IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Ulla & Lucette - maj 1942


Share | 
 

 Ulla & Lucette - maj 1942

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Ulla & Lucette - maj 1942   Nie Lis 12, 2017 11:49 pm

| 19 V

W mieszkaniu babci Ulli wszystko wydawało się tymczasowe.
Chwilowość rzeczywistości upchniętej na kilkudziesięciu metrach kwadratowych czuć było od progu, niczym mdłą woń starego drewna, z którego niegdyś wykonano ciosaną szafę z metalowymi zdobieniami, stojącą w mniejszym z pokoi. Dostrzegało się ją przede wszystkim w drobinkach kurzu, chaotycznie, szybko i niedokładnie pościeranego z ciężkich, niemalże monumentalnych powierzchni, w stosach książek, które powoli zaczynały piętrzyć się w pudłach, zamiast wysokich półek oraz przeszklonych gablotek, w rytmie wystukiwanym przez kobiecy obcas – melodii znanej tylko sobie krzątaniny oraz prób odnalezienia wiecznie zagubionej własności – w końcu samym trwaniu Ulli, tym jak wciąż znikała i nieustannie gdzieś się spieszyła, jak mówiła i co mówiła.
W końcu również i w Lucette, która była tak samo tymczasowa, jak wszystko wokół. Jej obecność, jej ubrania, jej stan, jej myśli – ona cała była doraźna i świadomość tego faktu dopominała się o uwagę wyjątkowo boleśnie od dwóch długich nocy oraz jednego dnia, gdy wskazówki zegara, jako jedyne spośród milczących mieszkańców małego pokoju na końcu mieszkania, wykazywały jakąkolwiek zdolność do ruchu. Gdy jednak dzisiejszego poranka niespodziewanie zatrzymały się, przestając odmierzać kolejne godziny dzielące ją od siedemnastego maja, nie poczuła się lepiej: pojawiło się tylko poczucie kolejnej straty – straty czasu.
Mając tę świadomość i tak trwoniła go dalej, proporcjonalnie do liczby oddechów, ciężkich spojrzeń niemrawo zawieszonych w przestrzeni oraz napięcia, linii napinanej z obydwu stron, zaczynającej się tuż przy lewej łopatce i kończącej przy odrętwiałych łydkach, z każdą nieodmierzoną minutą coraz bardziej doświadczalnej. Nie przecinała jej, choć zapewne mogła, byłaby w stanie dosięgnąć i spróbować odciąć się choćby na moment od paraliżującego uczucia, od pustki oraz zalegających w gardle słów, ale chyba wcale nie chciała - nie pragnęła tymczasowego ukojenia, marnej namiastki powierzchownego spokoju, gdy wokół nic nie było takie, jak być powinno.
Nie miała pojęcia, jak funkcjonowała przez ostatni czas – możliwe i tak też podejrzewała, że nie funkcjonowała w ogóle, że na chwilę całkowicie odłączyła się i zniknęła – nie wiedziała też, jak będzie funkcjonować potem. Na jej chwilowe trwanie (bycie, egzystencję?) składały się okruchy z trudem przełknięte i zalegające ciężko w żołądku (doprawione świadomością, że na nie nie zasłużyła), lekko zapadnięty (pod wpływem ciężaru wyrzutów sumienia) fotel, na którym siedziała, Ulla, stanowiąca centrum uwagi i otwarte okno, przez które wpadał wieczorny chłód oraz dość wyraźny, słodki zapach bzów.
(Zabawne, że gdy maj trwał w Paryżu zza okien, goszcząc w radosnych promieniach słońcu oraz bezchmurnym niebie, jej własny Paryż pękał i rozłaził się w szwach, coraz bardziej schowany pomiędzy ciemnymi chmurami. Oddałaby wszystko, aby beztroskość pogody była jej równie obojętna. Lub żeby w Paryżu zza okien padał deszcz i spadł grad i żeby wszyscy wokół czuli się tak ociężali i przemoknięci jak ona.)
- Suszyłam kiedyś płatki bzu. – Myśli, wciąż pierzchnące, tym razem znalazły ujście na zewnątrz, z zaskoczeniem dla niej samej. Słysząc swój głos, wyciszony i bezbarwny, nerwowo splotła ze sobą zimne palce dłoni. Szorstki pergamin, naznaczony kilkuletnią pracą w sadzie i ogrodzie, był niczym znak, nakazujący zatrzymanie, ostatnie ostrzeżenie przed krokiem w przepaść. – Robiliśmy z nich sok. A te które zostały, zasuszałam pomiędzy stronicami książek.
Jego książek. Ciężkich tomów z zawsze niezagiętymi brzegami, schludnymi, wypełnionymi drobnymi uwagami, które kreślił pewnie na marginesach. Kwiatowy pyłek wyglądał w nich jak konstelacja bladych gwiazd umieszczonych na estetycznych rysunkach oraz poważnych zdjęciach z teleskopów. Tak to zapamiętała - niezliczone ilości astronomicznych tomiszczy, przez które dzielnie się przedzierała, nieszczególnie zainteresowana tematem, ale tylko po to, aby zostawić mu tych kilka płatków bzu, które wypełnią z całą siłą nozdrza, gdy tylko przerzuci kolejne strony.
I przypomną o niej.
Zastanawiała się, czemu się odezwała, czy powinna się odzywać i czy musiała kontynuować temat. Patrzyła prosto na Ullę, próbując odszukać jej jasne spojrzenie, dostrzec wycofanie, niechęć lub przyzwolenie, które znalazłyby odbicie w delikatnych rysach twarzy. Potrzebowała oczywistego znaku, który określiłby jakiekolwiek ramy, dzięki którym mogłaby się swobodnie poruszać. Obecność w mieszkaniu babci była naruszeniem prywatności, jakiego nigdy by się nie dopuściła, gdyby naprawdę nie musiała – oczywistym więc stawało się, że nie zamierzała zanadto narzucać się nowej właścicielce, stawać niewiele ponad duchem przemykającym (a nawet i nie) na palcach tyle, ile było konieczne i ani odrobiny dłużej. Nawiązanie dialogu oznaczało przecież kolejną próbę wciągnięcia w jej własne odmęty poklasztornej rzeczywistości.
A Ulla nie była zobowiązana do tego, właściwie nie była zobowiązana do niczego – nawet do udzielenia fachowej pomocy medycznej, choć zrobiła i to, narażając samą siebie. Prochy po klasztorze nie zdążyły jeszcze opaść, niebezpiecznie było przyjmować do siebie poszukiwaną, której twarz widzieli Niemcy. Czy na jej miejscu podjęłaby takie ryzyko? Możliwe, że nie, możliwe, że zależałoby to, od tego, kim był poszukiwany.
Z pewnością gdyby miała przyjąć samą siebie, zaprotestowałaby.
- Maj w Marsylii pachnie inaczej niż w Paryżu? – Spróbowała nieco zmienić temat, ostrożnie kierując go na bliźniacze tory, a przynajmniej pozornie bliźniacze. Maj w Paryżu przecież przestał mieć dla niej jakikolwiek miły zapach – był już tylko swąd spalenizny oraz duszący dym drapiący w oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Ulla & Lucette - maj 1942
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Miejsca zamieszkania :: Prawy brzeg :: Passy, 5/3-
Skocz do: