IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Biblioteka Narodowa Francji - Page 3


Share | 
 

 Biblioteka Narodowa Francji

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Biblioteka Narodowa Francji   Nie Lip 03, 2016 3:01 pm

First topic message reminder :



Biblioteka Narodowa Francji

Historia Biblioteki Narodowej Francji, ustanowionej oficjalnie w 1461 roku, sięga aż średniowiecza i powiązana jest z królewską biblioteką w Luwrze. Utworzył ją 1368 roku król Karol V, a niektóre pochodzące z niej zbiory nadal znajdują się na wiekowych półkach Biblioteki Narodowej.
W pewnych kręgach mówi się, że jej pracownicy to jedni z największych patriotów w Paryżu. Choć na początku okupacji biblioteka utraciła część zbiorów, które wywiezione zostały do Niemiec, inne manuskrypty oraz zabytkowe wydania w dziwny sposób zniknęły. Okupanci wciąż jednak domagają się zaginionych zbiorów, a ich hałaśliwe wizyty stały się tutaj niemal powszechnym widokiem.
Spokój, który przez tak długi czas panował w owalnej, budzącej podziw sali, jest teraz produktem luksusowym.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Biblioteka Narodowa Francji   Wto Cze 06, 2017 6:38 pm

Pozostawanie w czujności rzutowało na nagle gorszym samopoczuciu Maxime. Powinna poczuć może jakiś przepływ podniecenia, z uwagi na poziom podniesionej adrenaliny, zamiast tego, w tyle głowy czaił się niepokój, z przodu, ostrożność, a wokół niej aura ogólnej apatii i brak zrozumienia dla rosyjskiej brutalności. Sugestywna, hipnotyczna, acz groźna nuta wypowiedzi mężczyzny, na moment wywołała nieprzyjemny dreszcz na ciele kobiety, zanim z odpowiednią dawką sceptycyzmu skomentowała ten akt ukrytej agresji:
Ulegnij pokusie, to dobry trening silnej woli.
Może zamiast tego uruchomiłby rozsądek i zamiast próbować od razu szturmować tą znajomość, mogliby podjąć współpracę? Tą ogólnie rozumianą, zdecydowanie nie ścisłą. Wyłącznie taką, która zapewniłaby im obojgu wygodną pozycję w tym paryskim światku, tak aby nie musieli trzymać się w gotowości przed kolejnym wrogiem.
Widziała jednak, e to ona musiała zrobić pierwszy ukłon w jego stronę. Skoro dała się zaciągnąć na tyły półek, a teraz powstrzymała się od cisnącego się na usta komentarza, w odpowiedzi na jego górnolotne komentarze, czy to nie był dostateczny wyraz jej wyrozumiałości? Ściągnęła pełne wargi w węższą linię, przełykając gorąco żarliwych słów, zachowanych wyłącznie dla siebie i opierając się biodrem o regał, przytrzymując tomik przy swoim udzie, z nadzwyczajna cierpliwością słuchała dalszych słów mężczyzny. Jej wzrok wykazywał tylko połowiczne zainteresowania, trochę politowania i powątpiewania.
Bądź miły, a też będę miła. Nie czuję się w nastroju do bycia miłą, kiedy przytłacza mnie, monsieur, swoją jakże cierpką osobą. Grzeczność wymaga, żeby to pan przedstawił się pierwszy.
Słuszne spostrzeżenie zawisło na moment tylko między nimi, kiedy w odruchu absolutnego instynktu, wyjawiła mu fałszywe imię. Tylko imię. Fałszywe nawet z pośród tych fałszywych. Nie wiedziała dlaczego zakładała, że mogłaby żałować przedstawienia mu się inaczej.
Cécile. Czy zaspokoiłam pańską ciekawość?
Poruszyła się wymownie, w końcu decydując się przecisnąć wbrew jego woli pomiędzy nim, a regałem książek, do których przylgnęła łopatkami. Nawet jeśli kurz odbił się na białej koszuli, poświęcenie to warte było uwolnienia się spod tego rodzaju metaforycznej klatki. Tam, gdzie powietrze było duszne, ciężkie i strute.
Wybacz mi, konieczną niestosowność.
Umykając jego przytłaczającej sile, zaznaczyła jedno słowo w wypowiedzi, wyraźnie dając mu do zrozumienia, że narzucone przez niego ramy gry, dało się przesunąć. Wbrew temu, co mylnie z początku założył i że taki rodzaj rozwiązania tej gry zamierzała sobie egzekwować dostępnymi dla niej sposobami.
Mógł jej uwierzyć, że przemykanie pomiędzy nim, a półkami, nie sprawiało jej żadnej przyjemności. Szczególnie ta część, w której otarła się o jego ramię, chociaż zdążyła się już zaprzyjaźnić z kurzem i była pełna nadziei, że ta przyjaźń będzie bliższa niż ta znajomość dwóch obcych, odległych i wrogich sobie ciał.
— Jak teraz pańska silna wola?
Znaczy, czy przez moment mógłby założyć, że nie chcieli sobie skakać do gardeł? Takie usprawnienie rozmowy mogłoby ją znacznie skrócić, a czy to nie było celem obu stron konwersacji?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Biblioteka Narodowa Francji   Wto Cze 06, 2017 10:23 pm

Niesłychana, irracjonalna potrzeba zapalenia – już drugiego dzisiaj – papierosa; tytoń, krucha bibułka i skąpy filtr stały się nieskładnym medium pomiędzy tym, co rzeczywiste, a tym, co właśnie miało miejsce w paryskiej bibliotece. Całe spotkanie, włącznie z feerią negatywnych emocji, które przeskakiwały pomiędzy tą dwójką jak wyładowania atmosferyczne, już na samym początku obdarte zostało z racjonalnych podstaw. Prawdopodobieństwo, że Maxime Lowe ponownie stanie na krętej, często wiodącej przez zwodnicze bagna drodze Fiodora, było tak niskie, iż jakiś czas temu bez sentymentów wyparł jej istnienie ze świadomości. Amerykanka, wizyta w Moskwie, późniejsza styczność Waszyngtonie i wszystkie skutki nielicznych spotkań, na jakie oboje się narazili, zostały dokładnie skatalogowane oraz zarchiwizowane. Na ponad rok przesrały mieć znaczenie. Nie istniały.
Aż do dzisiaj.
Odkurzenie zebranych przed laty informacji było pracą wymagającą mozolnej wędrówki przez meandry skupionego do granic możliwości umysłu; wszystkie dane na temat Maxime, w znacznej części najpewniej zdezaktualizowane, wciąż cierpliwie czekały na jednej z dziesiątek półek pamięci. Wystarczyło odnaleźć odpowiednią alejkę i numer katalogowy, by kiedyś wyparte dane powróciły na dawne miejsce, pełniąc rolę spoiwa między przeszłością, teraźniejszością a przyszłością – bo fakt, że ta miała nadejść, opuścił sferę domniemania i stał się koniecznością. Być może właśnie ta myśl, gryząca równie zaciekle, co siwy dym ulatujący z rozpalonego czerwienią oczka, wywołała nagłą potrzebę zapalenia w kimś, kto z zasady niemal całkowicie rezygnuje z jednej używki i z zaangażowaniem poświęca się innej.
Idiotyczne marzenie: dopalić papierosa, parząc żarem palce, rzucić niedopałek na płytę chodnikową i rozetrzeć go butem, zupełnie tak, jakby było się skarlałą formą starożytnego bóstwa.
Madame, nie ulegam byle popędom – odpowiadał jej w równej mierze, co sobie samemu, zaciekle odpychając wciąż żywe wspomnienie papierosowego dymu leniwie snującego się po ciasnej, ciemnej kuchni; skoro tak zaciekle wymagano od niego rozsądku – a przecież zachowywał go bezustannie, o czym najlepiej świadczyło to, że Maxime wciąż żyła – musiał skupić myśli na tym, co tu i teraz, a nie tam i kiedyś.
Nawet, jeśli przeszłość była o wiele bardziej kusząca.
Co w sytuacji, gdy bycie miłym nie leży w mojej naturze? – nie chciał, by w jego głosie rozbrzmiało zniecierpliwienie, ale było za późno na powstrzymanie sylab, które już skapywały z ust i spokojnie płynęły w stronę amerykańskich uszu. – Lepiej, bym silił się na grzeczność, na której brak tak pani pomstuje? – walka ze znużeniem, powoli wkradającym się w każdą głoskę, wymagała pokładów energii, dziś będących poza zasięgiem Fiodora. Nagle zapragnął ukrócić spotkanie, zerwać tę marną, iluzoryczną nić dialogu, na jaki w końcu się zdobyli, i wrócić do mieszkania, przeklinając moment, w którym postanowił je opuścić. Nie mógł jednak uciec – w końcu sprawa była znacznie większa niż kontakty tej dwójki.
Znacznie, znacznie większa.
Połowicznie, madame. Pascal, enchanté – skłonił lekko głowę, darując sobie farsę z ujmowaniem i całowaniem dłoni – tej samej, która jeszcze przed momentem chciała odnowić znajomość z nosem Fiodora – tudzież Pascala. Na szczęście nawet nie miał czasu, by podjąć podobną próbę; Maxime zapragnęła uwolnić się z domniemanej klatki (zupełnie, jakby ktoś faktycznie ją więził, doprawdy) i dość obcesowo – oraz obscenicznie – obdarła zarówno siebie, jak i rozmówcę ze strefy prywatnej. Odległość pomiędzy ciałami zmalała zbyt szybko i zbyt drastycznie, by Chirjakow zdołał podjąć próbę taktycznego odwrotu – kiedy zaś narazili się na bezpośredni kontakt, niewiele brakowało, aby Fiodor wraz z jednym z regałów runął w bok, uruchamiając efekt książkowego domina.
Wybaczam, choć wystarczyło poprosić – sądził, że ponownie odnajdzie we własnym tonie cień nagany – tkwiła w nim jednak wyłącznie nuta słabego rozbawienia, choć trudno stwierdzić, czym dokładnie: rozpaczliwymi próbami ucieczki Maxime czy jego równie rozpaczliwą reakcją. Dopiero pytanie o silną wolę – nie mniej zaskakujące od faktu, że Fiodor chwycił za jedną z książek, niespieszne ważąc ją w dłoni – ponownie skupiło uwagę w jednej, scalony twór.
Nie odbiega od zwyczajowej normy. Jak natomiast z pani wolą? – obrócił niewielki tomik w palcach, dostrzegając na grzbiecie nazwisko autora – pięknie pozłacane von Arnim – oraz tytuł cienkiego wydania.
Tröst Einsamkeit.
Jak ironicznie.
Jest dość silna, by odmówić mi kolejnego spotkania?
W grę nie wchodziło jedynie usprawnienie rozmowy – teraz kontakty przeskoczyły na zupełnie inny poziom, otwarcie sugerując, że następna styczność tej dwójki jest nieunikniona; teraz od Maxime zależało, czy odbędzie się na neutralnym, czy mocno niesprzyjającym gruncie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Biblioteka Narodowa Francji   Sro Cze 07, 2017 12:11 am

Przejęzyczenie madame Dufourt, czy też pani Lowe, o ulegnięciu pokusie, zamiast oparciu się jej, doprowadziło do wprowadzenia nowego tematu rozmowy. Zdanie kobiety zdawało się w ten sposób przemycić więcej zuchwałego, kontrolnego tonu, który jednak w żaden sposób jej nie przeszkadzał. Tak długo, o ile płaszcz bezpieczeństwa w tej rozmowie spowijał ją tak ciasno, że nawet mężczyzna z rosyjskiego wywiadu nie zdołałby się przez niego przedrzeć. Słowem, czynem, a nawet myślą. Póki co, kobieta czuła się w komfortowym położeniu do ironizowania, więc można było tylko zgadywać, że zdawała się być jeszcze pewna swego.
A jednak pokusa ponownego spotkania mnie była tak nieodparta, że jej nie mógł się pan oprzeć.
Uśmiechnęła się kącikiem ust, nie szczędząc sobie sarkazmu w tym jednym zdaniu. Nasączone nim zdania, zaadresowane specjalnie dla uszu mężczyzny, nie traciły na swoim przekazie, nawet kiedy podjęła się odpowiedzi na następne, zadane przez Rosjanina pytanie.
Wtedy, drogi panie — przymilny ton nabrał wręcz rangi groteski, kiedy z taką gorliwością wrzuciła w niego sztuczną grzeczność, troskę i umiłowanie — nie ulegnie pan popędliwości swojej natury. Przecież nie gnie się, monsieur, przed byle popędami.
Wypomniała mu jego własne słowa, z nadzwyczajną lekkością i płynnością, unosząc kącik ust wyżej i wyżej, aż w końcu cyniczny uśmieszek wstąpił na te wargi i nie zapowiadało się aby szybko chciał je opuścić. Trwała w tej konsekwentnej pozie, nawet kiedy rozpoczął karykaturę grzecznościowego powitania, chociaż jej mimika, nabrała wtedy większego chłodu i pobłażania, niż typowego drwiącego charakteru.
Pozwoliła sobie nie odpowiedzieć na fałszywą uprzejmość i skwitować ją tylko bardzo subtelnym spuszczeniem oczu, na wzór jego skinięcia głową. Kaskada rzęs opadła w dół, a faktycznie, kobieta wzrokiem zlustrowała całą jego sylwetkę. Ulotnie, zapamiętując jednak każdą ewentualną wypukłość pod strojem, a przynajmniej tą, która mogła zdradzić ewentualne rozmieszczenie elementów jego wyposażenia mogących zagrażać jej zdrowiu. Wykorzystała do tego również moment przemieszczenia się z jednego punktu pomiędzy półkami, do drugiego, bardzo przykrą okoliczność smagnięcia jego ramienia, traktując jako konsekwencję wnikliwych oględzin jego osoby. Miała wrażenie, że Pascal, podobnie jak ona jego, nie darzył jej nawet najmniejszym zaufaniem. Jego brak ufności, z doświadczenia wiedziała, przedstawiał się jednak bardziej tragicznie w skutkach niż jej własny.
Tym razem nie powstrzymała się od prychnięcia, kiedy zwrócił uwagę o układaniu słów w prośbę, na którą byłby skłonny przystać, gdyby z taką się do niego skierowała. Wierzyła, że słownie zdążyła już to zrobić. Dlatego zlekceważyła ten przytyk. Stojąc już w miejscu, po napawającej ją większym spokojem stronie jego osoby, spróbowała otrzepać plecy z kurzu, przecierając go jedną dłonią z łopatek. Nienaturalne wygięcie pleców w łuk, uświadomiło jej, że chociaż nawet się nie starał, właśnie popsuł jej nienaganną, śnieżnobiałą koszulę. Przełknęła ciężką gorycz niezadowolenia i skwitowała ten porażający dyskomfort chwilowym milczeniem.
Jest dość silna by odmówić spotkania samemu ambasadorowi Francji, więc jak może pan, zgadywać, przy nim, odmowa panu stanowi niewielki problem — sparowała intuicyjnie, nie zdążając ugryźć się w język. Żaden mięsień na twarzy nie zdradził jednak przypadkowości jej impertynencji. Chwilę potem zreflektowała się naturalnie, jakby to było jej zamiarem od samego początku:
Dlatego ma pan szczęście, że wcale nie planowałam mu odmawiać.
Wychylając się w przód, tym razem to ona odłożyła książkę na półce znajdującej się na odpowiednim poziomie przy jego nodze, aby uznał ten gest za atakujący jego strefę komfortu – przecież nie specjalnie, znów.
O ile zapewni mnie pan o zadowalających skutkach owego spotkania. Mogę liczyć, że jego przebieg nie wywoła najmniejszych kontrowersji, które mogłyby mi się nie spodobać?
Nie żeby miała uwierzyć mu na słowo. Mimo to, domagała się odpowiedzi. Krótkiej, niedbałej, lekceważącej, wyłganej spomiędzy niechlubnych ust. Tak naprawdę bowiem, pytanie miało wyraz retorycznego. Miało jedynie zwrócić uwagę na fakt, że jakiekolwiek kroki, jakich by się podjął, przy zaplanowanych spotkaniu, mogą pociągnąć za sobą odpowiednie reakcje. Takie, które mogłyby się nie spodobać jego kontaktom w Rosji, gdyby na przykład postanowił zrobić coś, co z kolei nie spodobałoby się brytyjskiemu wywiadowi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Biblioteka Narodowa Francji   Pią Cze 09, 2017 10:02 pm

W sytuacjach podobnych do tej – kiedy cisza momentami staje się równie przytłaczająca, co gruzy obróconego w ruinę kościoła – najistotniejsza jest obserwacja. Wzrok nie powinien ograniczać się do sylwetki i twarzy rozmówcy, ponieważ każdy szczegół otoczenia jest istotny, czasami nawet istotniejszy od kolejnego grymasu wyważonej pogardy na ustach aktualnego towarzysza dialogu. Wszystko ma znaczenie: zakurzone książki, ilość regałów, okno, stolik, stary obraz na ścianie – mżawka, szuwary, stadko gęsi na tle szarego nieba, czarne wyżły i dwóch myśliwych w brązowych kurtkach z jesiennym kamuflażem. W ich dłoniach strzelby.
Zauważał to wszystko, najdobitniej dostrzegając pozorną otoczkę bezpieczeństwa, jaką spowiła się Maxime – wierzył w jej intelekt na tyle, by nie podejrzewać, że w pełni polega na chwilowej ułudzie ochrony, i jednocześnie powątpiewał dość, aby uśmiechnąć się gorzko na przekonanie kobiety o własnej nietykalności.
Gdyby zechciał, obdarłby panią Lowe z potrzeby ironizowania i dość dosadnie udowodnił, że nawet w miejscach takich jak to – cichych, publicznych, z niemymi świadkami rozmowy, która dla postronnych wyglądała jak schadzka mocno zaawansowanych wiekiem kochanków – nie powinna czuć się bezpiecznie.
Nie może czuć się bezpiecznie.
Alle Tage unterliege ich der Versuchung und verspreche mir heilig – morgen willst du einmal wegbleiben – uśmiechnął się lekko, samymi kącikami ust, niemal nierealnie – cały grymas trwał nie dłużej niż dwa prędkie uderzenia serca, podczas których Chirjakow nieco bardziej przypominał człowieka i odrobinę mniej przyczajoną między regałami, chwilowo pokojowo nastawioną bestię. – Goethe, jeśli już o nim mowa.
Skapujący ze słów Maxime – och, pardon, Cécile – sarkazm nie robił na nim szczególnego wrażenia; przez lata ironizowania dość łatwo uodpornić się na nieszkodliwe, werbalizowane pospiesznie przytyki, w których więcej jest próby obronienia się niż rzeczywistego ataku. I choć zwykle nie puszczał ich mimo uszu, tym razem drastycznie kurczący się zapas wolnego czasu odwiódł go od słownych potyczek – przynajmniej na dzisiaj.
Nie o popęd w tym przypadku chodzi, lecz wrodzoną ostrożność – nadał tonowi własnego głosu konspiracyjnie-tajemną nutę, jak gdyby lada moment miał zdradzić najpilniej strzeżoną tajemnicę w tej i sąsiadującej galaktyce. – Sama pani wie, jak wiele działań musimy podejmować wbrew sobie.
Choćby znosić podobne spotkania, cisnęło się na usta, z równie płynnym cynizmem, jaki właśnie gościł na ustach Maxime. Fiodor miał wrażenie, że to najczęstsza z wąskiej gamy emocji, które posiadała kobieta – poza pretensjonalnym sarkazmem, tliła się w niej umiejętność nietrafnego ubierania myśli w słowa, lecz sam Chirjakow najbardziej lubił przerażenie, z jakim przyjmowała łamanie obojczyka. Przynajmniej ono było autentyczne.
Przypadek tej konkretnej kobiety, na całe szczęście, był bardzo prosty – Fiodor traktował ją jako silną anomalię, ale dość łatwą do zwalczenia. Wystarczył zaledwie jeden czynnik, a ściana, która tak szczelnie otaczała Maxime i zapewniała kobiecie ułudne poczucie bezpieczeństwa, runie.
Potrzebując ją między gruzami.
Sam ambasador musi przyznać, że ustępuje mi pod kilkoma względami – w jego słowach tkwiła ta sama niespieszność, z jaką uniósł wolną rękę; jeśli pani Lowe sądziła, że ubrudzenie koszuli zakończy pasmo jej dzisiejszych upokorzeń, musiała odczuć gorzką falę frustracji, kiedy dłoń Fiodora spoczęła na groteskowo wygiętych plecach, dwoma, precyzyjnymi ruchami strzepując z białego materiału smugi starego kurzu. – Jak widać, istotnymi na tyle, by odmowa nie wchodziła w grę – zakończył spokojnie, zatrzymując rękę na łopatce Maxime dłużej, niż wymagała tego sytuacja – ten przeciągnięty w czasie o nie więcej niż trzy sekundy gest dość jasno sugerował, że domniemana Cécile powinna zrezygnować z równie energicznych przejawów ruchliwości.
Ktoś nerwowy – na przykład Fiodor – mógłby źle odczytać gwałtowność tych ruchów, zaś nieporozumienia w sferze niewerbalnej są niezwykle niebezpieczne, nawet, jeśli nic nie wskazuje na to, by nerwowy ktoś był uzbrojony.
W końcu do łamania obojczyka zbędny jest pistolet.
Madame, nie mam wpływu na czynniki zewnętrzne, jednak ze swojej strony mogę obiecać wyborne towarzystwo i niezapomniane przygody – posłał jej krótki, swobodny uśmiech kogoś, dla kogo najbardziej emocjonującą rozrywką są sobotnie wizyty w kinie. Był zadziwiająco prawdomówny w każdym słowie, które padło spomiędzy jego ust – wyborne towarzystwo nie musiało oznaczać dokładnie jego towarzystwa, choć sedno sprawy miało pozostać tajemnicą aż do dnia kolejnego spotkania. – Proszę wstąpić piętnastego maja do Chinatown. O osiemnastej. Zauważy mnie pani bez problemu – obrócił w dłoni tomik, dość swobodnie odnosząc się do zamieszkujących tamtejszą dzielnicę obywateli; niewielki wzrost nadrabiali podejrzanie wyglądającą, choć w gruncie rzeczy smaczną kuchnią, oraz – co istotniejsze – narastającą sympatią do komunizmu.
Nim Maxime zdołała po raz kolejny zaszczycić Fiodora popisem elokwencji lub ubrudzić własną koszulę, Chirjakow już kierował się w stronę bibliotekarki, po pozbawionej zbędnych uprzejmości wymianie zdań opuszczając bibliotekę – tym razem z książką w ręku oraz świadomością, że musi zniknąć w tłumie, nim pani Lowe zdoła wyjść z budynku.

    | zt x2.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Biblioteka Narodowa Francji   

Powrót do góry Go down
 
Biblioteka Narodowa Francji
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Lewy brzeg :: Pozostałe dzielnice-
Skocz do: