracy w kinie wykazywał się w tym zakresie dość dużą ignorancją, bardziej jednak przez brak możliwości spędzania czasu i wydawania pieniędzy na bilety, niż przez fakt, iż współczesna kinematografia zupełnie go nie interesowała. Gdyby twarz owej kobiety pojawiła się na jednym z plakatów chłopak z pewnością by ją zapamiętał. W tym jednak wypadku w jego umyśle otworzyła się szufladka zawierająca mało przydatne wspomnienia, w której pojawił się obraz twarzy kobiety z kosmykami włosów wymykającymi się w fryzury, która jeszcze chwilę temu wyglądała na schludną i nienaganną. Bez słowa podał jej ostatni kieliszek szampana, z uprzejmym, wyuczonym uśmiechem na ustach.
- Oczywiście – odpowiedział na jej prośbę, skinąwszy lekko głową i odwrócił się, próbując jakoś przedrzeć się przez zagęszczający się tłum ludzi. Zanim zniknął pomiędzy ciałami, przepychając się w stronę pomieszczenia dla personelu, do jego uszu dobiegły jeszcze ostatnie słowa aktorki, które jednak nie miały dla niego większego znaczenia. Z pewnością było to przykre, iż wystawiona została do wiatru przez kogoś, kto miał jej towarzyszyć tego wieczoru, jednak Gilberta niespecjalnie interesowały prywatne problemy zupełnie obcych ludzi.
Z tacą w dłoni przeciskał się więc w stronę pomieszczenia dla personelu, a gdy w końcu wszedł do środka zamykając za sobą drzwi, poczuł się tak, jakby mógł wreszcie odetchnąć wstrzymywanym przez dłuższy czas powietrzem. Zza ścian docierał do niego przytłumiony szmer rozmów, a Fourier powoli zaczynał czuć się przytłoczony dużą ilością ludzi i zamieszaniem, które panowało na zewnątrz. Odkładając tacę na stolik zerknął na stary zegarek na nadgarstku zauważając, iż do dziewiętnastej zostało już niewiele czasu, co odrobinę podniosło go na duchu. Jeszcze chwila i wszyscy ci ludzie opuszczą salę główną zasiadając przed wielkim ekranem.
Gilbert nie spieszył się specjalnie ze znalezieniem odpowiednio schłodzonej butelki alkoholu i nalaniu złotego płynu do przygotowanego wcześniej czystego kieliszka. Przy okazji napełnił również kilka innych, wolnymi, spokojnymi ruchami ustawiając je na tacy. Gdy w pełni gotowy otworzył drzwi od pomieszczenia, wyglądając do sali głównej, tłum zgromadzonych przemieszczał się w stronę otwartych już drzwi. Na ustach chłopaka pojawił się delikatny uśmiech zadowolenia, gdy z każdą sekundą ludzi zaczynało ubywać coraz bardziej, a rozmowy przenosiły się do drugiej sali, gdzie wkrótce miały ucichnąć zupełnie, zastąpione przez skupienie i podziw odnoście wyświetlanego filmu. Sam zatrzymał się pod jedną ze ścian myśląc o tym, iż jeszcze trochę i będzie mógł w spokoju wrócić do własnego mieszkania, odpoczywając po wszystkim tym, co wydarzyło się w jego życiu w ciągu ostatnich dni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Kino Gaumont Palace   

Powrót do góry Go down
 
Kino Gaumont Palace
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Prawy brzeg :: Butte-Montmartre-
Skocz do: