IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Teatr 'l'Etoile'


Share | 
 

 Teatr 'l'Etoile'

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Teatr 'l'Etoile'   Nie Lip 03, 2016 3:01 pm



Teatr 'l'Etoile'

Jeden z ulubionych teatrów paryżan znajduje się w mało widocznym miejscu, a jego afisze nie wyróżniają się zbytnio na tle szaroburej elewacji budynku. Ktoś, kto nie zdążył jeszcze dobrze zapoznać się z Paryżem, najpewniej ominie wzrokiem Théâtre de l'Etoile, jednak miejscowi dobrze znają to miejsce.
Teatr ten jest stosunkowo młody - powstał w 1923 roku i zdążył już przenieść się do siedemnastej dzielnicy z Pól Elizejskich, gdzie czynsz i konkurencja okazały się zbyt duże. W nowej lokalizacji Théâtre de l'Etoile przyciąga jednak wielu spragnionych rozrywki, a przede wszystkim braku obecności okupanta. Miejsce to słynie z kameralnej atmosfery i wodewilów, w których wykonawcy często żartują z Niemców za pomocą niezrozumiałego dla cenzorów slangu.
Miłośnicy Théâtre de l'Etoile zdają sobie sprawę z tego, że złote czasy tego miejsca przeminą wraz z pierwszą lepszą obławą, ale póki co zabawa trwa w najlepsze.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Teatr 'l'Etoile'   Wto Sie 23, 2016 2:58 pm

[9 marca 1942]

Ulica przed teatrem była pusta, bo nikt nie szukał tu rozrywki jeszcze przed siódmą rano. Na zewnątrz było mroźno, jednak najwyraźniej nie robiło to wrażenia na postawnym mężczyźnie, który wyłonił się właśnie zza rogu - miał on na sobie rozpięty, stary płaszcz i nie przejmował brakiem szalika lub czapki. Skierował się w stronę zaplecza teatru, jednak zanim skręcił, rozejrzał się ukradkiem i spojrzał na zegarek. Dopalił trzymanego w ustach papierosa, rzucił go na chodnik i przydeptał zniszczonym butem. Z kieszeni wyciągnął klucze i dopełnił swojego codziennego rytuału, otwierając nimi drzwi od zaplecza.
Jako dozorca, przychodził do pracy najwcześniej, chociaż czasem natykał się jeszcze na aktorów i tancerki, którzy nie zdążyli opuścić przybytku po szaleństwach poprzedniej nocy. Tym razem jednak powitała go głucha cisza, a mężczyzna uśmiechnął się pod nosem. Przewidział to.
Ruszył wąskim korytarzem przed siebie i po chwili znalazł się w rekwizytorni, która idealnie nadawała się na dzisiejsze spotkanie. Członkowie Krasnego zostali poinformowani, że dowódca będzie ich oczekiwał, bo należało przedyskutować wreszcie kilka ważnych kwestii, które zalegały im od początku zimy. Znali drogę, wiedzieli, jak tu trafić, a Dimitri Geroux ufał swoim ludziom na tyle, by nie wymagać od nich powtarzania formułek pod drzwiami. Podszedł więc do tylko sobie znanej skrytki pod jedną z szaf i wyciągnął z niej przechowywany tam pistolet. Gdy podwładni zastaną go czyszczącego broń, na pewno da im to do myślenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Teatr 'l'Etoile'   Wto Sie 23, 2016 10:34 pm

Nie chadzał do teatru, ani kin dla przyjemności. Mimo, że nigdy nie był na żadnym spektaklu czy seansie, to nie przyjmował tej formy artystycznej. Po prostu uznawał, że to nie dla niego. Tym bardziej wiedząc, że obecna ich forma mocno jest tworzona pod dyktando propagandy. Do teatru chodził tylko w jednym celu, tylko do tego konkretnego i bynajmniej, żeby zmienić swoje zdanie na jego temat. Rzecz jasna dostał wiadomość i nawet przez chwilę domyślał się, czy aby na pewno dobrze zrozumiał dziewczynę i czy przypadkiem się nie przesłyszał. Jednak o zbiegu okoliczności nie było tu mowy, łącznicy rzadko się mylili, w końcu to ich zadanie. Nareszcie dowództwo postanowiło zacząć działać i chwała im za to. Przeklęta zima pokrzyżowała wszystkie plany o poważniejszych akcjach. Jeszcze kilka tygodni czekania na kolejne wskazówki z góry i pewnie sam postanowiłby coś zaplanować. I bardzo dobrze, że tak się stało, bo wykonanie samowolnie poważniejszej akcji, bez zgody nadzoru, spotkałoby się z poważnymi konsekwencjami. Jednak bezczynne czekanie, obserwowanie tego piekła które się wokół niego działo ze świadomością, że niewiele może wskórać w pojedynkę, doprowadzało do ogromnej frustracji.
Na zewnątrz było jeszcze ciemno, a on mało spał tej nocy. Czuł ekscytację z nadchodzącego spotkania, ale zachowywał spokój. Ubrał się dość ciepło, ciemny płaszcz oraz obowiązkowo szalik i czapka. Dzielnica Batignolles-Monceau do której zmierzał była nieco oddalona od jego mieszkania, więc wyszedł odpowiednio wcześniej. Po drodze starał się nie rzucać w oczy, więc wybrał lekko dłuższą trasę na której spotykał o wiele mniej niemieckich żołnierzy niż w innych miejscach. Kiedy był już przed budynkiem teatru zatrzymał się na moment. Sięgnął do kieszeni niedopalony, zgnieciony papieros i dyskretnie rozejrzał się czy nikt go nie śledził. Kilka minut i dokończył go, po czym skierował się w stronę tylnego wejścia. Wszedł do środka pociągając za klamkę, nauczony tego, iż dowódca nie wymaga dodatkowych zabezpieczeń przed wejściem. Powoli szedł korytarzem, aż wreszcie znalazł się w rekwizytorium.
- Witajcie towarzyszu. - powiedział poważnym tonem w stronę siedzącego mężczyzny. Na wejściu zmrużył lekko oczy widząc Geroux. Potrafił zrobić wrażenie, jeśli tego chciał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Teatr 'l'Etoile'   Czw Sie 25, 2016 7:46 pm

W końcu coś zaczęło się dziać. Wczorajsza rozmowa z Andrijem, a do tego dzisiaj miało się odbyć pierwsze od dłuższego czasu spotkanie całego oddziału. "Krasny" po mroźnej zimie wracał do gry. Arsène ubrał się ciepło, bo prawdopodobnie spotkanie skończy się późno. Możliwe było, że nie zdąży wrócić do domu przed godzinę policyjną, więc założył czarny płaszcz dający nadzieję na to, że nie będzie się zbytnio rzucał w oczy w ciemności.

Stanął przed wejściem do teatru i oparł się o ścianę zapalając papierosa. Chciał mieć pewność, że nikt go nie śledził. Kiedy upewnił się, że nie dzieje się nic podejrzanego, rzucił niedopałek na ziemię, rozdeptał go i wszedł do środka. Na miejscu już było parę osób.

-Witajcie, towarzysze! -Wiedział, że będzie musiał zdać relację ze swojego spotkania z Andrijem, ale Geroux na pewno miał własny plan dotyczący kolejności omawianych spraw, więc Arsène nie chciał wychylać się przed szereg.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Teatr 'l'Etoile'   Czw Sie 25, 2016 11:53 pm

Dimitri nie oczekiwał na dzisiejszym zebraniu wszystkich członków swojego oddziału - niektórym łączniczka przekazała zgoła inną wiadomość, dlatego pojawienie się w rekwizytorni dwóch młodych mężczyzn uznał za całkowicie satysfakcjonujące.
- Witajcie, towarzysze! - odpowiedział po francusku, odkładając czyszczony pistolet i witając się z Ciananem oraz Arsenem krótkim skinieniem głowy - Jesteście na czas. Dobrze - rzucił krótko, bez zbędnych pochwał odnośnie tego, że pojawili się na miejscu o wyznaczonej porze. Zresztą, co miałoby im przeszkodzić? Mróz?
- Będziemy we trzech - oznajmił tylko, najprawdopodobniej uznając, że taka informacja powinna im wystarczyć. Nie była to zresztą żadna nowość, dowódca Krasnego słynął z oszczędności słów - Zanim przejdę do rzeczy, chciałbym dowiedzieć się, czy poczyniliście jakieś działania od naszego poprzedniego spotkania?
Miał świadomość, że zima im nie sprzyjała, a jego podwładni wiedli już wystarczająco ciężkie życie w stolicy, jednak wolał być informowany o każdej zmianie. Dopiero później miał wspomnieć o wystawie, którą zamierzał bojkotować.
Podniósł więc swoją jasną głowę i powoli przenosił wzrok z jednego kolegi z oddziału, na drugiego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Teatr 'l'Etoile'   Pią Sie 26, 2016 5:38 pm

Właściwie to nawet nie cieszył się, że przyszedł jako pierwszy, ale lepiej to niż przyjść spóźnionym na takie ważne spotkanie. Na szczęście nie musieli zbyt długo czekać na kolejne osoby z oddziału. Dłuższe stanie w lekko niezręcznej ciszy nie należało do najprzyjemniejszych, ale nie będzie strzępił języka na próżne gadanie. Nie przyszli tu przecież żeby narzekać na zimę i plotkować. Skinął głową na powitanie Arsène i splótł ręce na brzuchu. Znał go już wcześniej, ale nie mieli okazji się bardziej poznać, a nawet domyślał się, że nie będzie im dane się zaprzyjaźnić, bo odróżniali się mocno od siebie charakterami.
Zdziwił się tym co oznajmił dowódca. W tak małym gronie spotkania oddziału chyba jeszcze nie uczestniczył, ale w końcu Geroux był ich przełożonym, więc wiedział co robi. Nie miał zamiaru podważasz jego zdania, skoro ich trójka wystarczała na to co planował tak być musiało. Przynajmniej wzrosła szansa na to, że dostanie jakieś zadanie do wykonania i skończy się próżnowanie. Niczego nie pragnął teraz bardziej niż wznowić walkę z okupantem.
- Niewielkie działania propagandowe i nawiązanie kontaktów z członkami innych oddziałów podziemia. - krótko podsumował swoje działania podczas przerwy zimowej. Niezbyt złożony meldunek. Wolałby żeby mógł się pochwalić czymś więcej, jednak prawda była taka, a nie inna. Zbyt wiele nie zrobił, ale i nie próżnował, głownie czekał na to spotkanie. Nie chciał wykonywać poważniejszych ruchów bez zezwolenia dowództwa na to. Byłoby to głupotą i niepotrzebne narażanie na niebezpieczeństwo siebie innych. Właściwie był też ciekawy co powie Arsène. Może miał więcej zajęć przez ten czas niż rudy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Teatr 'l'Etoile'   Pią Sie 26, 2016 5:57 pm

A zatem spotkanie odbędzie się w trzy osoby. Cóż. Może nie wszyscy jeszcze obudzili się ze snu zimowego. Dość ucieszył się widząc Cianana. Z jednej strony charaktety mieli różne, ale przecież walczyli o tą samą sprawę. Nie zdziwił się też słysząc jego słowa. Jego raport też by brzmiał podobnie, gdyby nie wczorajsze spotkanie.
-Towarzyszu Geroux, zgodnie z naszymi wcześniejszymi ustaleniami nawiązałem kontakt z Loiciem Rouffier. Powiem wprost: jest wrzodem na dupie. Zdaje się, że to jakiś komandos z bardzo wysokim mniemanie na swój temat. Ogólnie rzecz biorąc paskudny typ, jeden z tych, kto każdego poza sobą samym uważa za amatora. Zdaje się jednak, że dzięki swojemu przybytkowi jest w stanie dostarczyć nam rzadkie towary, może nawet jakąś broń. Jego pierwszym warunkiem w zamian za pomoc ma być zapewnienie mu kontaktu ze swoim dowództwem. Rozumiecie to w ogóle? Ten facet siedzi w Paryżu od dwóch lat i przez ten cały czas nie kontaktował się z Moskwą. I kto tu jest amatorem? Z resztą nieważne, udałoby się nam coś takiego zorganizować? Drugim warunkiem jest to, że w ciągu dwóch dni mam się dowiedzieć wszystkiego o niejakiej Mili Lisovej. Kojarzycie to nazwisko? Podobno odwiedziła go dzień przed naszą rozmową i twierdziła, że wie coś o rzeczach, które mogą zagrozić naszej wspólnej sprawie. Ach, zapomniałbym dodać, że zaproponował mi również pracę w swoim barze jako przykrywkę dla naszej współpracy. Sam nie jestem pewien, czy to dobry pomysł, zdam się na wasze zdanie w tej kwestii. Na pewno jednak udałoby mi się zdobyć w ten sposób jakieś informacje. No i mieć na oku naszego "wielkiego szpiega". -Ostatnie słowa rzekł z wyraźną nutą sarkazmu. Nie było co się oszukiwać: Arsène'owi wyraźnie nie spodobał się Andrij, ale wiedział, że współpraca z nim może przynieść oddziałowi znaczące korzyści.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Teatr 'l'Etoile'   Sob Sie 27, 2016 12:00 pm

Słysząc krótki raport Cianana, tylko skinął głową. Nie miał chłopakowi za złe, że w ostatnim czasie poświecił się głównie działalności propagandowej, nie otrzymał przecież żadnego konkretnego rozkazu, a działanie na własną rękę i samowolka mogłyby okazać się gorsze, niż bierność.
Za to rewelacje Arsene'a sprawiły, że zsunął brwi i spojrzał na ciemnowłosego chłopaka uważnie. Doskonale wiedział, o kim rozprawia Aliker, bo przecież od jakiegoś czasu obserwowali Rouffiera. Komuniści w Paryżu bardzo szybko potrafili rozpoznać swoich, a to było przekleństwo i błogosławieństwo w jednym.
- Nie za dużo wymaga? - prychnął Dimitri, słysząc o warunkach, jakie stawiał Loic - Co o tym sądzisz, Finalité? - zapytał jeszcze, po czym wyjął z kieszeni paczkę papierosów, wyciągnął jednego, a dopiero później poczęstował młodych mężczyzn.
Zaciągnął się i zamyślił na moment.
- Przyjmij tę robotę u niego, będziesz miał go na oku i te szemrane interesy również - oznajmił w końcu - Mila Lisova? Czy to w ogóle jest jej prawdziwe nazwisko? - pokręcił głową, bo nie w smak mu było wykonywać zadania dla jakiegoś pokręconego ruska. Wiedział jednak, że wiele może na tym zyskać.
- Jak mamy uważać go za dobrego partnera w interesach, jeśli nie ma kontaktu z własnym dowództwem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Teatr 'l'Etoile'   Sob Sie 27, 2016 5:48 pm

Zdziwił się mocno kiedy usłyszał cały meldunek Arsène. Po pierwsze był zaskoczony, iż dostał takie zadanie i musiał skontaktować się z radzieckim agentem. Trochę mu zazdrościł takiego zadania, chyba jak każdy z Krasnego. Spotkać się i porozmawiać z wyszkolonym agentem ze wschodu, to naprawdę coś ważnego i istotnego. Chociaż z drugiej strony z opowieści kolegi z oddziału, chyba nie był on przykładem radzieckiego bohatera. Mimo wszystko dalej nie pogardziłby takim spotkaniem jakie odbył Aliker. Po drugie zaskoczony był też tym, że dostał takie ważne zadanie, bo w gruncie rzeczy jako francuscy komuniści dążyli do kontaktu z czerwonymi. Czyżby jego kolega miał większy szacunek wśród dowództwa niż sądził? Na to wyglądało.
- Nie brzmi to za dobrze, jak na wyszkolonego agenta. Jednak nie skreślałbym go jeszcze póki nie znamy jego układów z Moskwą, a broń i inne towary zawsze się przydadzą. - odparł po chwili namysłu na pytanie Gerouxa. Dwa lata to długi okres czasu, szczególnie kiedy trwa wojna. Każdy kolejny dzień podczas wojny mógł przynieść zdarzenia których się kompletnie nie spodziewaliśmy. Być może ten Rosjanin nie był już potrzebny związkowi, a może wręcz przeciwnie.
- Znam bardzo dobrą telegrafistkę, mogę ustawić spotkanie i spróbujemy się skontaktować z kim trzeba. - odpowiedział spokojnie na pytanie towarzysza. Poczęstował się papierosem, bez większego namysłu. Dawno nie miał własnej paczki papierosów, więc takiego rarytasu się nie odmawia. Zaciągnął się chwilę i wypuścił dym przez nozdrza.
- A tę kobietę znam. Złodziejka i oszustka, ale nie powinna być problemem. Pewnie chciała tylko wyłudzić pieniądze. Skontaktuję się z nią i przekaże, żeby zostawił naszego znajomego w spokoju. - dodał po chwili. Od razu skojarzył to nazwisko, bo przecież nie raz i nie dwa, chodzili razem na kradzieże i włamania. Znał ją dość dobrze i dłużej niż swój oddział, więc ta sprawa nie powinna rzeczywiście sprawiać większych problemów niż do teraz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Teatr 'l'Etoile'   Sob Sie 27, 2016 9:00 pm

Nie zdziwił się słysząc odpowiedź Geroux. Sam myślał podobnie.
-Dimitri, sam nie wiem. Ten człowiek może być niebezpieczny. Sam nie wiem, czy w razie czego byłbym się w stanie przed nim obronić. Ale w sumie jak mamy go poznać, jeśli nie w ten sposób.
Z wdzięcznością wziął papierosa od Geroux. Jako nałogowy palacz nigdy nie odmawiał takich podarunków. Zapalił, przymknął z rozkoszą oczy, ale słuchając wypowiedzi Cianana te coraz bardziej się powiększały ze zdziwienia. I z uznania dla niedocenianego dotychczas kolegi.
-Hmm. Telegrafistka pomogłaby nam przynajmniej się dowiedzieć, czy rzeczywiście mamy do czynienia z radzieckim agentem. I czy Moskwa w ogóle chce mieć coś z nim do czynienia, jak zostawiła go samego na dwa lata. Dałbyś radę zorganizować spotkanie na jutro?
Kiedy usłyszał o tym, że jego towarzysz zna również niejaką Lisovą, aż się zakrztusił dymem.
-Ją też znasz? Skąd? Opowiedz nam coś o niej. Chciałbym ją też spotkać osobiście, może to tylko złodziejka i oszustka, a może rzeczywiście ma jakieś informacje o groźnych dla nas sprawach. Pewne jest to, że Loic będzie mi bardziej przychylny, jak dowie się, że udało mi się ją znaleźć.
Spojrzał na Cianana nieco przychylniejszym okiem. Nie szanował wcześniej zbytnio chłopaka głównie dlatego, że przed wojną nie był we Francuskiej Partii Komunistycznej. Może jednak mógł się on okazać przydatny i rzeczywiście jest gotów coś dać od siebie dla zrealizowania ich wspólnej idei?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Teatr 'l'Etoile'   Nie Sie 28, 2016 8:45 pm

Wysłuchał uważnie słów swoich podwładnych, a pod jasną czupryną już układał mu się plan działania. To świetnie, że jego ludzie potrafili uzupełniać się na tyle, by koniec końców z ich małych misji powstawały sukcesy.
- Nie angażujmy w to telegrafistki, dopóki nie będziemy mieli potwierdzenia, że Rouffier jest sprawdzony. Jeśli by ją wsypał, stracilibyśmy szanse na dalsze kontakty. Aliker, poproś go o kilka moskiewskich nazwisk i przekaż mi je, a ja postaram się, żeby ktoś mi sprawdził, czy nie są to po prostu wyimaginowani przyjaciele ruska - oznajmił, jednocześnie wydając polecenie Arsenowi.
Uważał, że zatrudnienie się chłopaka w barze wiąże się z ewentualnym ryzykiem, ale był gotów je podjąć. I miał nadzieję, że czarnowłosy też był.
- Finalité, w takim razie skontaktuj się z Lisovą i daj jej do zrozumienia, że Rouffier jest od teraz nietykalny. Jeśli masz z nią poprawne kontakty, nie zrywaj ich, możesz jej zaproponować coś w zamian. A najlepiej wyciągnij z niej informacje o Loicu, upieczemy dwa gołąbki na jednym ogniu - nie przejmował się niepoprawną formą użytego przez siebie powiedzenia.
Palił spokojnie swojego papierosa i gdy uznał już, że w kwestii radzieckiego szpiega wszystko zostało powiedziane, poruszył temat, z powodu którego zwołał tu dziś małe zebranie.
- Niebawem w Paryżu odbędzie się wystawa, która sugeruje tendencję judaizmu ku światowej hegemonii. Bardzo stronnicza i propagandowa, uderza także w nasze ideały. Bolszewizm przeciwko Europie - rzucił gorzko. Sięgnął po popielniczkę i dopalił papierosa, a dopiero później kontynuował - Nasza odpowiedź musi więc być stanowcza. W premierowy wieczór upewnimy się, by spod Hali Wagram nikt nie odjechał własnym autem. A te świnie, bratające się z Niemcami, muszą zapłacić za swoje lizusostwo...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Teatr 'l'Etoile'   Pon Sie 29, 2016 2:03 pm

Tak jak zameldował wcześniej, głównie nawiązywał znajomości z członkami pozostałych grup ruchu oporu, dlatego znał kilka osób z Edenu, czy Feniksa i wiedział, że może ich prosić o przysługę. W tych czasach znajomości typu przysługa za przysługę okazywały się bardzo cenne dla obu stron. Tak więc znał pewną telegrafistkę którą mógłby prosić o pomoc w ich sprawie. Widział też, że jego kolega był raczej w gorącej wodzie kąpany, skoro wszystko chciał rozwiązać jeszcze jutro. Nie żeby to był problem dla Cianana, ale nie mógł w pełni liczyć na dyspozycyjność znajomemu, przecież każdy miał swoje obowiązki do wykonania. Dodatkowo, organizacja sprzętu potrzebnego do radiostacji też była wyzwaniem, a przeniesienie go w bezpieczne miejsce, gdzie mogli nadawać również było trudniejsze niż zwyczajny szmugiel używek czy broni. Skinął tylko głową słysząc pierwszą część rozkazów.
- Tak jest. - odpowiedział krótko i stanowczo, słysząc swoje zadanie od Gerouxa. Przecież on miał decydujące zdanie jako dowódca i nie zamierzał protestować. Zbyt szybkie działania też mogły być ryzykowne. Znał się z Lisową dłużej niż zgromadzonych tutaj, właściwie to mógł śmiało nazywać przyjaciółką, dlatego uważał, że szybko załatwi z nią sprawy.
- A jak to zrobimy? - zapytał widocznie zaciekawiony planem. Słyszał coś o tej wystawie i domyślał się, że właśnie o tym mieli głównie rozmawiać. Czas najwyższy pokazać, że nie można bezkarnie siać propagandę o bolszewizmie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Teatr 'l'Etoile'   Pon Sie 29, 2016 3:26 pm

Martwimy się, że wsypie jakąś telegrafistkę, a nikogo nie obchodzi czy wsypie mnie. Cóż, wiedziałem na co się piszę wstępując do "Krasnego". Jedna rzeczy wciąż tylko nie dawała mu spokoju.
-A kim właściwie jest ta cała Lisova? Jeśli może zagrozić Rouffier, to pewnie może zagrozić też nam. -popatrzył pytająco na Cianana.
Dalej słuchał Geroux. Widział na mieście już kilka plakatów promujących tą wystawę, a kilka nawet zerwał. Słysząc to, że nikt nie odjedzie własnym autem uśmiechnął się pod nosem.
-Wysadzamy, czy tylko przebijamy opony?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Teatr 'l'Etoile'   Pon Sie 29, 2016 5:59 pm

Tak właśnie działał ten ich mały światek - informacje były w nim cenniejsze, niż klejnoty, wypadało mieć także rozległą siatkę znajomości i nie gubić się w zaciąganych przysługach. Geroux nie miał pojęcia, że Arsene podał ruskowi swoje prawdziwe dane, a na dodatek opowiedział całkiem sporo o samym Ruchu Oporu. Musiał jednak podjąć to ryzyko, jeśli chcieli zyskać cokolwiek. A chciał przecież wycisnąć z tej sytuacji jak najwięcej - ubić interes z kimś, kto może z nimi handlować, jednocześnie umieścić swojego człowieka w świetnym do szpiegowania miejscu i jeszcze spróbować zdobyć zaufanie złodziejki, która może pomóc im w przyszłości. Gra warta świeczki.
- Płotki nam nie zagrażają - skomentował więc tylko. A gdyby zagrażały, Cianan na pewno by im to powiedział, prawda?
Dimitri sięgnął po mapę Paryża, rozłożył ją na biurku i szybko zlokalizował na niej Halę Wagram.
- Tutaj będzie parking - wskazał palcem miejsce - Zapewne strzeżony, jednak jak widzicie, sąsiaduje z nim kamienica. Jeśli udałoby się przedostać do piwnicy i okienkiem wyjść na parking, powinniście pozostać niezauważeni. Nie wysadzamy - musiał ostudzić zapał Alikera, chociaż sam miał wielką ochotę na wybuchy - Możecie pokręcić się przy zamkach i zadbać, by nie dały się otworzyć. Możecie przebić opony i przeciąć kable. Wybita szyba narobi hałasu, więc nie ryzykowałbym, ale porysowana karoseria... - uśmiechnął się, bo oczyma wyobraźni widział już wściekłego Wolfmeyera, który zgrzyta zębami z zimna i nie może wsiąść do własnego auta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Teatr 'l'Etoile'   Wto Sie 30, 2016 12:50 pm

- To moja przyjaciółka i zapewniam, że nie będzie nikomu zagrażać. - odpowiedział wypuszczając powoli dym z ust i przygasając papierosa w popielniczce. Postanowił uspokoić towarzysza, widząc, że sprawa dalej go niepokoi. Nie chciał też za dużo opowiadać o przyjaciółce, bo wiedział, że nie interesuje się ona sprawami ruchu oporu. Sam załatwi z nią sprawy na dobre i nikt nie musiał się o to martwić. Słuchał uważnie co mówi dowódca, jednocześnie przyglądając się mapie i starając się zapamiętać ułożenie Hali i parkingu. Nie znał za dobrze tej części Paryża, dlatego warto było zapamiętać obraz mapy, aby na na miejscu sprawnie się poruszać. A w razie gdyby coś nie poszło po ich myśli szybko zniknąć z parkingu przed aresztowaniem.
- Wiadomo kto mieszka w tej kamienicy?- zapytał towarzyszy. Jeśli mieszkańcami okazaliby się niemieccy żołnierze, albo donosiciele mogłoby to trochę utrudnić ciche dotarcie do piwnicy. Plan na pierwszy rzut oka wydawał się prosty i niezbyt skomplikowany w wykonaniu, ale nawet takie działania dawały spore rezultaty. Nie musieli przecież zabijać, czy porywać oficerów, żeby uprzykrzać życie okupantowi. Nie mogli również taką propagandę wycelowaną w ich sprawy pozostawić bez odzewu. Jeśli unieszkodliwią kilka samochodów należących do nazistów, albo do osób chcącym się im przypodobać to dadzą im jasno do zrozumienia, że powinni się trzymać na baczności, bo oni są w pobliżu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Teatr 'l'Etoile'   Czw Wrz 01, 2016 12:53 pm

Cianan zapewnił kolegę z oddziału, że złodziejka nikomu nie zagraża, więc sprawa wyglądała na ostatecznie załatwioną. A przynajmniej taką chciał ją widzieć Dimitrii, chociaż Arsene oczywiście mógł wciąż jeszcze drążyć ten temat.
Jednak na razie należało skupić się na obmyśleniu planu sabotażu - przecież dlatego właśnie młodzieńcy zostali wezwani na zaplecze teatru. Czas mijał, nie mieli już zbyt wiele czasu. Prędzej czy później, w budynku zaczną pojawiać się inni pracownicy, a poza tym Cianan i Arsene na pewno musieli udać się do swoich miejsc pracy. Należało się streszczać.
- Sami cywile - zapewnił rudowłosego - Irene sprawdzała kamienicę od kilku dni - dodał jeszcze, w razie wątpliwości. Koleżanka z ich oddziału spędziła na czatach i wywiadzie kilka dni, a Dimitri ufał jej, więc uznawał przyniesione informacje za pewnik.
- Plan nie powinien się na nas odbić rykoszetem, przecież te świnie nie wezmą morderczego odwetu za kilkanaście unieruchomionych aut - był pewny swego, a w podwalinach jego opinii leżały całe miesiące życia pod okupacją i obserwacja taktyki wroga. Niemcy nie zabiją za przebitą oponę, na pewno nie.


Cianan, możesz pisać bez czekania na odzew Arsene'a.
Arsene, do wątku możesz wrócić w dowolnym momencie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Teatr 'l'Etoile'   Czw Wrz 01, 2016 7:16 pm

Arsène słuchał uważnie wypowiedzi obu swoich towarzyszy. Obaj wydali mu się dość nieostrożni. Z jednej strony jakaś kobieta, która groziła sowieckiemu agentowi. Z drugiej przebijanie opon, dla którego ryzykowali życie. Ale z drugiej strony również z takich akcji składa się działalność w ruchu oporu, prawda?
-Hmm... te świnie nie wezmą odwetu za przebite opony, to oczywiste. Chociaż w końcu zrobiłbym coś, na co musieliby odpowiedzieć. Pieprzone szwaby zbyt się panoszą. Ale fakt, trzeba zniechęcić ludzi do przychodzenia na tego typu wystawy. Niech wszyscy wiedzą, ze komunizm jest silny również w Paryżu! -wykrzyknął trochę za głośno na koniec. Był już trochę zmęczony, a i perspektywa nadchodzącej akcji, pierwszej od miesięcy, bardzo podnieciła Arsène'a.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Teatr 'l'Etoile'   Nie Wrz 04, 2016 11:59 pm

Być może Arsène mógł mieć takie wrażenie, że podchodzą do kobiety zbyt nieostrożnie, jednak Cianan zapewniał, że załatwi tą sprawę. Był pewien swojej przyjaciółki i że ta sprawa z radzieckim agentem szybko się rozjaśni. Loic swoją szemraną działalnością mógł przyciągać właśnie takie persony jak złodzieje i oszuści, więc nic dziwnego dla Cianana było w tym, że w końcu i Lisova zainteresowała się Rosjaninowi. Domyślał się, że prawdopodobnie obrała sobie go za kolejny cel zarobku, najpierw trochę poobserwowała go i kiedy dowiedziała się trochę czegoś niewygodnego dla Ruffiera mogła zaszantażować. Jednak już głowa Finalite, żeby zostawiła sowieta w spokoju i powiedziała rudemu tego co się o nim dowiedziała. Znają się od lat, więc to kwestia jednej rozmowy.
- To ułatwia zadanie. - stwierdził po uzyskaniu odpowiedzi na swoje pytanie. Cywile raczej pomagali podziemiu, z reguły, choć nie zawsze tak było. W ciężkich czasach lepiej współpracować, niż dorabiać sobie wrogów. W końcu ruch oporu walczył o wolność każdego Francuza. Chociaż zdarzali się tacy, którzy nie chcieli udzielać pomocy kolaborantom, woleli nie mieszać się i nie robić sobie kłopotów. Więc o ile w tej kamienicy, nie mieszka żaden donosiciel, dostanie się na parking powinno pójść im szybko i sprawnie.
Uśmiechnął się widząc zapał towarzysza. O ile rudzielec był akurat bardziej spokojny to zgadzał się z słowami Aliker. Nie krzyczał razem z nim, ale mocno wierzył w ich ideologie. Czas najwyższy pokazać, że szwaby mają się obawiać komunistów na każdym kroku, nawet tu w Paryżu.
- Wycofać się możemy kanałami. Jeśli nie boją się pobrudzić rąk, to możemy zgubimy ich w tym labiryncie. - zaproponował, przypominając sobie swoją mapę paryskich kanałów. Wyciągnął ją spod wewnętrznej kieszeni płaszcza, gdyż takie rzeczy wolał nie nosić na wierzchu. Otworzył ją i położył na stole przed towarzyszami, żeby mogli lepiej się jej przyjrzeć i przestudiować to co było na niej rozrysowane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Teatr 'l'Etoile'   Wto Wrz 06, 2016 11:23 am

Wyglądało na to, że najważniejsze kwestie zostały już umówione, pozostawało tylko dopracowanie planu. Dimitri, choć być może tego nie okazywał, w duchu cieszył się, że może polegać na członkach swojego oddziału. Przecież mogli trafić mu się w gorącej wodzie kąpani chłopcy, jak w tym całym Feniksie, a z takimi by do porządku nie doszedł.
- Już niebawem im pokażemy - zapewnił, zerkając na Arsene'a, który chyba jednak rozochocił się odrobinę za bardzo. Geroux nie chciał ostudzać jego zapałów, pragnął je jedynie kontrolować - W takim razie sprawdź kanały, żeby w drodze powrotnej nic nas nie zaskoczyło - zadecydował, po czym podniósł się z miejsca.
Do teatru za moment zaczną się schodzić pracownicy, więc dowódca musiał wypuścić swoich ludzi, zanim ktokolwiek odkryje to małe zebranie i zapamięta twarze chłopaków.
- Na dziś to już wszystko, towarzysze. Jesteśmy w kontakcie - wskazał im drogę do wyjścia i dał znać, że najwyższa pora już się zbierać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Teatr 'l'Etoile'   Pią Wrz 22, 2017 5:42 am

maj i późny wieczór

Lubiłam wmawiać sobie, że nie przepadałam za sztuką.
Lubiłam uważać ją za stratę czasu, sensu, a przede wszystkim cierpliwości. Odkąd pamiętałam, pielęgnowałam ignorancję, naśmiewając się w duchu z wszystkich tych, którzy traktowali teatry, opery i wielkie sceny niczym świątynie pełne cudów. Być może wyższa kultura była dla mnie po prostu za wysoka – ze swoją metaforyką, dramatyzmem i symboliką z łatwością mogła przyprawić o ból głowy kogoś, kto zwykle dzielił świat na czerń i biel, rzeczy opłacalne i zupełnie bezużyteczne. Nie widziałam więc powodu, by idąc śladem wielu paryżan, popadać w przesadny zachwyt nad sztuką. Szuka była dobra tak długo, jak przynosiła mi jakikolwiek zysk; jeśli pozostawiała bez grosza, jej przeznaczenie zwyczajnie mijało się z celem.
Trwałam w tym przekonaniu dość uparcie, choć czasem odkrywałam, że być może nie do końca w nie wierzyłam.
W wieczory jak ten – ciepłe, leniwe, z niebem obsypanym migającymi niemrawo gwiazdami – nieświadomie wpadałam w zdradzieckie sidła sztuki. Mogłam pocieszać się myślą, że nie byłam jej jedyną ofiarą, że nie tylko ja ulegałam jej czarowi, kuszącej obietnicy oderwania się na moment od widma (dla mnie blasku) okupacji, ale wiedziałam doskonale, jak działała ta pułapka. Wszystko zaczynało się od krzykliwego, pachnącego świeżą farbą afisza, a kończyło na fotelu wytartym przez setki pleców – setki paryżan, którzy szukając ucieczki przed okupacją, kryli się w niszowych, porozsiewanym po całym Paryżu teatrach.
Nie w słynnej Operze Garnier, nie w wiekowej Comédie-Française, gdzie widownie zdobiły teraz niemieckie mundury i drogie futra spoczywające na ramionach potulnych żon.
Paryż uciekał do niewielkich, zamykających się i otwierających teatrzyków, których goście pragnęli tylko prostej i lekkiej rozrywki.
Poddawałam się więc czarowi sztuki, bo sama też potrzebowałam takiej rozrywki – nieskomplikowanej, pozwalającej mi kupić sobie godzinę lub dwie, by zapomnieć o całym świecie i obejrzeć błahe przedstawienie, gdzie nie do końca niewinne żarty o niemieckiej władzy sypały się niekiedy tak często jak moje donosy.
Teatr l’Etoile był pod tym względem idealnym miejscem.
Z cieniem karmazynowej szminki na ustach, z włosami ułożonymi w niedbałe loki i w zwiewnej, zacerowanej setki razy sukience nie wyróżniałam się szczególnie spośród tłumu paryżanek i paryżan, który właśnie opuszczał skromny budynek. Ulicę – milczącą jeszcze kilka chwil temu – nagle wypełnił wesoły gwar i choć kurtyna opadła, zdawało się, że nikt tak naprawdę nie chciał wracać do posępnej rzeczywistości, czyhającej tuż za następnym zakrętem. Zabawa dobiegła końca, uliczne latarnie miały zgasnąć już niedługo, a jutrzejszy dzień mógł okazać się ostatnim, ale chyba nikt nie chciał o tym myśleć.
Potrafiłam wyczytać to z każdej twarzy, którą dostrzegałam w przytłumionym świetle, trochę szerszym niż za dnia uśmiechu i we wszystkich tych rozgorączkowanych spojrzeniach, zdających się nieśmiało liczyć na to, że być może ktoś zabrał z Paryża okupację, gdy akurat trwał spektakl.
Ale ona wciąż tu była, cierpliwie czekając na cały ten tłum.
Lawirowałam w nim ostrożnie, przemykając pomiędzy ludźmi z wymuszonym, nieszczególnie szczerym pardon na ustach, jedną dłonią torując sobie drogę, a drugą trzymając na pasku przewieszonej przez ramię torebki. Z każdej strony otaczało mnie morze sylwetek i szybko zorientowałam się, że wydostanie się z niego mogło stanowić pewien kłopot. Wymijałam grupki paryżan pogrążonych w beztroskiej rozmowie i pary z dłońmi splecionymi w uścisku, a w pewnym momencie nieomal wpadłam na jakiegoś mężczyznę, wyrzucając z siebie to samo niedbałe pardon i nawet na niego nie spoglądając. W przeciwieństwie do pozostałych gości l’Etoile znałam się na zegarku i bez większego wysiłku potrafiłam wydedukować, że pierwszy lepszy niemiecki patrol na pewno nie byłby zachwycony widokiem wesołej zbieraniny paryżan tuż przed godziną policyjną.
Ale z drugiej strony potrafiłam ich zrozumieć – nikomu nie uśmiechało się kończyć zabawy, ucinać ożywionych dyskusji o spektaklu i milknąć w połowie opowiadanego właśnie żartu, gdy alternatywą był powrót do rzeczywistości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Teatr 'l'Etoile'   Nie Paź 01, 2017 10:36 pm

Paryż zamieszkują ponad dwa miliony ludzkich istnień (i portfeli), które różnią  się od siebie jak szampan od absyntu lub galettes bretonnes od boeuf bourguignon.
Czyli raczej zasadniczo.
Sama siedemnasta dzielnica miasta mieści w sobie tyle typów paryżan, ile rafa koralowa gatunków ryb; jednak tym, co czyni ich paryżanami – poza banałem geograficznej szerokości – jest głównie sposób, w jaki ze sobą koegzystują. Zupełnie jak ryby, muszą stworzyć wewnętrzne hierarchie paryskich ławic – te mniejsze unikają rekinów, krewetki trzymają się z daleka od krabów, co bardziej zaradne pasożytują na drapieżnikach i wszystkie bez wyjątku mają fatalną reputację wulgarnych, agresywnych egoistów.
A co gorsza, bezczelnie się tym szczycą.
Dwadzieścia pięć (w porządku, z drobnym, dwudziestoczteromiesięcznym wyjątkiem) lat spędzonych w Paryżu nauczyło mnie, że jego mieszkańcy lubią myśleć o sobie jako gruboskórnych faux-culs znęcających się nad każdym naiwniakiem, który daje się nabrać na ich sztuczki. Nawet okupacja nie zdołała wydrzeć z nich (z nas?) poczucia, że są (jesteśmy?) crème de la crème całej francuskiej nacji – śmietanka uważająca swoją odmianę za najbardziej kremową.
Dzisiejszego wieczora przynajmniej kilkanaście gatunków narybku zebrało się pod nieszczególnie imponującym szyldem Théâtre de l'Etoile – jednego z ostatnich odłamków dawnego Paryża, tego zapomnianego przez okupancką ścierkę okruszka, który wymknął się spod niemieckiego sloganu Ordnung muss sein i swobodnie poczynał sobie między szarymi elewacjami siedemnastej dzielnicy. Nie było to miejsce uwodzicielskie ani nawet bezpiecznie – a jednak tkwiło coś perwersyjnie uwodzicielskiego we francuskim, przetykanym dwuznacznościami spektaklu z ukochaną osobą u boku i choć osobiście uważałem, że niemal każde przyzwoite bistro w Paryżu jest idealnym miejscem na romantycznego croissanta, to jeśli szuka się czegoś naprawdę wyjątkowego, pozostaje tylko Théâtre de l'Etoile. Może to banalne, ale – jak wiele banałów – do bólu prawdziwe.
Wystarczy tylko ubrać się przyzwoicie (choć krawat wcale nie jest de rigueur) i wkroczyć do środka, rzucając uprzejme bonsoir całemu personelowi, począwszy od odźwiernego, aby miał przekonanie, że masz prawo tu być. Bo masz takie prawo – prawo do jednego z ostatnich bastionów francuskiego sznytu, który czuć nawet po zakończeniu spektaklu, nawet poza murami teatru, nawet, jeśli zjawiasz się tu tylko po to, by pozbawić kogoś portfela i szansy na kolację lub jedzenie w ogóle – aż do otrzymania kolejnej porcji kartek żywnościowych.
Krewetki i kraby, rekiny i pasożytujące rybki – tego wieczora rafa koralowa jest doskonale widoczna. Nawet bez sprzętu do nurkowania.
Sekundy dzielą mnie od wniknięcia w splątane sieci towarzyskich ławic, pół chwili od obrania celu – spośród przetartych na łokciach marynarek i subtelnie zacerowanych sukienek należy wyłowić te najmniej przetarte i najmniej pozszywane, te, które dają nieco większą szansę na syty połów. Sekundy i półchwile to dość czasu, aby zauważyć, że dzisiejszego wieczora nie jestem jedynym rybakiem – w równie zbitym, hałaśliwym tłumie nietrudno o mniej bądź bardziej ostrożnych kieszonkowców. Wystarczy wiedzieć, czego szukać.
Moją uwagę błyskawicznie przyciąga krótkie, pozornie przypadkowe zderzenie dwóch zupełnie obcych, zmierzających w przeciwnych kierunkach osób. Jedno tyrpnięcie ramieniem, wymamrotane –albo i nie – pardon, lekki ruch dłoni osłaniającej się przed zderzeniem i kobieca torebka w przeciągu czterech sekund staje się lżejsza o portmonetkę oraz jej, jak zgaduję po właścicielce, raczej skromną zawartość. Staram się (zresztą niezbyt skutecznie) nie prychnąć z pobłażaniem wobec poczynań młodego kieszonkowca – po udanej kradzieży powinien natychmiast ruszyć na sam brzeg tłumu, by odłączyć się od niego przy najbliższej okazji i zniknąć wraz z łupem, nim ktokolwiek zauważy brak pieniędzy. Chłopak tymczasem prze niestrudzenie naprzód, wprost w moją stronę – z tej odległości widzę wkradający się na usta uśmieszek, nierówno ogolony zarost i róg portmonetki, niedbale wepchniętej do kieszeni marynarki.
Amator.
Dwie sekundy – dokładnie tyle trwa wypowiedzenie w myślach tego słowa, szczęśliwie zbiegając się z chwilą, w której palce chwytają za portfel, jednym, płynnym ruchem pozbawiając go nowego właściciela.
Czy okradzenie złodzieja to jeszcze kradzież czy już społeczna sprawiedliwość?
Pytanie pozostaje bez odpowiedzi, bo cała moja uwaga skupia się na odnalezieniu pierwotnej właścicielki portmonetki – anemiczna sylwetka dopiero po chwili zamajaczyła pomiędzy falującym morzem ciał, w zadziwiająco sprawny sposób oddalając się coraz dalej.
Właściwie – po co zadawać sobie trud?
Gonić za kobietą.
Taki nieogolony!
Przepychając się łokciami.
Z jej portfelem w ręku.
I niejasnym wrażeniem, że nagrodą będzie siarczysty policzek.
Mademoiselle, zdaje się, że to pani – wyłaniam się spomiędzy tłumu jak kawałek drewna ze spienionych fal, lekko dotykam kościstego ramienia i natychmiast żałuję własnych słów.
Coś w spojrzeniu kobiety każe mi przypuszczać, że gdyby nie sentyment do portmonetki i szeroko zakrojona niechęć do lekko nieogolonych, lekko wymiętych, lekko rozczochranych i na wskroś piegowatych typów, najpewniej wepchnęłaby mi ją wraz z zawartością tam, gdzie zwykle portmonetek się nie wpycha.
Wypadła z torebki – zasugerowałem znacznie ciszej w nagłym przypływie solidaryzmu z kieszonkowcem, który przed momentem zgrabnie, choć nieuważnie pozbawił kobietę portfela.
Nawet mnie przyłapywali na podobnych błahostkach – wszak nikt nie rodzi się mistrzem we własnym fachu.
W takim tłumie... – ciemna brew uniosła się nieznacznie, tą spokojną, wyważoną wędrówką podkreślając wagę padających słów. Pomimo zbliżającej się z każdym tyknięciem sekundnika godziny policyjnej, zebrana przed teatrem masa ludzka ani myślała rzednąć – paryżanie najwyraźniej starali się czerpać całymi garściami z ułudy, jaką zaoferowało im kilkadziesiąt minut hałaśliwego spektaklu.  – ... bezpieczniej trzymać torebkę pod ramieniem – dodałem prędko, być może szybciej, niż uczyniłby to jakikolwiek urodzony poza Paryżem Francuz – to kolejny paradoks tubylców; wszyscy paryżanie posiadają genetycznie zakodowaną umiejętność wyczuwania mikrosekundy, w której ktoś próbuje im przerwać i jedynie wrodzona przyzwoitość (dobre sobie!) powstrzymuje ich przed dodaniem na głos nie tym razem, paniusiu.
Co i tak widoczne jest w zdradzieckim półuśmiechu, który wykwita na moich ustach wraz z chwilą poluźnienia silnego uścisku palców – na tyle, by kobieta mogła odebrać odzyskaną własność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Teatr 'l'Etoile'   Pon Paź 09, 2017 4:07 am

Excusez-moi, je veux passer.
To przecież nieskomplikowana prośba, prawda?
Prosty komunikat ubrany w kurtuazyjny zwrot i uprzejmy ton.
Ale mimo wszystko trochę za trudny jak na standardy paryżan.
Nie po raz pierwszy uświadamiałam sobie – dość boleśnie - z czego słynęli ludzie, z którymi zmuszona byłam żyć w jednym mieście. Choć wszyscy oddychaliśmy tym samym przesiąkniętym wonią Sekwany powietrzem, ja miałam w sobie na tyle zdrowego rozsądku, by ustępować z drogi wszystkim tym, którym śpieszyło się do czekających gdzieś za zakrętem riksz i pustych mieszkań – bo sama marzyłam już tylko o tym, aby wydostać się z ciasnej i zdecydowanie zbyt hałaśliwej zbieraniny miłośników teatru. Jednak paryżanie mieli to do siebie, że jeśli zabawa trwała w najlepsze, nie należało jej przedwcześnie kończyć, a moje ciche, choć dość natarczywe słowa (wypowiadałam je już niemalże automatycznie) zwyczajnie nie były w stanie przebić się do ich świadomości. Byli w swoim żywiole; nie mogłam temu zaprzeczyć. Zbici w kilkuosobowe grupki, nie śpieszyli się z niczym – a zwłaszcza z rozejściem się do swoich domów. Rozmowa musiała mieć rytm, nieprzerwany ani na moment, śmiech miał brzmieć głośno i perliście, a uwaga powinna była koncentrować się tylko na tym, kto akurat zabawiał towarzystwo anegdotą, życiową opowieścią czy inną zmyśloną bzdurą.
Paryżanie mieli do nich wrodzony talent i pod tym względem wcale się od nich nie różniłam.
Tak więc przedzierałam się przez tłum – ja i moje marne excusez-moi, je veux passer. Słowa opuszczały moje usta z taką częstotliwością, z jaką w myślach wypowiadałam kolejne przekleństwa pod adresem tej ludzkiej masy, zajętej tylko i wyłącznie sobą. Łokcie wbijały się we mnie tak bezlitośnie, że w pewnym momencie straciłam rachubę, ile ramion zdążyłam już odtrącić, byle tylko wywalczyć sobie odrobinę przestrzeni. Zewsząd otaczała mnie dusząca woń dziesiątek perfum – a raczej ich ostatnich kropel z dna przedwojennych butelek – a majacząca gdzieś w oddali łuna ulicznych lamp zdawała się być tak odległa jak światło latarni na morzu.
Je veux passer. Już nawet nie przepraszałam. Kurtuazja zaczynała być ponad moje siły.
Dlatego gdy poczułam, że czyjaś dłoń zacisnęła się na moim ramieniu, w pierwszym odruchu miałam ochotę strząsnąć ją niczym drażniącego owada i zagłębić się z powrotem w tłum. Ale towarzyszące uściskowi słowa zwróciły moją uwagę; zatrzymałam się w miejscu i odwróciłam nieznacznie, obdarzając stojącego za mną mężczyznę cierpiętniczym spojrzeniem.
Jego twarz tonęła w ciepłym półmroku, który zalegał wokół nas, ale mimo wszystko niemal od razu wydała mi się całkiem znajoma. Lekki zarost, nieodgadniony błysk w oku i konstelacja piegów, których nie mogłam dojrzeć, ale z jakiegoś powodu wiedziałam, że policzki znajomego-nieznajomego były nimi obsypane.
Skąd go znałam?
I, być może co najważniejsze, dlaczego trzymał w ręku portmonetkę tak podobną do mojej własnej?
- Proszę? – zapytałam, jakbym ogłuchła. Moje spojrzenie kursowało od twarzy mężczyzny do portmonetki, za każdym razem nabierając coraz więcej podejrzliwości. Gdy mężczyzna wspomniał o torebce, instynktownie zerknęłam w jej stronę, usiłując przypomnieć sobie, kiedy to wykonywałam tak gwałtowne ruchy, że portmonetka niefortunnie z niej wypadła.
W tym tłumie niekoniecznie było na nie miejsce.
- To nie może być moja portmonetka – stwierdziłam krótko, kręcąc powoli głową dla podkreślenia wagi tych słów. Może był to jakiś żart, którego nie rozumiałam, może równie niezrozumiała próba zwrócenia mojej uwagi, ale jedno było pewne – bez wątpienia zabrzmiałabym dobitniej, gdybym nie sięgnęła do torebki, rozchylając ją lekko i natrafiając palcami jedynie na materiałową chusteczkę oraz szminkę.
Portmonetka wyparowała.
I wyglądało na to, że moja pewność siebie wraz z nią.
Marszcząc brwi, przyglądałam się jak mężczyzna obdarza mnie półuśmiechem, ale niekoniecznie miałam ochotę go odwzajemnić. Wolna od uścisku jego dłoni, sięgnęłam po swoją własność, lecz zanim moje palce dotknęły portmonetki, pamięć podsunęła mi obraz sprzed zaledwie kilku chwil.
Mignął w moich myślach niczym klisza aparatu, ale pozostawił po sobie jeszcze większe wątpliwości.
Zamarłam na ułamek sekundy, ważąc kolejne słowa.
- W takim tłumie... – mój wzrok, tak zimny jakbym w oczach miała dwa odłamki lodu, powędrował znów ku mężczyźnie. - …łatwo się z kimś zderzyć i sięgnąć do czyjejś torebki. Czy nie mam racji?
To byłoby proste; ukraść, wyczyścić ze skromnej zawartości i oddać wraz z darmowym półuśmiechem – która kobieta nie uznałaby, że tyle wystarczy, by podziękować, wsunąć portmonetkę z powrotem do torebki i odejść, być może przez resztę wieczora myśląc o tym nieszczęsnym półuśmiechu?
Osobiście nie czułam się oczarowana.
- Co by się stało, gdybym krzyknęła złodziej? - zapytałam powoli, czując, że na moich wargach materializuje się lekki i zadziorny uśmiech - okraszony odpowiednią dozą złośliwości. Moja dłoń wciąż wisiała w powietrzu, ale zamiast zacisnąć palce na zgubie, zacisnęłam je na nadgarstku mężczyzny w stanowczym geście. Nie ulegało wątpliwości, że wyrwałby mi się bez najmniejszego problemu – ani nie wyglądałam, ani nie byłam szczególnie silna, jednak chciałam dać mu do zrozumienia, iż jego sztuczka nie do końca się udała. - Może powinnam to zrobić – dodałam jakby w zamyśleniu, a kąciki moich ust uniosły się jeszcze o kilka milimetrów.
Jeśli miałabym być ze sobą szczera, wcale nie czułam złości. W portmonetce nie znajdowało się przecież wiele; prawdziwa fortuna, którą posiadałam, zawierała się w szeptanych do niemieckich uszu słowach, ale nic tak nie umilało mi wieczoru jak odrobina mniej lub bardziej szkodliwej złośliwości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Teatr 'l'Etoile'   Nie Paź 15, 2017 4:25 pm

Cały ten wieczór należy do butów na lekkich obcasach; ich stukot miesza się z niewyraźnym szumem rozmów, nadając wieczorowi typowego dla Paryża sznytu. Ich subtelna ostrość wbija się w chodnikowe płyty przy każdym kroku z taką zajadłością, jakby miały zamiar podziurawić cały świat. Ich obecność, tak właściwa dla tego miejsca i dla tego wieczoru, upewnia mnie w przekonaniu, że nic z tego, co obserwuję i czego sam się dopuszczam, nie jest delirycznym snem wariata. Właśnie taki był paryski maj: nieprzewidywalny. Głodny przygód. Pozbawiony logiki. Hałaśliwy, nawet pod jarzmem niemieckiej okupacji – dobre kilka minut po zakończeniu spektaklu pod Théâtre de l'Etoile wciąż gromadził się tłum, zabarwiając tę część dzielnicy klimatem sytego, wiosennego wieczoru. W powietrzu unosiła się korzenna woń tanich perfum przełamana zapachem papierosów, słowa falowały nad morzem głów jak zielone wodorosty, a mnie samego otaczał mikroklimat Paryża, którego nie znał żaden z okupantów – Paryża późnych lat trzydziestych, gdy wino zawsze smakowało drogo, a sery tak, jak zwykle – czyli wcale. Jeden z tych drobnych szczegółów (a może wszystkie naraz?) podziałał na mnie jak metafizyczny samogon, coś, co potrafiło zrewidować wieczorne zamiary i przeobrazić je z planu kilku kieszonkowych kradzieży na zamysł zapobiegnięcia jednej z nich.
Zupełnie, jakbym nie miał dość paradoksów we własnym życiu.
Wciąż niczego nieświadoma ofiara kradzieży była jak fatamorgana. Z daleka widoczna, ale gdy tylko zacząłem marsz w jej kierunku – zniknęła, by chwilę później znów pojawić się w tłumie. Dziwnie się czułem idąc w jej stronę, być może dlatego, że chorobliwie szczupła sylwetka ponownie zawieruszyła się w ścisku, być może z uwagi na serce, które zabiło w niezdrowej ekscytacji w rytmie triumfalnego jest!, kiedy kobieta pojawiła się raz jeszcze. Zupełnie, jakbym próbował złapać suma na zbyt cieniutką żyłkę – gdy tylko uświadomiłem sobie, że właśnie robię coś, czego ze względu na higienę psychiczną w żadnym wypadku robić nie powinienem, było stanowczo za późno na zrewidowanie własnych, stanowczo zbyt pochopnych działań.
Bo właśnie chwytałem nieznajomą kobietę za ramię, tak, jak widniało w naprędce stworzonym scenariuszu, i próbowałem nie dopuścić do siebie myśli, że bardziej kiczowato byłoby tylko wylać na nią kawę.
Bo jej słowa odbijały się echem w moich uszach i dudniły jak nocne tramwaje przejeżdżające pod oknami pogrążonych we śnie kamienic.
Bo przecież dawno temu uznałem, że narzucanie się jakiejkolwiek kobiecie jest absolutnie poniżej mojej godności, już i tak nadwyrężonej, że należy milczeć jak głaz, cenić się, za żadną cenę nie pakować w tarapaty – a tu proszę.
Proszę bardzo.
Moja nie jest na pewno – podczas gdy mój wzrok wymownie spoczywa na typowo kobiecym wzorze portmonetki, słowa wciąż brzmią uprzejmie i nieszczególnie charyzmatycznie, zupełnie jak u kogoś, kto chce jak najprędzej wymigać się od odpowiedzialności, którą przyjął na barki pod wpływem chwili. Gdybym tylko miał ochotę (nie miałem), poza dość oczywistą radą mógłbym udzielić kobiecie krótkiej lekcji ulicznego przetrwania – opowiedziałbym o tym, jak to większość w miarę sprawnych manualnie ludzi, którzy mają serce, duszę i choć minimalne zainteresowanie cudzą własnością, można przyuczyć do kradzieży. Że ofiarami najczęściej padają samotne kobiety, których nie otacza silne ramię męskiego obrońcy. Że w tłumie takim jak ten, gdzie emocje towarzyszące spektaklowi przesłaniają jasność osądu, wyjątkowo łatwo o łup.
I że kiedy ktoś dobrowolnie oddaje twoją własność, należy ją przyjąć bez zadawania zbędnych pytań.
Całym sercem chciałem wierzyć, że spędzone pod niemiecką okupacją miesiące nauczyły moich rodaków choć odrobiny ostrożności, pokory bądź zwykłej, ludzkiej przyzwoitości – trzech cech, których brakowało mnie samemu. Byłem przekonany, że ten drobny przejaw Barmherzigkeit, jak zwykli mawiać (albo i nie?) nowi włodarze Paryża, w bliższej bądź dalszej przyszłości powróci do mnie zwielokrotniony przez los. W myślach gratulowałem sobie szlachetności czynu i jego całkowitej bezinteresowności – do czasu. Do tej jednej, decydującej chwili. Do momentu, kiedy odratowana od kradzieży kobieta nie wbiła we mnie dwóch zamkniętych w spojrzeniu sopli lodu, które zaledwie o centymetr minęły puchnące z dumy serce.
To byłoby na tyle, jeśli chodzi o miłosierne dary losu.
Ma pani całkowitą rację – już się nie uśmiechałem – półgrymas sympatii czmychnął w obawie przed zmarszczonymi brwiami, które skutecznie zatarły wspomnienie niemal czarującego wstępu. – Tym bardziej dziwi ta karygodna nieostrożność – starałem się nie zastanawiać nad mrożącym krew w żyłach fenomenem, jakim była widoczna gołym okiem metamorfoza nieznajomej. Szybko otrząsnęła się z pierwszego szoku, z ofiary przeobrażając w brutalnego napastnika – pomyślałem, że normalna (normalna!) kobieta nie zadawałaby tak krzywdząco bliskich prawdy pytań, nie insynuowałaby podstępnie, że całe to zajście jest niczym więcej, jak tylko przedłużeniem teatralnego spektaklu, i że niespodziewany przejaw dobroci to najpewniej kolejna sztuczka zepsutego patriarchatu, który tylko czyha, by okraść z portmonetki oraz godności niewinne paryżanki. W milczeniu obserwowałem zachodzącą w kobiecie zmianę, wkładając cały upór w to, aby nie wyszarpnąć ręki, kiedy chwyciła mój nadgarstek.
Jeśli tylko masz takie życzenie – nagle przechodzę z grzecznościowego pani na obłudnie bezpośrednią formę – na panią trzeba mieć styl, pieniądze i kulturę, a stojąca przede mną kobieta spełniała zaledwie jeden z trzech warunków – i to połowicznie. – Nic nie stoi na przeszkodzie – nie wiem, jaki diabeł we mnie tkwi, co za szatan podrzuca wszystkie te słowa, które bez namysłu opuszczają usta z takim spokojem i nieporuszeniem, jakby określenie złodziej – bliższe prawdy niż ofiara kradzieży mogła przypuszczać – wcale nie dotyczyło znacznej części mojego życia.
Śmiało – podczas gdy ona uśmiecha się coraz bardziej jadowicie, ja coraz wyżej unoszę brwi – że też akurat trafił mi się krokodyl. Psychopatka. Porcelanowa figurka, sztuczne wypieki, szklane oczy, dziki krzaczek róży – im gwałtowniej się ruszasz, tym boleśniej kłuje. – Z chęcią zobaczę wyraz pani twarzy, kiedy przy świadkach zawartość portfela okaże się nienaruszona.
I nagle znów się uśmiecham – niewinnie, znacznie odważniej niż ona, z bezwstydną otwartością, która stanowi najczystszą formę rozbawienia. W końcu nie tylko złośliwość potrafiła umilić wieczór – czasami wystarczał ludzki wstyd.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Teatr 'l'Etoile'   Pon Paź 16, 2017 5:12 am

Oni wszyscy – bez wyjątku – byli tacy sami.
Paryscy mężczyźni.
Każdy z nich uważał się za Napoleona kobiecych serc.
Żyli i umierali w przeświadczeniu, że najmniejszy wysiłek z ich strony był przejawem niebywałej szarmancji, klasy i intelektu. Zadzierali wysoko głowy, dumni niczym pawie, po czym spoglądali w dal z pewnością siebie, błyskiem w oku i przybierającym kolosalne rozmiary ego. Zdawało im się, że każde ich słowo spływało złotem, każdy żart miał błyskotliwą puentę, a każdy uśmiech był wart westchnienia.
Byliby panami Paryża, gdyby nie to, że ten tytuł dwa lata temu przywłaszczył sobie ktoś inny; na dodatek w zupełnie odmiennym celu.
Czas mijał, a oni nie zmieniali się ani trochę. Ani odrobinę. Mogłabym założyć się, że tkwili w tym błędnym kole samouwielbienia, odkąd zbudowano to nieszczęsne miasto, i zapewne miałabym rację. Przecież doskonale wiedziałam, o czym myśleli – oni najzwyczajniej w świecie wierzyli, że gdyby byli dziełami sztuki, na pewno znaleźliby się w Luwrze.
I choć Batignolles-Monceau nie miało w sobie absolutnie nic z marmurowych, muzealnych sal, tego wieczora było ich tu wielu.
Stali w hałaśliwym tłumie niczym żywe posągi, gotowi na to, by podziwiać (siebie) i być podziwianym. Nie musiałam nawet rozglądać się uważnie, aby ich dostrzec. Silne męskie ręce oplatały smukłe linie kobiecych talii, usta śmiały się i szeptały do uszu puste, zagłuszane przez wesoły gwar obietnice, a każdy z tych amantów zdawał się chwilowo nie pamiętać, że gdyby zjawił się tu szwadron okupantów, cała pewność siebie prysłaby niczym bańka mydlana.
Ale ten, który stał przede mną, wpisywał się w schemat tylko częściowo. Gdybym była jedną z tych pustych jak wydmuszka paryżanek, zmierzyłabym go wzrokiem pełnym głębokiego krytycyzmu i zapewne parsknęłabym śmiechem, widząc jego wymiętą koszulę – a zgadywałam, że wcale nie przyszedł tu z ukochaną; każda szanująca się kobieta natychmiast zwróciłaby mu uwagę, co więcej, pewnie kazałaby mu wrócić tam, skąd przyszedł, i przebrać się coś nieco bardziej wyprasowanego. Mogłabym też spojrzeć karcąco na zarost na jego policzkach i na niesforne kosmki włosów, które wypadałoby ułożyć; mogłabym porównać go z innymi, wymuskanymi i wyperfumowanymi paryżanami, po czym bez trudu dostrzec, że w tym zestawieniu wypadał dość ubogo.
Ale nadrabiał uśmiechem.
Szlachetnymi intencjami.
Nie wiadomo czym jeszcze.
Nie byłam jednak na tyle na naiwna, aby dać się nabrać; wpaść w tę pułapkę pozornej szarmancji i  gładkiego, niewinnego mademoiselle, zdaje się, że to pani. Dlaczego miałabym wierzyć, że chodziło tylko o to, by oddać mi portmonetkę? Tak po prostu? Uczciwość była w tych czasach godną pożałowania decyzją, a przecież obydwoje zaledwie przed chwilą zauważyliśmy, że w tym tłumie z łatwością można było pozbawić się kilku cennych drobiazgów.
Wiedziałam zresztą, jak sama bym postąpiła – gdybym zobaczyła leżącą na ziemi portmonetkę, zgarnęłabym ją bez wahania, nie zaprzątając sobie głowy tym, czy jej właścicielka znajdowała się gdzieś w pobliżu.
Jej nieuwaga, mój zysk.
Stojący przede mną mężczyzna musiał być świadomy tej zasady.
Chłód w moim spojrzeniu nie słabł ani na moment, natomiast uśmiech, którym próbował przekupić mnie Francuz, powoli spełzał z jego ust. Nie było w tym nic dziwnego; czar musiał w końcu prysnąć, a moje nastawienie nie pozostawiało najmniejszych złudzeń – nie miałam zamiaru odpuścić, podobnie jak on sam.
Choć prawie udało mi się zignorować jego słowa – skomentowałam je jedynie wymownym uniesieniem brwi – szybko wyłapałam niezbyt subtelną zmianę w jego tonie, gdy mężczyzna odezwał się ponownie.
Le pauvre. Chyba należało mu uświadomić, że taki był z niego monsieur, jak ze mnie mademoiselle.
- Masz tupet – odwdzięczyłam się, sącząc jadowite słowa przez zaciśnięte zęby. W tamtej chwili czułam, że naprawdę niewiele brakowało, bym rzeczywiście krzyknęła złodziej, przedarła się przez gwar beztroskich głosów i ściągnęła uwagę całej ulicy prosto na naszą dwójkę. Już nabierałam do płuc powietrza, już szykowałam się, by spełnić swoje życzenie, ale w jednej chwili słowa uwięzły mi w gardle.
Zapewne dlatego, że mężczyzna uśmiechnął się ponownie – nie, na pewno nie z sympatią, wokół nas zalegał półmrok, ale nie byłam ślepa.
A co jeśli jakimś cudem się myliłam i to on miał rację? Co jeśli zawartość portmonetki faktycznie była cała, a ja właśnie byłam na dobrej drodze, aby zrobić z siebie pośmiewisko?
Chyba nie rozegrałam tego zbyt mądrze.
- Zmieniłam zdanie. Świadkowie raczej nie będą nam potrzebni – odpowiedziałam z najwyższą niechęcią, mrużąc oczy i odpierając jego spojrzenie. Irytował mnie ten bezwstydny uśmiech, który tańczył na wargach mężczyzny; szeroki jak croissant, szczery jak ja sama. - Dwadzieścia franków w banknocie i dziesięć centymów w monetach – wyrzuciłam z siebie, puszczając wreszcie nadgarstek mężczyzny. - Tyle powinno być w portmonetce. Proszę ją otworzyć i przeliczyć zawartość. To chyba nie problem, prawda?
Skrzyżowałam ręce na piersiach, świdrując mężczyznę wzrokiem, a jednocześnie czułam, że jeśli zawartość portmonetki nie uszczupliła się choćby o jedną monetę, będę musiała przełknąć gorzką dawkę wstydu. Tymczasem wolałam odwlec tę chwilę, chwycić się nędznej nadziei, że intuicja wcale mnie nie zawiodła i że mężczyzna da za wygraną, przyznając się do kradzieży.
Złośliwość, którą delektowałam się zaledwie moment temu, nagle przybrała smak niedojrzałego, przedwcześnie zerwanego owocu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Teatr 'l'Etoile'   Sob Lis 11, 2017 8:54 pm

One wszystkie – z kilkoma chlubnymi wyjątkami – były takie same.
Paryskie kobiety.
Każda uważała się za kokietkę męskich serc.
I, co gorsza, miała całkowitą rację.
Niemcy mogli rządzić tym miastem, od francuskiej kapitulacji sprawując niepodzielną władzę nad (i pod) paryskim niebem, lecz jeśli był ktoś, kto poza Führerem rządził nazistami, były to bez wątpienia kobiety, w tym – a może przede wszystkim, gdyby tylko pochylić się nad fenomenem urody (czy też jej brakiem) niemieckich dam – kobiety francuskie. Kobiety ciekawe i niekonwencjonalne. Nasze kobiety.
Były pewne siebie, pewne własnej cielesności i pewne tego, że należy im się wszystko; okupanci najwyraźniej właśnie to sobie chwalili – ich dziewczęcą świeżość zaklętą w zwiewnych sukienkach, odważnych kolorach, miękkich pasemkach włosów połączoną z dozgonną i codzienną nadzieją na zmianę życia. Nic Francuzek nie zrażało, przebijały się przez najszczelniejsze z murów męskiej nieprzystępności, rączo pokonywały najbardziej strzeliste przeszkody ich oschłości. Niemcy  z kolei doceniali głód nieskończoności, dążenie do wielkiej wygranej, zjawiskowość zakrawającą o nieziemskość (jakże nie doceniać? Te nogi, te biusty, te usta, dłonie, pieprzyki, zapachy!) – doceniali wszystko to, co przez ostatnie kilkaset lat niemal spowszedniało nam, francuskim mężczyznom.
Niemal – bo jeśli istniał choć jeden aspekt, któremu wierność okazywali Francuzi, była to miłość do Francuzek. Ma chérie stanowiła dobro narodowe, była kimś, kogo strzeże się przed obcym dotykiem, kimś, komu nie tylko należał się szacunek, ale też kimś, kto ten szacunek wzbudzał – tak długo, jak długo kobieta zachowywała się jak kobieta, nie zaś…
Niemka.
Masz tupet.
Kąciki ust drgnęły nieznacznie, gdy w końcu uniosłem ciężkie ze zmęczenia powieki, zatrzymując spojrzenie na kobiecej twarzy. Jeśli oczekiwała oburzenia, po raz kolejny musiała się srogo zawieść; poza obojętnością potrafiłem zdobyć się jedynie na uprzejme, wypowiedziane wraz z wydechem:
Merci
które niemal rozmyło się pośród otaczających nas żwawych rozmów. Nikt nie zainteresował się mną, kobietą ani (przynajmniej na chwilę obecną) jej portfelem. Najwyraźniej kilka ostatnich momentów nieskutej okupacyjną rzeczywistością swobody całkowicie pochłaniały uwagę paryżan – i trudno ich o to winić, zwłaszcza, iż ledwie przed paroma minutami sam chciałem niecnie wykorzystać ich euforyczną nieostrożność.
Teraz mogłem jedynie pluć sobie w ściśle metaforyczną brodę, że tego nie zrobiłem.
Kobieta zmienną jest – neutralna w zamyśle uwaga przybrała gargantuicznych rozmiarów podszytej kpiną obelgi; być może zawiniło wymowne przewrócenie oczami, którego w stanie nie były ukryć nawet mocno zmarszczone brwi; być może coś w tonie mojego głosu – ta uszczypliwa iskierka pobłażliwości – sprawiło, że rzucone od niechcenia słowa trzasnęły w powietrzu jak uderzenie z bata; być może do całokształtu katastrofy przyczyniło się wszystko po trochu, na czele z pytaniem, które ledwie moment później opuściło moje usta?
Jak pani może spać? – niespiesznie obróciłem portfel w dłoni, pozwalając, by zatoczył płynny slalom między kciukiem a serdecznym palcem; tkwiło w tym coś hipnotyzującego, jakby sztuczka magika, która lada moment przeobrazi się w cud. – Z tak silnie rozwiniętą paranoją i przewrażliwieniem na własnym punkcie? – normalny Francuz – a już zwłaszcza paryżanin – powiedziałby kobiecie, że jeśli nie podoba się jej obrót spraw i przejaw obywatelskiej, narodowej solidarności, to niech spada na drzewo, a poza tym i tak już od dłuższego czasu dyma jej najlepszą przyjaciółkę. Ja, ku własnej rozpaczy, nie należałem do tego typu mężczyzn; cierpliwie wyplewiana rycerskość wciąż tkwiła we mnie zakorzeniona jak nad wyraz uparty chwast, który opiera się każdej próbie przegnania go z ogrodu. Z czasem uznałem, że muszę nauczyć się z tym żyć – naiwna wiara w drobne przejawy ludzkiej dobroci nie była ciałem obcym, ale czymś na wzór znamienia bądź piętna; można je zakrywać, ale nigdy nie uda się go usunąć.
Jeśli chce pani przeliczać pieniądze, bardzo proszę. Sam nie zwykłem zaglądać do cudzych portfeli.
Kłamstwo, kłamstwo, kłamstwo – kłamię, odkąd pamiętam, kłamię bez mrugnięcia okiem, kłamię, bo potrafię, muszę i na swój sposób lubię, kłamię, bo dzięki temu mogę oszukiwać kogoś, kto żyje z oszustwa.
Siebie samego.
Teraz skłamałem ze względów czysto praktycznych (i równie racjonalnych) – kobieta, w której sidła nieopatrznie wpadłem, najwyraźniej już wydała na mnie wyrok, zręcznie pomijając kwestię domniemania niewinności.
Ale gdyby okazało się, że suma wynosi mniej niż dwadzieścia franków i… ile to było? Dziesięć centymów? niech się pani nie łudzi, że będę współczuł straty – niepomny na wymownie skrzyżowane ręce, bijący z – obiektywnie rzecz biorąc – ładnych oczu chłód i całokształt kobiecej postawy, którą jakiś optymista mógłby nazwać nieprzystępną, nie opuściłem ręki nawet o centymetr. Tłum wokół nas, dotychczas zbity jak cement w budowlanej gruszce, zaczął powoli się przerzedzać – trudno o bardziej czytelną przestrogę przed nadchodzącą godziną policyjną.  – Za własną nieostrożność należy płacić – dodałem łagodniej, z cierpliwością, którą wykształciły we mnie całe lata spędzone na walce z dziecięcym uporem.
Właśnie tak się teraz czułem – jak podczas  utarczki z wyjątkowo upartym dzieciuchem, który odmawia wyszczotkowania zębów, założenia piżamy i grzecznego zakopania się w świeżo wypranej pościeli. Dodatkową trudność stanowiła paląca świadomość, że w tym konkretnym przypadku nie pomoże ani emocjonalny, ani słowny szantaż: grożenie przełożeniem przez kolano (przynajmniej na chwilę obecną) nie wchodziło w grę.
Podobnie jak odebranie dostępu do mlecznych cukierków; pozostało mi zatem jedno – niesłabnąca siła argumentu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Teatr 'l'Etoile'   

Powrót do góry Go down
 
Teatr 'l'Etoile'
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Prawy brzeg :: Pozostałe dzielnice-
Skocz do: