IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Cmentarz Montparnasse - Page 3


Share | 
 

 Cmentarz Montparnasse

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Cmentarz Montparnasse   Nie Lip 03, 2016 2:58 pm

First topic message reminder :



Cmentarz Montparnasse

Cmentarze Montparnasse i Père-Lachaise łączy wspólna historia - obydwa wybudowano w XIX wieku poza centrum miasta w obawie przed epidemią. Montparnasse otwarto w 1824 roku, jeszcze pod nazwą Cimetière du Sud, i niemal od razu stał się on miejscem pochówku znanych intelektualistów oraz zasłużonych dla Francji osób.
Cmentarz ten stanowi jednocześnie zabytek architektoniczny. Idąc jedną ze schludnych alejek, natrafić można na wiele przepięknych nagrobków wykonanych przez znanych artystów. Panujący na Montparnasse spokój przyciąga nie tylko tych paryżan, którzy przychodzą tu, by zapalić świeczkę na czyimś grobie, ale i wszystkich, którzy szukają odrobiny ciszy.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Cmentarz Montparnasse   Pon Cze 26, 2017 12:14 am

Brama zamajaczyła przed Enzo dosłownie w tym samym momencie, w którym po jego lewej stronie dało się słyszeć niemieckie głosy. Odgłosy ciężkich kroków gwałtownie przerwały ciszę, zbliżając się nieubłaganie ku Francuzowi, ale w takiej sytuacji próba dotarcia do bramy mogła się okazać zbyt ryzykowna. Wyjście stanowiła kryjówka za posągiem anioła – znajdującym się zaraz obok Fenouila - bądź próba ukrycia się w bocznej alejce, choć i ona niosła ze sobą ryzyko dostrzeżenia przez okupantów. Cokolwiek planował Enzo, musiał działać szybko, bo Niemcy mogli lada chwila zjawić się w polu widzenia.

Lisbeth oraz dwaj okupanci niosący Claudię Kastner znajdowali się już niedaleko kaplicy, gdy nagle spostrzegli, że w ich stronę biegł kolejny Niemiec. W oczy rzucała się jego zakrwawiona twarz i opuchnięty nos, a także wściekłość, która zdawała się być niemal namacalna. Na widok całej czwórki zatrzymał się gwałtownie, zatrzymując na moment spojrzenie na nieprzytomnej Claudii.
- Francuz! – warknął niezbyt składnie. - Ośmielił się podnieść na mnie rękę. Uciekł gdzieś w tamtą stronę!
Wykonał chaotyczny gest w stronę rzędów nagrobków rozciągających się gdzieś za jego plecami.
- Musimy odnieść Frau Kastner do kaplicy – odpowiedział cierpko jeden z mężczyzn. - Zaraz do ciebie dołączymy.
Tamten burknął coś niecierpliwie pod nosem, po czym zawrócił i zagłębił się w gąszczu nagrobków. Tymczasem Lisbeth i dwaj okupanci dotarli już do kaplicy, gdzie wdowę położono ostrożnie na jednej z ławek.
- Ceremonia powinna się zaraz skończyć – rzucił ten sam mężczyzna. - Ale proszę na siebie uważać.
To mówiąc, dał znak swojemu towarzyszowi i obydwoje wyszli z kaplicy, zamykając wcześniej drzwi. W pomieszczeniu zapadła cisza, przerwana tylko na moment przez słaby głos Claudii Kastner, która wyszeptała coś, po czym zaraz znów umilkła. Jeśli Lisbeth zdecydowałaby się poszukać wody, by zwilżyć czoło Claudii, znalazłaby ją jedynie w wazonach z kwiatami, które dość nieskutecznie próbowały ukryć smród rozkładu.

Obok grobu Kastnera wszystko wróciło do względnej normy – z tyłu kończono właśnie przeszukiwania, choć przejęci niepokojem Francuzi woleli nie ruszać się ze swoich miejsc bez wyraźnego polecenia, a z przodu, gdzie zgromadzili się okupanci, twarze żałobników jak na zawołanie przybrały poważne, zasmucone wyrazy. Tylko Kriminaldirektor z zaciętą miną wpatrywał się w nagrobek Kastnera, od czasu do czasu rzucając Léonardowi uważne spojrzenie. Dalsza część ceremonii przebiegła bez przeszkód, ale gdy Mâron cofnął się, by zrobić miejsce dla przemawiających, Kriminaldirektor zatrzymał jakiegoś mężczyznę, który właśnie zmierzał ku grobowi. Był to wyraźny sygnał, że nikt nie miał dziś przemawiać.
Po kilku chwilach konsternacji z tłumu wystąpili mężczyźni, którym powierzono zasypanie trumny, do czego przystąpili, wypełniając grób ziemią tak szybko, jakby usiłowali ukryć popełnioną właśnie zbrodnię. Było jasne, że uroczystość – w wielkim pośpiechu – dobiegała właśnie końca.

Gestapowcy jeszcze raz posłusznie wykonali polecenia Larsa, udając się w odpowiednie strony, a tymczasem Reifenstein z każdym krokiem coraz bardziej oddalał się od grobu Kastnera. Odgłosy ceremonii i przeszukiwań stopniowo milkły, ustępując głuchej ciszy i żarowi lejącemu się z nieba. Tutaj drzewa rosły w o wiele większych odstępach, przez co słońce niemalże ze złośliwością świeciło Larsowi w oczy, nieomal go oślepiając.


Lars, szukając Żydówki, rzucasz kością k6:

1, 2, 3 – po kilkudziesięciu metrach dostrzegasz poszukiwaną dziewczynę – akurat w momencie, kiedy ta podnosi się z klęczek, rzucając przez ramię ostrożne spojrzenie. Dzieli Cię od niej około dwudziestu metrów, ale mimo to dostrzegasz jaskrawo żółtą farbę na rękawach dziewczyny. Niewysoka i dość szczupła, na Twój widok zaczyna uciekać pomiędzy nagrobkami, zwinnie przeskakując pomiędzy nimi, kryjąc się za płytami i co chwila znikając Ci z oczu.

4, 5, 6 – od grobu Kastnera dzieli Cię już kilkadziesiąt metrów, ale wciąż ani nie słyszysz, ani nie widzisz poszukiwanej dziewczyny. Zdaje się że wokoło – z wyjątkiem Ciebie – nie ma żywej duszy  (co w zasadzie jest prawdą), jednak w pewnym momencie po prawej stronie, około pięciu metrów dalej, pomiędzy nagrobkami zauważasz czubek czyjejś głowy. Żydówka najwidoczniej zdążyła przemieścić się bliżej bramy, przemykając za nagrobkami, ale nie wiedząc, że od strony alei, którą kroczysz, jest niefortunnie widoczna. Dziewczyna przycupnęła właśni za szeroką płytą nagrobną, odwrócona do Ciebie plecami, a wszystko wskazuje na to, że nie zdaje sobie sprawy z Twojej obecności


Francuzka kręciła uparcie głową, zanosząc się spazmatycznym, zbolałym płaczem i najwidoczniej wciąż nie będąc w stanie wydobyć z siebie słowa. W jej szeroko otwartych oczach malowała się mieszanka szoku i strachu, z jaką spoglądała na broń należącą do Madeline – nie było wątpliwości, że widziała pistolet po raz pierwszy, ale dla Niemca, który zadał jej cios, wcale nie było to takie jasne. Nie minęła dłuższa chwila, a podniósł z ziemi pistolet, po czym dał znak dwóm innym okupantom, którzy, skończywszy swoje przeszukiwania, przypatrywali się całej scenie.
- Zabierzcie ją – polecił im, a tamci dźwignęli kobietę z ziemi i zaraz zniknęli w jednej z bocznych, wąskich alejek.
Następnie Niemiec zwrócił się w stronę Madeline, rzucając jej kolejne ostrzegawcze spojrzenie. Gwałtownym ruchem wyrwał Irving torebkę i wysypał zawartość na ziemię, w drugiej ręce trzymając wymierzony w nią pistolet. Choć sukienka Madeline nie miała kieszeni, w których kobieta mogłaby cokolwiek ukryć, wzrok Niemca i tak przesunął się niemal lubieżnie po jej ciele.
Nie znalazłszy niczego podejrzanego, okupant cisnął torebkę o ziemię i odszedł ku alejce, do której zaciągnięto Francuzkę. Madeline była więc wolna, choć nie wyglądało na to, by miała jakąkolwiek szansę na odzyskanie pistoletu. Mimo to mogła spostrzec, że pomiędzy rzeczami Francuzki, które spoczywały na ziemi w pewnym oddaleniu od rzeczy Madeline, znajdowały się nieco pomięte dokumenty. Bez wątpienia zawierały one dane o zatrudnieniu w One Two Two, a po drobnych korektach mogłyby okazać się wyjątkowo przydatne, choć próba przywłaszczenia ich sobie wiązała się z pewnym ryzykiem.


Madeline - chowając swoje rzeczy do torebki, możesz spróbować sięgnąć po dokumenty. Jeśli się na to zdecydujesz, rzucasz kością k6:

1, 2, 3 - bez przeszkód udaje Ci się pochwycić dokumenty (ausweis i dowód tożsamości) i schować je do swojej torebki.

4, 5, 6 - kiedy sięgasz po dokumenty, pada na Ciebie cień tego samego Niemca, który Cię przeszukiwał, a ten brutalnie trąca butem Twoją dłoń.


Na widok pliku kartek w dłoni Jannego robotnik pobladł jeszcze bardziej i zacisnął wargi, a jego towarzysz zaklął szpetnie. Pierwszy mężczyzna nie miał jednak szansy, by zrobić cokolwiek więcej, bo już w następnej chwili klęczał na ziemi, jęcząc z bólu i drżącą dłonią sięgając ku twarzy. Splunął krwią i ukruszonymi zębami, brudząc Jannemu buty, po czym rzucił mu nienawistne spojrzenie; najwidoczniej na moment wyzbył się strachu. Tymczasem drugi mężczyzna posłusznie ukląkł na ziemi, wciąż klnąc pod nosem, ale nie mając odwagi na nic więcej. Gdyby Janne zdecydował się go przeszukać, w jego kieszeniach znalazłby tylko wyświechtany portfel z dokumentami i kilka gwoździ – jeszcze raz robotnik okazał większy rozsądek niż jego kolega, nie nosząc ze sobą czegoś, co mogłoby go pogrążyć.
Wokoło okupanci stopniowo kończyli przeszukiwania; wyglądało też na to, że z przodu dobiegała końca ceremonia. Wzrok stojących najbliżej ludzi skupił się na robotnikach i Finie, a w pewnym momencie Janne mógł spostrzec, że znalazł się przy nim ten sam młody Niemiec, który polecił mu przeszukiwać Francuzów. Na jego przystojnej, nieco pogardliwej twarzy malowało się zadowolenie, a kiedy spostrzegł pomięte kartki w dłoni Jannego, przyjrzał im się z ciekawością.
- Co my tu mamy? – zapytał, bezceremonialnie wyszarpując je Finowi. Przez kilka sekund lustrował wzrokiem tekst, a jego jasne brwi uniosły się wysoko. Rzucił szybkie spojrzenie i Jannemu, i robotnikowi. - Komuch! Tego nam jeszcze brakowało – stwierdził beztrosko, choć jego następne słowa wcale tak nie brzmiały. - Sprzątnij go od razu. Niech nie myślą, że byliśmy tacy delikatni przy przeszukiwaniach.
Można było wyczuć, że dla mężczyzny cała sytuacja stanowiła wręcz zabawę. Tymczasem drugi robotnik najwidoczniej zrozumiał ogólny wydźwięk słów Niemca, bo z pewnym błaganiem spojrzał  w stronę Jannego.
- On ma żonę i sześcioro dzieci – wyrzucił z siebie łamanym niemieckim. - Proszę.


Na odpis macie 96h. Kolejny post Mistrza Gry pojawi się wieczorem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Cmentarz Montparnasse   Pon Cze 26, 2017 1:12 am

Madeline nie chciała za bardzo kusić losu mówiąc, iż wszystko układało się nadzwyczaj dobrze, mając świadomość, iż czasem wystarczyła zaledwie krótka sekunda, aby sytuacja obróciła się na jej niekorzyść. Mimo wszystko miała świadomość tego, że póki co miała nadzwyczajne szczęście, jak dotąd nie doświadczywszy większych nieprzyjemności ze strony przeszukujących tłum Niemców. Nie ważne było, jakim kosztem – już za chwilę dziewczyna, która doświadczała bólu i ponosiła karę tak naprawdę za niewinność, wbrew swojej woli znajdując się na miejscu Madeline, miała odsunąć się w tył jej umysłu i pozostać jedynie niewyraźnym widmem, które od czasu do czasu będzie dawać o sobie znać, przypominając, iż teraz bardziej niż kiedykolwiek wcześniej kobieta nie była w Paryżu na tyle bezpieczna, jak wcześniej mogło jej się wydawać. Być może Irving powinna przejąć się tym o wiele bardziej, jednak w rzeczywistości część jej cieszyła się z niecodziennego zwrotu akcji, z tego, iż kobieta poznała jej twarz oraz możliwości, w jakie mogła tą wiedzę wykorzystać. Oczywiście nie przypuszczała, aby w rzeczywistości wyciągnęła ona jakieś głębsze wnioski. Oceniwszy ją dość szybko przy pierwszym poznaniu Madeline doszła do wniosku, iż nie należała ona do osób najbardziej inteligentnych, w szczególności przez wgląd na fakt, jak łatwo dała się omamić, co dla samej Irving stanowiło prawdziwą zagadkę i niemałe zaskoczenie, niespecjalnie przystojnemu Niemcowi. Przypominając sobie widniejące w gazetach zdjęcia Kastnera kobieta nie była pewna, co właściwie biedna dziewczyna mogła w nim ujrzeć, bo nie spodziewała się, aby olśnił ją specjalnie bogatym wnętrzem. Z drugiej jednak strony, jeśli ta byłaby fanką ludzkiej anatomii (co wydawało się raczej mało podobne, aczkolwiek Irving nie mogła powstrzymać się przed odrobinę niezbyt dobrego humoru, który zapewnie śmieszył tylko i wyłącznie ją samą) Erik z pewnością miałby się czym pochwalić, choć przecież nie byłoby to nic nadzwyczajnego i wyjątkowego, biorąc pod uwagę i ludzkie organy zazwyczaj nie różniły się od siebie w dużym stopniu, poza ich stanem zdrowia. Co, u samego Kastnera, nie mogło być cechą dominującą, gdyż najwyraźniej, według podanych do informacji publicznej ogłoszeniom, to właśnie zdrowie, a raczej jego brak, stało się przyczyną śmierci mężczyzny. Zakładając oczywiście, że ktoś nie próbował czegoś ukryć, tłumacząc nagłą śmierć ciężką chorobą.
O dziwo, przez ostatnie chwile Madeline była tak bardzo skupiona na samej sobie oraz na tym, co działo się w jej najbliższym otoczeniu, iż na moment zupełnie zapomniała o tym, dlaczego właściwie się tam znalazła. Sprawa śmierci Kastnera na pierwszy rzut oka, dla potencjalnego paryżanina przeglądającego poranne gazety znudzonym wzrokiem i nie przykładając już większej wagi do wydarzeń toczących się w jego mieście, zapewnie nie wydawała się specjalnie podejrzana, jednak Irving bywała wystarczająco znudzona, aby w każdym wypadku doszukiwać się drugiego dna. Zrobiła więc w pamięci krótką notatkę na temat tego, aby przyjrzeć się mężczyźnie, jego życiu, pracy i rodzinie odrobinę dokładniej, gdy już wróci do domu i pierwsze emocje związane z całą uroczystością w końcu opadną.
W tej chwili skupiała się jednak na nieszczęsnej dziewczynie, której płacz i zawodzenie zaczynały powoli doprowadzać ją do szału. Marzyła tylko o tym, aby ta w końcu się zamknęła, nie dlatego, iż wydawane przez nią odgłosy sprowadzały na Madeline wyrzuty sumienia (jej słownik generalnie nie znał tego pojęcia), jednak dlatego, że były najzwyczajniej nie do zniesienia. Po części więc ucieszyła się w duchu, gdy mężczyzna wydał rozkaz zabrania jej z miejsca i po chwili kobieta, w towarzystwie dwójki niemieckich funkcjonariuszy, oddaliła się, ofiarowując chwilę względnej ciszy oraz spokoju. Irving powstrzymała pragnienie odetchnięcia z ulgą, uważnie przyglądając się poczynaniom stojącego nad nią Niemca, który nagle gwałtownym ruchem wyrwał jej torebkę, wyrzucając jej zawartość na ziemię. Niestety, tego popołudnia kobieta nie mogła mu zaoferować więcej rozrywki, zaciskając lekko usta, gdy zauważyła prześlizgujące się po jej ciele spojrzenie i wstrzymując się od posłania mu zdecydowanie niestosownego spojrzenia, którym kiedyś raczyła mężczyzn w barach i którym posługiwała się stosunkowo niedawno w piwiarni Le Dome. Zamiast tego starała się wyglądać na choć odrobinę przestraszoną, a przynajmniej wzruszoną tym, co się stało. Nie mogła powiedzieć, aby pozostawała w zupełności obojętna na kwestię podrzucenia broni, która teraz wydawała się przepaść na dobre, jednakże skłamałby, gdyby przyznała, że była przerażona. Do tego było jej jeszcze daleko, a nawet gdyby z jakiegoś powodu znalazła się w tym stanie w żadnym wypadku nie przyznałaby tego na głos, ani przed sobą, ani przed nikim innym.
Po chwili mężczyzna, niezadowolony z efektów przeszukania sądząco sile, z którą rzucił torebką o ziemię, oddalił się, tymczasowo pozostawiając kobietę samą sobie. W rzeczywistości nie była przecież sama, wokoło wciąż krążyły niemieckie mundury przeplatające się ze zlęknionymi cywilami, jednak na krótką chwilę Madeline odnosiła wrażenie, iż nikt specjalnie nie skupia na niej swojej uwagi. Odczekała chwilę, wpatrując się w plecy oddalającego się Niemca, po czym przyklękła na ziemi, przyglądając się rozrzuconym po ziemi rzeczom. Dość szybko w jej oczy rzuciły się pozostawione na dokumenty, które musiały należeć do zabranej przez mężczyzn kobiety. Irving przygryzła lekko wargę, rozważając na moment możliwość, która pojawiła się przed nią niemalże na wyciągnięcie ręki, jednocześnie wzrokiem przebiegając najbliższe otoczenie. Nie chcąc wahać się ani chwili dłużej pochyliła się, prędkim ruchem zagarniając zarówno własności swoje, jak i nieznajomej, w tym starając się niezauważalnie pochwycić jej dokumenty, zamierzając następnie umieścić je we własnej torebce. Miała wielką nadzieję, iż nikt w tej próbnie nie postanowi jej przeszkodzić, biorąc pod uwagę jak przydatny mógłby być dla niej komplet dodatkowych dokumentów.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Cmentarz Montparnasse   Pon Cze 26, 2017 1:12 am

The member 'Madeline Irving' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The author of this message was banned from the forum - See the message


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Cmentarz Montparnasse   Czw Cze 29, 2017 4:19 pm

Słońce prażyło bez godności, z tanim sentymentalizmem unosząc się ponad coraz mniej licznymi wierzchołkami drzew i odległym obrazem paryskich budynków. Żadnej chwały, żadnych skomplikowanych sztuczek ze światłem, jedynie nieznośny upał i czyste, konwencjonalne piękno nagle cichego cmentarza, który bardziej przypominał widokówkę niż prawdziwe miejsce wiecznego spoczynku. Jasne, kłujące jak igiełki promienie wbijały się w czarny materiał munduru, napełniając płuca żywym ogniem – każdy oddech wiązał się z niemą sekwencją uciążliwości, która wyrywała się na świat przy akompaniamencie świszczącej salwy uwalnianego z płuc powietrza. Siekąca z nieba jasność drażniła tęczówki, zmuszając dłoń do przysłonięcia oczu, co i tak nie zdało się na wiele: cały świat płonął od słonecznego światła.
Lars jeszcze przed momentem odliczał kroki, które coraz bardziej oddalały go od miejsca, w którym w końcu spoczął Erik Kastner. Z trudem wywalczony pochówek wydawał się teraz odległym wspomnieniem z zupełnie innego, obcego życia, zamglonym déjà vu należącym do kogoś innego. Bark, wciąż narażony na echo ciężaru trumny, w końcu odnalazł odprężenie, rozluźniając napięte mięśnie, a jasny płomyk wściekłości, tak zachłannie spopielający zdrowy rozsądek, osłabł pod wpływem chłodnego rachunku prawdopodobieństwa. Według słów Kriminaldirektora, ukrywająca się żydówka w każdej chwili mogła zamigotać pomiędzy nadszarpniętymi zębem czasu nagrobkami – ta świadomość jedynie nasiliła starania Reifensteina, który pragnął dostrzec cokolwiek, choćby najmniejszy ślad bytności dziewczyny, namacalny dowód pozwalający obciążyć (jak gdyby już nie zostali obarczeni odpowiedzialnością) podludzi winą za dzisiejsze wydarzenia.
Nie należał do typu ludzi, którzy puszczają takie rzeczy płazem. Nie wierzył w wyrozumiałość, odpuszczenie grzechów i zaślepiony altruizm – pokładał za to ufność w doczesnej pokucie za popełnione grzechy.
I byłby barbarzyńcą, gdyby odmówił tego przywileju ukrywającej się żydówce.
Parny i gorący dzień wplatał się pomiędzy zakurzone nagrobki i przygniatał swym ciężarem trawniki, krzewy oraz nieroztropnych ludzi, którzy postanowili opuścić chłodne zacisza własnych mieszkań. Lars był pewien, że dziś każda próba zroszenia spragnionej trawy kończyła się druzgoczącym fiaskiem: woda najpewniej wyparowywała, nie zdążywszy nawet dotknąć ziemi. W podobnych warunkach trudno o zachowanie jasności umysłu i jeszcze trudniej o nieruchome wyczekiwanie w pełnej napięcia ciszy – to właśnie świadomość ciężaru, jaki w jednakowej mierze musiał znosić zarówno gestapowiec, jak i ukrywająca się dziewczyna, wywołała na ustach Larsa słaby cień uśmiechu. Przez moment panował między nimi klarowny podział ról na zwierzynę łowną oraz myśliwego i choć miejsce obławy odbiegało od konwencjonalnej scenerii, jej założenia od tysięcy lat pozostawały niezmienne, oscylując wokół prostego równania.
Poluj bądź zostań upolowany.
Sądząc po dłoni Reifensteina, która spoczęła na odbezpieczonej kaburze z bronią, sam wybrał własną rolę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Cmentarz Montparnasse   Czw Cze 29, 2017 4:19 pm

The member 'Lars Reifenstein' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Cmentarz Montparnasse   Czw Cze 29, 2017 11:34 pm

Nie mogło umknąć uwadze prałata, że władza najwyraźniej nie miała zamiaru dopuścić dzisiaj żadnego z żałobników do głosu, co jednak przyjął z należytą obojętnością - chociaż samemu uważał, że wskazane byłoby utrzymywanie pozorów, iż pogrzeb znów przebiega zgodnie z planem. Czy Kriminaldirektorowi zależało tylko na tym, by Kastner czym prędzej spoczął pod ziemią, by mogli zakończyć ten żałosny spektakl, czy może nie ufał swoim rodakom dosyć, by pozwolić im wypowiadać się samodzielnie, bez pomocy kartki podsuniętej przez posłusznego SS-mana? Tak czy inaczej, rodziło to pytania, których ksiądz nigdy nie ośmieliłby się wyrazić publicznie, chociaż czerpał przyjemność z myśli, jak mogłyby być, potencjalnie, niewygodne dla okupanta. Niefortunnie, mogło to również oznaczać, że ten, niezdolny do prowadzenia równie przebiegłej polemiki, odwołałby się do rozwiązań siłowych względem uciążliwego dyplomaty. Nie było zaś rozsądnym podejmować się gry, nie będąc przygotowanym na poniesienie konsekwencji porażki.

Prałat odczekał zatem w milczeniu, aż mężczyźni zasypią grób, a następnie - rzuciwszy krótkie spojrzenie Kriminaldirektorowi, jakby próbując wyczytać, czy ten ma w zamyśle wtrącić się jeszcze - ozwał się do zgromadzonych:

- Wszystkim, którzy uczestniczyli w ostatniej ziemskiej drodze naszego brata Erika Kastnera; którzy uczcili jego pamięć oraz służyli wsparciem i pomocą jego bliskim w tym trudnym czasie, w imieniu własnym i pogrążonej w żałobie rodziny, serdeczne podziękowanie i "Bóg zapłać". - Uniósłszy zaś dłoń, by nakreślić w powietrzu znak krzyża świętego, wypowiedział słowa błogosławieństwa: - Benedicat vos omnipotens Deus, Pater, et Filius, et Spiritus Sanctus.

Ofiara spełniona. Jeśli tylko władze nie postanowią inaczej, Niemcy mogli wreszcie opuścić spieczone słońcem aleje cmentarza, by powrócić do swych okazałych paryskich apartamentów, tudzież udać na posiłek, bo i pora była po temu odpowiednia. A i myśli prałata coraz częściej dryfowały już w stronę rychłej perspektywy szklanki zimnej, orzeźwiającej wody z dużą ilością cytryny i mięty - za czym przepadał - i kawałka szarlotki, którą upiec przyobiecała mu siostra Marie. Zapowiadało się, że będzie to najlepszy moment tego wysoce niefortunnego dnia - tym bardziej, że zadbanie, by kapa - w jakimkolwiek stanie by nie była - powróciła do gmachu nuncjatury, a nagrobek został oczyszczony, miał zamiar pozostawić swemu włoskiemu asystentowi. A przed kolacją - chwała Bogu, nikt nie był umówiony, więc nie będzie musiał się jeszcze tłumaczyć ze zdarzeń na cmentarzu - pozwoli sobie jeszcze na krótką drzemkę...

Skinąwszy na ministranta, skierował swe kroki w stronę uliczki prowadzącej do kaplicy, oczekując zastać tam Claudię Kastner w stanie, który umożliwi mu zamknięcie kwestii naszego drogiego brata Erika Kastnera. W każdym razie, na dzisiaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Cmentarz Montparnasse   Pią Cze 30, 2017 1:57 am

Sytuacja Enzo nie prezentowała się najlepiej – ukryty za kamiennym aniołem, z każdą chwilą coraz wyraźniej słyszał niemieckie głosy i nie ulegało wątpliwości, że okupanci nieświadomie zbliżali się do kryjówki Fenouila.
- Obrzydliwe żydostwo. Całe szczęście, że Wolfmeyer chce je wytępić w przyszłym miesiącu – mógł usłyszeć Enzo, a gdyby zerknął przez szczelinę pomiędzy szatą anioła a jego skrzydłami, ujrzałby fragment niemieckiego munduru w alejce.
Kilka sekund później ten sam mundur mignął mu na ścieżce pomiędzy nagrobkami, która wiodła tuż obok figury anioła. Gdyby Niemiec zrobił jeszcze dwa kroki, na pewno spostrzegłby po swojej lewej stronie Fenouila, lecz w tym samym momencie odezwał się drugi głos:
- Łapcie go!
Okupant natychmiast wycofał się ze ścieżki, biegiem wracając do alejki, w której natychmiast rozbrzmiał oddalający się tupot ciężkich butów. Kimkolwiek był ten, za kim popędzili Niemcy, właśnie uratował Fenouilowi życie, a gdyby Enzo poczekał jeszcze moment, nie usłyszałby już niemieckich głosów - co nie oznaczało, że okupanci nie znajdowali się niedaleko. Mimo to droga do bramy była wolna i Francuz powinien był się pośpieszyć.

Do przebywającej w kaplicy Lisebth nie docierały żadne dźwięki, które świadczyłyby o tym, że ceremonia pogrzebowa dobiegła końca. W pewnym momencie panienka von Liebenfels mogła jednak zauważyć, iż Claudia Kastner poruszyła się lekko na ławce, otwierając powoli oczy i z wysiłkiem skupiając nieco zamglone spojrzenie na Lisbeth.
- Erik? Gdzie jest Erik – zapytała ochrypłym głosem, próbując się wyprostować, choć bez skutku; zaraz znów opadła na ławkę, oddychając płytko i drżącą dłonią sięgając ku brzuchowi. Mimo to zdawała się być całkiem przytomna.

Erik Kastner spoczął w grobie, ceremonia dobiegła końca, ale wciąż pozostawało kilka naglących spraw – a jedną z nich byli Francuzi, którym nadal nie pozwolono ruszyć się z miejsc. Kriminaldirektor przez moment spoglądał na nich z pewną konsternacją, ale zamieniwszy parę słów z innymi okupantami, zagłębił się w tłum, by znaleźć się bliżej paryżan.
- Możecie wracać do swoich domów. Wyjście tylko od strony Boulevard Edgar Quinet – oświadczył, podnosząc głos, a jednocześnie dając okupantom znak, by ostrożnie, ale stanowczo skierowali Francuzów w stronę alejek biegnących ku odpowiedniej bramie.

Zmierzający do kaplicy Léonard mógł poczuć na sobie spojrzenie Kriminaldirektora, który – kiedy tylko złapał z nim kontakt wzrokowy – minimalnie skinął Mâronowi głową. Bez wątpienia nie był to zbyt wylewny gest, ale mimo wszystko świadczył o tym, że trzeźwe rozumowanie Léonarda spotkało się z przychylnością Kriminaldirektora. Mężczyzna szybko jednak skupił uwagę na czymś innym, polecając części okupantów, by pozostali przy grobie Kastnera, podczas gdy on sam również podążył ku kaplicy.

Dostrzegłszy Larsa, dziewczyna nie traciła ani chwili, klucząc pomiędzy nagrobkami, które stanowiły w tym momencie jedyną ochronę przed ewentualnym gradem kul. Im bardziej oddalała się od Reifensteina, tym szybciej Lars mógł zorientować się, że Żydówka nie podążała wcale tam, gdzie znajdowała się jedna z bram cmentarza, lecz stopniowo kierowała się na lewo. Być może zdawała sobie sprawę z tego, że Niemcy mogli zabezpieczyć wejścia, a być może w panice podjęła decyzję, by wydostać się z cmentarza w inny sposób.
Tak czy inaczej, jej zamiary prędko stały się jasne, kiedy w oddali zamajaczył mur, wysoki na około trzy metry. W tej części cmentarza Montparnasse nagrobki były rozsypujące się i naprawdę stare, podobnie jak uschłe drzewo, które rosło pomiędzy nimi, zaraz obok ogrodzenia. Jego konary nieznacznie sięgały poza mur, a kiedy tylko Żydówka znalazła się przy drzewie, natychmiast zaczęła się po nim wspinać.


Lars, jeśli chcesz strzelić, opisz to dokładnie w poście i rzuć kością k6. Możesz oddać dowolną liczbę strzałów.

1, 2 – oddany strzał/strzały okazują się być celne; dziewczyna nie jest nawet w połowie wspinaczki na drzewo, kiedy ból okazuje się zbyt dotkliwy, po czym Żydówka traci siły, spadając na ziemię.

3, 4 – kula/kule trafiają dziewczynę, gdy ta jest już wysoko na drzewie. Ból powoduje upadek - na tyle niefortunny, że Żydówka silnie uderza głową o płytę najbliższego nagrobka. Rozlega się złowieszcze chrupnięcie, które raczej nie wróży niczego dobrego.

5, 6 – nie masz szczęścia: kula/kule mijają Żydówkę, a dziewczynie w ostatniej chwili udaje się przesunąć po konarze i zeskoczyć z niego, lądując po drugiej stronie muru.


Żaden z okupantów nie dostrzegł, że w torebce Madeline znalazły się dokumenty zabranej Francuzki, choć w pewnym momencie Irving mogła napotkać zdziwiony wzrok jakiegoś młodego mężczyzny, najwidoczniej cywila, który stał nieopodal niej. Francuz zmarszczył lekko brwi, jakby nie był pewien, czy miał do czynienia ze zwykłym przypadkiem, czy zaplanowanym działaniem, lecz ostatecznie odwrócił wzrok, wbijając go obojętnie w ziemię.
Na słowa Kriminaldirektora Francuzi wokół Madeline poruszyli się niespokojnie, po czym – kierowani przez Niemców – z pewnym wahaniem zaczęli podążać w wyznaczonym kierunku. Choćby bardzo tego chciała, Madeline nie mogła dostrzec wśród nich zabranej kobiety.

Kiedy Janne przeszukiwał drugiego robotnika, na twarzy mężczyzny widniała obojętność. Tymczasem na twarzy Niemca, który najwidoczniej liczył na pokazową egzekucję, odmalowało się niezadowolenie, gdy Janne oświadczył, że wykona ją poza bramami cmentarza. Już otwierał usta, żeby zaprotestować, lecz w ostatniej chwili machnął dłonią i mruknął pod nosem coś niezbyt przyjemnego, pozwalając Jannemu odejść. Śmiertelnie blady, trzymany na muszce robotnik podążył w kierunku, który wskazał mu Fin, ostrożnie stawiając kroki. Wokoło szybko zrobiło się cicho, a po pewnym czasie obydwoje dotarli do wiekowej, żelaznej bramy, która skrzypnęła żałośnie, kiedy ją przekroczyli. Mieli szczęście – wysłanej przez Kriminaldirektora grupy Niemców akurat nie było w pobliżu, choć niewykluczone, że mieli oni zjawić się tutaj już za moment.
Robotnik, słysząc polecenie Jannego, by uderzył go w twarz, wytrzeszczył oczy i nie odezwał się ani słowem. Dopiero kolejne słowa Fina uświadomiły komuniście, że Janne naprawdę oferował mu ucieczkę, choć głęboki szok malujący się na jego obliczu sprawił, iż dopiero po chwili robotnik skinął niewyraźnie głową. Spojrzał niepewnie na Jannego, po czym wziął zamach i uderzył Fina pięścią prosto w nos, łamiąc go boleśnie. Już w następnej chwili puścił się biegiem w poprzek ulicy, a gdy znalazł się po drugiej stronie, natychmiast zniknął w wąskiej uliczce między kamienicami.
Wszystko to nie trwało dłużej niż kilka sekund. Zaraz później Janne mógł usłyszeć ciężkie kroki dobiegające z jednej z alejek i niemieckie głosy, a już w następnej chwili spomiędzy nagrobków wynurzyło się czterech Niemców, rzucając Finowi uważne spojrzenia spod zmarszczonych brwi.
- Co tu się dzieje? – zapytał jeden z nich lodowatym głosem.


Na odpis macie 96h. Kolejny post Mistrza Gry (podsumowujący) pojawi się wieczorem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Cmentarz Montparnasse   Pon Lip 03, 2017 3:39 pm

Szczęście sprzyjało Madeline bardziej, niż prawdopodobnie mogła to przypuszczać chwilę wcześniej, gdy Niemcy zarządzili przeszukanie zgromadzonych na cmentarzu Francuzów. Stopniowo napięcie, które się w niej wezbrało, zaczęło opadać, choć przecież potencjalne niebezpieczeństwo nie zostało jeszcze do końca zażegnane. Ktoś wciąż mógł ją przyłapać na próbie kradzieży dokumentów, jakieś czuje oczy w tłumie mogły przyuważyć, że podrzuciła dziewczynie swoją broń i w przyszłości sprowadzić na nią o wiele większe kłopoty.
Jakimś jednak cudem, gdy kobieta zbierała z ziemi własne rzeczy wraz z zauważonymi dokumentami należącymi do nieznajomej, z najbliższego otoczenia nie odezwał się żaden niemiecki głos, który miałby spróbować ją przed tym powstrzymać. Już chciała odetchnąć w duchu z ulgą, gdy jej wzrok padł na patrzącego w jej stronę młodego mężczyznę, wyglądającego na cywila, który przez chwilę przyglądał jej się z uwagą, marszcząc brwi, za chwilę jednak spuszczając głowę i wbijając swoje spojrzenie w ziemię. Madeline przyjrzała mu się uważnie, szybko jednak idąc w jego ślady i bez dalszego zastanowienia wpychając resztę zawartości torebki do środka. Zaczynała z powrotem odzyskiwać pełnię swojej pewności siebie, gdy docierało do niej, iż sytuacja powoli zaczynała się uspokajać. W tyle jej umysłu wciąż przebijał się obraz tamtej kobiety, którą skazała z pewnością na wiele nieprzyjemności, a może i cierpienia, jednak Irving zdołała wyciszyć dźwięki i była pewna, iż za jakiś czas to wspomnienie przestanie mieć dla niej jakiekolwiek znacznie. Oczywiście pod warunkiem, że jej poczynania nie odbiją się rykoszetem, uderzając w nią boleśnie wtedy, gdy najmniej będzie się tego spodziewać. Mimo wszystko miała jednak świadomość, że nigdy, szczególnie nie w czasie wojny, nie będzie w stanie przewidzieć konsekwencji swoich decyzji. Czasem rzeczy po prostu się działy i chociaż ona, jako osoba, która lubiła poczucie kontroli oraz pełnej władzy na sytuacją, nie lubiła tego przyznawać, nie zawsze mogła wszystko kontrolować. Nie miała w końcu wpływu na to, co zobaczą niepożądane w danym miejscu oczy kogoś, kogo nie powinno tam być i kogo jakimś cudem nie zauważyła, ani na to, co ta osoba zrobiłaby z daną informacją. Robiła wszystko, co mogła, najlepiej jak potrafiła, zachowując jak największą ostrożność (choć może akurat w tym przypadku nie do końca było to widać), jednak czasem los w jakiś sposób mógł płatać jej figle. Jej pewność siebie oraz wiara we własne możliwości sprawiały jednak, iż Madeline była przekonana, że w większości przypadków będzie w stanie wybrnąć z sytuacji, w której się znajdzie, tak jak podczas tego pogrzebu, gdy przez moment nic nie zapowiadało się na to, aby przeszukanie miało się skończyć dla niej pomyślnie. A jednak, w jakiś sposób, na tę chwilę, udało jej się wyjść z tego cało i kobieta nie zamierzała dłużej roztkliwiać się nad tym, co będzie potem ani nad kosztami, które ktoś inny musiał ponieść dla jej bezpieczeństwa.
Gdy po chwili ponad głowami zgromadzonych dotarł do niej głos, oświadczający, iż może już powoli udać się do domu, Irving podniosła się z ziemi na nogi, otrzepując odrobinę zakurzoną czarną sukienkę, starając się doprowadzić ją do jak najlepszego stanu. Następnie, zawieszając na ramieniu torebkę wypełnioną dodatkowym przedmiotem, który raczej nie powinien znaleźć się w jej posiadaniu, zaczęła zgodnie ze słowami mężczyzny kierować się w stronę odpowiedniego wyjścia, próbując wtopić się w tłum i nie zawracając sobie głowy rozglądaniem się za nieznajomą, której z pewnością i tak nie udałoby się jej już wypatrzyć.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Cmentarz Montparnasse   Pon Lip 03, 2017 5:27 pm

Do ucieczki pchały ją raczej ponure przeczucia niż rozum – sekunda pomiędzy dostrzeżeniem zbliżającego się gestapowca a rzuceniem do biegu wystarczyła, aby ciało dziewczyny poddało się przerażonemu transowi, który sugerował jedno: wiej. Nie mogła być pewna, czy ruszający w ślad za nią mężczyzna nie strzelał: wiatr, strach i krew najpewniej dudniły zbyt głośno w uszach, zagłuszając wszystkie zewnętrzne bodźce. Biegła szybko, była daleko, a Reifenstein, prędko ruszający za dziewczyną i rozgryzający w ustach gorzkie ziarenka przekleństw, dość szybko pojął, że próba postrzelenia jej wiązałaby się z marnotrawstwem cennych naboi. Mógł być pewien, że nie trafi – przez ułamek sekundy, całkowicie wbrew samemu sobie, liczył się nawet z tym, że dziewczyna zdoła zbiec, choć kierunek, w którym podążała, jawnie przeczył wszelkim instynktom przetrwania. Nie biegła w stronę głównych bram, dość szczelnie obstawionych uzbrojonymi okupantami (naprawdę potrafiła myśleć aż tak logicznie?), lecz kluczyła pomiędzy kolejnymi nagrobkami, kierując się w stronę wysokiego muru. Jego nieruchoma, nadgryziona zębem czasu sylwetka zamajaczyła ponuro na horyzoncie, gdy Lars w końcu zdecydował się na wyciągnięcie broni z kabury – trafienie z kilkudziesięciu metrów kogoś, kto nielogicznie kluczy między pomnikami, wymagało daleko posuniętej pomocy losu. Albo peemu z cholernie pojemnym magazynkiem.
W każdym razie czegoś, czego Reifenstein dziś nie posiadał.
Ostatni, prosty odcinek pokonywali w tym samym, szaleńczym tempie – zamiary żydówki nagle stały się banalną oczywistością, jak gdyby widok sędziwego drzewa stanowił odpowiedź na wszystkie pytania wszechświata. Gdy zaczęła się wspinać po jego konarze, Lars wciąż oddalony był o przynajmniej dziesięć metrów, co nie przeszkodziło mu w uniesieniu broni – spokojnym i precyzyjnym. Już nie biegł, ale chyba zakwalifikowałby się do reprezentacji Rzeszy w chodzie sportowym; poderwany do góry pistolet przez trzy, wyjątkowo długie sekundy śledził ruchy wspinającej się po drzewie dziewczyny, aż w końcu – wyraźnie zniecierpliwiony oczekiwaniem, na jakie go skazano – wypluł z lufy dwa pociski, jeden po drugim, wypełniając śmiertelną ciszę cmentarza głuchym, złowrogim echem wystrzałów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Cmentarz Montparnasse   Pon Lip 03, 2017 5:27 pm

The member 'Lars Reifenstein' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The author of this message was banned from the forum - See the message


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Cmentarz Montparnasse   Pon Lip 03, 2017 8:10 pm

A jednak łaskawy los nie pozwolił mi się nudzić i zesłał delikatny powiew dramatu w postaci nadbiegającego w naszą stronę mundurowego ze złamanym nosem. Krew wyglądała malowniczo na szarym materiale, jednak najpewniej nie należała do wroga, co czyniło ten widok nieco hańbiącym. Powstrzymałam się od komentarza, pragnąc usłyszeć jak najwięcej i być może nawet zadziałać; przecież mężczyźni wciąż nieśli Claudię i byli w związku z tym niezwykle zajęci, a ja przecież byłam wolna, mogłam udać się w pościg za niewdzięcznym Francuzem, a na końcu wymierzyć mi sprawiedliwość!
Głos jednego z moich pomocników sprowadził mnie na ziemię. Wyglądało na to, że nici z mojego ambitnego planu zostania bohaterką dnia; zaopiekowanie się zemdloną wdową przydzielono już na stałe do moich obowiązków, a gdy znaleźliśmy się w chłodnej kaplicy, mężczyźni wycofali się czym prędzej, każąc mi na siebie uważać. Cóż mogłoby mi się tu stać? Krzywe spojrzenie postaci z witrażu nie było chyba śmiercionośne?
Z westchnieniem dałam za wygraną i skupiłam swoją uwagę na Claudii, powoli odzyskującej chyba przytomność. Nie rozumiałam jej cichego bełkotu, ale byłam pewna, że nie mówiła z sensem. Rozejrzała się, poszukując czegokolwiek, czym mogłabym jej ulżyć, a mój wzrok przyciągnęły wazony z kwiatami – trupi smród wciąż roznosił się w pomieszczeniu, dlatego z chęcią sięgnęłam po jeden z bukietów, by za chwilę zatopić w nim nos. Nie mogłam długo pozostać samolubna, dlatego z ociąganiem zanurzyłam dłoń w torebce, wyciągając z niej chusteczkę. Przybliżając się do Frau Kastner, zwilżyłam materiał w wodzie i delikatnie sięgnęłam nim do jej ust.
Przebywałyśmy w kompletnej ciszy, dlatego jej słowa, choć wypowiedziane słabym głosem, dotarły do mnie dość wyraźnie. Co powinnam jej odpowiedzieć? Na usta cisnęła mi się niezbyt miła, lecz szczera i prostolinijna odpowiedź. Postanowiłam jednak oszczędzić wdowie stresu, a już zwłaszcza, gdy ponownie zwróciłam uwagę na jej zaokrąglony brzuch. Przez jeden, krótki moment pożałowałam maleńkiej półsieroty, która się tam znajdowała…
- Ceremonia dobiega końca – otrząsnęłam się szybko, zapewniając wdowę spokojnym tonem o tym, że jej trumna jej męża na pewno znalazła się już pod ziemią – Już niebawem będziesz w domu.
Pocieszanie jej nie miało teraz najmniejszego sensu.

_________________


oh non, rien de rien
oh non, je ne regrette rien.
wenn ich ihre haut verließ
der Frühling
blutet in Paris
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Cmentarz Montparnasse   Wto Lip 04, 2017 12:07 am

Spotkawszy się z uprzejmym gestem Herr Kriminaldirektora, a odpowiedziawszy w ten sam sposób, wsparłszy się nawet czymś - by dobitniej ukazać swoje uznanie dla przezorności tego przedstawiciela dumnej aryjskiej rasy - na kształt delikatnego uśmiechu, prałat odnotował zaraz, by w niedalekiej przyszłości podpytać o niego parę zaprzyjaźnionych osób, których albo to krewni, albo bliscy znajomi w strukturach gestapo musieli znać go lepiej. Funkcjonariusze tej ponurej instytucji nie byli z reguły nazbyt wylewni w swoich kontaktach, przeto Mâron nie spodziewał się odkryć nazbyt wiele, jednakowoż w jego interesie było łapać każdą, choćby najmniejszą okazję, by wzmocnić swoją pozycję pośród paryskich elit. Dlań, wiedza była w równym stopniu orężem, co tarczą - i te zasłyszane w niemieckich salonach ploteczki, i wyznanie w mroku konfesjonału; i ostrożne, prowadzone szeptem debaty z dyplomatami innych neutralnych państw w zaciszu ich gabinetów; i niekończący się potok sprawozdań lokalnych biskupów, słów oburzenia wobec poczynań Rzeszy na obszarze okupowanej Francji; i lakoniczna korespondencja z bacznie obserwowanym przez Hitlera Watykanem. Wszystko to gromadził skrzętnie w swej pamięci, by dobyć w odpowiedniej chwili.

A chociaż zdał, jak przypuszczał, dzisiejszy test na zaufanie okupantów - tym lepiej, że jeśli Reifenstein uciszy żydówkę, to nikt oprócz grupy docelowej nie dowie się o jego udziale - nadal pozostawały pewne niepokojące kwestie, które zaprzątały jego i tak już spracowany umysł. Miał przed sobą naglącą konieczność wypracowania takiej pozycji, w której będzie dostatecznie blisko Niemców, by utrzymywać swoją uprzywilejowaną pozycję w społeczeństwie, a jednocześnie na tyle daleko, by w dogodnej chwili móc się od nich odciąć, zachowując władzę - gdy tylko francuska flaga znów powiewać będzie na szczycie Wieży Eiffela. Przed samym sobą, przed politykami i hierarchami, mógł tworzyć sobie wsparcie w postaci wizji uciemiężonego ludu Francji, dla zapewnienia któremu protekcji zmuszony był zbratać się z tymi nazistowskimi mordercami, bluźniercami, heretykami, jednakowoż miał powody, by poddawać w wątpliwość, czy przemówi to do tych, którzy w swym zaślepieniu szumnie obwieszczą go zdrajcą - jakoby winą było, że, w przeciwieństwie do nich, troszczy się bardziej tym, jak będzie wyglądać oblicze całej Europy za dwadzieścia czy trzydzieści lat, niźli tym, czy jakaś nieistotna, podrzędna krawcowa z przedmieść Paryża ma co włożyć do garnka.

W gruncie rzeczy, w równym stopniu nieistotna - o ile nie mogła w jakiś nieznany prałatowi sposób posłużyć do realizacji jego celów - była Claudia Kastner. Mimo wszystko, posłuszny zasadom gry, którą prowadził, przywołał na swoje oblicze wielce zatroskany wyraz twarzy i, przemierzywszy odległość dzielącą go jeszcze od kaplicy, wkroczył do wnętrza, by wyrazić swoją nadzieję, że kobieta czuje się już lepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Cmentarz Montparnasse   Wto Lip 04, 2017 2:36 am

Enzo ponownie miał szczęście – nikt nie przeszkodził mu w dotarciu do bramy, choć gdzieś w oddali mógł słyszeć podniesione niemieckie głosy, a nawet dźwięk wystrzałów. Nie wyglądało jednak na to, by ktokolwiek ruszył za nim w pogoń, tak więc Fenouil mógł bez problemu wydostać się z cmentarza i zniknąć gdzieś w gąszczu ulic.

Z każdą chwilą Claudia Kasnter zdawała się być coraz bardziej przytomna, choć w odpowiedzi na słowa Lisbeth zdołała jedynie skinąć nieznacznie głową. Na jej twarz powoli wracały kolory, a gdy po kilku minutach w kaplicy pojawił się Léonard, wdowa podniosła się dość gwałtownie, spoglądając na niego pytająco. Nie było im jednak dane zamienić ze sobą choć kilka słów, bo chwilę potem w kaplicy zjawiło się też kilku Niemców z Kriminaldirektorem na czele. Podziękowali Lisbeth za opiekę nad Claudią, po czym jeden z nich ostrożnie wziął Claudię na ręce i udał się w stronę drzwi. Kriminaldirektor oświadczył, że obydwoje zabierają wdowę do szpitala, po czym na odchodnym posłał Léonardowi ostatnie, uważne spojrzenie i sam podążył za swoim podwładnym.

Pierwsza z kul trafiła dziewczynę pod lewym kolanem, a druga zagłębiła się w ciele tuż nad lewym biodrem, lecz obrażenia te były niczym w porównaniu z uderzeniem o płytę nagrobną. Gdyby Lars znalazł się przy Żydówce, szybko odkryłby, że dziewczyna wciąż oddychała, ale z jej prawego ucha sączyła się krew. Nie odzyskiwała przytomności.
W jej kieszeniach Reifenstein znalazłby z kolei ubrudzony w żółtej farbie pędzel, zwiniętą opaskę z gwiazdą Dawida oraz prawie pusty portfel, w którym znajdowało się jedynie zdjęcie przedstawiające – najprawdopodobniej – Żydówkę wraz z rodzicami i młodszym bratem na tle jakiegoś ogrodu. Dziewczyna nie miała przy sobie dokumentów.

Podążając za tłumem, Madeline dotarła do bramy cmentarza, choć – podobnie jak wszyscy inni – mogła wyczuć nieco nerwową atmosferę panującą wśród paryżan. Wokoło krążyli Niemcy, przyglądając się uważnie wszystkim wychodzącym, ale żaden z nich nie zaczepił Irving, której po kilku minutach czekania udało się wyjść poza teren cmentarza.

Wobec braku odpowiedzi Niemiec pokręcił jedynie głową z niecierpliwością, po czym skupił na moment spojrzenie na Finie, przyglądając się jego nosowi,
- Doprowadź się do porządku – rzucił tylko. - Możliwe, że ceremonia już dobiegła końca. Jeżeli zobaczysz kogoś podejrzanego, natychmiast go zatrzymaj i doprowadź do nas.
W głosie Niemca wyraźnie brzmiało ponaglenie. Mimo że wciąż przyglądał się Jannemu z lekką podejrzliwością, najwyraźniej nie chciał tracić czasu na rozmowę i liczył na to, że Fin szybko stąd odejdzie.


PODSUMOWANIE

Mało brakowało, a pogrzeb Erika Kastnera skończyłby się kolejną tragedią, lecz sytuacja w porę została opanowana. Mimo to tak wyraźny przejaw sprzeciwu ludności żydowskiej powinien dać do myślenia każdemu okupantowi, który towarzyszył Kastnerowi w jego ostatniej drodze. Kiedy ceremonia dobiegła końca, a żałobnicy rozeszli się, grób zastępcy szefa paryskiego gestapo doprowadzono do porządku, sprzątając również resztki kartek z gwiazdami Dawida, które wcześniej pozrywano z nagrobków. Jeszcze przez kilka kolejnych dni na cmentarzu Montparnasse można było dostrzec funkcjonariuszy gestapo w ich charakterystycznych, czarnych płaszczach, którzy mimo utrzymującego się upału sprawdzali dokładnie każdy zakątek cmentarza.
Na próżno - nic więcej nie znaleziono, choć stało się jasne, że nie zamierzano dłużej tolerować poczynań ludności żydowskiej.

Pogrzeb Erika Kastnera dobiegł końca! Bardzo dziękuję wszystkim za aktywność, a teraz kilka kwestii technicznych:

Enzo – Niemiec, któremu złamałeś nos, zapewne zdołał zapamiętać Twoją twarz, dlatego lepiej licz na to, że już więcej się nie spotkacie. Jako że byłeś zajęty ucieczką, nie mogłeś być świadkiem wydarzeń, które przerwały ceremonię. Nie masz również żadnego kontaktu z Mauricem, a po raz ostatni widziałeś go, kiedy wycofywał się z kaplicy. Mimo wszystko przez przypadek udało Ci się dowiedzieć czegoś istotnego, ale nie możesz mieć pewności, ile prawdy jest w tym, że w przyszłym miesiącu Żydzi faktycznie mogą znaleźć się w niebezpieczeństwie. Być może warto jednak przekazać tę wiadomość dowódcy.

Lisbeth – w oczach wielu żałobników stałaś się swego rodzaju bohaterką i opinia publiczna z pewnością zapamięta Twoją pełną empatii postawę – nawet jeśli nie do końca szczerą. Sam pogrzeb raczej nie był dla Ciebie przyjemnym wydarzeniem, ale kiedy tylko ceremonia dobiegła końca i Claudię Kastner wyniesiono z kaplicy, pod jedną z bram cmentarza szybko podjechał szofer Twojego ojca, by zabrać Cię do domu.

Léonard – nie ulega wątpliwości, że zdołałeś dziś zyskać przychylność okupantów, nie tylko zasłaniając propagandowy napis na nagrobku Erika Kastnera, ale i informując Kriminaldirektora o ukrywającej się na cmentarzu Żydówce. Kto wie, być może jeśli spotkacie się ponownie, Kriminaldirektor będzie skłonny odpłacić się drobną przysługą...

Lars – ruszając w pościg za Żydówką, zabrakło Ci szczęścia, ale nie zmienia to faktu, że Twoje zaangażowanie zostanie docenione przez przełożonych. Do Ciebie należy również decyzja o dalszym losie Żydówki – możesz ukrócić jej cierpienie, ale możesz też zdecydować o przetransportowaniu jej do siedziby gestapo, gdzie – jeśli tylko odzyska siły – zostanie poddana przesłuchaniu.
Wybraną opcję możesz zawrzeć w kolejnym (nieobowiązkowym) poście lub tylko napisać o niej w prywatnej wiadomości do Mistrza Gry.
Z Twojego ekwipunku zostają też wypisane dwa naboje.

Madeline – podobno trudne czasy wymagają trudnych decyzji, prawda? Nie zobaczyłaś już kobiety, której podrzuciłaś swój pistolet, ale możesz się domyślać, że nie spotkało jej nic dobrego. Choć straciłaś broń, zyskałaś dokumenty z następującymi danymi: Aurora Cormier, ur. 13 lipca 1913 roku w Paryżu, Francuzka, pracownica One Two Two. W dowodzie tożsamości znajduje się też zdjęcie niebieskookiej blondynki, jaką jest (lub była) Aurora. Być może warto teraz znaleźć kogoś, kto przerobi odpowiednio dokumenty, abyś mogła się nimi w przyszłości posłużyć.
Z Twojego ekwipunku wypisany zostaje pistolet i magazynek, a dodane dokumenty.

Janne – niezbyt przyjemne spotkanie z robotnikiem z pewnością zapadnie Ci w pamięć i być może następnym razem rozważysz swój udział w kolejnym pogrzebie. W wyniku złamania kości przemieściły się i musisz poczekać około tydzień, aż z Twojego nosa zniknie obrzęk, zanim ktokolwiek będzie mógł go nastawić. Tymczasem masz trudności z oddychaniem przez nos i dręczą Cię sporadyczne bóle głowy.
Nie zapomnij wpisać swoich obrażeń w odpowiednim polu w profilu.

Maurice – po wyjściu z kaplicy wraz zresztą żałobników podążyłeś w kondukcie, ale znajdowałeś się zbyt daleko, by zobaczyć, co przerwało ceremonię. Podczas przeszukiwań miałeś z kolei wyjątkowego pecha – nie dość, że znaleziono u Ciebie rewolwer, to jeszcze nadgorliwy Niemiec zażądał okazania dokumentów, których nie miałeś. To natychmiast wzbudziło poważne podejrzenia; odciągnięto Cię na bok w mało delikatny sposób, a kiedy ceremonia dobiegła końca, zostałeś wyprowadzony z cmentarza i wepchnięty do czarnego mercedesa, którym przetransportowano Cię do siedziby gestapo. Nie przesłuchano Cię jednak od razu, lecz wtrącono do ciasnej i zatęchłej celi. W sprawie swojej sytuacji możesz skontaktować się z Mistrzem Gry w prywatnej wiadomości.

2. Przy punktacji za wydarzenie Mistrz Gry brał pod uwagę odpisy w kolejkach i zgłaszane nieobecności, a także inicjatywę własną w postach. Punktacja prezentuje się więc następująco:

Enzo, Léonard, Madeline, Lars, Lisbeth - otrzymujecie po 60 PR.
Janne - otrzymujesz 50 PR.
Maurice - nie otrzymujesz punktów.

Dodatkowe 10 PR trafia również do Enza, Léonarda i Madeline za odpisy we wszystkich kolejkach.

3. Jeśli chcecie, możecie napisać jeszcze po jednym poście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Cmentarz Montparnasse   

Powrót do góry Go down
 
Cmentarz Montparnasse
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Lewy brzeg :: Pozostałe dzielnice-
Skocz do: