IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Droga


Share | 
 

 Droga

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Droga   Nie Lip 30, 2017 5:28 pm



Droga

Biegnąca na południe od klasztoru.
Aby dotrzeć do Paryża wystarczy udać się na zachód.
Główne wejście do klasztoru prowadzi przez kościelny narteks, z którego przejść można na krużganki. Niedozwolone jest poruszanie się korytarzami przy dormitoriach sióstr.
Mijając staw i pola uprawne można dotrzeć do wejścia znajdującego się przy stajniach.

Możliwość zmiany lokacji:
1 - 6. Kościół
16. Dormitoria na parterze
Krużganki
Pola uprawne





Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Droga   Nie Sie 20, 2017 11:48 pm

Cały dialog, którego był niemą częścią, prześledził z uwagą dorównującą tej, którą poświęcił przestudiowaniu mapy wyciągniętej przez Kriminaldirektora, zapamiętując szczegóły, upewniając się, żeby nic mu nie umknęło, aby następnie niespodziewanie sprawić kłopoty. Kłopoty, których szczerze powiedziawszy, może nieco naiwnie, nie przewidywał. Nie, jeśli chodziło o niego samego; rola przypadająca mu w udziale była tak nijaka, tak pozbawiona większego znaczenia, że aż zupełnie nieistotna, kiedy więc pozostała trójka mężczyzn omawiała szczegóły planu, milczał, splatając palce dłoni za wąskimi plecami okrytymi szarym mundurem.
Barwne porównania, myśliwskie metafory, to wszystko miało na celu pobudzenie wyobraźni przed... polowaniem? Wzdrygnął się niewidocznie, prostując ramiona, czując nieprzyjemne ssanie w żołądku, niechybną oznakę zniecierpliwienia niesmacznie doprawionego poddenerwowaniem osadzającym się gdzieś na koniuszku ścierpniętego języka.
Bez większych emocji przyjął polecenie towarzyszenia Kriminaldirektorowi, choć w spojrzeniu, które na ułamek sekundy przed tym jak Sørensen ruszył w stronę Citroena, można było dostrzec niewyraźną nutę niechęci rozmywającą się w błękitnych oczach wyjątkowo nieskrytych za szkłami okularów. Widocznie nawet posiadanie własnej podkładki do notowania nie mogło kupić sympatii Norwega, czego mimo wszystko nie powinien po sobie okazywać, jak skarcił się w duchu, zajmując miejsce w samochodzie i układając luźno dłoń na prawym kolenie, przebierając po nim niecierpliwie palcami.
Miał cichą, bardzo niewyraźną nadzieję, że żaden z towarzyszących mu mężczyzn nie zainteresuje się jego osobą, skupiając się na oczekującym ich zadaniu, pozwalając mu dalej nurzać się w milczeniu oferującym złudne uczucie komfortu, które topniało z każdym kolejnym metrem pokonywanym przez Citroena. Naprawdę chciałby powiedzieć tylko i wyłącznie tyle, że wcale nie powinien się tu znajdować, oddając swoje miejsce komuś bardziej odpowiedniemu, samemu za to wygodnie zasiadając za drewnianym biurkiem w siedzibie SS, gdzie obowiązki były mu dobrze znane i właściwie wcale nieszczególnie nielubiane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Droga   Pon Sie 21, 2017 2:02 pm

Dobrze opracowany plan nie miał prawa pójść źle - Carl Rübe był święcie przekonany, że do siedziby Gestapo wrócą dziś z tarczą, przywożąc z polowania dorodną, angielską zwierzynę. W aucie tryskał dobrych humorem, kontynuując żartowanie w rubasznym stylu, dodatkowo przechwalając się swoimi wcześniejszymi dokonaniami. Gdy więc Citroen zatrzymał się przed murami klasztoru, wcześniej odłączając się od dwóch ciężarówek, Kriminaldirektor wyskoczył z niego energicznie, z trzaskiem zamykając za sobą drzwi.
- Piękny dzień - pochwalił, rozglądając się dookoła i na moment wznosząc oczy ku niebu. Kryło się w nich jednak coś na tyle złowrogiego, że cała scenka wyglądała tak, jakby Rübe rzucał wyzwanie samemu Bogu.
Ucieszył się na widok Lindera i Eckerta, przybyłych z dwóch przeciwnych stron klasztoru; oznaczało to, że Fabien i Lars zajęli swoje miejsca i szykują się do obławy.
- Sørensen, wejdziesz do kościoła i usiądziesz w ostatniej ławce, jak gdyby nigdy nic. My zaczekamy w narteksie, więc nie zamykaj za sobą drzwi. Niech nas widzą, niech się niepokoją. Każdy ich fałszywy ruch będzie działał na naszą korzyść - zadowolony ze swojego planu Kriminaldirektor ruszył w kierunku świątyni, nie czekając na Bjorna i resztę mundurowych, a jednak posłuszna piątka podążyła za nim.


Bjorn - piszesz tutaj

Kolejny post MG pojawi się w czwartek wieczorem, 24.08
Zasady rozgrywki oraz Wasze ekwipunki znajdziecie tutaj.
mapa + plan + legenda
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Droga   Nie Paź 08, 2017 6:09 pm

| pola uprawne

Ciężarówka z trudem wjechała na drogę, lecz dzięki działaniu Brice'a ściana ognia oddzieliła ją od Okupantów i ich strzałów. Rebelianci byli pozornie bezpieczni, lecz nie znajdowali się w dobrej sytuacji.
Dwa strzały w lewą nogę Lou pozbawiły dziewczynę przytomności; leżała na podłodze przyczepy, ewidentnie wymagając medycznej pomocy. Do samochodu dostała się tylko dzięki pomocy Camille, która dotarła tu bez szwanku.
Pomysł Gilberta sprawdził się, lecz Fourier odjeżdżając mógł widzieć zszokowaną twarz Anglika - najwyraźniej ten nie mógł uwierzyć, że rebelianci zdecydują się pozostawić go w tyle, skoro był ranny i znajdował się już blisko auta. Czy jednak ta sytuacja miała wystarczyć, by w młodym chemiku wzbudzić podejrzenia odnośnie intencji Klemensa?
Kierowca umiejętnie prowadził samochód, lecz musiał wiedzieć, że strata jednej opony nie pozwoli im dojechać daleko; Paryż znajdował się na wschód od klasztoru, a oni jechali na zachód. Gdzie zamierzali się ukryć?
Omówienie dalszej ucieczki nie mogło zejść na dalszy plan nawet pomimo kolejnego wybuchu, który byli w stanie usłyszeć; żadne z nich nie miało pojęcia, co stało się na polach uprawnych, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa zdarzyło się przy użyciu granatu. Los dwójki Anglików pozostawał nieznany.
 



Na odpis macie 72h. Kolejny post MG pojawi się w środę (11.10) wieczorem.
Kolejka postów jest dowolna.

Lou wymaga natychmiastowej pomocy medycznej.
W tej kolejce uzgodnijcie miejsce, do którego chcecie się udać - możecie wybierać spośród wszystkich dostępnych na forum lokacji, a MG w zależności od odległości ustali legendę rzutów kostką, która pomoże ocenić po ilu kolejkach udało Wam się tam dotrzeć.

Zasady rozgrywki oraz Wasze ekwipunki znajdziecie tutaj.
mapa + plan +
legenda
Ciężarówka 2 - Klemens, Gilbert, Camille, Lou
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Droga   Wto Paź 10, 2017 1:55 am

Wszystko wydarzyło się błyskawicznie.
Camille usłyszała przekleństwo Brice'a, ale wyminąwszy go, nie spojrzała, czy Anglik wciąż w ogóle za nimi biegnie - była zbyt zaaferowana stanem Lou oraz swoim strachem i determinacją, która nakazywała doprowadzić jej i siebie i koleżankę do ciężarówki; upragniony samochód, ostatnia obietnica szansy na ratunek, zamajaczył przed nimi pięć metrów dalej, dwa metry dalej, dzielił je od niego już tylko metr - pokracznego biegu, wymuszanego przez przodującą w nim Hebuterne - i już próbowały dostać się na pakę. Camille, z gracją zagubionego na plaży manata, jako pierwszej udało się na nią wdrapać - zaraz też wyciągnęła rękę do Junge, chcąc szybko pomóc rannej dziewczynie.
I to, jakimś cudem, się udało, a Camille niemalże odetchnęła z ulgą.
Niemalże.
W tym momencie powietrze ponownie przeciął złowrogi, do dnia dzisiejszego w zasadzie jej nieznany - ale od teraz mający wybrzmiewać echem w każdym głośniejszym hałasie, usłyszanym przez Camille na ulicy - huk wystrzału; o tyle słyszalny (a może tak jej się tylko zdawało?), na tle tylu podobnych mu salw, że był idealnie zsynchronizowany z grymasem bólu na twarzy Lou, który w ułamku sekundy dramatycznie się pogłębił; dziewczyna zdążyła już tylko opaść na podłogę przyczepy, podtrzymywana przez zszokowaną Hebuterne.
- Obudź się, słyszysz, Lou! - wykrzyknęła, zdjęta całkowitym przerażeniem, przez kilka chwil zupełnie niezdolna do odbierania jakichkolwiek bodźców, a co dopiero do sprawnego odpowiadania na nie - nie słyszała pytania chłopaka o zapałki, nie dotarło do niej. Z opóźnieniem dostrzegła też, że ciężarówka ruszyła, zostawiając za sobą marudnego Anglika i jego ostatnie spojrzenie skierowane w ich stronę. Oskarżycielskie, chociaż bardziej może zszokowane?
Camille Hebuterne, zostawiłaś go, by umarł z ich rąk?
I wtedy przyszło otrzeźwienie - a przynajmniej połowiczne.
Gdzie był Mackay?
Czemu nie poczekali na Brice'a?
Co się stało z Pierrem?
To były pytania, które nie miały doczekać się odpowiedzi - przynajmniej nie teraz. Camille rzuciła ostatnie spojrzenie oddalającemu się klasztorowi, oddzielonego od nich ścianą żaru. Kogo jeszcze tam zostawiali? Ten obrazek, niknący właśnie za zakrętem, miał wyryć się w niej z nieuchronną mocą rozprzestrzeniającego się ognia.
Było jej niedobrze; gdyby zjadła dzisiaj obiad, na pewno wylądowałby za paką ciężarówki.
- Jedź do leśniczówki, słyszysz?! - krzyknęła do chłopaka w szoferce. Nie mieli zbyt wielu dostępnych opcji, eufemistycznie rzecz ujmując; a Lou potrzebowała pomocy. I to natychmiast, stwierdził umysł Camille, usilnie walcząc z chęcią katatonicznego zamknięcia się we własnych ramionach na podłodze samochodu.
Usłyszała następny wybuch, dochodzący ze strony klasztoru, podobny do tego, który wybrzmiał parę minut wcześniej - z dystansu wydawał się równie głuchy, chociaż zdecydowanie nie ogłuszał.
Może to dlatego, że Camille po prostu dalej, nieprzerwanie i tak dzwoniło w uszach.
To już nie była zabawa. Zabawa w planowanie wojny, akcji sabotażowych, radosne oraz lekkomyślne okradanie okupantów i utrudnianie im życia; to była regularna walka, która właśnie pochłonęła - pochłaniała - ludzi, których Camille znała. - Skręć tam w prawo, tam w tę leśną drogę! - dodała jeszcze głośniej, chociaż wcale nie była pewna, czy faktycznie otrzymają tam jakąś pomoc - ale kilkakrotnie słyszała o przychylnym Ruchowi Oporu leśniczym. Wiedziała też, że to tam Lecuyer kazał skryć się spadochroniarzom - a, póki co, nie zanosiło się na to, żeby mieli szanse dotrzeć do Paryża.
Podświadomość podsuwała jej tylko jedno miejsce w tym mieście, w które powinna się teraz udać, uciec, prosić o pomoc; coś, czego nie robiła w zwykłych sytuacjach.
Z tym, że to nie była zwykła sytuacja.
Ale nie mogli tak ryzykować - nie z Lou, nie z ewentualną pogonią.
Uklękła przy Junge, wyszeptując pod nosem litanię składającą się głosek zlepionych na wzór obudźsiębłagamobudź i - próbując zachowywać trzeźwość umysłu, przypomnieć sobie jakieś podstawy podstaw pierwszej pomocy i nie dać się panice - rozdarła swoją sukienkę z brzegu i oddzierając błękitny pasek materiału, zawiązała go trzęsącymi się dłońmi powyżej drugiej rany na nodze koleżanki.
Żałośnie prowizoryczny opatrunek; ale na razie jedyny, którym dysponowali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Droga   Wto Paź 10, 2017 3:16 pm

Czy rzeczywiście im się udało? Czy jakimś cudem wyjechali z pól na drogę i mieli szansę, chociażby najmniejszą, by jakoś wyjść z tego wszystkiego cało? Nie chciał zakładać z góry, iż wszystko się ułoży, bo przecież bez wątpienia Niemcy zamierzali wysłać za nimi pościg, nie zamierzając pozwolić, aby grupa rebeliantów tak po prostu wyślizgnęła im się z rąk.
Mimo wszystko oddalali się od panującego na polach chaosu, od wystrzału broni, wzbijającej się w górę chmury pyłu, od niemieckich mundurów i, co zauważył dopiero po chwili, również od dwóch Anglików, których przecież powinni ochraniać.
Początkowo był zbyt zszokowany wszystkim, co działo się wokoło. Stojąc w przyczepie obserwował biegnące w jego stronę postacie, samemu nie do końca wiedząc, co powinien ze sobą zrobić. Jego wzrok skakał z jednego miejsca w drugie, pomiędzy mieszaninę zgromadzonych postaci, z których ciężko było wyłapywać pojedyncze sylwetki i konkretne twarze. Świat wirował wokół jak w kalejdoskopie, a on stał w miejscu mając poczucie, iż z każdą chwilą może się przewrócić. Gdy ciężarówka ruszała, zachwiał się lekko, podtrzymując dłonią o ścianę i myśląc tylko i wyłącznie o tym, jak bardzo chciałby znaleźć się w jakimś bezpiecznym, spokojnym miejscu, lub jak bardzo pragnął cofnąć się do tego poranka i jakimś cudem przekonać Ambroise, by nie szli na to spotkanie, by zignorowali obowiązek i udali, że nic więcej ich nie obchodzi. Mogliby pojechać do lasu albo zostać w Paryżu, pospacerować między uliczkami, usiąść na zielonej trawie w parku i cieszyć się wiosennym dniem okraszanym ciepłymi, słonecznymi promieniami.
Z drugiej jednak strony wiedział, że gdyby ich tutaj nie było, dwie dziewczyny, które znalazły schronienie w ich ciężarówce byłyby skazane na same siebie oraz Anglików, których z jakiegoś powodu zostawili w tyle. Minęła chwila, zanim uświadomił sobie, że z dwóch dziewczyn jedna znajduje się na podłodze w powiększającej się wokół kałuży krwi, i jeszcze kolejna zanim dotarło do niego, że zna tą twarz bardziej niż tylko z widzenia, a nawet potrafi dopasować do niej odpowiednie imię. Wcześniej wszystko działo się zbyt chaotycznie, zbyt pośpiesznie by był w stanie skupić na niej swoją uwagę, jednak teraz, wyglądając tak, jakby pogrążona była we śnie, wiedział dokładnie kim była.
Na jego twarzy pojawił się grymas zdziwienia i przerażenia, gdy powoli podchodził do zranionej dziewczyny, w tle słysząc donośny głos jej koleżanki podającej kierunek, w którym mieli się udać. W tej chwili nie liczyło się to, gdzie zamierzali jechać, byle by byli w stanie otrzymać tam jakąkolwiek pomoc. Szybko.
- Lou – powiedział cicho, głosem zbliżonym raczej do szeptu, klękając obok i obserwując, jak nieznana mu z imienia dziewczyna kawałkiem swojej sukienki stara się ucisnąć miejsce nad raną. Wiedział, że na jakiś czas ucisk może powstrzymać krwawienie, jednak nie mieli zbyt wiele czasu. Sam skierował swoją uwagę w stronę drugiej rany na łydce, rozdzierając materiał jej spodni, by dokładniej przyjrzeć się powstałej tam ranie. Nie wyglądała wcale lepiej niż ta powyżej kolana i również wymagała opatrunku, dlatego sam oderwał spory kawałek materiału z własnej koszuli, trzęsącymi się dłońmi obwiązując go ciasno wokół rany, aby chociażby chwilowo zatamować krwawienie. Następnie przesunął się trochę w bok, przyglądając się jej twarzy, która powoli zaczynała wydawać się nienaturalnie bladą. Ostrożnie pochylił się nad jej twarzą, przykładając ucho w okolicy jej ust i czując na swojej skórze delikatny powiew oddechu. Fakt, iż wciąż oddychała, wcale go jednak nie uspokoił. Wydawał się być trochę nierównomierny, dlatego, niespecjalnie potrafiąc zająć się czymś innym, przyłożył dwa palce do miejsca na jej szyi, odliczając w myślach wyczuwalne pod opuszkami palców uderzenia, które również zdawały się odrobinę odbiegać od normy. Z każdą chwilą jej kondycja się pogarszała, im dłużej zwlekali tym więcej krwi traciła i tym mniejsze miała szanse, by wyjść z tego cało.
- Ambroise, musisz się pośpieszyć! Ona……zaraz może umrzeć - …potrzebuje pomocy – krzyknął w stronę szoferki, nie chcąc wypowiadać na głos tego, co pewnie im obojgu krążyło po głowie. Na moment jego głos się załamał i chłopak przełkną głośno ślinę, patrząc na nienaturalnie spokojną twarz Lou - Chyba… chyba powinniśmy położyć ją na boku, na wszelki wypadek – powiedział cicho w stronę nieznajomej dziewczyny – Jak masz na imię? – zapytał, bo chociaż chwila nie wydawała się być najlepszą na zawieranie nowych znajomości, ta wiedza odrobinę ułatwiłaby wspólne działanie. Poprzednie emocje powoli z niego opadały, choć ich miejsce zajmowały zupełnie inne. Dopiero teraz miał okazję wrócić pamięcią do wydarzeń sprzed chwili, zdając sobie sprawę, iż odjechali z miejsca zanim jeden z Anglików zdążył wskoczyć do ciężarówki, choć wydawało mu się, że przecież znajdował się całkiem blisko. Nie przypuszczał, aby Ambroise zrobił to specjalnie, bo przecież dobro ich brytyjskich gości leżało w interesie wszystkich członków Ruchu Oporu. Może go nie zauważył? A może, tak jak każde z nich, był zbyt przerażony, skupiając się jedynie na tym, by zabrać i siebie i ich trójkę z pól jak najszybciej? Gilbert był pewien, że istnieje ku temu logiczne wytłumaczenie, a mimo wszystko gdy myślał o tym, co się wydarzyło, odczuwał dziwny niepokój, jakby coś w całej tej sytuacji było zupełnie nie na miejscu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Droga   Sro Paź 11, 2017 5:40 am

Gdyby dano mu chwilę wytchnienia, pozwolono zatrzymać ciężarówkę, oprzeć się wygodnie o siedzenie i wziąć głęboki wdech, na pewno zadałby sobie to jedno pytanie, które utkwiło w jego podświadomości niczym odprysk szkła w żywym ciele.
Co on właściwie robił?
Zdroworozsądkowa rzeczywistość podsuwała mu prosty obraz sytuacji - właśnie prowadził skradzioną ciężarówkę, uciekając przed własnymi ludźmi, by ocalić rebeliantów, którzy jawnie wystąpili przeciwko władzy.
Czy nie było to po prostu niedorzeczne?
Czy nie brzmiało to kuriozalnie?
Brzmiało.
Już w chwili, w której ciężarówka wtoczyła się na polną drogę, zaczął wmawiać sobie, że przecież starał się postępować właściwie, ale nie był nawet świadom, jak panicznie szukał usprawiedliwień i z jaką rozpaczą powtarzał sobie, że ani razu nie przekroczył tej wyimaginowanej, subtelnej granicy, za którą kryła się zdrada.
Nie byłby w stanie się jej dopuścić, nie on. Te dwie sylaby wzbudzały w jego umyśle paranoiczny, wręcz zwierzęcy lęk; pielęgnowany gorliwie najpierw w Hitlerjugend, potem w Bad Tölz, aż wreszcie na froncie. Latami wpajano mu, że zdrada była jak ohydny robak drążący honor, jak gorączka, która trawiła ciało aż do samych kości, nie pozostawiając po sobie nic oprócz ludzkich ochłapów. Bał się mówić lub choćby myśleć o niej, skłonny wierzyć, że jeśli zrobi to raz, zdrada zakorzeni się w nim niczym chwasty. Dlaczego więc miałby dobrowolnie się jej poddać? Dlaczego miałby pozwolić, aby targający nim lęk stał się rzeczywistością?
Nie zrobiłby tego, nie potrafiłby. W klasztorze dokonał wyboru i nie zrezygnował ze swojego zadania, a co więcej – właśnie z pełną świadomością porzucił brytyjskich spadochroniarzy, wydając ich Niemcom.
To nie mogła być zdrada.
To nie mogły być jego własne, żałosne i niewłaściwie pragnienia, które zaczynały i kończyły się na nieszczęsnym Fourierze.
Ale musiał przyznać, że ocierając krople potu z rozgrzanego czoła, czuł się niemalże tak, jakby jego ciało faktycznie poddało się gorączce.
- Merde – ochrypły szept wymknął się z jego suchego i ściśniętego gardła, tonąc w huku wystrzałów i kolejnej eksplozji, który przedarł się przez ściany ciężarówki. Dym otulił pola uprawne i zastygł w powietrzu niczym gęsta mgła, ale auto oddalało się zbyt szybko, by Klemens mógł dostrzec na polach czyjąkolwiek sylwetkę. Z każdym metrem klasztor robił się zresztą coraz mniejszy, choć nie oznaczało to wcale, że skala problemów, z jakimi właśnie się mierzyli, również miała ulec zmianie.
Wręcz przeciwnie.
Odrzucił wreszcie broń na siedzenie pasażera i chwycił kierownicę obydwiema dłońmi, wbijając wzrok w ciągnącą się przed nim drogę. Nie miał pojęcia, dokąd właściwie jechał – w tamtej chwili liczyło się tylko to, aby znaleźć się jak najdalej stąd – jednak gdy z szoferki dobiegł go głos jednej z kobiet, zareagował instynktownie, przeczesując wzrokiem prawe pobocze, by znaleźć właściwą drogę. Nie był w stanie wydobyć z siebie głosu, by zapytać, czy nikomu nic się nie stało; intuicja podpowiadała mu jednak, że jeśli Lou Junge nie domagała się, aby natychmiast oddał jej kierownicę, coś musiało być nie w porządku.
A jego podejrzenia potwierdziły się, gdy zaledwie chwilę później usłyszał Gilberta.
- Postaram się – zdołał tylko wydusić, z wysiłkiem podnosząc głos. Najważniejsze, że ty nie potrzebujesz pomocy.
Ale tego już nie powiedział.
Kątem oka wyłapał za to tablicę, która wskazywała drogę do Paryża, i przez moment pozwolił, aby w jego umyśle rozgościła się jeszcze jedna niedorzeczna myśl – co gdyby zawiózł ich wszystkich prosto do siedziby gestapo, zamiast do leśniczówki?
Może tak właśnie należało zrobić, ale Klemens w milczeniu minął drogowskaz, przeczuwając, że cele w siedzibie gestapo i tak miały się dzisiaj zapełnić.

leśniczówka
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Droga   Nie Paź 22, 2017 7:36 pm

Prowizoryczne opatrunki i opieka, jaką otoczyli Lou jej znajomi z Ruchu Oporu niewątpliwie uratowały dziewczynie życie. Gdy sfatygowana ciężarówka dotarła do leśniczówki oddech dziewczyny był już słabo wyczuwalny, lecz Junge wciąż żyła.
Camille miała rację – leśniczy bez wahania udzielił im pomocy, dopytując także o losy Pierre’a, które nie były niestety znane żadnemu z nich. Priorytetem była ranna rebeliantka, dlatego też mężczyzna powierzchownie zajął się jej ranami i wysłał Gilberta do pobliskiej wioski celem sprowadzenia zaufanego lekarza mieszkającego w okolicy. Klemensowi wydał rozkaz pozbycia się ciężarówki gdzieś daleko od lasu, a Camille poprosił o natychmiastowe udanie się do Paryża i poinformowanie o sytuacji zaistniałej w klasztorze innych członków Ruchu Oporu. Ktoś ewidentnie dopuścił się zdrady, jeśli Okupanci wiedzieli o zebraniu; sytuacja przedstawiała się tragicznie, lecz czy aby na pewno była bez wyjścia?


Camille, Gilbert, Klemens, Lou - dla Was misja dobiegła już końca, udało się Wam opuścić okolice klasztoru. Możecie wybrać jedną z opcji swoich dalszych losów:
1) Napisanie postu w retrospekcjach na minimum 1000 słów o tym, jak radzicie sobie z dotarciem do domu i wyleczeniem ewentualnych ran.
2) Rozgrywka z innym, niebiorącym udziału w misji graczem, który pomoże Ci dojść do siebie.
3) Rozgrywka z MG (do omówienia).
Każdy może oczywiście wybrać inną z opcji, jednak historie powinny się ze sobą pokrywać. Decyzje prześlijcie prywatną wiadomością.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Droga   

Powrót do góry Go down
 
Droga
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Miejsca zamieszkania :: Obrzeża :: Klasztor zakonu Sacré-Cœur-
Skocz do: